Home / Bałkany / Macedonia / Europa u progu największego kryzysu uchodźczego od czasów II wojny światowej
rts.rs
rts.rs

Europa u progu największego kryzysu uchodźczego od czasów II wojny światowej

W wyniku wzmożonego napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu oraz Afryki Europa stanęła przed największym kryzysem imigracyjnym od czasów drugiej wojny światowej. Jak podaje unijna agencja ds. ochrony granic Frontex, w lipcu granice Unii Europejskiej przekroczyła rekordowa liczba 107 500 imigrantów szukających azylu. I jest to tendencja rosnąca.

Brytyjski dziennik Financial Times relacjonuje, że Berlin apeluje do władz państw członkowskich Unii o podjęcie odpowiednich kroków w celu rozwiązania problemu fali uchodźstwa zalewającej południowe granice wspólnoty. W przeciwnym wypadku w zagrożeniu znajdzie się strefa Schengen, a wśród państw członkowskich zaczną szerzyć się podziały.

Zgodnie z opinią Financial Times Unia jako wspólnota powinna podjąć wspólne, w pełni zintegrowane działania mające na celu regulację przepływu uchodźców przez jej południowe granice. Pierwszym krokiem powinna być selekcja imigrantów docierających do zewnętrznych granic Unii. Prawo do wystąpienia o azyl we wspólnocie powinno być przyznawane tylko i wyłącznie uchodźcom uciekającym przed wojną i prześladowaniami. Emigranci ekonomiczni natomiast odsyłani będą do domu (wiele osób usiłuje bowiem „wykorzystać” sytuację i podaje się np. za Syryjczyków z terenów wojennych, dodając, że ich dokumenty spłonęły lub uległy zniszczeniu).

Tej jedności jednak brakuje. Przypuszcza się bowiem, że część krajów Unii Europejskiej, a dokładniej Grecja i Włochy, nie stosują się do unijnego rozporządzenia Dublin II, które głosi, że wniosek azylowy powinien być rozpatrywany przez pierwsze państwo członkowskie, do którego uchodźca wkroczy. Grecy i Włosi mają odsyłać emigrantów dalej na północ, zamiast przyjmować ich u siebie. Jednocześnie możliwości tych – i tak już pogrążonych w kryzysie krajów – do przyjęcia setek tysięcy ludzi bez środków utrzymania, jest ograniczone.

Jeżeli przywódcy państw Unii nie podejmą zintegrowanych działań w celu zażegnania kryzysu, istnieje zagrożenie, że dojdzie do rozpadu strefy Schengen i głębokich konfliktów pomiędzy krajami-członkami. Jako pierwszy, ten niewygodny temat podjął szef niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Thomas de Maiziere, który ostrzegł, że jeżeli nie zmniejszy się liczba napływających do Niemiec uchodźców państwo będzie zmuszone opuścić strefę Schengen.

Statystyki mówią same za siebie: Federacja Niemiecka co roku przyjmuje 40% wszystkich imigrantów przybywających do Europy. Zgodnie z prognozami w 2015 roku niemiecką granicę przekroczy rekordowa liczba 800 tys. uchodźców, głównie z Bliskiego Wschodu i Afryki, na pomoc którym rząd wyda łącznie 10 miliardów euro.

Dowodem na brak współpracy państw unijnych w zakresie rozwiązywania kryzysu imigracyjnego jest również, jak donosi dziennik Financial Times, polityka rządu Wielkiej Brytanii. Premier państwa David Cameron nie wyraził zgody na przyjęcie części z 40 tys. przybyłych do Europy uchodźców korzystając z prawa zezwalającego Wielkiej Brytanii na rezygnację z postanowień Unii Europejskiej w sprawie polityki migracyjnej.

