Home / Polityka / Bezpieczeństwo / Analiza: Sytuacja Serbów na północy Kosowa. Perspektywy

Analiza: Sytuacja Serbów na północy Kosowa. Perspektywy

Autorka: Anna Wyrobek

Liczba mniejszości serbskiej w Kosowie jest trudna do ustalenia. Według informacji Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) w maju 2006 roku północ Kosowa zamieszkiwało około 70 tys. osób narodowości innej niż albańska, w tym 66 tys. Serbów. Od tego czasu Serbowie bojkotują rejestr ludności, ich faktyczną liczbę trudno więc zweryfikować. Kosowscy Serbowie, zgrupowani w małych enklawach na północy Kosowa, zajmują głównie gminy Zubin Potok, Leposavić, Zvečan oraz część Kosovskiej Mitrovicy. Na północ od rzeki Ibar, przecinającej Mitrovicę aż do granicy z Serbią, z wyjątkiem trzech albańskich wiosek, żyją wyłącznie Serbowie.

Plan Ahtisaariego, regulujący status Kosowa, przyznał w 2007 r. serbskiej mniejszości znaczną autonomię, zezwalając również na utworzenie struktur paralelnych finansowanych przez Belgrad. Doprowadziło to niemal do całkowitego wyłączenia się mniejszości serbskiej z rzeczywistości polityczno-społecznej Kosowa. Proces ten nasilił się po ogłoszeniu przez Prisztinę niepodległości w lutym 2008 roku. Stworzone w ten sposób struktury równoległe toczą bez przerwy walkę o wpływy polityczne, nie tylko z nieuznawanym kosowskim państwem lecz także między sobą. W praktyce wygląda to tak, że Serbowie na północy bojkotują rząd w Prisztinie i starają się żyć, jakby granicy serbsko-kosowskiej dalej nie było. W sklepach sprzedawane są wyłącznie serbskie produkty, jedyną walutą są serbskie dinary a każda próba narzucenia władzy przez Prisztinę spotyka się ze zdecydowanym oporem.

Po zeszłorocznych wydarzeniach na rzeczonej granicy, gdzie doszło do starć żołnierzy KFOR z serbskimi demonstrantami, sprzeciwiającymi się nałożeniu przez państwo kosowskie embarga na serbskie produkty oraz obecności albańskich jednostek ROSU na granicy, Zachód wykazał się wielką determinacją w nakłonieniu Serbów do ostatecznego pogodzenia się z losem, co jednak nie przyniosło efektu. W wyniku starć ucierpiało 50 serbskich cywilów, rannych zostało też 30 żołnierzy KFOR, a jeden albański funkcjonariusz sił specjalnych poniósł śmierć.

Największymi propagatorami niepodległości ogłoszonej przez Prisztinę pozostają Amerykanie, postrzegani przez Albańczyków jako wybawiciele i najwięksi przyjaciele kosowskiego kraju. Zebrany przez Waszyngton kapitał stworzył Stanom Zjednoczonym wręcz nieograniczone możliwości oddziaływania politycznego w tym regionie. Zaangażowana pozostaje Unia Europejska, dla której Kosowo jest jednym z najbardziej prestiżowych zadań polityki zagranicznej od początku jej funkcjonowania. Bruksela nie jest jednak zadowolona z faktu, że Waszyngton wywiera tak silny wpływ na rozwiązanie problemu Kosowa przez co sprawia wrażenie, że bardziej skupia się na dyplomatycznej walce niż rozwiązaniu meritum sprawy. A prawdą jest, że kwestii złożoności problemu Kosowa i jego statusu nie da się dłużej bagatelizować.

 

Spory na linii Belgrad-Mitrovica-Prisztina

W przeddzień uzyskania przez Serbię statusu kandydata do UE, Bruksela, słowami niemieckiej kanclerz Angeli Merkel dała Belgradowi do zrozumienia, że bez pogodzenia się z faktem niepodległości Kosowa, nie zdoła on wejść do europejskiej Wspólnoty. Słowa te sprawiły, że Serbia w osobie byłego już prezydenta Borisa Tadicia i jego rządu próbowała utrzymywać pewną równowagę, lawirując i nie rezygnując ani z integracji europejskiej, ani z narodowych interesów w Kosowie.

