Home / Bałkany / Albania / Albania: Spis powszechny inaczej

Albania: Spis powszechny inaczej

Autorka: Marta Kołczyńska

Podobnie jak w Macedonii i Serbii, również albański spis powszechny rozpoczęty 1 października nie obywa się bez sporów, które w tym przypadku dotyczą pytań o tożsamość narodową i religię. Szereg apeli o zignorowanie kontrowersyjnych pytań czy też bojkot spisu w ogóle daje podstawy do obaw, że ofiarą będzie wiarygodność reszty danych spisowych niezbędnych do właściwego projektowania polityki społecznej i gospodarczej państwa

Narodowość podwyższonego ryzyka
Kontrowersje dotyczące spisu ciągnęły się wiele miesięcy, i dotyczyły pytań o przynależność narodową i religię, a ze względu na napiętą atmosferę polityczną zaostrzoną majowymi wyborami lokalnymi spis planowany pierwotnie na wiosnę przesunięto na 1-21 października.
Umieszczeniu spornych pytań w formularzach spisowych sprzeciwiały się organizacje nacjonalistyczne, szczególnie Sojusz Czerwono-Czarny (Aleanca Kuq e Zi, AK), który podczas licznych akcji apelował o ich wykreślenie. Deklaracja narodowości i religii stwarzała zdaniem AK zagrożenie sztucznego zawyżenia ludności greckiej na południu kraju, co otwierałoby drogę dla żądań autonomii dla albańskich Greków i ewentualnych dalszych roszczeń ze strony Aten.
AK oskarżał przy okazji ministra spraw zewnętrznych Edmonda Haxhinasto o kupczenie albańską racją stanu w zamian za przychylność Grecji dla integracji Albanii z Unią Europejską, i zażądał wyjaśnień w odniesieniu do wizyty sekretarza greckiego MSZ Ioannisa Zeposa w Tiranie 8 września.
Ostatecznie zadecydowano, że pytania o przynależność narodową i religijną (nr 39 i 40 w kwestionariuszu indywidualnym) będą dobrowolne, a AK apelowała o ich ignorowanie.
Chcąc zabezpieczyć się przed fałszywymi deklaracjami narodowości, Partia dla Sprawiedliwości, Integracji i Jedności (PDIU) reprezentująca społeczność Czamów zaproponowała zapisanie w art. 20 ustawy o spisie obowiązku weryfikacji deklaracji respondentów z danymi rejestru stanu cywilnego przez INSTAT w razie wątpliwości co do ich prawdziwości, a parlament poprawkę przyjął. Za podanie informacji nieprawdziwych w rozumieniu ustawy grozi teraz grzywna w wysokości 1000 dolarów.
Spowodowało to rzecz jasna sprzeciw przedstawicieli mniejszości etnicznych, którzy uważają, że poprawka łamie prawa mniejszości. Przewodniczący greckiej Zjednoczonej Partii dla Praw Człowieka (PBDNJ) Vangjel Dulo zgłosił oficjalny sprzeciw na forum parlamentu, jednak minister innowacji, technologii komunikacyjnych i informacji Genc Pollo odrzucił zarzuty powołując się na aprobatę Komisji Europejskiej dla spisowego ustawodawstwa.
W odpowiedzi na art. 20 Światowa Rada Epirotczyków za Granicą (World Council of Epirotes Abroad) zwróciła się do Unii Europejskiej i Stanów zjednoczonych z prośbą o przyjrzenie się przebiegowi spisu, żeby rejestracja przebiegła „bez przeszkód, manipulacji, gróźb i zastraszania,” a wyniki zostały „w całości i dokładnie przeliczone.”
Honorowy przewodniczący rady Nikolas Gage i przewodniczący Chrysostomos Dimou wystosowali oświadczenie, w którym nazywają ustawę o spisie niezgodną z konstytucją i prawem międzynarodowym.
„[Prawo to] zostało przegłosowane specjalnie żeby zastraszyć przedstawicieli mniejszości, którzy bali się zadeklarować prawdziwą przynależność etniczną podczas długotrwałych rządów stalinistów, a teraz obawiają się, że spotka ich za to kara,” napisano w oświadczeniu. „Albańskie władze konsekwentnie starały się zmniejszyć liczbę etnicznych Greków i innych mniejszości w kraju, żeby odmówić im podstawowych praw. Nowe prawo ma na celu kontynuację tej polityki, i Albańczycy powinni wiedzieć, że nie muszą się bać i mogą swobodnie zadeklarować tożsamość etniczną w nowym spisie.”
W przeddzień rozpoczęcia spisu bojkot spisu spowodowany krzywdzącymi zapisami art. 20 zapowiedział również wójt zamieszkanej przez Macedończyków gminy Liqenas na południowym wschodzie Albanii Edmond Themelko.
Sprzeciw wobec zgłosiło również stowarzyszenie Morača-Rozafa uważające się za przedstawiciela albańskich Serbów i Czarnogórców. Inna organizacja Czarnogórców, Alba-Montenegro, poparło jednak rejestrację ludności, odmawiając Moračy-Rozafie jakiegokolwiek związku z mniejszością czarnogórską, gdyż „Serbia i Czarnogóra to dwa odrębne państwa.”
W międzyczasie Trybunał Konstytucyjny uznał zapisy ustawy z 2009 r. dot. procedury zmiany narodowości w rejestrze stanu cywilnego za niezgodne z konstytucją. Wniosek do trybunału złożyły sądy z Sarandy, Szkodry i Përmetu po tym, jak zostały zalane tysiącami takich wniosków od mieszkańców. Dyrektor Urzędu Stanu Cywilnego Armand Teliti powiedział przy tej okazji, że decyzja trybunału nie ma nic wspólnego z październikowym spisem powszechnym.