Uchodźcy i imigranci – Niemcy a sprawa bałkańska

Niemcy, które w największym stopniu dotyka problem uchodźstwa w Europie borykają się z napływem przede wszystkim Syryjczyków, ale również Albańczyków i Serbów. Władze państwa  wykorzystują wszystkie możliwe środki i rozwiązania technologiczne do walki z falą bałkańskich imigrantów. Pierwszym podejmowanym przez Niemców krokiem jest selekcja uchodźców. Tylko osoby pochodzące z krajów ogarniętych wojną i prześladowani mogą starać się o niemiecki azyl. Obywatele pozostałych państw emigrujący z przyczyn ekonomicznych odsyłani są do domu.

Serbia została zakwalifikowana zatem jako  państwo bezpieczne, w którym nie stosuje się represji, przemocy oraz prześladowań na tle politycznym, dlatego serbskim emigrantom odmawia się udzielenia azylu, a przebywający na terenie Niemiec Serbowie zmuszeni są do wyjazdu z kraju. Serbski dziennik Politika donosi, że tylko w tym roku ponad 24 tys. Serbów zostało zmuszonych do opuszczenia Niemiec i powrotu do domu. Niemcy zaapelowały również do władz w Belgradzie o dołożenie wszelkich starań, aby poprawić sytuację ekonomiczną państwa, a tym samym powstrzymać jego obywateli przed masową emigracją zarobkową.

Z roku na rok drastycznie rośnie liczba uchodźców z Bałkanów występujących o azyl w Niemczech. Jak dotąd państwo niemieckie zapewniało im schronienie, wyżywienie oraz wsparcie finansowe w wysokości 140 euro miesięcznie. „To się jednak musi skończyć” – informuje rzecznik niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Lisa Hager. „Serbski rząd powinien zacząć pracować nad poprawą warunków życia Romów i innych mieszkańców państwa, którzy zostali odesłani z Niemiec z powrotem na Bałkany” – dodaje.

Serbski Minister Pracy Aleksandar Vulin w pełni zgodził się z decyzją Berlina i zapowiedział, że Ministerstwo zajmie się powracającymi do kraju emigrantami, którzy nie pozostaną pozostawieni sami sobie bez środków do życia.

W oficjalnym oświadczeniu wydanym przez nowosadzką organizację pozarządową Centrum Regionalizmu Aleksandar Popov zaapelował do rządu w Belgradzie o zorganizowanie kampanii uświadamiającej mieszkańcom Serbii, że uzyskanie azylu na terenie Niemiec nie jest już możliwe. Poprosił również władze państwa o podjęcie działań w celu aktywizacji gospodarczej i ekonomicznej południowej części kraju, która jest regionem najbiedniejszym i skąd emigruje najwięcej ludzi.

Sytuacja na Bałkanach

Kryzys imigracyjny, który objął Europę, dotknął również Bałkany, a przede wszystkim Macedonię i Serbię, które znajdują się na szlaku uchodźców uciekających z Bliskiego Wschodu i Afryki przez Grecję do Europy Zachodniej. W przeciągu minionych dwóch miesięcy macedońską granicę przekroczyło ponad 42 tys. osób obcej narodowości. A liczba ta ciągle rośnie. Setki uciekinierów od miesięcy koczuje na granicy macedońsko-greckiej w oczekiwaniu na wpuszczenie do Macedonii. Wielu z nich w akcie desperacji podejmuje się nielegalnego przekroczenia linii granicznej.

W zeszłym tygodniu Macedonia podjęła decyzję o uszczelnieniu granicy i przepuszczaniu ludności tylko przez przejście w Gevgeliji. Jednocześnie, kilkuset ekspatriantów przeskoczyło przez ciągnącą się wzdłuż granicy siatkę z drutem kolczastym, a następnie siłą przebiło się przez strzegący strefy dla uchodźców kordon policji. Policjanci w ramach interwencji użyli granatów ogłuszających, jednak do dziś nie wiadomo ile osób zostało rannych oraz ilu uciekinierom udało się przedostać na teren Macedonii. Po zajściu macedońska granica przez kilka dni była zamknięta dla uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki. Tysiące uciekinierów niemal tydzień w strugach deszczu oczekiwało w specjalnie wyznaczonej strefie na wpuszczenie do Macedonii.

