Home / Kultura / Festiwale / Anatolijskie mrozy na polskich ekranach
Zimowy Sen

Anatolijskie mrozy na polskich ekranach

Śnieg, ziąb i lód – te trzy elementy nie są składnikami jedynie krajobrazów skandynawskich, co udowodnił w swym najnowszym filmie, Zimowy sen, turecki reżyser Nuri Bilge Ceylan. Artysta zabrał publiczność Warszawskiego Festiwalu Filmowego w długą podróż do mikrokosmosu Kapadocji, która latem stanowi centrum pielgrzymek zagranicznych turystów.

Ceylan, znany polskiemu odbiorcy przede wszystkim z Pewnego razu w Anatolii, a mniej – z bardziej niszowych produkcji, takich jak Miasteczko czy Uzak, z inżynierską precyzją odmalowywuje świat swoich bohaterów. Przez niemal trzy i pół godziny opowiada historię i relacje pomiędzy byłym aktorem i dziennikarzem-amatorem, Aydınem, jego żoną-altruistką Nihal, rozgoryczoną siostrą Neclą oraz ubogimi lokatorami wynajmowanego przez Aydına domu. Nie dajmy się zwieść powierzchownemu ciepłu hotelu Otello, w którym to głównie rozgrywa się akcja filmu. To miejsce pełne samotności, w którym analizowane są osobiste problemy poszczególnych postaci.

Film rozpoczyna się sielsko, spokojnie, wręcz błogo. Cieszące oczy obrazki z Anatolii nie zapowiadają dalszego zwrotu wydarzeń. Artystycznym znakiem powolnej zmiany akcji jest raptowna scena, w której mały Ilyas, synek lokatorów wynajmowanego przez Aydına domu wybija szybę w jego samochodzie. Od tego momentu rozpoczynamy kurs na Północ.

Długie sceny pełne są dialogów, co niespotykane we wcześniejszych dziełach Ceylana. Z drugiej strony, Ceylan to mistrz wymownej ciszy, co przywołuje na myśl intelektualną, wręcz ascetyczną atmosferę filmów Ingmara Bergmana. Żona mieszkająca w drugiej części domu, obojętność Aydına na ludzkie nieszczęście, i z początku głęboko skrywany żal jego siostry, Necli, ukazują skute lodem relacje między nimi. Ponadto, obecna w filmie muzyka Schuberta nadaje filmowi specyficzny klimat. Jednakże, tegoroczny zdobywca Złotej Palmy nie pozwala podążyć tak łatwą ścieżką interpretacyjną.

Mroźne podmuchy wiatru bywają rozgrzewane promieniami słońca – gdzieniegdzie Zimowy sen głęboko przeistacza się w ciepłą Jesienną opowieść z Czterech opowieści… Érica Rohmera. Rozterki głównego bohatera, czy nie wspomóc biednej dziewczyny z pobliskiej wsi Garip, charytatywna działalność Nihal i dyskusje na temat dobra i zła prezentują złożoność charakterów oraz to, że każdy z nas posiada pierwiastki anielskie, jak i diabelskie. Film stanowi zamkniętą kompozycję, a przypadnie do gustu zwłaszcza miłośnikom estetyki kinowej fotografii. Warto skupić się również na obecnej – jak zwykle u Ceylana – symbolice. Za pomocą poetyckich aluzji reżyser przedstawia problemy tak tureckie, jak i uniwersalne, choć czyni to w swoistym, własnym stylu. I tak na przykład, motyw konia w Zimowym śnie można odczytać jako metaforę wewnętrznego rozdarcia głównego bohatera pomiędzy umiłowaniem tradycji i podążaniem za nowoczesnością. Co i dlaczego wybierze Ceylan i jego bohater ? Tego widz będzie mógł się dowiedzieć już wkrótce, ponieważ niebawem film zagości na ekranach wielu polskich miast.

Więcej informacji na: ​www.facebook.com/Zimowysen

About Magdalena Malec

Studentka (już prawie absolwentka!) Studiów Filologiczno-Kulturoznawczych na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zgłębia tajemnice trzech języków obcych, co wiąże się z częstym płaczem i zgrzytaniem zębów. Jej miłością są j. obce, choć to trudny i burzliwy związek (patrz wyżej). Jej największą pasją jest język i kultura turecka, podróże, rzewna muzyka orientalna, poetyckie tureckie kino i taniec wschodni. Zafascynowana różnicami kulturowymi między krajami arabskimi, Iranem oraz Turcją, wzdycha po nocach o podbojach lingwistycznych na Bliskim Wschodzie.
KOMENTARZE