W noworocznym wystąpieniu Tadić oświadczył, że Serbia musi zaproponować kompleksowe rozwiązanie uwzględniające interesy Albańczyków i instytucji w Prisztinie, które jednocześnie nie będzie naruszało interesów Serbii.  Kilka miesięcy później skrytykował on decyzję serbskich liderów z północy Kosowa w Kosovskiej Mitrovicy, Zubin Potoku i Zvečanie, podporządkowanych Belgradowi, o rozpisaniu referendum dotyczącym uznania instytucji Kosowa. Były prezydent, ze względu na przewidywalny wynik oświadczył, że samo referendum nie służy interesom Serbii. Przedstawiciel rządu Serbii, Oliver Ivanović zwrócił się w krytycznych słowach  do serbskiej opozycji, która poprzez organizację tego typu działań, pragnie jedynie zbić kapitał polityczny przed wyborami parlamentarnymi.  Z kolei, minister ds. Kosowa, Goran Bogdanović oświadczył, że poprzez tego typu samowolne akty polityczne, przedstawiciele władz lokalnych, zmniejszają pole manewru serbskiego rządu i głowy państwa w dialogu ze wspólnotą międzynarodową w rozmowach dotyczących problemu Kosowa.

Przeciwnego zdania byli kosowscy Serbowie. Przewodniczący serbskiej gminy Mitrovica, Krstmir Pantić, podkreślił, że dzięki referendum Serbowie wyślą jasne przesłanie kosowskim liderom, przedstawicielom międzynarodowych organizacji jak i niektórym politykom w Serbii. Referendum doszło więc do skutku i odbyło się 14 lutego br. Ponad 99% głosujących opowiedziało się przeciwko uznaniu instytucji Kosowa. Prisztina oczywiście nie uznała wyników referendum. W ten sposób jesteśmy świadkami analogii wobec przeprowadzonego w 1991 roku referendum przez kosowskich Albańczyków, kiedy to większość obywateli opowiedziała się za niepodległością i które zostało w ten sam sposób odrzucone przez Belgrad. Czy zatem na ostateczne rozwiązanie kwestii Kosowa, będziemy też czekać długich 17 lat? Czy jednak cel, jaki przyświecał kosowskim Serbom, to jest zwrócenie uwagi na sytuację kosowskich Serbów, został osiągnięty i doprowadzi do faktycznych prób rozwiązania problemu?

W atmosferze kontrowersji podobnie, jak serbskie referendum, przebiegały ostatnie wybory, 6 maja. Lokalni Serbowie oprócz parlamentarno-prezydenckich domagali się bowiem przeprowadzenia także wyborów samorządowych na północy Kosowa, jak to miało miejsce w całej Serbii. Postulat ten wywołał polityczną burzę, zarówno w Belgradzie, jak i Prisztinie.

Z perspektywy Prisztiny wybory samorządowe na północy kraju poddawały w wątpliwość terytorialną integralność Kosowa. Z koeli koalicjanci rządowi w Belgradzie obawiali się, że poparcie lokalnych struktur na północy Kosowa oddali Serbię od europejskiej perspektywy. Wybory samorządowe w Kosowie poparła zatem jedynie belgradzka opozycja.  Dzięki temu przewodniczący dwóch gmin na północy Kosowa działając w porozumieniu z opozycją i nie podporządkowując się zaleceniom Belgradu przeprowadzili lokalne wybory, których wyniki nie zostały jednak uznane przez Belgrad.

Z kolei wybory prezydenckie i parlamentarne, pod okiem obserwatorów OBWE, zostały zorganizowane w serbskich enklawach na południu Kosowa oraz w czterech gminach na północy. Większość populacji kosowskich Albańczyków wykazało ambiwalentny stosunek do tych wyborów, ponieważ Serbowie z północy, zgodnie z międzynarodowym prawem, mieli do nich pełne prawo.

