Home / Baklava / Bałkańskie mniejszości etniczne – Arumuni
arumuni

Bałkańskie mniejszości etniczne – Arumuni

Karl Markus Gauß – autor zbioru reportaży Umierający Europejczycy – podróżował po Europie i szukał przedstawicieli mniejszości, które – według niego – skazane są na wymarcie i zapomniane przez resztę mieszkańców kontynentu. W swoich wyprawach trafia w końcu na Bałkany, aby odkryć dla swoich zachodnich czytelników półmilionową – jak twierdzi – społeczność, żyjącą w rozproszeniu niemal na terenie całego półwyspu. Obraz społeczności Arumunów, jaki kreśli w swoim reportażu, jest raczej przygnębiający i przerażający zarazem. W poszukiwaniu jej przedstawicieli, dociera do Macedonii (prawdopodobnie nieprzypadkowo, gdyż jest to jedyny kraj, który nadał Arumunom oficjalny status mniejszości etnicznej), m.in. do miasta Molovište – jak mówi: niegdyś bardzo sławnego, zaś teraz jednego z najsmutniejszych miejsc na ziemi.

Ludzie mieszkali tu między stertami gruzów, w których jeszcze dawało się rozpoznać miejską strukturę placów, zaułków, ulic i mostów. Od wjazdu do wsi aż do górującego nad domami kościoła trzeba było pokonać około dwustumetrową różnicę poziomów. Na tym, co kiedyś było ulicami, spały psy, które nie dawały się przepędzić, ale ani razu nie zawarczały i nie zaszczekały, leżały tylko leniwie, czekając, aż nad nimi przejdziemy. Z dwudziestu domów tylko jeden był zamieszkały i choć znajdował się w otoczeniu rumowisk, miał w oknach kwiaty1.

Gauß – wbrew pozorom – poza tym dość nieciekawym krajobrazem napotyka w mieście także na ludzi, i nie tylko.

W Molovište spotkałem samych miłych ludzi. Mieszkańcy zrujnowanej wsi byli weseli. Ci, którzy pozostali, zachowywali pogodę ducha. Chodzili pośród ruin i pielęgnowali swoje rabatki. Wybierając się w odwiedziny do sąsiadów, musieli przechodzić obok gruzów i kamieni, ale w ich ogródkach kwitły róże. Wieś, mająca nie więcej niż sześćdziesięciu mieszkańców, w takim samym stopniu należała do ludzi i zwierząt. Psy, których w każdym innym miejscu na świecie należałoby się bać, wielkie psy pasterskie, wylegiwały się leniwie w kurzu między kurami lub przechadzały po wsi, nie zwracając uwagi na obcych, ostrożnie zwalniających kroku. Na skrzyżowaniu czy raczej na placu, na którym kiedyś zbiegały się chyba trzy drogi, minął nas koń; człapał z wolna i nie zaszczyciwszy nas spojrzeniem, udał się do niżej położonej części wsi. Także i teraz Molovište było raczej miejscem kobiet niż mężczyzn. Jedyny młody mężczyzna, który miał pieczę nad kluczami od kościoła, był niemy, a jego ramiona i biodra podrygiwały przy chodzeniu (…)2.

Po wyjściu z kościoła spotyka także innego mieszkańca – (…) cichego mężczyznę, może siedemdziesięcioletniego, o łagodnych rysach twarzy, ubranego w połatany płaszcz, znoszoną koszulę i powykrzywiane buty. Był to kuzyn milionera, który pozostał w Molovište, kiedy tamten opuścił ziemię rodzinną3.