W zeszły czwartek władze państwa ogłosiły stan alarmowy na południowej granicy kraju oraz ściągnęły dodatkowe oddziały wojska i policji do jej ochrony. Ci, którym udało się wjechać do Macedonii kontynuują podróż do Serbii, a następnie do krajów Europy Zachodniej. Ponieważ macedońskie władze wydały emigrantom prawo do przebywania na terenie kraju nie dłużej niż 72 godziny, czyli czas potrzebny na przedostanie się od greckiej do serbskiej granicy, uciekinierzy masowo oblegają stację kolejową w Gevgeliji skąd raz dziennie odjeżdża pociąg do Tabanowców – miasta na granicy z Serbią.

Z racji tego, że miejsc w pociągu jest znacznie mniej niż oczekujących sytuacja w Gevgeliji w ostatnich miesiącach stała się wręcz krytyczna. Dowodem na to jest bójka, do której doszło ponad tydzień temu pomiędzy uchodźcami z Bliskiego Wschodu walczącymi o wejście do pociągu. Zajęcie miejsca w sładzie relacji Gevgelija – Tabanovce stanowi przysłowiowe „być albo nie być” dla tysięcy migrantów, którym udało się dotrzeć do Macedonii i którzy desperacko usiłują przedostać się dalej na północ ku Unii Europejskiej.

Incydent, na pozór banalny, osiągnął olbrzymie rozmiary w serbskich i macedońskich mediach, które kilka dni rozpisywały się o nieprzyjemnym zajściu. Jak donosi serbski portal novosti.rs, o godzinie 10 rano, gdy nadjechał długo oczekiwany pociąg, na peronie wybuchło zamieszanie. Ponad tysiąc obecnych na nim uchodźców rozpoczęło bójkę o miejsca. W ruch poszły nie tylko pięści, ale również noże i młotki, którymi ci bardziej zdeterminowani torowali sobie drogę do drzwi wagonów. Zgodnie z relacją dziennikarza, peron macedońskiego dworca zawrzał od krzyku dorosłych i płaczu dzieci porzuconych przez walczących o miejsce rodziców.

Inny serbski portal mondo.rs informuje, że pociąg odjechał dopiero o godzinie 15, z pięciogodzinnym opóźnieniem, gdy pracownikom kolei i straży granicznej udało się wyprowadzić z pojazdu nadmiar osób zagrażających bezpieczeństwu dalszej podróży. Incydent zakończył się bez ofiar i większych strat – kilka osób zostało lekko rannych, a w pociągu wybito parę okien.

Emigranci tłumaczyli swoje zachowanie przepisami prawnymi obowiązującymi w Macedonii, która nie daje im prawa do pobytu na jej terenie dłużej niż 72 godziny. Pociąg odjeżdżający do granicy serbskiej był jedyną szansą na opuszczenie kraju przed obowiązujących ich terminem. Z usług taksówkarzy ci bardziej majętni nie mogli skorzystać, ponieważ policja zabroniła korporacjom taksówkarskim świadczenia usług uchodźcom nieposiadającym zezwolenia na pobyt w Macedonii dłuższy niż 72 godziny. Karą za złamanie przepisu jest odebranie samochodu oraz pięć lat więzienia.