 

Decyzje polityczne a sytuacja społeczna

Lokalne wybory mogły po raz kolejny doprowadzić do zamieszek w Kosowie i wstrząsnąć przede wszystkim północną częścią kraju. Po demonstracjach, sprzeciwiających się ustanowieniu granic i kontroli, siłą ustanowionych granic między Kosowem, a Serbią, były to kolejny powód, tym razem dla Albańczyków, by wyjść na ulice np. Mitrovicy.

O tym, jak mocno napięta jest sytuacja Kosowie, świadczą także ostatnie wydarzenia. Przypomnijmy, w okolicach świąt wielkanocnych, na skutek podłożenia ładunku wybuchowego w północnej Mitrovicy, na parterze domu albańskiej rodziny wybuchła bomba, zabijając 38-letniego mężczyznę oraz raniąc jego żonę i dzieci. Z kolei 23 maja br. w miejscowości Drenovce, koło Babin Mostu doszło do podpalenia domu serbskiej rodziny, która postanowiła powrócić do rodzinnych okolic.

Oba incydenty miały niewątpliwie podłoże etniczne (Serbowie otrzymali wcześniej list z pogróżkami, od osób powołujących się na członkostwo w dawnej AKSH), a ich celem było przede wszystkim zastraszenie całych społeczności. Zarówno serbskie, jak i kosowskie instytucje, czy partie polityczne stanowczo potępiają tego typu incydenty, wzywając organy sprawiedliwości do jak najszybszego wyjaśnienia sprawy i postawienia przed sądem osób odpowiedzialnych. Jest to typowy już scenariusz, który kończy się, nie tyle ujęciem sprawców, co apelami do mieszkańców o zachowanie spokoju.

Wydaje się, że Serbowie pogodzili się już z tym, że Republika Kosowa stała się podmiotem politycznym wywierającym wpływ na ich życie, dlatego teraz walczą już tylko o ponowne przyłączenie zamieszkanego przez nich regionu do Serbii. Nie chcą oni bowiem pogodzić się ze zwierzchnictwem Prisztiny. Blokują drogi na północy, bojkotują albańskie instytucje i utrudniają pracę organizacjom międzynarodowym. A serbskie instytucje w regionie nie studzą zapału mieszkańców. Do tego, by Serbowie rozpoczęli kolejne protesty czy demonstracje, nie trzeba zbyt wiele, te jednak w każdej chwili mogą przerodzić się w regularną walkę. Tymczasem Prisztina nie chce nawet słyszeć o możliwości podjęcia jakichkolwiek rozmów o statucie północnego Kosowa.

 

Jakie perspektywy dla porozumienia?

Przedstawiciele rządu w Prisztinie upierają się przy tym, by Serbowie z północnych gmin stanowili część zunifikowanego systemu konstytucyjnego Kosowa. Według nich przyznanie większej autonomii na północy byłoby de facto zwycięstwem polityki tworzenia struktur paralelnych. Władze w Prisztinie przekonane są o wyjątkowo uprzywilejowanej pozycji mniejszości serbskiej w kosowskim państwie, co wyklucza jakiekolwiek rozmowy nad poszerzaniem tych praw.

Szefowa delegacji ds. dialogu z Serbią, a jednocześnie wicepremier oraz minister spraw zagranicznych i bezpieczeństwa narodowego, Edita Tahiri, w swoich wcześniejszych oświadczeniach oceniła, że projekt poszerzonej autonomii dla północy, czyli tzw. Plan Ahtisaari Plus, jest dla Prisztiny nie do przyjęcia. Choć rozwiązanie to wydaje się najmniej kolizyjnym, to jednak ze względu na fakt, że także większość serbskiej społeczności zamieszkującej północne Kosowo jest przeciwna takiemu scenariuszowi, plan ten jest trudny do zrealizowania.