Opisy tego typu nie należą w jego pracy do rzadkości – już sam tytuł zbioru reportaży sugeruje, iż Arumuni są jedną z mniejszości zagrożonych wymarciem. Z prezentowaniem takiego wizerunku Arumunów przez Gaußa nie zgadza się i polemizuje Ewa Nowicka, antropolożka kulturowa, autorka monografii na ich temat4. Przebywała ona wśród Arumunów właściwie we wszystkich bałkańskich krajach ich zamieszkiwania, w przeciągu kilku lat prowadząc badania, głównie polegające na obserwacji uczestniczącej i przeprowadzaniu wywiadów. Oto, w jaki sposób nie zgadza się z tendencyjnymi opisami tworzonymi przez Austriaka:

We wioskach macedońskich Gauß zauważył jedynie bezsilnych, z trudem powłóczących nogami umierających staruszków, z których bogatemu, protekcjonalnemu Austriakowi nie jest szczególnie trudno sobie podkpiwać. (…) Tymczasem, gdy się Arumunów bada serio, gdy się naprawdę pozna ich różne środowiska w różnych krajach, okaże się, że jest to naród żywy, młody, pełen energii i siły i godności i że nieznajomość języka rumuńskiego nie zabija tożsamości i, co może jeszcze ważniejsze – dumy z bycia Arumunem5.

Arumuni są społecznością liczącą – wg danych Organizacji Mniejszości Europejskich eurominority.eu – około stu tysięcy członków6, jednak nieoficjalne szacunki podają liczby rzędu 200-300 tysięcy, niekiedy nawet półmilionowe. Jak zostało wspomniane, żyją w rozproszeniu na terenie całego Półwyspu Bałkańskiego, jednak największe ich skupiska znajdują się w Albanii, Grecji, Rumunii (głównie w rejonie Dobrudży), Macedonii i Serbii. Ponadto interesującą grupę stanowią – także przez niektórych klasyfikowani jako Arumuni – żyjący w swoistej enklawie we wschodniej części chorwackiego półwyspu Istria Istrorumuni, grupa licząca około tysiąca członków, odróżniająca się od okolicznej ludności głównie językiem. Jak również zostało już zasygnalizowane, jedynym krajem, który uznaje Arumunów za mniejszość etniczną jest Macedonia. W związku z tym rząd macedoński zobowiązany jest do wspierania arumuńskiej społeczności – także finansowo – w staraniach zachowania języka arumuńskiego przez umożliwienie nauczania go w szkołach i ułatwienie przeprowadzania w nim praktyk religijnych (Arumuni są w przeważającej większości wyznawcami prawosławia), wspieranie organizacji kulturalnych, a także emitowanie w mediach różnego typu programów w języku arumuńskim i o Arumunach traktujących7.

Język arumuński, będący jednym z podstawowych wyróżników tej społeczności, należy do grupy języków wschodnioromańskich. Uznawany jest on jednak obecnie raczej jako jeden z dialektów języka rumuńskiego, a traktowanie ich języka jako osobnego tworu jest jednym z głównych postulatów Arumunów (którzy nie dążą chociażby do zjednoczenia się w ramach organizmu państwowego). Język jest zapisywany obecnie głównie za pomocą alfabetu łacińskiego i greckiego, w przeszłości jednak używano do tego także cyrylicy. Wziąwszy pod uwagę właśnie kryterium językoznawcze i geograficzne, podzielić ich możemy na kilka podgrup. Są to mianowicie: Pindianie – zamieszkujący góry Pindos w północnej Grecji; Gramostianie – także zamieszkujący górskie obszary północnej Grecji; Farszeroci – pochodzący z rejonu południowej Albanii; Megleni (zwani także Meglenowołochami) – wywodzący się z grecko-macedońskiego pogranicza gór Pajkos8. W przeszłości dużą grupę stanowili także Moskopolitanie, zamieszkujący częściowo także południowe rejony Albanii.

Pamiętać należy, iż podziały te są płynne ze względu na to, że Arumuni przez długi czas stanowili społeczność w dużym stopniu nomadyczną. Miało to związek z trybem i charakterem ich zajęcia – tradycyjnie zajmowali się oni bowiem transhumancyjnym (koczowniczym) pasterstwem. Polegało ono na okresowym przeganianiu stad z pastwisk letnich, znajdujących się najczęściej w górach, na pastwiska zimowe, położone w dolinach. Ze względu na swoje zajęcie, cieszyli się oni choćby większymi prawami i statusem ludzi wolnych w Imperium Osmańskim. Wypas zwierząt był głównie zajęciem należącym do mężczyzn, kobiety pełniły w tej społeczności – jak podaje Ewa Nowicka – jedynie pomocniczą rolę, zostawiając we wsiach, zajmując się m.in. rolnictwem. Stąd też Karl Markus Gauß określa w przytoczonym powyżej fragmencie Molovište jako miejsce kobiet. Interesującą hipotezą jest to, iż ich koczowniczy tryb życia nie ograniczał się jedynie do terenów Półwyspu Bałkańskiego, a nawet do całego obszaru Karpat – jedną z teorii etnogenezy polskich i słowackich górali z Orawy i Spiszu jest wywodzenie ich właśnie od wołoskich pasterzy, którzy mieli zawędrować właśnie na te tereny. Do tej pory niektóre określenia gwarowe stosowane przez górali z tych terenów, dotyczące głównie pasterstwa i hodowli, brzmią identycznie jak ich odpowiedniki w języku arumuńskim9 (przykładowo: bryndza – brânzâ, watra – vatra).

Mówiąc o pasterzach wołoskich, nie sposób pominąć jednej z budzących najwięcej wątpliwości kwestii dotyczących Arumunów, mianowicie ich nazewnictwa. W literaturze najczęściej występują oni pod nazwą, którą stosuję w artykule; są oni tak określani także w pracach Ewy Nowickiej (względnie dopuszczalna forma to Aromuni, jak pisze o nich choćby Gauß). Równolegle, jako synonim, stosowana przez niektórych jest – jak się wydaje, nie do końca poprawna – nazwa Wołosi. Prawdopodobnie jest to nazwa błędna ze względu na to, iż przyjmuje się zwykle, że Arumuni są jedną z grup wchodzących w skład Wołochów. Z drugiej strony określenie Wołoch (czy ściślej greckie Vlachos czy bułgarskie i macedońskie Vłasi) budziło konotacje bardzo pejoratywne, o czym mówili także arumuńscy rozmówcy Ewy Nowickiej. Po pierwsze, nazwa Wołoch jest egzoetnonimem, co oznacza, że nadana została członkom tej społeczności przez inną grupę. Arumuni (Arman) zaś to nazwa, za pomocą której określali oni sami siebie (jest to zatem endoetnonim). Z tego względu jest według nich jedyną dopuszczalną i poprawną. Słowo Wołoch ma bowiem pochodzenie germańskie i oznaczało człowieka obcego, nieznajomego, posługującego się językiem z grupy romańskich. Po drugie, przytoczone wyżej określenia Wołochów w różnych krajach były dla nich stygmatyzujące. Oznaczały one bowiem niecywilizowanego, prymitywnego człowieka z gór, niewykształconego pasterza, nieokrzesanego i niekulturalnego10. Innym określeniem, którym ich nazywano jest albańskie Czioban bądź serbskie Cincari, oznaczające po prostu pasterzy czy pastuchów, co także wzbudzać mogło wśród samych zainteresowanych negatywne konotacje. Dlatego też wydaje się, że romańskich mieszkańców pogranicza macedońsko-grecko-albańskiego najlepiej nazywać Arumunami – w sposób, którego sami by tego oczekiwali.

Istnieje kilka hipotez temat etnogenezy oraz historii migracji Arumunów. Oni sami twierdzą, że ich kolebka mieści się na terenie dzisiejszego pogranicza Macedonii, Grecji i Albanii, i to właśnie z tamtego obszaru mieli migrować w kierunkach wschodnim i północnym. Pojawiają się w kontekście ich pochodzenia także teorie mówiące o zromanizowaniu ludności dackiej i trackiej (na terenie dzisiejszej Rumunii), później kierującej się stopniowo w kierunku zachodnim i południowym – a zatem w sposób odwrotny. Ta hipoteza popularna jest jednak głównie na gruncie rumuńskim, a za bliższą prawdzie uchodzi ta pierwsza. Pewnym raczej jest (żaden z badaczy zajmujący się Arumunami nie kwestionuje tego), iż są oni ludnością autochtoniczną, nie przybyłą znikąd na teren Bałkanów, a ulegającą romanizacji w wiekach późniejszych. Zgodnie z inną teorią, przedstawioną przez niemieckiego historyka Hansa Wilhelma Haussiga, pasterze arumuńscy w XIII wieku zajęli tereny dzisiejszej Mołdawii i Wołoszczyzny, na których powstało państwo rumuńskie. W związku z tym zakłada ona, iż Rumuni są potomkami Arumunów. Jak zostało wspomniane, w czasach i granicach Imperium Osmańskiego Arumuni cieszyli się wieloma prawami i wolnościami, ze względu na swój nomadyzm i zajmowanie się wypasem. Istotne wydaje się być, że w owym czasie zajmowali się oni także handlem i transportem lądowym – najmowali się m.in. do handlu solą i przewożenia srebra wydobywanego w Srebrenicy. Należy wspomnieć o Arumunach także w kontekście założenia jednego z największych ośrodków miejskich w południowo-zachodniej części Bałkanów – Moskopola (obecnie Voskopoje na terenie Albanii).

Jednym z momentów kluczowych w ich historii było uznanie ich przez sułtana w za tzw. Ullah Millet, czyli naród arumuński. Dostali także pozwolenie na samodzielną budowę świątyń oraz prowadzenie edukacji. Sytuacja zmieniła się jednak po konflikcie grecko-rumuńskim w 1906 roku, kiedy to Ullah Millet stał się mniejszością rumuńską. Zasadniczo w XX wieku sytuacja Arumunów zmieniała się wraz ze zmianami granic, dobrowolnymi oraz wymuszonymi migracjami ludności. Arumuni nie zostali uznani także za Ligę Narodów jako jedną z mniejszości etnicznych – zabrakło wówczas w ich społeczności rodzaju elity politycznej, która mogłaby na arenie międzynarodowej walczyć o przyznanie większych praw. W czasie II wojny światowej Arumunom pomagało uznawanie ich za ludność spokrewnioną z Rumunami, przez co Włosi i Niemcy traktowali ich zdecydowanie w sposób łagodniejszy, niemal ich wspierając. Pod protektoratem Włoch i Bułgarii udało im się nawet w latach 1941-1944 tworzyć polityczny organizm o nazwie Księstwo Pindosu11.

Wielu badaczy kultury Arumunów, w tym cytowana już przeze mnie kilkakrotnie Ewa Nowicka, podkreślają przede wszystkim wspólnotowy charakter tejże grupy i bardzo silne więzi w ramach społeczności lokalnych, które tworzą w krajach, które zamieszkują. Przejawem owego communitas jest obrzęd zwany Corlu Mari (w zależności od miejsca także Corlu Mare), co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Wielki Taniec. Obrzęd ten odbywa się w społecznościach arumuńskich przy różnych okazjach, różni też się nieco w zależności od obszaru. Ma on miejsce m.in. w sierpniu i wtedy podkreślany jest jego związek ze świętem Zaśnięcia (Wniebowzięcia) Matki Boskiej, które jest jednym z najważniejszych świąt w obrzędowości dorocznej Arumunów. Ze względu na różnice w kalendarzu gregoriańskim i juliańskim, a także chęć połączenia go z różnymi lokalnymi świętami, festiwalami itp., Corlu Mare nie przypada zwykle w sam dzień święta – 15 sierpnia. Kluczowym momentem obrzedu jest zbiorowy taniec w wielkim kole (nazwa tańca to tzw. kolo), którego charakter także jest zrytualizowany – ubiera się odpowiednie, odświętne ludowe stroje, także kolejność dołączających do koła jest określona w pewnym porządku, którego złamanie jest niedozwolone12. Corlu Mare – jak pisze Ewa Nowicka – został wybrany, stając się symbolicznym znakiem probierczym grupy. Jest to dla większości arumuńskich społeczności dobrze znany i wysoko ceniony element kulturowy13. Służy on przede wszystkim integracji wewnątrz danej społeczności. Jest też jednak jednocześnie znakiem tego, że mimo asymilacji, która jest udziałem Arumunów na terenach przez nich zamieszkiwanych, zachowują własną odrębność i tożsamość, choćby przez praktykowanie własnych obrzędów. Z drugiej strony takie publiczne, w pewien sposób uroczyste przeżywanie pewnych specyficznych dla danej kultury obrzędów może także spełniać rolę cyklicznego przypominania o swojej odrębności, o prawach, jakie jej przysługują, głównie społecznościom otaczającym Arumunów.

