Home / Bałkany / Grecja / Emilios Solomou: Dziennik Zdrady – recenzja
Mat. prasowe wydawcy
Mat. prasowe wydawcy

Emilios Solomou: Dziennik Zdrady – recenzja

Zbawienie duszy to bardzo ważna sprawa // Jak letnia przejażdżka z ukrytą raną*

Książka Emiliosa Solomu jest lekturą wyjątkową, choć być może nie zostanie doceniona przez polskiego czytelnika w całej pełni, ponieważ, by zrozumieć niektóre wątki, należy znać lokalne, grecko-cypryjsko-bałkańskie systemy odniesień. Nie powinno to wszakże nastręczać trudności czytelnikom tego portalu. Przyznam, że początek historii jest trudny i przez pierwszych kilkanaście kartek obawiałam się, że będzie to kolejna sztampowa opowieść o wielkości starożytnych Greków odbijającej się w twarzach współczesnych przez łącznik przeszłości z teraźniejszością: archeologię, ale okazało się, że Europejska Nagroda Literacka nie została tu przyznana na wyrost.

Autor, Emilios Solomu, urodził się w 1971 roku w Nikozji na Cyprze, studiował historię i archeologię na Uniwersytecie Ateńskim oraz dziennikarstwo na Cyprze. Pracował jako dziennikarz, obecnie jest nauczycielem greki i historii w liceum. I choć Solomu jest Cypryjczykiem, to Dziennik zdrady jest zdecydowanie książką grecką, odwołującą się do greckiej kultury, symboliki, polityki i historii.

Dziennik jest pięknie wydany przez wydawnictwo Książkowe Klimaty: z dobrą redakcją i wysmakowaną okładką, co być może jest detalem, ale dodającym lekturze uroku. Osobne wyrazy uznania należą się Ewie Sztyler, tłumaczce, która wykazała się niebywałą pieczołowitością, oddając bardzo specjalistyczne terminy z dziedziny archeologii, ale sprawiając przy tym, że pomimo tej terminologii tekst jest „czytalny“.  Uchwyciła  zatem ducha oryginału. Książkę bowiem czyta się błyskawicznie. Po przebrnięciu przez pierwszych kilka  wspomnianych dezorientujących kartek, czytelnik zostaje wciągnięty w niezwykle sugestywny świat barw, kolorów, kwiatów i zapachów, a przede wszystkim – w intrygę jak z kryminału. Być może użycie porównania jest tu nawet nie na miejscu, ponieważ w dużej mierze Dziennik zdrady istotnie jest kryminałem. Co więcej, książka jest bardzo wiarygodna w detalach, choć przyłapałam autora  na wpadce w opisie objawów ciąży ludzkiej – to drobnostka, ale przy skali pieczołowitości narracji, aż szkoda, że została popełniona.

Bohaterem opowieści jest Jorgos Dukarelis, starzejący się profesor archeologii,  powracający na wyspę Kufonisi, gdzie dwadzieścia lat temu odkrył szkielet zamordowanej przez pięcioma tysiącami lat kobiety, co uczyniło go sławnym. Powrót ten, zawieszony pomiędzy wakacyjną przejażdżką, dawnymi ranami i rozliczeniem z przeszłością, staje się również punktem wyjścia dla opowieści, która daleka jest od jednoznaczności.

Rozliczenie z przeszłością i tytułową zdradą odbywa się na wielu planach. Można na nie spojrzeć prosto, z punktu widzenia biografii głównego bohatera, który przed laty, pozostając szczęśliwym małżonkiem, podczas słynnych wykopalisk, bliżej zapoznał się z jedną ze swoich studentek, Antygoną (a jak wiadomo, z takim imieniem, nic nie może pójść dobrze, co mówię jako posiadaczka tegoż).

Jednocześnie jest to jedna z wielu zdrad, jakich się dopuszcza Dukarelis: zdradzi on bowiem zarówno swoją żonę, jak i Antygonę. Wszystkich dokonuje z powodu tchórzostwa oraz inercji – pozwala bowiem wydarzeniom dziać się, stara się płynąć z prądem, choć z pewnością nie jest postacią, która nie budzi współczucia lub sympatii. Narracja Solomu oddaje raczej trudną do przełknięcia rzeczywistość, w której wszystkie strony dramatu można zrozumieć, i tym smutniejsza staje się konstatacja, że „tak po prostu jest“.

