Home / Bałkany / BiH / Aleksandar Hemon: Księga jego żyć
Mat. prasowe wydawnictwa Dowody na Istnienie
Mat. prasowe wydawnictwa Dowody na Istnienie

Aleksandar Hemon: Księga jego żyć

Dowody na Istnienie wydały książkę Aleksandra Hemona: Dwa razy życie. Bośnia i Ameryka. Mamy nadzieję, że samego wydawnictwa nie musimy przedstawiać naszym Czytelnikom, ale jeśli jednak „kogoś coś ominęło“, to odsyłamy na ich oficjalną stronę i zachęcamy do natychmiastowego dodania do ulubionych oraz kupowania ich książek. Nawet nie dlatego, że ktoś nam zapłacił, choć byłoby miło, ale dlatego, że Dowody wyszukują i wydają pozycje niezwykłe, ważne i poruszające. Taka jest i autobiografia Aleksandra Hemona.

Hemon pisarzem dobrym jest, a o tym, dlaczego jest, można dyskutować przy okazji omawiania jego działań czysto beletrystycznych. Dla każdego polskiego miłośnika Bałkanów powinien być jednak postacią przynajmniej znaną, tym bardziej, że należy do tych, którym się udało (jako finaliście i zdobywcy wielu nagród literackich) na Zachodzie. Jest o tyle imponujące, że języka angielskiego, w którym pisze swoje powieści i opowiadania, nauczył się dobrze dopiero jako dorosły mężczyzna. Należy tu podkreślić, że Hemon niekoniecznie zabiegał o życie na Zachodzie, po prostu, tak się ułożyło… jak i zdawałoby się, całe jego życie.

Trudno jest oceniać fabułę w przypadku biografii żywego człowieka, komu bowiem należałoby przypisać jej autorstwo? Bogu, w którego Hemon, jak sam pisze, nie wierzy? Przypadkowi? Banałowi życia? Z drugiej strony, choć trudno jest doszukiwać się w Dwa razy życie znaczącej autokreacji, albowiem to, o czym Hemon pisze moglibyśmy odtworzyć z podręczników, materiałów prasowych, życiorysu artysty, map satelitarnych, a jego relacja jest wiarygodna i prosta. Autor dokonał jednak wyboru poszczególnych epizodów ze swojej biografii i ułożył je w odpowiedniej sekwencji w bardzo przemyślany sposób. Ten układ jest znaczący, i nie ma w nim elementu, który by nie był niezbędny do ujrzenia i zrozumienia przedstawionej całości. Z tego powodu nie do końca zgadzam się z decyzją Wydawnictwa, by książkę zatytułowaną w angielskim oryginale: Book of my lives przełożyć na Dwa razy życie. Umyka bowiem Czytelnikowi bardzo znacząca aluzja, zatraca się oś opowieści. W pewnym momencie Hemon wspomina, jak jego wyjątkowy nauczyciel literatury z Sarajewa, profesor Koljević, opowiada studentom o swojej córce, która jako pięciolatka zaczęła pisać dzieło zatytułowane Księga mojego życia. Po jednym rozdziale dziewczynka zarzuciła dalszą twórczość twierdząc, że musi zaczekać aż uzbiera jej się więcej przeżyć. Już wkrótce Koljević miał zostać jednym z apologetów i ideologów Miloszevicia, dostarczając tym samym nieprzebranych przeżyć do kolejnych rozdziałów ksiąg życia setek tysięcy ludzi, w tym własnej córki i Aleksandra Hemona. Jest to zatem książka o wielu makabrycznych sposobach, na które kreacja i rzeczywistość splatają się w zjawiska i momenty, o których chcielibyśmy myśleć, że są fikcją, ale zdają się być aż nadto realne. Takich jak choroba, śmierć, wojna i emigracja.

Dwa razy życie skupia się na rozmaitych przed i po. Tu nieoceniony będzie obraz Sarajewa z okresu tuż przed wojną i z początków wojny: tonącego w narkotykach, alkoholu i rozpaczliwie łatwym seksie, jak gdyby konwulsyjna zabawa miała wykorzystać do ostatniej kropli te parę lat życia, o których w 1989 proroczo śpiewał belgradzki zespół EKV.

Ukazuje również paradoks – zwłaszcza przymusowego – multikulturalizmu, który każe człowiekowi chwytać się gorączkowo własnej tożsamości, ale przy tym nieustannie ją zmienia. Autobiografii Hemona nie sposób czytać w oderwaniu od gorącej debaty na temat syryjskich uchodźców w Europie, mamy tu bowiem żywe exemplum w postaci autora poruszającego wprost problemy uchodźców i imigrantów w nowym świecie. Tym bardziej polecamy więc Dwa razy życie jako klarownie ujętą opowieść, zatopioną w typowo bałkańskim (bośniackim) humorze: ironicznym, groteskowym, czarnym, strasznym.

Nieuchronnej presji integracji towarzyszy wizja życia, jakie mogliby mieć moi rodzice, gdyby urodzili się Kanadyjczykami. Codziennie widzą, że Kanadyjczycy mają „normalne życie”, jak to się nazywa w języku imigrantów – życie, które dla nich pomimo wszystkich integracyjnych obietnic jest nieosiągalne. od tego życia znacznie mniej oddaleni niż Bośniacy, którzy pozostali w starym kraju, toteż̇ mogą̨ sobie wyobrazić, że żyją normalnym kanadyjskim życiem– moi rodzice potrafią̨ wczuć́ się̨ w sytuację innych, w niemałym stopniu dzięki temu, że poświecili tak wiele czasu i energii na porównywanie się̨ z nimi. A przecież nigdy nie przepoczwarzą się w onych.