Wydaje się, że realizacja tego planu oznaczałoby nie tylko zaakceptowanie faktycznego podziału na północy Kosowa, ale także niosła ze sobą ryzyko działań ze strony albańskich mieszkańców Doliny Preszeva, którzy chcieliby otrzymać te same prawa w serbskich gminach, które zamieszkują.

Dywagacje na temat takiego scenariusza doprowadziłyby zapewne do działań zakładających bardziej radykalne rozwiązania w regionie, czyli wymiany terytorium pomiędzy Kosowem a Serbią. Rozwiązanie to niosłoby za sobą największe implikacje i stanowiłoby istotne naruszenie światowego porządku. Jedyny albański poseł w serbskim parlamencie minionej właśnie kadencji, Riza Halimi, już z radością opowiedział się za przyłączeniem Doliny Preszeva do Kosowa.

Oficjalnie przywódcy Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, misji i wszystkich organizacji obecnych w Kosowie wykluczają odłączenie północnego Kosowa.  Dowódca KFOR, Erhard Drews stwierdził niedawno, że zmiana granic Kosowa, pociągnęłaby za sobą nowe podziały na Bałkanach co mogłoby stanowić zagrożenie dla pokoju i stabilności w regionie. Groźne mogłyby być jego konsekwencje dla podobnych problemów istniejących w regionie np. kwestii Republiki Serbskiej,  mniejszości greckiej w południowej Albanii czy albańskiej w Macedonii.

Według  przedstawiciela UE w dialogu z Prisztiną, Roberta Coopera kwestia północy Kosowa powinna być rozwiązywana na wysokim szczeblu państwowym. W tej sytuacji grupa kosowskich negocjatorów, powinna otrzymać mandat polityczny Parlamentu Republiki Kosowa. To jednak wydaje się obecnie mało prawdopodobne, kiedy rząd Kosowa stanowczo podjęcie dyskusji na temat statusu północy Kosowa podczas kolejnych rund spotkań z przedstawicielami Belgradu.

Przeciąganie stanu faktycznego może jednak doprowadzić do kolejnych i trudnych do przewidzenia w kraju wydarzeń. Wraz z przedłużającym się na północy kryzysem Serbowie postrzegają bowiem już nie tylko KFOR, czy EULEX, ale także UNMIK, jako organizacje działające nie tyle pod dyktando Brukseli, co kosowskiego rządu. Co więcej, utrzymujące się od lat wysokie bezrobocie oraz przestępczość, brak perspektyw rozwojowych dla młodych ludzi i ich izolacja, przejawiająca się choćby w tym, że uniemożliwia się im zdobycie wiz, wzmacnia ogólną frustrację społeczeństwa, po obu stronach rzeki Ibar. Po euforii, jaka miała miejsce wśród Albańczyków, wraz z ogłoszeniem niepodległości, ich rzeczywistość okazała się równie szara, jak wcześniej.

Kosowo będące politycznym eksperymentem jest de facto państwem hybrydowym o zewnętrznie nadzorowanej niepodległości. Z tego choćby powodu nie poradzi ono sobie z problemami wewnętrznymi. Przekonaliśmy się o tym w lipcu zeszłego roku, kiedy to jednostronne działanie Prisztiny i próba narzucenia władzy na północy Kosowa siłą, bez porozumienia z Brukselą nie tylko nie przyniosła efektów, ale spotkała się z krytyką państw UE oraz wszystkich obecnych w Kosowie instytucji międzynarodowych. Polityczne elity Kosowa straciły w oczach Unii wiarygodność i przestały być przewidywalnym partnerem. Dalszy rozwój sytuacji w Kosowie będzie więc w dużej mierze zależeć od współpracy wszystkich międzynarodowych organizacji tam zaangażowanych oraz od siły nacisków, jakie będzie wywierać na Belgrad i Prisztinę, coraz mniej cierpliwa Bruksela. A trwała stabilizacja w regionie nie będzie możliwa bez ostatecznego rozwiązania problemu jakim jest status północnej części Kosowa oraz uregulowane stosunki pomiędzy Belgradem a Prisztiną.

About Łukasz Fleischerowicz

KOMENTARZE