Ewa Nowicka sytuuje się w opozycji do Karla Markusa Gaußa, mówiąc o tym, że Arumuni to młody, energiczny naród, chcący działać na arenie międzynarodowej, w różnego typu organizacjach, nie zatracając jednocześnie swojej arumuńskości mimo tego, że nie mają szans na chociażby arumuński paszport. Rzeczywiście, istnieje wiele instytucji i organizacji arumuńskich, głównie działających na polu sektora pozarządowego. Zajmują się one głównie promocją kultury – choćby przez organizację wydarzeń takich jak obchody Corlu Mare, języka (który jest, rzecz jasna, nieodłączną częścią tejże kultury), a także działalnością kulturalną wśród dzieci i młodzieży, przykładowo organizując wymiany i różnego rodzaju warsztaty. O jednej z młodych arumuńskich działaczek-wolontariuszek tak mówi jej matka, cytowana przez Ewę Nowicką: Ona jest wolontariuszką w tej fundacji i ona uwielbia robić dywany, bo w dzieciństwie moja babcia i prababcia robiły to. To jest wielki skarb dla nas. Ona robi wszystkie rzeczy, które trzeba zrobić, żeby zmienić wełnę w przędzę i wie to wszystko od mojej babci (…) I w szkole próbuje uczyć tego dzieci. Byłyśmy na kilku wystawach w Bukareszcie i całym kraju z pracami artystycznymi wykonanymi z wełny i naturalnych tkanin. Wszyscy tu jesteśmy wolontariuszami14. Być może więc obraz arumuńskiej społeczności rzeczywiście nie maluje się w tak pesymistycznych barwach, w jakich widział go podczas swojej podróży Gauß. Ze względu przede wszystkim na swoje rozproszenie Arumuni nie usiłują w żaden sposób uzyskiwać praw w formie choćby autonomii, nie dążą także do samostanowienia. Są jednak grupą etniczną o ciekawej historii i kulturze, której nie chcieliby zatracić i którą chcą się dzielić.

1 K.M. Gauß, Umierający Europejczycy, tłum. A. Rosenau, Wołowiec 2006, s. 221.

2 Ibidem, s. 221-222.

3 Ibidem, s. 223.

4 E. Nowicka, Nasz język rozumieją aniołowie. Arumuni we współczesnym świecie, Kraków 2011.

5 E. Nowicka, Corlu Mari, czyli o tradycji rumuńskiej i jej użytkowaniu w budowaniu więzi etnicznej [w:] Kreacje i nostalgie. Antropologiczne spojrzenie na tradycje w nowoczesnych kontekstach, Warszawa 2009, s. 37.

6 http://www.eurominority.eu/version/pln/minority-detail.asp?id_minorities=296 (dostęp: 19.01.2014)

7 E. Nowicka, Corlu Mari…, op. cit., s. 37.

8 Ibidem, s. 36.

9 http://www.porozumieniekarpackie.pl/195,a,wolosi-nomadzi-balkanow-i-ich-rola-w-kolonizacji-luku-karpat.htm (dostęp: 20.01.2014)

10 Ibidem, s. 35.

11 E. Nowicka, Nasz język rozumieją aniołowie…, op. cit., s. 35-36.

12 E. Nowicka, Corlu Mare…, op. cit., s. 40.

13 Ibidem, s. 52.

14 E. Nowicka, Nasz język rozumieją aniołowie…, op. cit., s. 247.

About Joanna Lewińska

Kilka lat temu rzuciła wszystko, by zostać etnologiem. Dziś jest absolwentką tego kierunku na Uniwersytecie Wrocławskim. Ma niebezpieczną obsesję na punkcie wszystkiego, co bałkańskie - od kuchni, przez film i muzykę, aż po podróże. Szczególnie mocno uzależniona od kultury serbskiej.
KOMENTARZE