Home / Kultura / Film / O tym, jak Robert de Niro handlował pomidorami w Niszu
politika.rs
politika.rs

O tym, jak Robert de Niro handlował pomidorami w Niszu

Co łączy Roberta de Niro z Serbią? Zdawać by się mogło, że niewiele. Serbowie jednak uważają, że jest inaczej…

Wszystko miało się zacząć pewnego ciepłego lipcowego dnia 1967 roku. Robert de Niro, wówczas nieznany jeszcze nikomu student szkoły filmowej, podróżował autostopem po Europie. Tego wieczoru, gdy słońce chyliło się już ku zachodowi, znalazł się na wylotówce z serbskiego miasta Nisz. W tym samym czasie, Radovan Djokić – sprzedawca warzyw na bazarku w twierdzy w Niszu, wracał do domu po ciężkim dniu pracy. Na wyjeździe z miasta zatrzymał go długowłosy młodzieniec w białym podkoszulku i poprosił o podwózkę. Przedstawił się jako Robert.

Radovan Djokić zawiózł obcokrajowca do swojego znajomego na przedmieścia Niszu. Ten, jako jedyny w okolicy znający język angielski, dowiedział się, że młody Amerykanin podróżuje autostopem po Europie, w stronę Bliskiego Wschodu, i że szuka noclegu. Gospodarz Djokić zaprosił przybysza do siebie, do podmiejskiej wsi Čokot, gdzie ugościł go iście po królewsku, pomimo zapewnień młodzieńca, że może spać w stodole na sianie. Robert de Niro opuścił wieś nazajutrz, by udać się do Macedonii.

Historia ma swój ciąg dalszy równo rok później, latem 1968 roku, gdy do Čokotu na niemieckich numerach rejestracyjnych wjechał Volkswagen, a z niego wysiadł brodaty i kędzierzawy młodzieniec. Pomimo jego bujnego zarostu, Radovan Djokić od razu rozpoznał w przybyszu swojego zeszłorocznego gościa z Ameryki. Tym razem Robert de Niro został we wsi trzy dni. Razem z gospodarzem zbierał pomidory w przydomowym ogródku, które później wspólnie sprzedawali na bazarku w Niszu.

Po trzech dniach wyruszył w dalszą drogę – do Grecji. Pech jednak chciał, że niedługo po opuszczeniu miasta musiał zawrócić. Na jednej ze stacji benzynowych został, bowiem, okradziony. Robert de Niro zawrócił do Čokotu prosząc swojego gospodarza o pożyczkę – w zastaw zaoferował swoją kamerę. Radovan Djokić po raz kolejny dobrodusznie udzielił pomocy młodemu turyście, nie biorąc w zamian nic. Przy pożegnaniu Amerykanin obiecał, że jeszcze kiedyś wróci i spłaci swój dług. Dopiero wiele lat później, ze srebrnego ekranu, mieszkańcy wsi dowiedzieli się kogo mieli okazję u siebie gościć.

To, czy ta historia jest prawdziwa, wie tylko sam Robert de Niro. Legendy o słynnym amerykańskim aktorze krążą po Niszu od lat. Przekazywane z ust do ust opowieści wraz z kolejnymi dekadami nabierają coraz bardziej filmowych kształtów. Według niektórych z nich, Robert de Niro podróżując samochodem do Grecji, miał tak naprawdę wypadek w Čokocie, z którego uszedł z życiem, tylko i wyłącznie dzięki pomocy jego mieszkańców. Chłopi nie tylko wyciągnęli go z wraku pojazdu, ale również przez kolejne tygodnie zajmowali się rannym, który nieprzytomny leżał w jednym z gospodarstw. Inne legendy głoszą, że aktor mieszkał w Niszu przez kilka miesięcy i regularnie zajmował się handlem warzywami na lokalnym ryneczku.

Mieszkańcy Niszu do dziś wierzą, że aktor o nich pamięta i któregoś dnia przyjedzie ich odwiedzić, by powspominać stare dobre czasy. Swoją nadzieję na jego przyjazd upatrują w Novaku Djokoviciu, którego Robert de Niro jest zagorzałym kibicem. „Wysłaliśmy list do Novaka, w którym przedstawiliśmy naszą prośbę. Głęboko wierzymy, że Robert o nas nie zapomniał i to nas miał na myśli, mówiąc w rozmowie z naszym prezydentem, że po części czuje się Serbem.” – powiedział jeden z mieszkańców wsi.

W tym miejscu warto przypomnieć, że w 2008 roku Robert de Niro spotkał się w Nowym Jorku z ówczesnym prezydentem Serbii Borisem Tadiciem. Podczas spotkania aktor wyraził zainteresowaniem inwestycją w serbski przemysł filmowy. „Cudownie byłoby nakręcić film w Serbii, żyć tam i pracować. Serbia to wspaniałe miejsce” – miał wówczas powiedzieć.

Zapytany o sentyment do Serbii i jego szczególne związki z tym krajem – młodzieńcze podróże po Bałkanach, gościnny pobyt na belgradzkim międzynarodowym festiwalu filmowym FEST, pasja, z jaką kibicuje Novakovi Djokoviciowi oraz fakt, że swoją córkę nazwał Drina (do czego ponoć zainspirowała go powieść Ivo Andricia), aktor żartobliwie odpowiedział, że być może płynie w nim serbska krew.

Mieszkańcy Čokotu wspominają te słowa do dziś, głęboko wierząc, że  któregoś dnia aktor zawita u nich ponownie. Wszak sam przyznał, że czuje się po części Serbem, a być może nawet nim jest, więc któregoś dnia musi się odezwać zew płynącej w nim niebieskiej krwi.

Źródła: politika.rs, balkaninside.comliberalisme-democraties-debat-public.com, rts.rs

About Dorota Grzegorek

Absolwentka filologii południowosłowiańskiej, geografii politycznej oraz turystyki i rekreacji. Miłośniczka turystyki górskiej, podróży z plecakiem oraz wypraw autostopowych. Interesuje się przede wszystkimi historią i szeroko pojętą kulturą krajów byłej Jugosławii, literaturą i językiem serbskim, podróżami po świecie oraz dziennikarstwem. Jej celem jest zwiedzenie wszystkich kontynentów oraz założenie własnego hostelu w Belgradzie.
KOMENTARZE