Home / Bałkany / Albania / AzerPetrol, z domu Berisha

AzerPetrol, z domu Berisha

Autorka: Marta Kołczyńska

Albania sekwestrowała majątek rafinerii ARMO w związku z roszczeniami finansowymi państwowego banku azerskiego, oraz równocześnie zgłoszonym analogicznym wnioskiem państwowej spółki paliwowej Albpetrol. Niby nic wielkiego, ale biorąc pod uwagę trwającą prywatyzację Albpetrolu i szereg innych okoliczności, Gazeta Shqip rozważa nie tak wcale nieprawdopodobny scenariusz większej przedwyborczej prywatyzacyjnej intrygi gospodarczej premiera Saliego Berishy, w wyniku której Azerbejdżan może stać się właścicielem pokaźnego kawałka albańskiej gospodarki.

Nagłe przyspieszenie akcji

Rafineria ARMO należy do albańskiego spekulanta Rezarta Taciego, który jest też właścicielem części Credins Banku. International Bank of Azerbaijan (Azərbaycan Beynəlxalq Bankı, ABB) miał zdeponować w Credins Banku pod koniec 2008 r. EUR 75 mln, które z kolei miały zostać wykorzystane na zakup podówczas jeszcze państwowej rafinerii ARMO. Taci zaprzecza, a Gazeta Shqip podkreśla przy okazji, że azerbejdżański bank reprezentuje w Albanii mecenas Erinda Ballanca, prawniczka m.in. premiera Sali Berishy w sporze z matką lidera opozycji, Anetą Ramą.

Decyzja o „aresztowaniu” rafinerii ARMO została podjęta przez tirański sąd 8 sierpnia, w tydzień po złożeniu pozwu roszczeniowego wobec ARMO przez Albpetrol. W tym przypadku również chodzi o niespłacony wieloletni dług na ok. EUR 35 mln, który bywał zresztą w przeszłości powodem krytyki m.in. Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Równocześnie Azerbejdżan ma być zainteresowany zakupem Albpetrolu, donoszą kanały dyplomatyczne przywoływane przez portal Gazet Shqip. Albpetrol jest zaś w praktyce właścicielem albańskich zasobów ropy i szeregu cennych licencji i zezwoleń, o których pisaliśmy tutaj.

Jeśli roszczenia azerskie i albańskie zostaną uznane, Bank Azerbejdżanu i Albpetrol mogą przejąć nawet 85% rafinerii ARMO, wynika z uzasadnienia decyzji o „aresztowaniu” rafinerii przez sąd podpisanej przez sędziego Ilira Celiku.

Spiskowa teoria prywatyzacji

Prywatyzacja rafinerii ARMO zapisała się w historii albańskiej polityki gospodarczej sumą EUR 128 mln, które sfinansowały kampanię premiera Saliego Berishy przed wyborami parlamentarnymi w 2009 r. Przez wiele lat informacja o źródle finansowania nie była podawana do publicznej informacji, a jedynie ostatnio wyszło na jaw, że transakcję sponsorowała również literka „A” jak Azerbejdżan.

Na dzień dzisiejszy sytuacja może zatem w skrócie wyglądać następująco: W 2008 r. nadal albańska i państwowa rafineria ARMO zostaje sprywatyzowana za pieniądze azerskie (EUR 75 mln) z udziałem środków albańskiego państwowego Albpetrolu (EUR 35 mln). Do albańskiego budżetu wpływa EUR 128 mln (na brakujące EUR 18 mln zrzucili się krewni i znajomi), które finansują (skutecznie) kampanię wyborczą premiera Saliego Berishy. Kilka miesięcy temu Berisha odwiedza Azerbejdżan, a tydzień temu Azerowie przypominają sobie o długu i – równolegle z nadal przecież państwowym Albpetrolem – pozywają ARMO w tirańskim sądzie, który sekwestruje ARMO na poczet długu sięgającego 85% wartości spółki. Zbliżają się kolejne wybory (latem 2013 r.), więc najwyższy czas sprywatyzować Albpetrol zaopatrywany od kilku miesięcy o cenne państwowe licencje i zezwolenia. Jeśli teraz Azerbejdżanowi przyjdzie do głowy kupić Albpetrol, będzie kontrolował albański rynek energetyczny niemal w całości.

Kto krukiem, kto lisem

Czas pokaże, jak zakończy się prywatyzacja Albpetrolu, i kto kogo ostatecznie przechytrzy. Wśród kandydatów na nabywców spółki wymienia się póki co – i tak nie do końca oficjalnie – rosyjski Gazprom (za pomocą serbskiego NISu), kanadyjski Bankers Petroleum, turecki Çalık Enerji oraz chiński Sinopec.

Scenariusz zarysowany przez Gazeta Shqip wygląda na nieco paranoidalną teorię spiskową z niespecjalnie lubianym przez portal premierem w roli głównej. Albanię i Azerbejdżan faktycznie sporo łączy, m.in. traktowanie państwa jak prywatny folwark przez . Niezależnie od tego, co obiecuje sobie po tej przyjaźni premier Berisha, dla Alijewa Albania wyraźnie nie jest pępkiem świata, czego dowodzi wzmożona działalność inwestycyjna również w Czarnogórze (czytaj tutaj).

Kontrola gazociągu Transadriatyckiego, albo choćby jego albańskiego odcinka, istotnie wzmocniłaby pozycję Azerbejdżanu na arenie międzynarodowej, nie wspominając już o korzyściach finansowych. A naiwni niech nadal wierzą, że kapitał nie ma narodowości.

 

Źródło: Gazeta Shqip, Top Channel

About Marta Kolczynska

KOMENTARZE