Home / Bałkany / Albania / Albańska transformacja, czyli fotografie z 20 lat absurdu

Albańska transformacja, czyli fotografie z 20 lat absurdu

Tutaj spoczywają obok siebie święci, dyktatorzy, politycy… Skanderbeg z brązu, słoń z alabastru… Żeby dogodzić wszystkim są kubki ze zdjęciem Envera Hodży, Saliego Beishy, Matki Teresy, których pogodził rynek… Wystawione na ulicy nie budzą zdziwienia zwyczajnych przechodniów, choć mogą zasłużyć na zdjęcie zagranicznych turystów

"Sklep z chlebem," Tirana 1992

 

Albańska historia, od głodu chleba na początku lat 1990. do głodu bogactwa lat 2000.

Kilka tygodni temu w europejskich księgarniach ukazał się album „Albańska transformacja” wydany przez wydawnictwo Benteli, książka ze zdjęciami szwajcarskiego fotografa Hansa Petera Josta, tekstami Christiny Kleineidam i przedmową Fatosa Lubonji.

Zdjęcia szwajcarskiego fotografa stanowią panoramę 20 długich lat albańskiej transformacji. Są tu zdjęcia nieszczęść początku lat 1990., kiedy Albania, świeżo po upadku pięćdziesięcioletniej dyktatury, wydawała się zagubiona, jak człowiek po raz pierwszy widzący światło słońca. Wykrzywione twarze ludzi w kolejce po chleb, ekstremalna bieda i walka o przetrwanie. Kobieta sprzedająca na schodach napoje orzeźwiające. Budowniczy nie zawracający sobie głowy tym, że wielopiętrowe bloki rujnują tradycję miasta-muzeum. Piaszczyste plaże i plastikowe palmy, cudaczne budowle, strumyki pełne śmieci, limuzyny w centrum Tirany, grafitti, zagraniczni misjonarze ewangelizujący skrajnie ubogie regiony…

Hans Peter Jost skupia się na kwestiach społecznych, które nierzadko śledzi przez lata. Teksty dziennikarki Christiny Kleineidam malują zaś sylwetki konkretnych osób spotkanych podczas jej podróży po Albanii. To nie pierwszy wspólny projekt Josta i Kleineidam; przed rokiem wydali jużksiążkę „Bawełna na świecie.”

"Na trasie Tirana - Romanat" 1994

 

Viktor

Viktorowi się powiodło, ponieważ jego rodzinie udało się zbudować kilka domów w ish-Kënetë w pobliżu Durrës.

– W 1992 r. przyjechał tu mój wujek – opowiada Viktor zaopatrując się w codzienną, solidną dawkę papierosów w barze przy pełnej kurzu ulicy, naprzeciw działki należącej do swojej rodziny. Okulary niedbale włożone we włosy, w nowych, stylowo podartych dżinsach.

Później, kontynuuje, między 1995 i 1999 r. reszta rodziny przyjechała z Lari i Mirditës, górskiego regionu na dalekiej północy Albanii. – We wsi, w której pod koniec dyktatury mieszkało 50 rodzin, dzisiaj nikogo już nie ma.

[…]

Biedni czy bogaci, każda rodzina w ish-Kënetë podłączona jest długą, czarną rurą do wodociągu miasta. Splątane rury biegną wzdłuż pełnych śmieci kanałów do domów, te jednak zwykle i tak wody nie mają. Woda – w zależności od pory roku – jest tylko dwa razy dziennie lub tygodniowo przez kilka godzin. Pitną wodę zbiera się zatem do baniaków, wiader i butelek, a żeby podlać ogród rodzina Viktora wykopała 12-metrową studnię. Do ogrodu nawieźli próchnicy, ale „i tak warzywa nie rosną tak jak w domu, w górach.”

Mistrzostwo zaradności rodzin jest porównywalne z niewydolnością administracji państowej. W konsekwencji zasiedlane dzielnice pozbawione są kanalizacji, a nieczystości lądują w kanałach, do których spływa również podtapiający co rusz domy deszcz.