Problematyczne południe
W pierwszych dniach spisu media donosiły o nowych apelach o bojkot rejestracji, a także podejrzanych przypadkach wypełniania formularzy ołówkiem, wizytach pojedynczych ankieterów, a także nieprawidłowościach odnośnie do kontrowersyjnych pytań. Apele o ignorowanie pytań 39 i 40 wielokrotnie ponawiał też AK, a 2 października poparli go też kibice Skënderbeu Korça.
Do bojkotu podobnie jak w roku 2001 nawoływała organizacja Greków Omonia, PBDNJ oraz kilka organizacji mniejszości narodowych. Z zadowoleniem przyjął to lider PDIU Shpëtim Idrizi uważając, że jest to dowód braku możliwości manipulacji wynikami dzięki art. 20.
– To rozwiązanie znacznie ograniczyło możliwość przejmowania fałszywych mniejszości przez kraje sąsiedzkie – powiedział Idrizi dodając, że PDIU będzie na bieżąco śledzić przebieg procesu.
W regionie Korçy jednak większość nie-Albańczyków nie podporządkowała się apelom liderów, tłumacząc, że skoro państwu potrzebne są określone dane, nie ma powodu, żeby ich odmawiać.
O wypełnianiu ankiet ołówkiem, oraz wizytach pojedynczych ankieterów, co rzekomo miało przyspieszyć cały proces, poinformowano w Gjirokastrze. W kilku domach w pobliskim Dropull i Poshtëm oraz Dropull i Sipërm mieszkańcy odmówili rejestracji żądając, żeby spis kontrolował lider Omonii Vasil Bollano.
Część rodzin z Korçy i okolic zadeklarowawszy narodowość grecką zażądało kopii podpisanego przez ankietera formularza mówiąc, że przedstawienie kopii takiej ankiety w greckim konsulacie ułatwi im otrzymanie wizy lub innych dokumentów. W momencie odmowy ze strony rachmistrza mieszkańcy odmawiali zaś rejestracji, co w kilku przypadkach podobno dotyczyło całych dzielnic, inni zaś po prostu odmawiali podania narodowości i religii.
Napięcie w Korçy podsyciły kilkukrotne wypowiedzi greckiego konsula Teodora Ikonomusa określające południowy wschód Albanii jako ziemie greckie, oraz apelach do Arumunów, żeby rejestrowali się jako Grecy. Po protestach w mediach konsul zrezygnował z publicznych wystąpień skupiając się na działalności wśród społeczności wołoskiej i wspierających go organizacjach. Ikonomus zyskał sobie jednak chyba spore poparcie zwierzchników, ponieważ źródła z konsulatu potwierdzają możliwość przedłużenia jego mandatu na kolejne 2 lata.
Incydenty miały miejsce też we wsi Shëngjergj (Św. Jerzy) w okręgu Korça, której ludność w większości stanowią potomkowie przesiedlonych tu w latach 1940. Media poinformowały, że prawie 80 rodzinom ankieterzy odmówili rejestracji narodowości greckiej zostawiając odpowiednie pole puste.
Mieszkańcy opowiadają, że ich dziadkowie urodzili się w greckiej wsi Vinan, a oni sami uważają się za Greków i jako tacy chcą być zapisani. Część z nich to prawosławni, część – muzułmanie.
Jedna z ankieterek tłumaczyła, że starsze osoby, powyżej 72 lat, urodzone w Grecji, zapisywane są jako Grecy, ale dzieci – jako Albańczycy, bo według niej urodzeni w Albanii są narodowości albańskiej. W zasadzie w przypadku wszystkich osób poniżej 71 roku życia pytanie o narodowość zostawiała puste, niezależnie od samodeklaracji respondenta.

Podsumowując pierwszy tydzień spisu, 8 października AK nazwała nieudaną próbę zebrania danych dot. narodowości i religii, gdyż dotychczas 40% respondentów odmówiło odpowiedzi na fakultatywne pytania, jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez AK.
„Dziś należy uznać, że próba zebrania informacji o narodowości i wyznaniu, przeciw woli ludności i zasadom konstytucji, jest nieudana. Według instrukcji Eurostatu kraje przeprowadzające spisy nie powinny uwzględniać w wynikach pytań, na które odpowiedzi odmówiło ponad 5% respondentów,” napisał AK w deklaracji.