Solomu stawia jednak pytanie: „czy tak być musi?“, zwłaszcza, że w świecie przez niego stworzonym lub odwzorowanym, zaniechanie i inercja potrafią mieć równie poważne konsekwencje, co zło czynnie wyrządzone. Czy w tym kontekście odkupienie i „zbawienie duszy grzesznika“ jest możliwe i potrzebne? Jaka jest granica usprawiedliwienia czynu i jego zaniechania? Czy należy jej szukać w przeszłości?

W delikatny sposób Solomu sugeruje odpowiedź i porusza niezwykle gorzkie karty z współczesnej historii Grecji, w tym kwestię bratobójczych walk i zbrodni dokonanych na komunistach (lub osobach, którym przypisano takie poglądy) podczas wojny domowej lat czterdziestych. Książka w wielu miejscach ma wyraźnie polityczne tło, a przynajmniej odzwierciedla polityczną (i politykującą) atmosferę lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

Przy tej okazji, w sposób zamierzony lub nie, Solomu zdaje się sugerować, że głównemu bohaterowi o wiele łatwiej jest wykazać się odwagą polityczną niż cywilną. Czy jest to przypadek jednostkowy, czy może reprodukcja pewnego męskiego wzorca? W końcu bowiem, Dziennik Zdrady jest powieścią przewrotnie feministyczną – rozliczeniem z przeszłością jako patriarchalnym światem wartości, którymi rządzi się greckie społeczeństwo, ale rozliczeniem subtelnym.

Kobiety są u Solomu czynnikiem sprawczym, podstawą życia, podstawą trwania i przetrwania w czasie, historii, tradycji, a przede wszystkim – w codzienności, która zostaje jednak zdradzona. Symboliczne wbijanie noża w plecy nie tylko rani, ale i uśmierca. Kobieta zdaje się tu reprezentować naturę, mężczyzna – kulturę, która dostosowuje się do rytmu natury, gdy tak jej wygodniej, ale stara się go wykorzystać, opuścić, a nawet zniszczyć i zbrukać, gdy tego wymaga ekspansja.

Wreszcie, uśmiercona pięć tysięcy lat temu, kobieta staje się eksponatem – odskocznią kariery Dukarelisa, ale tu Solomu podejmuje ponadto grę z czytelnikiem, który musi zadecydować, czy jest to jedynie archeologiczny artefakt i nośnik kultury, czy też onegdaj żywa ofiara o własnej historii Człowiek, który zasługuje na współczucie i współodczuwanie. Nie jedyny raz u Solomu, granice pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, czytelnikiem a tekstem zacierają się.

Dziennik zdrady to dramat w trzech, przenikających się wzajemnie aktach, z których każdy symbolizuje kobieta. Mamy więc mityczną Kasjopeę o imieniu zaczerpniętym z gwiazd i odwieczności; będąca podporą i wsparciem Marię,, dobrą żonę z chrześcijańskiej narracji, i w końcu  Antygonę, jak postać z ponurej tragedii.

Niczym archeolog lub historyk czytelnik musi odkryć i zrekonstruować sam szczegóły fabuły. Co pewne, Emilios Solomu prowadzi narrację w kierunku coraz to mroczniejszych rozważań na temat człowieka. Nie boi się przy tym przywołać banału, który jeśli się dobrze zastanowić, od wieków stanowi kanwę codzienności. A na tę  składają się wszakże odwiecznie powtarzalne dramaty i tragedie ludzkie.

***

Książkę serdecznie polecamy wszystkim Czytelnikom, zachęcamy też do zakupu na stronach Wydawnictwa Książkowe Klimaty.

Recenzja:

Dziennik zdrady, Autor: Emilios Solomou, Tłumacz: Ewa T. Szyler, Liczba stron: 320, ISBN-13: 978-8-3648-8717-8, Rok wydania: 2015, Wydanie: 1, Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

 

* z piosenki Zbawienie duszy z repertuaru Alkistis Protopsalti, tekst Liny Nikolakopulu:

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE