Home / Polityka / Bezpieczeństwo / Analiza: Problem imigrantów w Grecji

Analiza: Problem imigrantów w Grecji

Autor: Olimpia Dragouni

Uchodźcy, imigranci i polityka

W ostatnich dniach kwestia uchodźców stała się w Grecji przedmiotem gorącej dyskusji, a także przedwyborczych rozgrywek międzypartyjnych. Wybory mają się odbyć 06 maja, więc już teraz politycy prześcigają się w obietnicach i planach. Antonis Samaras, lider Nowej Demokracji, chce wycofać prawo o obywatelstwie, które zatwierdził w 2010 roku rząd PASOK-u. Prawo to zezwala imigrantom w drugim pokoleniu występować o nadanie obywatelstwa. Pomimo, że skorzystało z niego jedynie kilka tysięcy ludzi, głównie etnicznych Greków, Nowa Demokracja utrzymuje, że jest to magnes przyciągający nielegalnych uchodźców, którzy korzystając z niego chcą uzyskać paszport Unii Europejskiej.

Kiedy w czwartek w centrum Aten rozpoczęły się zmasowane operacje policyjne mające na celu aresztowanie obcokrajowców przebywających w stolicy nielegalnie, nazwane obrazowo „Akcją Miotła”, Samaras od razu zareagował. Jak na polityka przed wyborami przystało, poinformował, że greckie miasta zostały przejęte przez nielegalnych imigrantów, a teraz należy je odzyskać. Tego typu populistyczne wypowiedzi mogą przysporzyć mu zwolenników. Jednocześnie, PASOK stara się wykazać w czynach, toteż socjalistyczny Minister Ochrony Obywateli, Michalis Chrysochoidis, ogłosił plan utworzenia 30 centrów dla uchodźców w kraju. W przyszłym roku mają one przyjąć 30 tysięcy ludzi czekających na decyzję w sprawie azylu. Rozwiązanie to ma ulżyć przede wszystkim miastom, takim jak Ateny, Saloniki czy Patra.

Grecja ma problem z imigracją, zwłaszcza tą nielegalną. Zgodnie z danymi ELIAMEPu w 2011 do kraju przybyło 1,1 mln ludzi. Zdecydowanie nie byli to turyści. 1,1 mln osób to 10% populacji Hellady, a w porównaniu z 2% przybyszów w roku 1990 – kolosalny wzrost skali migracji. Około 400 tysięcy spośród tego miliona to osoby przekraczające granicę nielegalnie, nierzadko bez dokumentów. Jest to ogromna liczba, i ogromne konsekwencje społeczno-ekonomiczne dla niewielkiej Grecji.

 

Ateńskie getto

 

Ponieważ większość przybyszów ciągnie do miast, wielu „rdzennych” ich mieszkańców czuje się zagrożonych. Taka niekontrolowana migracja to nie tylko zmiana krajobrazu statycznego (dotąd) sąsiedztwa – to również zagrożenie epidemiologiczne, wielu spośród imigrantów choruje bowiem na malarię i inne choroby zakaźne. Lekarze nie są w stanie skutecznie z nimi walczyć, przeprowadzić nadzoru i leczenia, ponieważ nielegalni imigranci uciekają i chowają się przed służbami porządkowymi.
Bieda, brak eduacji, perspektyw i tym podobne czynniki skutkują również wzrostem przestępczości. Ateńczycy czują się niekomfortowo, do tego stopnia, że w niektórych dzielnicach wprowadzono nawet system eskortowania do domu osób niepewnych własnego bezpieczeństwa.

Jednocześnie, w ostatnich latach centrum Aten uległo swoistej gettoizacji. Nastąpiło to jeszcze zanim kryzys ekonomiczny uderzył w fundamenty państwa. Kolejne władze okazywały nieudolność i niechęć do wprowadzenia zmian – do tego stopnia, że na ateńskich ulicach można było usłyszeć opinie sugerujące, że odpowiednie służby porządkowe czerpią korzyści z zaistniałej sytuacji. Główne place, aleje i zaułki stolicy wypełniły się bowiem żebrakami, kieszonkowcami, prostytutkami i handlarzami narkotyków, którzy niespecjalnie kryli się ze swoim zawodem. Praktycznie każdy przechodzień mógł zaobserwować, jak w praktyce wygląda wymiana grubego zwitka euro na – zapewne bardzo wartościowe – pudełko zapałek. Korzystając z immunitetu, jakim cieszyły się do niedawna uniwersytety w Grecji, na których teren – podobnie jak obecnie w Polsce – policja nie miała wstępu, dilerzy i narkomani chronili się w ścianach przybytków wiedzy, czy na schodach (sic!) Wydziału Prawa. Jednocześnie, niekoniecznie najwyższej klasy prostytutki, oferowały w dzień swe usługi w pobliżu głównego dworca autobusowego, zaś te bardzo nieletnie, zazwyczaj pochodzące z Afryki – „wystawiane” były pod ateńskim Teatrem Narodowym w nocy. Tak zwany „element kryminalny”, siedliska nędzy, przemocy i rasizmu obecne dniem i nocą w samym sercu miasta, o kilka kroków od Parlamentu i Ratusza, nie świadczyły zbyt dobrze o funkcjonariuszach służb porządkowych i zarządzających nimi władzach politycznych. Kiedy w 2008 roku nadeszła recesja gospodarcza, ostatnie linie obrony załamały się. Obecnie tkanka miejska została okaleczona – kilka ulic poddało się bezdomnym, żebrzącym i uzależnionym, a mieszkańcy i sklepikarze z nich uciekli.

Takie warunki, zwłaszcza w połączeniu z kryzysem ekonomicznym i bezrobociem wśród Greków, sprzyjają ekstremizmowi. W 2010 roku, w ateńskiej radzie miasta, po raz pierwszy w historii ugrupowania, miejsce zajął przedstawiciel neofaszystowskiego Złotego Świtu (Chrysi Awgi). Sondaże wskazują, że istnieje również szansa dla Świtu na miejsca w Parlamencie. Wzrost popularności partii zbiega się w czasie ze wzrostem ataków na imigrantów. Organizacje pozarządowe, w tym UNHCR, zarejestrowały w minionych trzech miesiącach 63 ataki o podłożu rasistowskim, które miały miejsce w Atenach. W 18 przypadkach napastnicy byli członkami grup ekstremistycznych (w pozostałych 18  imigranci mieli zostać zaatakowani przez policję).

 

Perspektywy zmian

 

Historyczne centrum stolicy, zwłaszcza okolice Akropolu, nie powinny padać ofiarą ataków przestępców i nieudolności policji – tworzy to bowiem obraz tyleż niekorzystny, co niesprawiedliwy wobec całego kraju, zaburzając proporcje i wizję greckiej rzeczywistości. Jasne jest jednak, że sama wola polityczna w tym momencie nie wystarczy by przywrócić w sercu stolicy spokój i bezpieczeństwo. Bieda i upadek nie mogą zostać „zamiecione” pod dywan, a narkomani i żebracy będą wracać ze swych poczekalni, o ile problemu się nie wykorzeni.

Ateny mają przed sobą niełatwe zadanie. Stolica potrzebuje pieniędzy na zmiany i przyciągnięcie do centrum biznesu i mieszkańców, którzy uciekli z centrum przed chaosem i przemocą. Jedynie zdrowa gospodarka, zdrowe społeczeństwo i „praca u podstaw” może Atenom to zapewnić, nie zaś obietnice wyborcze i fantastyczne plany. Policyjne kampanie przeciwko imigrantom i narkomanom to rozwiązania krótkoterminowe, a tylko długoterminowa polityka i rozwój miasta mogą przynieść skutek. Z tego powodu powinny być potraktowane priorytetowo – jako pierwszy z elementów powrotu państwa do formy.

 

Imigrant – sprawą międzynarodową. Turcja, Unia i wojny

 

Choć obydwie główne partie mają rację, problem imigrantów jest poważny, lecz żadna z nich nie ma recepty na rozwiązanie go. Tym gorzej dla państwa; brak rozwiązania skutkuje bowiem ugruntowaniem pozycji populistycznych partii skrajnie prawicowych i stanowi pożywkę dla rozmaitych teorii spiskowych, których i tak już nie brakuje. Powiada się w Grecji, że napływ imigrantów jest spowodowany przez Turcję. Jakkolwiek nie można zaprzeczyć, że istnieją gry polityczne pomiędzy Ankarą i Atenami, to nie należy jednak wierzyć bezkrytycznie w teorie spiskowe dotyczące kontrolowanej i celowej destabilizacji Grecji przez Turcję. Grecja posiada 206 km granicy lądowej z Turcją, której pilnuje niewiarygodnie kosztowna grecka armia we współpracy z Frontexem. Ponieważ władze w Atenach starają się zaś raczej bronić przed napływem migrantów niż zapewnić im to, o co proszą, poprzednik Chrysochoidisa, również PASOK-owski Minister Bezpieczeństwa Obywateli, Christos Paputsis, zapoczątkował budowę 12,5-kilometrowego muru wzdłuż grecko-tureckiej granicy na Ewros. Budowę rozpoczęto miesiąc temu. Kwestią sporną pozostaje osąd, czy jest to słuszne rozwiązanie – prawdopodobnie, co najwyżej zakłóci ono pracę gangom przemytników szmuglujących imigrantów za kilka tysięcy euro od osoby. Poważniejszym problemem jest fakt, że Grecja ma ponad 15 tysięcy kilometrów wybrzeża, co daje jej 19. pozycję na świecie, a także ponad 6 tysięcy wysp (w tym ponad 200 niezamieszkałych), i to one stanowią główną „bazę wypadową” dla przemytników.

Z jednej strony padają głosy, że jeśli Grecja nie jest w stanie kontrolować 206 km swojej granicy bezpośredniej z Turcją, to trudno się dziwić, że i Turcja nie jest w stanie upilnować 1700 km granic lądowych z Iranem, Irakiem i Syrią, posiadając podobnie niekorzystne do kontrolowania warunki topograficzne (góry), a w dodatek sąsiadując z krajami, z których uchodźcy wojenni od pewnego czasu (od kilku lat w przypadku Iraku i od kilkunastu miesięcy w przypadku Syrii) usiłują zbiec – najchętniej w kierunku Unii Europejskiej.

Ponadto, Turcja zdołała ustanowić (dzięki pomocy Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca) obozy dla 50 tysięcy Syryjczyków, sama mając problem z zapewnieniem warunków własnym obywatelom, którzy w 2011 roku stracili domy w wyniku trzęsień ziemi. Grecja zaś do tej pory nie dysponuje obozami dla uchodźców, które spełniałyby wymogi instytucji humanitarnych. Przebudowa starych koszarów wojskowych w północnej Grecji nie wystarczy.

Z drugiej strony, postępowanie Turcji wobec uciekinierów z Syrii ma rzecz jasna związek z wieloletnim ubieganiem się o członkostwo w strukturach unijnych (mówiąc kolokwialnie, Turcja „nie może podpaść” Unii), a także z rozgrywkami dyplomatycznymi związanymi z (ewentualnymi) interwencjami wojskowymi w Syrii oraz Iranie. Przetasowania polityczne już od roku toczą się pomiędzy Turcją, która pełni tu rolę języczka u wagi, USA, Izraelem, oraz „zainteresowanymi” – Syrią, Iranem i innymi krajami regionu. Należy jednak pamiętać, że każdy spowodowany wojną lub pogorszeniem sytuacji politycznej kryzys humanitarny w regionie skutkuje kolejną falą migracji. Ludzie usiłują bowiem odnaleźć lepsze życie, lub po prostu przeżyć, poza granicami swojego kraju. Ponieważ Turcja nie zatrzymuje tysięcy rodzin i jednostek w ich, problematycznej dla Europy, peregrynacji ku ziemi oznaczonej flagą z dwunastoma gwiazdami, to nie tylko Grecja, ale i cała Unia, poszukując rozwiązań w zakresie polityki migracyjnej, potrzebuje współpracy z Turcją. Urzędnicy unijni podkreślają, że jeżeli państwom europejskim nie uda się wynegocjować nowych zasad kooperacji z tym krajem, granica grecko-turecka nigdy nie będzie bezpieczna.

Obecnie imigranci w Grecji są zdani na łaskę i niełaskę państwa, a czasem – tylko na siebie. W kolejnym roku recesji, który rozpoczął się pesymistycznie, zwłaszcza, że pierwsze dane wykazują 21-procentowe bezrobocie w skali kraju, Grecja ma niewiele do zaoferowania tak swoim, jak i obcym. Oczywiste jest więc, że przybysze starają się przedostać do krajów Unii Europejskiej o stabilniejszej gospodarce.

Należy zatem podejść do zagadnienia systemowo i nie zapominać o wspólnej ochronie granic, o czym również i Europa powinna pamiętać. Ta wydaje się zaś być niechętna do udzielania pomocy. Grecja i Bułgaria są jedynymi krajami Unii, które posiadają granicę lądową z Turcją, ale ich nacisk na Turcję nie wystarczy. Unia Europejska z kolei zdaje się nie być chętna do wymuszenia na wschodnim partnerze lepszej kontroli nad uchodźcami. W zamian, to Grecję straszy się wydaleniem ze strefy Schengen, o czym informował ostatnio m.in. Nicolas Sarkozy. W ramach rewanżu, greccy politycy grożą, że zaczną przyznawać greckie obywatelstwo każdemu imigrantowi, i będą wręczali mu tak czerwony paszport z gwiazdkami, jak i bilet do dowolnego miejsca przeznaczenia w Unii Europejskiej. Na przepychankach słownych jednak się kończy, a w tej sprawie, jak już wielokrotnie podkreślano, potrzeba konstruktywnych rozwiązań.

 

Nieefektywność państwa

 

Usunięcie 30 tysięcy nielegalnych imigrantów z centrum Aten i pozostałych miast w ramach „Akcji Miotła” pomoże miastu, ale nie rozwiąże problemu w kraju i nie naprawi opieszałej administracji oraz biurokratycznego horroru, z jakim muszą zmierzyć się imigranci.

Sytuację pogarsza fakt, że jedyne organizacje, które skutecznie zajmowały się nimi, jak grecki oddział Lekarzy bez Granic przyjmujący dziennie 100 osób, musi obecnie zajmować się również Grekami. W ubiegłym roku Grecy stanowili jedynie 6% beneficjentów pomocy lekarskiej. W tym roku jest to już ponad 30%. W tym tygodniu organizacji odcięto wodę, ponieważ nie była w stanie opłacić rachunku (w wyniku opóźnień w płatnościach ze strony Europejskiego Funduszu na rzecz Uchodźców). Wydaje się jasne, że NGOs nie będą już mogły wypełniać obowiązków państwa.

Tymczasem Grecja stara się dokonywać repatriacji uchodźców – w ubiegłym roku uruchomiono pilotażowy program tejże. W jego ramach każdy imigrant otrzymywał bilet lotniczy do domu oraz 300 euro w gotówce. W 2011 roku cofnięto w ten sposób 1200 osób, w tym będzie ich 2000. Koszt operacji zostanie w 75% pokryty przez Unię i wyniesie 5 mln euro. Tempo jest jednak zbyt wolne, potrzeba by było bowiem 15 lat na odwiezienie tylu imigrantów, ilu rząd w przyszłym miesiącu umieści w nowych obozach.

 

Kiedy imigrant jest przydatny 

Należy jednak popatrzeć na kwestię obcokrajowców z drugiej strony i przyjrzeć się kwestii ekonomicznych i społecznych korzyści, jakich przysparzają państwu imigranci. Badania z 2010 roku przeprowadzone przez ateńskie Laboratorium Studiów nad Diasporą i Migracjami (EMMERIA) wykazały, że co roku imigranci produkują 1,5% greckiego PKB, niemal połowa spośród tych legalnych ukończyła szkołę średnią, zaś jedna piąta – studia. Pracują oni głównie w przemyśle budowlanym, sprzątają w domach i pilnują dzieci. Integracja „uchodźców” ekonomicznych z Albanii, Europy Wschodniej i Azji zakończyła się w Grecji sukcesem, a większość ich dzieci zasymilowała się w pełni ze społeczeństwem. W Grecji na 1000 mieszkańców rodzi się mniej niż 10 dzieci, co stanowi jeden z najniższych współczynników urodzeń na świecie (205. z 221 krajów badanych przez CIA World Factbook 2011). Jednocześnie, odsetek zgonów (10,7 na 1000) jest jednym z najwyższych w Unii Europejskiej (44. miejsce w indeksie światowym CIA World Factbook 2011). Oznacza to, że Grecja potrzebuje ludzi i rąk do pracy, tym bardziej, że na jednego emeryta pracują obecnie trzy osoby. W 2050 roku będzie ich już sześć.

Być może zamiast sięgać do populistycznych haseł i jednorazowych rozwiązań, Grecja powinna skupić się na efektywnym rozwiązaniu problemu imigrantów – oddzielając czynnik kryminogenny od osób obiecujących, mogących zaoferować krajowi swoje umiejętności i doświadczenie

 

Źródła: tovima.gr, kathimerini.gr, ekathimerini.com, athensnews.gr, ethnos.gr, tanea.gr

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE

Polecam tekst- „Turecka pajęczyna” ze strony euroislam.pl w tym szczególnie rozdział – Ruchy ludności

Wzrost popularności prawicowych partii jest skutkiem budzenia się ludzi z lewicowego letargu. Przyszłość Europy należy do patriotów, bo ludzie widzą co lewicowi zdrajcy chcą z tym kontynentem zrobić- zalać go muzułmanami, amerykańsko-żydowskim kapitałem i propagandą , w swoiście bezkrawawy sposób wynarodowić europejczyków.