Szansa na sukces
Minister spraw zagranicznych Edmond Haxhinasto nie tracąc optymizmu oświadczył podczas konferencji z macedońskim kolegą Nikollą Popovskim, że spis powszechny spełni standardy europejskie i dostarczy rezultatów zgodnych z rzeczywistością.
– Albania może służyć za wzór respektowania praw mniejszości – powiedział Haxhinasto. – Nie są ważne procenty, ale realizacja praw przynależnych każdej mniejszości – podkreślił.
Zaklinanie rzeczywistości przez przedstawicieli rządu i organizującego spis Instytutu Statystycznego, którzy informowali o prawidłowym przebiegu rejestracji mimo „sporadycznych incydentów” nie zmieni faktu, że zgodność wyników spisu ze stanem rzeczywistym, szczególnie w odniesieniu do liczebności grup narodowych i religijnych, jest faktycznie dyskusyjna.
Kij w postaci tysiącdolarowej kary za podanie informacji niezgodnych z rzeczywistością rejestru stanu cywilnego wydaje się być dość wirtualnym. W kraju, w którym obywatele nie korzystają z możliwości legalizacji majątku i dochodów w ramach amnestii fiskalnej będąc świadomymi braku zdolności i determinacji władz do egzekwowania zaległości, i nawet prywatna spółka nie może sobie poradzić ze ściągalnością opłat za prąd (według doniesień medialnych w okręgu Kukës przy granicy z Kosowem regularnie za prąd płaci tylko nieco ponad 4% użytkowników indywidualnych, w okręgu Has – 12%, a w Tropoji – 3%, a z opłatami zalegają również  klienci biznesowi oraz instytucje państwowe), zapowiedź wielkiej weryfikacji danych ze spisu z rejestrem może co najwyżej budzić uśmiech. Istnieje jednak obawa, że narzędzie to będzie wykorzystane instrumentalnie przeciw konkretnym osobom.
Kolejnym problemem jest wiarygodność oficjalnych danych, w tym publikowanych przez Instytut Statystyczny, która nie raz poddawana była w wątpliwość, podobnie jak niezależność tych instytucji. Większość komentatorów życia publicznego woli zatem powoływać się na dane międzynarodowych organizacji jak Bank Światowy, ONZ, MFW, itd.

Albańczyk Grekowi Wikingiem
Dziennikarz Top Channel Adri Nurellari w swoim komentarzu dotyczącym łatwości z jaką w Albanii i regionie manipulowane są dane przypomina o ułatwieniach w przekraczaniu granicy dla emigrantów mieszkających w Grecji podczas ostatnich wyborów, kiedy przywożeni byli autobusami żeby głosować na PBDNJ.
Przywołuje również ostatnie doświadczenia spisu powszechnego w Kosowie, który nie tylko nie uwzględnił emigrantów i bojkotujących, ale również osoby, które obawiały się, że rejestracja ich gospodarstw zmusi ich do uiszczania podatków. W rezultacie ludność Kosowa wg spisu z wiosny br. wynosi 1,73 mln, podczas gdy w spisie wyborców figuruje ok. 1,6 mln osób, co biorąc pod uwagę bardzo niski średni wiek ludności (26 lat) jest przynajmniej zastanawiające. Podobne „cuda” związane głównie ze strukturą narodowościową i religijną miały miejsce również podczas niedawnych spisów w Czarnogórze i Bułgarii.
Informacja jest wartością autoteliczną, a strukturę etniczną i wyznaniową współczesnej Albanii przydałoby się poznać tym bardziej, że w odniesieniu do tej ostatniej najbardziej aktualne dane pochodzą ponad 70 lat. W obecnej sytuacji upolitycznienia tej kwestii, i wobec poważnych wątpliwości co do sprawności albańskich instytucji, pozostaje pytanie czy cały spór miał w ogóle praktyczny sens. Nie chodzi tylko o to, że pytania o narodowość i religię są opcjonalne, przez co wynik będzie bezużyteczny. Ofiarą paść może również reszta danych, niezbędnych przecież państwu do lepszego zaprojektowania polityki gospodarczej i społecznej. W przypadku bojkotu spisu przez znaczną część społeczeństwa, a szczególnie jego specyficzne grupy jak mniejszości, trudno będzie skorygować wyniki tak, by odzwierciedlały rzeczywistość. Jeśli cały wysiłek spisowy pójdzie na marne, zawsze zostaną jednak dane z The World Factbook CIA.
Póki co wiadomo przynajmniej, że po podliczeniu wyników okaże się, że w Albanii mieszka przynajmniej jeden Wiking-buddysta, taką tożsamość zadeklarował bowiem w ramach protestu przeciw bezsensowi samodeklaracji felietonista Gazeta Shqip Artan Lame, a także – wśród jego znajomych – Celtowie, Normanowie, lub Grecy-muzułmanie, gdyż, jak pisze Lame, „nic tak nie doprowadza do wściekłości grekomanów jak Grek-muzułmanin!”

Źródła: Top-channel.tv, panorama.al, census.al, world-epirotes.org, gazeta-shqip.com

About Łukasz Fleischerowicz

KOMENTARZE