Wprowadzony zostanie zatem podatek od nieruchomości. Szczególnie wysoki od dużych działek, „ale to jest sprawiedliwe,” – mówi Viktor.

Kiedyś własność ziemi wyznaczało prawo silniejszego. Dziś liczne tablice informują o działkach na sprzedaż, na których sterczą betonowe, niedokończone szkielety. Dokończenie budowy zależy od transferów z zagranicy, bo cement i inne materiały budowlane drożeją z dnia na dzień.

– Ziemię nadal sprzedaje się bez papierów – dla Viktora, przyzwyczajonego do włoskiego porządku to niewyobrażalne. Jego dom jest zarejestrowany, ma – jak to się tu określa – hipotekę. To kosztuje ok. 2500 euro, bo jakiś architekt musi naszkicować plan i zanieść go kolegom w biurze budowlanym. Słowem projekt powstaje według budynku.

(portret Christiny Kleineidam)

Wraz z demokracją pojawiły się nowe towary. "Sklep w Laç" 2010

 

Siostra

Siostra Berndadette, niemiecka Franciszkanka, nie ma złudzeń co do mentalności ludzi, nad którymi sprawuje pieczę. Od 1993 r. razem ze straszą siostrą Gratias doświadczyły gróźb, włamań, a raz nawet została tak poważnie zraniona, że trzeba było ją wysłać do Niemiec. Obie siostry rozpoczęły pracę – oprócz katechizacji również pomoc ubogim – zmagając się z brakiem zaufania i oporem mieszkańców Fushë-Arrëz.

– Po upadku państwowych przedsiębiorstw nie było pracy; i dokończono autostradę do Kosowa – mówi Gratias. Ruch tranzytowy dawną trasą dawał bowiem pracę, szczególnie w czasie wojny w Kosowie w 1999 r.

Fushë-Arrëz wygląda jak prototyp komunistycznego planowania: na zboczu góry monotonne rzędy bloków, co tego centru – budynek gminy, szkoła, hotel i niegdyś dobrze działający szpital.

– Teraz jego pracownicy po lekarstwa przychodzą do mnie – relacjonuje tragiczną sytuację służby zdrowia siostra Bernadette, pielęgniarka. Kilka razy w tygodniu udziela porad w szpitalu i rozdaje pacjentom leki, watę i bandaże, które w innym przypadku muszą przynosić ze sobą. Oprócz tego uczy młode matki zasad higieny i opieki nad noworodkiem, bo nadal utrzymuje się zwyczaj owijania niemowląt ciasko jak kokon i kłądzenia do kołysek.

(tekst Christiny Kleineidam)

"Kruja" 2010

Ironia transformacji

Zdjęcia „niezapomnianych początków” lat 1990. Przywołują obrazy komunistycznej Albanii po upadku dyktatury, z nadzieją, bólem i radością owego czasu wywołują nostalgię u tych, którzy to przeżyli, i ciekawość u pozostałych. Ale to nie wszystko. Jost ponownie odwiedzil Albanię po 20 latach, obfotografował ją, i nowe zdjęcia zestawił ze starymi, oraz z tekstami Kleineidam.

Patrząc na zdjęcia Albanii 20 lat po upadku reżimu widzimy Albańczyków po 20-letniej podróży, nie wiadomo jednak, czy to właściwa droga do Ziemi Obiecanej. Na zdjęciach widać niedokończone domy, liczniejsze niż te ukończone, bloki górujące nad starą zabudową Kruji, balkony domów bez drzwi, bramkę do piłki nożnej narysowaną na murze twierdzy w Beracie, drewniany domek w stylu alpejskim zbudowany na tarasie nowoczesnego bloku w Tiranie, wysoki mur z betonu z tłuczonym szkłem przypominający o krwawej zemście nadal obecnej w okolicach Szkodry. To Albania, którą widzimy każdego dnia. Kraj opowiedziany przez idiotę.

(ze wstępu)

 

Promocja w Tiranie odbyła się 22 października o godz. 20.00 w alternatywnej galerii Tirana Express.

 

Tekst i zdjęcia: Panorama, tłum. i red. Marta Kołczyńska

About Marta Kolczynska

KOMENTARZE