Home / Kultura / Kiedy Marina umrze…
m_abramovic - grandevetro.blogspot.com

Kiedy Marina umrze…

Marina Abramović to dziś najbardziej znana serbska artystka performance. Od blisko czterdziestu lat szokuje i zachwyca swoją działalnością artystyczną. Urodziła się w 1946 r. w Belgradzie, w serbsko-czarnogórskiej rodzinie o tradycjach partyzanckich. Rodzicie byli dla niej bardzo surowi, nie okazywali miłości. Jedyną osobą o której wspomina artystka z czułością to babcia. Poświęciła jej jedną ze swoich akcji pt. „W Kuchni.

Nośnikiem przekazu Abramović jest jej ciało. Katując je, rzucając nim, tnąc je zwraca uwagę na to, co według niej ważne. Wyrywa ludzi z ich uporządkowanych poglądów, przekonań. Jej drogę artystyczną można podzielić na trzy etapy: serbski (rozliczenie z tematyką narodową i rodzinną), amsterdamski i nowojorski. Według mnie równie dobrze odzwierciedlają to kolory: czarny, biały i czerwony, tak też będę nazywać etapy jej twórczości.

Artystyczną drogę zaczęła w 1965r. od Akademii Sztuk Pięknych w Belgradzie. Malarstwo zamieniła na body art. W czasie swojej pracy stworzyła wiele wystaw, które szokują do dziś. Zaczynała w latach 70-tych, kiedy realizowała performance związane z ludzkim cierpieniem, bólem, obrzydzeniem. Badała ile psychicznie i fizycznie może wytrzymać człowiek. Przykładem jest akcja pt. „Art Must Be Beautiful/Artist Must Be Beautiful” (1975), która polegała na czesaniu włosów, aż do utworzenia na głowie krwawej rany.

Do etapu czarnego można zaliczyć akcje dotyczące historii jej rodziny. Jedną z nich zatytułowała „Bohater”. Marina ubrana w czerń siedzi na białym koniu i trzyma łopoczącą na wietrze białą flagę. Oddaje tym samym hołd swojemu ojcu, który był zdeklarowanym działaczem Partii Komunistycznej SFRJ (Socjalistyczna Federacyjna Republika Jugosławii).

W 1974 r. dokonała rewolucji w świecie sztuki nowoczesnej. Na wystawie w Belgradzie siedziała za stołem, na którym leżały 72 przedmioty, a odwiedzających zachęcała do korzystania z nich. Jedne z przedmiotów były zwyczajne jak róża, oliwka, inne niebezpieczne jak naładowany pistolet. – Byłam gotowa umrzeć – mówiła artystka. Jeden z gości przyłożył jej broń do skroni, na szczęście powstrzymano go przed strzałem. Innym razem artystka w performance pt. „Lips of Thomas” nożem wycinała na brzuchu pięcioramienną gwiazdę, pilnując by rana cały czas krwawiła.

- Jestem prawdziwym wojownikiem za sztukę. Kiedy tworzę, robię to najlepiej jak potrafię, a potem przychodzi druga Marina, która jest bardzo łagodna i chcę tylko jeść lody – mówi Abramocić.

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych Abramović wyjechała do Amsterdamu, gdzie poznała Ulaya (prawdziwe nazwisko Uwe Laysiepen) – swojego późniejszego partnera w życiu i w pracy. Ich współpraca wprowadziła do body artu tematykę opozycji między kobiecością a męskością. Ten okres był dla niej najbardziej intensywny artystycznie. Razem z Ulayem stworzyli przez 12 lat niezliczoną ilość akcji. „Relations In Time” opowiadał o dualizmie: kobiecość-męskość, cisza-dźwięk, inercja-energia. „Night Sea Crossing” – Marina i Ulay siedzieli w ciszy naprzeciw siebie. Najpierw przez siedem godzin, potem przez trzy dni, aż w końcu przez prawie dwa tygodnie. Kolejnym i jak się okazało ostatnim był „The Lovers/ The Great Wall”. Wyruszyli sobie naprzeciw przemierzając Mur Chiński. Ona ze wschodu, on z zachodu. Pierwotnie w miejscu spotkania, na środku muru mieli się pobrać. Kiedy nadszedł finał, po trzech miesiącach wędrówki rozstali się. Skończył się związek, a wraz z nim współpraca artystyczna. Okres amsterdamski symbolizuje biel.

Czerwony to teraźniejszość. To Londyn i współpraca z Muzeum Of Modern Art. – To najlepszy okres w moim życiutwierdzi artystka. „Babcia sztuki performance” jak mówi o sobie – jest teraz w kwiecie rozwoju artystycznego. Czerpie z niego tyle, ile może. Żyje w stylu glamour, stała się ikoną body artu. Pojawia się w towarzystwie gwiazd show biznesu takich jak Jay – Z. Żyje na własnych zasadach. Cała ubrana w Givenchy, swoją ulubioną markę, przełamała granice między sztuką, modą i pop kulturą.

Jej ostatni trzymiesięczny performance  zatytułowany „The Artist Is Present” wywołał burze. Artystka była obecna w galerii MOMA codziennie od 11 czerwca do 25 sierpnia, a publiczność mogła siedzieć naprzeciw niej jak długo chciała. Granica między artystką a odbiorcą się zatarła. Reakcje ludzi były różne – od śmiechu do płaczu. Wystawa przyciągnęła morze odbiorców, ludzie ustawiali się już w nocy przed wejściem. Stało się to jednym z najbardziej znaczących i kontrowersyjnych występów performance w historii.

Po rozstaniu z Ulayem długo nie związała się z nikim. W wywiadach opowiadała o tym, że mężczyźni szukają delikatnych kobiet, które by były zależne od nich. Ona taka nie jest, dlatego też fascynuje niektórych, ale na krótko. Potem chcieliby ją zmienić, złamać. A na końcu zostawiają. W życiu prywatnym jest staromodna. W 2005 r. znalazła upragnione szczęście i wyszła za mąż za włoskiego rzeźbiarza.

Artystka wciąż czeka na zaproszenie swojej wystawy do Serbii. Jednak ani konsul Serbii w USA, ani Ministerstwo Kultury nie podjęło żadnych kroków w tym kierunku. Biblioteka Narodowa Serbii natomiast wydała właśnie biografię artystki „Kiedy Marina umrze”.

Zainteresowanie jej pracami nie słabnie na zachodzie. Muzeum Gugenheima zaproponowało Abramović, aby swoje siedemdziesiąte urodziny świętowała w ich murach. Najnowszym eksperymentem ma być ekspozycja w Londynie w Serpentine Gallery. Rozpocznie się 11 czerwca a zakończy 25 sierpnia 2014 r. Będzie trwała 512 godzin i taki jest jej tytuł. Marina będzie się przechadzać po galerii, a widzowie będą się jej przyglądać.

źródła: b92.net, politika.rs, marinafilm.com

About Agnieszka Kawczyńska

Ukończyła slawistykę na UŁ, aktualnie studiuje na II stopniu SEW na UW. Uzależniona od kultury serbskiej. Wielbicielka historii sztuki i kina autorskiego. W wolnych chwilach czyta Houellebecq'a.
KOMENTARZE