Z południa na północ

Z relacji zarówno serbskich, jak i macedońskich mediów wynika, że w pociągu jadącym przez Macedonię brakuje świeżego powietrza, wody oraz miejsca. Podróż stanowi udrękę, zwłaszcza dla małych dzieci. Uchodźcy skarżą się, że są traktowani gorzej niż zwierzęta. Przejazd na relacji Gevgelija – Tabanovce pociągiem kosztuje 10 euro, natomiast taksówką równo 100 euro. Oburzenie wśród uchodźców wywołał również fakt, że w ostatnim czasie ceny biletów zostały podniesiony z 388 na 600 denarów macedońskich (z ok. 26 na 40 PLN). Macedońskie przedsiębiorstwo kolejowe tłumaczy skok cen wzrostem kosztów obsługi składu na skutek zwiększonej liczby podróżnych.

„Uciekam przed wojną z Syrii do Niemiec. Nie mam pieniędzy i jestem głodny. Chcę lepszego życia i dlatego opuściłem swój kraj.” – wyznaje jeden z syryjskich uchodźców.

„Nie jesteśmy zwierzętami, ani przestępcami, mimo że na takich wyglądamy. Ograniczony czas sprawił, że doszło do bójki na peronie.” – dodaje drugi.

Na pytanie dlaczego nie próbują dostać się do zachodniej Europy przez Bułgarię i Rumunię, czyli również kraje członkowskie Unii Europejskiej emigranci nie byli w stanie odpowiedzieć. Uważają, że droga przez Macedonię i Serbię jest szybsza i łatwiejsza. W Bułgarii i Rumunii policja i straż graniczna jest o wiele bardziej sroga.

Mieszkańcy Gevgeliji, mimo że z powodu napływających uchodźców mają coraz więcej problemów nadal starają się im okazywać pomoc. Równocześnie, niektórzy starają się wykorzystać sytuację: w miasteczku rozwinął się lokalny handel m.in. rowerami, które emigranci mogą kupić w cenie od 5 do 50 euro, wodą – 50 centów za dwulitrową butelkę oraz papierosami – od 2.50 euro za paczkę.

Prezydent miasta Ivan Frankov wypowiedział się, że rozumie cierpienia i problemy emigrantów, ale oczekuje od nich większego szacunku w stosunku do Macedonii. Uchodźcy bowiem pozostawiają po sobie setki kilogramów śmieci i odpadów. „Gevgelija była jednym z najczystszych macedońskich miast, ale niestety już tak nie jest. Pracownicy humanitarni wysyłani przez ONZ przychodzą i odchodzą, podobnie jak imigranci, a problem zostaje w mieście na naszej głowie” – konkluduje na łamach serbskiej prasy Ivan Frankov.

Polityk obawia się także, że jeśli Węgry zamkną granicę dla uchodźców z Bliskiego Wschodu, Macedonia będzie zmuszona zrobić to samo. „To nie jest problem Gevgeliji, ani Macedonii, lecz problem globalny, problem, który przyszedł do nas z państwa unijnego, a mianowicie z Grecji” – miał się wypowiedzieć dla portalu informacyjnego novosti.rs.

Zaistniała sytuacja podsyca zatem antygreckie nastroje w Macedonii. Co więcej, na portalach społecznościowych pewna grupa Macedończyków wręcz postrzega ją jako grecki spisek i próbę destabilizacji macedońskiego państwa, co dowodzi, że kryzys uchodźczy pośrednio prowadzi do pogłębiania się konfliktów pomiędzy państwami europejskimi.

Źródła: rts.rs, mondo.rs, novosti.rs, balkaninsight.com, balkaninsight.com, wyborcza.biz, dw.com, libertas.mk

About Dorota Grzegorek

Absolwentka filologii południowosłowiańskiej, geografii politycznej oraz turystyki i rekreacji. Miłośniczka turystyki górskiej, podróży z plecakiem oraz wypraw autostopowych. Interesuje się przede wszystkimi historią i szeroko pojętą kulturą krajów byłej Jugosławii, literaturą i językiem serbskim, podróżami po świecie oraz dziennikarstwem. Jej celem jest zwiedzenie wszystkich kontynentów oraz założenie własnego hostelu w Belgradzie.
KOMENTARZE