Najlepszej analizy teoretycznej powyższego zagadnienia dostarcza bośniacki dowcip, który trochę traci w tłumaczeniu, ale zachowuje swoją (typową) klarowność.

Mujo wyjechał z Bośni do Chicago. Regularnie pisał do Sulja, próbując go przekonać́, żeby odwiedził go w Ameryce. Suljo ciągle odmawiał, nie chcąc się̨ rozstawać́ ze znajomymi i swo kafaną (kafana to kawiarnia, bar, restauracja czy jakikolwiek inny lokal, w którym można godzinami przesiadywać, pijąc kawę̨ albo alkohol). Starania Muja po wielu latach w końcu przyniosły skutek i Suljo leci do Ameryki. Mujo czeka na niego na lotnisku w wielkim cadillacu.

– Czyj to samochód? – pyta Suljo.
– Jak to czyj, mój – odpowiada Mujo.

– Świetne auto – mówi Suljo. – Dobrze ci się powodzi.

Wsiadają do samochodu i jadą do centrum. Po drodze Mujo mówi:

– Widzisz ten stupiętrowy budynek? – Widzę – odpowiada Suljo.

– To jest mój budynek.


– Ładny – mówi Suljo.

– A widzisz ten bank na parterze?

– Widzę.

– To mój bank. Jak mi potrzeba pieniędzy, to po prostu tam idę i biorę, ile chcę. Widzisz tego rolls-royce’a zaparkowanego przed wejściem?

– Widzę.

– To mój rolls-royce. Mam dużo banków i rolls-royce’a zaparkowanego przed każdym z nich.

– Gratulacje – mówi Suljo. – Bardzo fajnie.

Wyjeżdżają z centrum, domy na przedmieściu mają wielkie trawniki, a ulice są̨ wysadzane starymi drzewami. Mujo pokazuje jeden z domów, duży i biały jak szpital.

– Widzisz ten dom? To mój dom – mówi Mujo. – Widzisz ten olimpijski basen koło domu? To mój basen. Pływam w nim co rano. Nad basenem opala się̨ powalająca kobieta o okrągłych kształtach, a w basenie radośnie pluskają̨ się̨ chłopiec i dziewczynka.

– Widzisz tę kobietę? To moja żona. A te śliczne dzieci to moje dzieci.


– Bardzo fajnie – mówi Suljo. – Ale kto to jest ten umięśniony, opalony młody człowiek, który masuje twoją żonę i całuje ją w szyję?

– To ja – odpowiada Mujo.

W zacytowanym wyżej fragmencie Hemon zdołał zawrzeć nadzieje, oczekiwania i rozpacz wszystkich imigrantów i uchodźców świata. Reszta książki jest równie dobra. Polecamy ją więc tym bardziej, że wspomniana klarowność Hemona stanowi tym mocniejszy kontrast wobec wydanej niecały rok temu na polskim rynku autobiografii Emira Kusturicy, o której pisaliśmy kilka miesięcy temu.

O ile wyjazdem do Ameryki tuż przed oblężeniem Sarajewa Kusturica zrywa ciągłość z rodzinnym miastem, przepoczwarza się i stwarza na nowo tak siebie, jak i Sarajewo, Bośnię, Jugosławię wraz z ich historią w maniakalnej wręcz (auto)kreacji, Hemon – wszak nawet nie muzułmanin – w odróżnieniu od Kusturicy pozostaje wierny swojej raji, swojemu domowi. Żyjąc w Ameryce, do której tak jak i słynny reżyser wyjechał na moment przed atakiem, żyje życiem paralelnym, żyje w życiu swoich przyjaciół, zanim oni również zdołają wyemigrować do Europy Zachodniej lub Stanów. Ich narracja opowiada historię oblężenia i staje się częścią autobiografii.

Jak pokazuje Dwa razy życie – symboliczny wymiar istnienia w danym miejscu jest wystarczającym jego dowodem, granica między faktem a relacją zaciera się. Opowieść zostaje na zawsze zinternalizowana, ponieważ to, co stało się innym, miało wszelkie prawo zdarzyć się i mi. Przeciwstawiona egotyzmowi Kusturicy wspólnotowość Hemona każe mu więc empatycznie pochylić się nad ofiarą i w prostych, klarownych słowach przedstawić sekwencję wydarzeń, które doprowadziły do jugosłowiańskich wojen lat dziewięćdziesiątych. Wydarzenia te ukazuje w sposób zrozumiały, „jak dla Amerykanów” (bo jest to wszak książka napisana po angielsku w Ameryce, dla tamtejszego czytelnika), obnażając ich brutalną sekwencję. Hemonowi nie trzeba spisku ani rozmycia odpowiedzialności, jak obficie czerpiącemu z serbskiej narracji wojennej Kusturicy.

Tym bardziej Dwa razy życie jest książką godną polecenia: nie tylko ze względu na piękno języka, humor i uniwersalizm poruszanych tematów, ale i ze względu na jej bardzo ludzką wymowę. Cytując bowiem pewien macedoński film z 2004 roku, „Wszyscy jesteśmy uchodźcami”[1].

Autor Aleksandar Hemon
Wydawnictwo Dowody na Istnienie
Seria Reporterska
ISBN 9788394277703
Okładka miękka ze skrzydełkami
Liczba stron 208
Rok wydania 2015

Książkę można kupić na stronie księgarni firmowej Dowodów na Istnienie.

[1] Chodzi o film Bal-Can-Can w reżyserii Darko Mitrevskiego i scenę, w której znajdujący się u bułgarskiego lekarza Trendafil Karanfilov usiłuje uzyskać akt zgonu dla babci Zumbuli i tłumaczy, że jako uchodźca wojenny znalazł się w wyjątkowo trudnej sytuacji.

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE