Home / Polityka / Bezpieczeństwo / Analiza: Ile terroryzmu w macedońskiej tragedii w Smiljkovci?

Analiza: Ile terroryzmu w macedońskiej tragedii w Smiljkovci?

Autor: Łukasz Fleischerowicz

Towarzyszące ostatnim aresztowaniom domniemanych zabójców 5-ciu osób w Smiljkovci, oskarżenia o terroryzm wywołały w Macedonii debatę, jak wielkie zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju i całego regionu Bałkanów stanowią radykalne ruchy religijne. Może to stanowić przyczynek do rozważań nad tym, jakie rozmiary ma islamizm w Macedonii? Czy słusznie wiąże się terroryzm z wyznawcami islamu i czy samą zbrodnię należy wiązać z terroryzmem, czy raczej ze stosunkami etnicznymi w kraju?


Oceną zagrożenia ze strony radykalnych islamistów na Bałkanach podjęły w ostatnich dniach nie tylko media macedońskie, ale także serbskie i bośniackie, które z uwagą obserwują ostatnie wydarzenia w kraju nad Wardarem. Temat islamizmu na  Bałkanach jest chętnie podchwytywany przez antymuzułmańskie lobby i powraca niczym bumerang, przy każdej sposobnej ku temu okazji. O problemie ekstremistycznych ruchów religijnych stało się głośno trzy miesiące temu, po ataku Mevlida Jašarevicia na ambasadę USA w Sarajewie. Wówczas problem wahabizmu na stronach portalu balkanistyka.org nakreślił Mateusz Kowalik. Kwestie wahabizmu i zagrożeń terroryzmem na Bałkanach to bardzo obszerny i trudny temat, który wymaga co najmniej kilku oddzielnych analiz. W poniższym tekście ograniczę się jedynie do tej problematyki w granicach samej Macedonii.

 

Są czy nie ma terrorystów w Macedonii?

To pytanie trudne, a odpowiedź nie powinna pozostać jednoznaczna. Na konferencji prasowej poświęconej akcji policji i służb macedońskich pod kryptonimem „Potwór”, minister spraw wewnętrznych Gordana Jankuloska, wstrzymywała się od odpowiedzi o domniemanych powiązaniach oskarżonych z zagraniczną siatką terrorystyczną. Stwierdziła jedynie, że jest zbyt wcześnie, aby o nich mówić, gdyż hipoteza ta jest na chwilę obecną weryfikowana.

Według byłego szefa macedońskiej Agencji Wywiadu Kire Naumova, Macedonia może mieć poważny problem z terroryzmem, jeśli okaże się, że wydarzenia w Smiljkovci rzeczywiście były motywowane religijnie. Nie jest bowiem powiedziane, że w tej sytuacji nie dojdzie w kraju do kolejnych aktów przemocy na tle wyznaniowym.

Problem radykalnego islamu w tym kraju nie jest nowy. Pierwsze poważne przejawy istniejącego wewnątrz Islamskiej Wspólnoty Religijnej (IVZ) sporu pomiędzy tradycjonalistami, pielęgnującymi spuściznę turecko-osmańską, a zwolennikami arabskich prądów religijnych pojawiły się w 2004 r., kiedy w kilku meczetach w Skopju doszło do rękoczynów, także na imamów (przewodzących muzułmańskiej modlitwie). Hierarchowie Wspólnoty na przemian to zaprzeczali, to potwierdzali, że radykalny islam zadomowił się w macedońskich meczetach, argumentując czasem, że problem w meczetach wynikał raczej z kwestii przywództwa we wspólnocie (Reis-ul Ulemę Sulejmana Rexhepiego oskarża się wciąż o współpracę ze służbami w czasach socjalistycznej Jugosławii), niż z prób wprowadzenia do miejscowych świątyń islamu według tradycji salafickiej, czy nawet jej radykalnego odłamu – wahabizmu.

Jakiekolwiek motywy decydowały o bójkach w macedońskich meczetach, niezaprzeczalny jest fakt, że w 2007 roku wśród islamskich terrorystów planujących atak na amerykańską bazę w Fort Dix, New Jersey, znaleźli się dwaj Albańczycy, bracia Elvir i Shani Duka z Debaru.

W macedońskich mediach zaczęły się wówczas pojawiać pierwsze informacje o potencjalnych obozach treningowych dla jednostek terrorystycznych na Bałkanach, a po wypowiedzi w 2010 r. izraelskiego ministra spraw zagranicznych Avigdora Liebermana, skierowanej do premiera Nikoli Gruevskiego, że na Bałkanach powstają struktury i rekrutuje się nowych zwolenników wahabizmu, w macedońskiej polityce zawrzało. W połowie 2010 r. twierdzono, że przedstawiciele nietradycyjnego dla Bałkanów odłamu mieli już nie tylko gromadzić się w stołecznych meczetach, ale także gromadzić broń w Skopju, Kumanovie i w okolicach Strugi.

Tezę tę zdawał się potwierdzać teledysk, który został zamieszczony z macedońskiego IP na YouTube w sierpniu 2010 r. Mowa o anonimowym wykonawcy, który wychwalał w języku albańskim żyjącego jeszcze wówczas lidera Al-Kaidy, Osamę bin Ladena słowami: „Osamo, zniszcz amerykańskie wojsko (…), broń honoru muzułmanów. We wrześniu 2001 roku zwyciężyłeś. Wszyscy się o ciebie modlimy”.

Po śmierci lidera Al-Kaidy w maju 2011 r. temat zagrożenia terrorystycznego zszedł na dalszy plan i wydawało się, że „problemu macedońskich wahabitów” odszedł do lamusa. Nic bardziej mylnego.

 

Konflikt religijny czy etniczny?

Pod koniec stycznia br., w południowo-zachodniej Macedonii, w mieście Struga miał miejsce masowy protest muzułmanów. Zakończył się on atakiem na ludzi, miejscowe cerkwie i inne obiekty. Oficjalną przyczyną protestu był tradycyjny karnawał w miejscowości Vevczani, podczas którego rytualnie palono maski, według protestujących obrażające islam. Karnawał odbywa się co rocznie i do tej pory nie budził kontrowersji.

Protest odbył się w sobotę, w dzień handlowy, co zapewniło większą frekwencję ludności z okolicznych wsi. Wśród protestujących rozpowszechniano 12-stronicowe broszury odwołujące się do karnawału w Vevczani, których treści do tej pory nie ujawniono w mediach. Maszerujący przez miasto tłum niósł ze sobą nie tylko albańskie, ale i islamskie flagi, a w trakcie przemarszu doszło do incydentu, w którym spalono macedońską flagę i obrzucono autobus i karetkę zmierzającą do Vevczani. Po tym wydarzeniu, przedstawiciele niektórych albańskich NGO wyrazili w oficjalnych komunikatach zaniepokojenie obecnością podczas wiecu obcokrajowców o długich brodach i wezwali macedońskie MSW do przeprowadzenia postępowania sprawdzającego.

Dwa dni po proteście doszło do kolejnych ekscesów.  We wsi Labuniszta zamieszkałej przez większość muzułmańską, w tym także Torbeszy oraz w Mala Reczica, podpalone zostały cerkwie. Warto podkreślić, że w tym drugim przypadku lokalni Albańczycy pomagali Macedończykom ugasić pożar.

Według Balkan Insight, jeszcze w październiku 2011 r. w Labuniszta miało miejsce spotkanie członków globalnego islamskiego ruchu misyjnego Tablighi Jamaat. Wszyscy oni to właśnie Torbesze pochodzący z okolic Strugi, ale mieszkający obecnie w Szwajcarii i Austrii. Jednym z tematów dyskusji miała być dalsza współpraca między macedońskimi i bośniackimi muzułmanami (w kraju i na Zachodzie), a przede wszystkim z albańskim zbrojnym odłamem z siedzibą w Skopje, która, jak się uważa ma kontakty z bośniacką grupą w Austrii. Większość członków tego ruchu to młodzież w wieku 17 – 25 lat.

Z oficjalnych, acz tajnych dokumentów uzyskanych przez Balkanalysis.com wynika, że członkowie diaspory pochodzący z tych wiosek byli ściśle powiązani z najbardziej radykalnymi przywódcami islamskimi w Bośni oraz Austrii i organizowali ich wizyty w tym rejonie. W siatce znaleźli się również Albańczycy, Arabowie i inni zagraniczni przywódcy islamskich ruchów.

30 stycznia Associated Press i Reuters rozpowszechniły informację, według której wystąpienia w Strudze miały charakter etniczny, a nie religijny.

Swoją cegiełkę przy organizacji protestu dołożył miejscowy burmistrz Albańczyk Ramiz Merko, ale kojarzony przede wszystkim z islamskim lobby w mieście. W 2010 r. utrzymał on np. w mocy  projekt budowy meczetu we wsi Gorna Belica, który władze uznały za nielegalnie postawiony. Opuszczone przez Wołochów domki letniskowe stojące obok nowowybudowanego meczetu zaadaptowano na potrzeby islamskiego ośrodku dydaktycznego dla młodzieży. Merko, choć to burmistrz z ramienia rządzącej partii BDI, od trzech lat pozostaje w sporze z przywódcą Ali Ahmetim, a jego bliskim współpracownikiem jest obecnie Fiat Canoski, szef Partii na Rzecz Europejskiej Przyszłości (PEI), bogaty muzułmanin (właściciela m. in. Uniwersytetu FON w Skopju), który uważa się za przywódcę Torbeszy. Twierdzi się nawet, że dzięki głosom wyborców PEI Merko wygrał lokalne wybory w 2009 r.

Canoski, we wrześniu 2011 r. ogłosił w Strudze tzw. „Torbeszką Deklarację” stanowiącą o istnieniu osobnej narodowości i domagał się uznania go za konstytutywny. Torbesze to dość specyficzna grupa, nie ze względu na fakt, że posługują się językiem macedońskim i wyznającą islam, ale dlatego, że żyją wciąż według konserwatywnych i dość restrykcyjnych zasad społecznych. Większość z nich to ludność wiejska charakteryzująca się aranżowanymi małżeństwami i żyjąca z pracy diaspory, a identyfikująca się silnie i przede wszystkim z islamem.

W kolejnych miesiącach br. w Macedonii doszło do kilku spięć, a nawet śmierci dwóch Albańczyków z rąk macedońskiego policjanta, w wyniku czego uwaga mediów skierowana była na możliwość wybuchu konfliktu etnicznego, przypominającego ten z 2001 r. Tak też się wydawało, gdy doszło do tragedii w Smiljkovci.

Po tym jak przed prawosławną Wielkanocą, w  pobliżu sztucznego jeziora Żelezarsko, znaleziono ciała czterech młodych chłopców i jednego mężczyzny, mieszkańcy kraju doznali głębokiego szoku. Niektórzy z okolicznych mieszkańców, oskarżając o zbrodnie Albańczyków (jako rewanż za śmierć z rąk policjanta), obrzucili ich domy kamieniami.  Doszło też do blokady autostrady. Interweniowała policja, która, by zapobiec walkom pomiędzy lokalnymi lub przyjezdnymi  Macedończykami i Albańczykami, ustawiła ochronne kordony.

1 maja nad ranem macedońska policja i służby specjalne aresztowały 20 osób, a jak się później okazało trzech z pięciu domniemanych sprawców zabójstwa. Oskarżeni to grupa mieszkańców Skopja osoby, jak się twierdzi, trudniące się działalnością terrorystyczną. Według informacji MSW, chodzi o wyznawców radykalnego islamu, którzy uczestniczyli w działaniach wojennych w Afganistanie i Pakistanie po stronie Talibów. Można więc podejrzewać, że chodzi o radykałów  związanych z Tablighi Jamaat. Pozostali dwaj domniemani zabójcy (na zdjęciu) ukrywają się gdzieś poza granicami Macedonii. Interpol wydał już za nimi list gończy.

Zasadnicza kwestia jaka trapi obecnie większość mieszkańców Macedonii, zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów to, czy zbrodniarze odpowiedzialni za morderstwo nad jeziorem nieopodal Smiljkovci, to rzeczywiście terroryści, czy religijni ekstremiści, którzy pragną przekształcić kraj w bazę krzewicieli jedynej według nich słusznej wizji świata, czy raczej zwykli mordercy, którym przyczepia się etykietę.

Albańczycy mieszkający w stolicy już dali wyraz swojej opinii gromadząc się 4 maja w liczbie ok. 4 tys. na ulicach Skopja. Ich protest, na czele którego niesiono islamskie flagi, rozpoczął się po modlitwie w meczecie Jaja Paszy (jednego z wcześniej podejrzewanych o obecność radykalnych prądów). Maszerujący tłum wykrzykiwał: „Albańczycy nie są terrorystami”, „Allach jest wielki”, „Ci, którzy nie protestują to zdrajcy”.

 

Zbrodniarze, terroryści, wahabici

Macedoński ekspert ds. bezpieczeństwa prof. Vladimir Pivovarov uważa, że MSW zlekceważyło potencjał, jaki drzemie wśród radykalnych wyznawców islamu w Macedonii. Powołuje się on na wypowiedź rzecznika MSW Ivo Kotevskiego, który mimo ostrzeżeń Pivovarova stwierdził, że kwestia wyznawców radykalnego islamu w kraju jest pod kontrolą. Według Pivovarova zabójstwo w Smiljkovci przeczy takim twierdzeniom.

Jeszcze w 2010 r. Pivovarov twierdził, że Macedonia jest miejscem siatki Al-Kaidy, gdzie instalowane są komórki, a kraj będzie ponosić odpowiedzialność międzynarodową, jeżeli nie wykaże wystarczającej czujności w tej sprawie.

Wielu ekspertów jest przekonanych, że siatka powiązań islamskich fundamentalistów gotowych na śmierć za islam skoncentrowana w Afganistanie i na Półwyspie Arabskim, tworzy komórki w Europie Zachodniej, a ich szlak wiedzie przez Turcję i kraje bałkańskie, w tym i Macedonię.  Pierwsze zorganizowane grupy salafickie w Macedonii pojawiły się w 1997 roku. Do Macedonii powrócili wówczas pierwsi obywatele, którzy zdobyli wykształcenie teologiczne w Arabii Saudyjskiej i Jemenie.

Według Blagoja Markovskiego,  specjalisty ds. bezpieczeństwa, akcja „Potwór” jeśli w ogóle doprowadziła do schwytania w Macedonii przedstawicieli radykalnych elementów islamskich, to jest to wątpliwy sukces służb. Markovski dystansuje się wobec twierdzenia, że morderstwo w ​​Smiljkovci jest dziełem radykalnych islamistów lub zostało dokonane na zlecenie sił, którym w jakikolwiek sposób zależało na destabilizacji Macedonii.

– Takiej zbrodni mógł dopuścić się każdy morderca, który nie ma skrupułów przy popełnianiu tego typu czynów. Pochopny wniosek, że zabójstwo jest dziełem islamskich radykałów, może nas wyprowadzić na nieznane wody i doprowadzić do prawdziwej fali ataków terrorystycznych – twierdzi Markovski.

Ramadan Ramadani, który jako były hatib (duchowny muzułmański prowadzący modlitwy i czytający hutby) w meczecie Isy Bega w Skopju (z której został wydalony za niepodporządkowanie się Reis ul Ulemie Sulejmanowi Rexhepiemu w wyżej wspomnianym konflikcie) opisuje atmosferę panującą wśród miejscowych muzułmanów. Twierdzi on, że konferencja prasowa MSW była skąpa w informacje i nie wyjaśniła, dlaczego wiąże się motywy sprawców tego strasznego czynu z religijnym ekstremizmem. Według niego Macedonia nie ma dobrych podstaw do rozwoju struktur organizacji terrorystycznych, ponieważ z geostrategicznego punktu widzenia, nie jest dla nich atrakcyjna. Islamiści nie cieszą się w Macedonii poparciem nawet mikroskopijnych partii. Sensownie brzmi też jego argument, że kiedy religijni ekstremiści popełniają tego typu przestępstwa, zwykle wysyłają wiadomość do społeczeństwa, a nic takiego nie miało miejsca przy masakrze w Smiljkovci. Nie było nawoływań do utworzenia islamskiej republiki, czy choćby wycofania żołnierzy z Afganistanu.

 

Zbrodnia to jedno, islamizm to drugie

Niepodważalny jest fakt, że zbrodnia dokonana na niewinnych obywatelach w przeddzień prawosławnej Wielkanocy była straszna i winnych tego czynu trzeba osądzić i należycie ukarać. Nie ulega też wątpliwości, że moment w którym dokonano zabójstwa pozwala przypuszczać, że była to zbrodnia na tle religijnym. Nie czyni to jej bardziej lub mniej bestialską, ale jeśli rzeczywiście motywem zbrodni był wrogi stosunek do wyznawców innej religii, mieszkańcy Macedonii mają się czego obawiać. I nie chodzi tu tylko o niebezpieczne wpływy islamistów, ale także o dodatkowy czynnik wzmacniający napięte stosunki między prawosławnymi Macedończykami a Albańczykami, którzy w większości to tolerancyjni wyznawcy islamu, którym bliższe są zasady zachodniej demokracji niż islamskiej republiki. Ci ostatni z niecierpliwością oczekują teraz oficjalnej reakcji ze strony hierarchów Islamskiej Wspólnoty Religijnej, którzy do tej pory nie wydali żadnego oficjalnego komunikatu w kwestii aresztowania domniemanych terrorystów.

Z drugiej strony trzeba być ostrożnym w ocenianiu aktu zbrodni w Smiljkovci w kategoriach konfliktu religijnego. Mimo, że przy schwytaniu domniemanych zabójców odnaleziono broń i literaturę islamską, a wiek aresztowanych oraz miejsce pobytu wskazuje na możliwe związki z ekstremistami, trzeba się odnosić z rezerwą to przypisywania tym ludziom ideologii wahabickiej, bądź jakiejkolwiek innej radykalno-islamskiej. Już choćby wygląd (brak długiej brody, europejski strój) większości z nich daje powody do zwątpień.

Argument, że zbrodnia była dokonana na tle religijnym, można odczytywać jako próbę potrzebnego skądinąd wyciszenia relacji pomiędzy Albańczykami (żaden trzeźwo myślący muzułmanin nie będzie utożsamiał się z mordercami pod przykrywką islamu) a Macedończykami. Gdyby zbrodniarzom przypisano etykietę narodową, w kraju mogłoby dojść do kolejnych zamieszek. Mimo takiej retoryki rządu, niestety Albańczycy dalej uznają się za zbiorową ofiarę macedońskich służb specjalnych, a Macedończycy odczuwają co raz większy strach przed bezkarnością i dyktatem mniejszości, która podważa sens podmiotowości ich ojczyzny.

Argument Ramadaniego, iż islamiści nie cieszą się w Macedonii poparciem nawet małych partii nie do końca jest też przekonujący. Struktury siatek terrorystycznych działają w sposób tajny i często dystansują się od bieżącej polityki. Gdyby było inaczej od razu znajdywaliby się pod lupą miejscowych służ wywiadowczych. Wątek Al Kaidy należałoby jednak raczej wykluczyć, z powodu przytoczonych wyżej argumentów byłego hatiba.

Jeśli faktycznie zbrodni dokonała siatka terrorystów, należałoby sobie postawić pytanie o motywy zbrodni, bo póki co zabójstwo wygląda bardziej na akt bestialstwa w czystej formie. Być może szczegółów dowiemy się w toku śledztwa, a być może i nie.

Wydaje się, że bezpieczeństwo Macedonii nie jest bardziej lub mniej narażone od innych państw w regionie – Albanii, Bułgarii, czy Serbii, a także europejskich uczestników sprzymierzonych w tzw. koalicji antyterrorystycznej, w tym Polski. Grupy islamskich fundamentalistów oczywiście nie powinny być lekceważone, dlatego zadaniem macedońskich służb jest możliwe szybkie wyjaśnienie motywów zbrodni, a także rozpracowanie faktycznego konfliktu wewnątrz struktur IVZ.

Z drugiej strony podziały religijne w Macedonii nakładają się w znacznej mierze na etniczne, co tylko potęguje wzajemne animozje. Rolą polityków i przywódców duchowych powinno być wyciszanie złej atmosfery w kraju, nie zaś podsycanie do dalszych konfliktów. Niestety zarówno wśród elit (milczenie IVZ, a także Macedońskiej Cerkwi Prawosławnej oraz rządzących z VMRO-DPMNE i BDI), jak agresywnie nastawionych grup  ludności mieszkającej w stolicy po obu stronach Wardaru (kibice, wierni uczęszczający do „radykalnych” meczetów) brakuje poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo innych mieszkańców i chyba świadomości, do czego mogą doprowadzić demonstracje nienawiści. Doświadczone konfliktem z 2001 r. władze wydają się pozostawać bierne w tym względzie.

Środowiska potencjalnych komórek terrorystycznych, o których istnieje podejrzenie, powinny znajdować się pod stałą obserwacją. Nie trzeba chyba dopowiadać, że to właśnie Albańczycy powinni aktywniej zaangażować się w pracę służb wywiadowczych i kontrwywiadowczych, a Macedończycy powinni im to ułatwić. Niestety i tu decydują układy, komu powierzyć jaki resort, nie zaś racjonalne myślenie podpowiadające, jak zredukować problem.

Pytanie zasadnicze, które jeszcze przez długi czas może pozostać bez odpowiedzi brzmi: czy społeczeństwo macedońskie dowie się prawdy o rzeczywistych motywach zbrodni w Smiljkovci i czy zostaną ukarani prawdziwi złoczyńcy? I choć prawda jest jedna, można mieć wątpliwości, czy ujrzy ona kiedykolwiek światło dzienne.

Źródła: kapital.com.mk, novamakedonija.com.mk, mkd.mk, dnevnik.com.mk, utrinski.com.mk, balkanalysis.com, balkaninsight.com, makdenes.org, dw.de

Dla zainteresowanych lekturą anglojęzyczną:

Christophera Deliso: The Coming Balkan Caliphate,

Atanas Panovski: The Spread of Islamic Extremism in the Republic of Macedonia

About Łukasz Fleischerowicz

KOMENTARZE