Home / Bałkany / Albania / Bałkany w morzu legend
djavolja-varos1

Bałkany w morzu legend

Bałkany można poznawać na wielu płaszczyznach – począwszy od krajobrazów i różnorodnych zabudowań, poprzez bogatą kulturę i tradycję, aż do literatury i sztuki współczesnej. Dziś jednak zapraszam na wędrówkę śladem religii i wierzeń, przesądów, legend oraz barwnych mitów.

Wyspa Lokrum, Dubrownik, Chorwacja

Nieopodal Dubrownika znajduje się wyspa Lokrum – jedna z najpiękniejszych na chorwackim wybrzeżu, przepełniona egzotyczną roślinnością, sprawiająca wrażenie raju na ziemi. Podobnie myśleli także liczni władcy, na przestrzeni lat nabywający ją na własność – niestety, dla każdego z nich posiadanie wyspy kończyło się tragicznie. Zgodnie z legendą, wszystko zaczęło się podczas wielkiego pożaru w Dubrowniku, który wybuchł dokładnie w dniu św. Benedykta. Przerażeni mieszkańcy, w obawie, że ich piękne miasto doszczętnie spłonie, zwrócili się z prośbą o pomoc do świętego, w zamian za ocalenie obiecując wzniesienie świątyni. Benedykt wysłuchał ich próśb, co uwieńczyli wybudowaniem benedyktyńskiego klasztoru i cerkwi poświęconej Błogosławionej Matce Boskiej. Przekleństwo lokrumskie miał zacząć generał wojsk francuskich, który podjął decyzję o zamknięciu zakonu i wypędzeniu benedyktynów. Zakonnicy robili co mogli, ale gdy zorientowali się, że nic nie przekona Francuza, odprawili ostatnią mszę na wyspie i jeden za drugim, w swoich zakonnych szatach z kapturami okrywającymi ich głowy, okrążali wyspę w żałobnym pochodzie. Zapalone świece, które miały być znakiem przekleństwa, zwrócili ku ziemi w taki sposób, aby wosk wyznaczał ślad ich drogi. Obeszli tak wyspę trzy razy, nieprzerwanie wypowiadając słowa przekleństwa: „Niech będzie przeklęty każdy, kto posiądzie Lokrum na swój własny użytek”. O świcie opuścili wyspę i nigdy więcej na nią nie wrócili.

Zgodnie z legendą, przekleństwo mnichów wypełniło się – wszyscy właściciele ginęli na różne sposoby; jeden z nich rzucił się z okna, drugi utopił się w morzu w drodze na Lokrum, a trzeciego zabił sługa ówczesnego władcy. Wyspa przechodziła z rąk do rąk, aż w końcu znalazła się w posiadaniu Habsburgów. Gdy Rudolf, syn cara Franciszka Józefa I i carycy Elżbiety Bawarskiej, popełnił samobójstwo, caryca zadecydowała, że odda wyspę dubrownickim dominikanom z zastrzeżeniem, że ktokolwiek z Habsburgów może ją kupić, jeśli zapragnie. Pokusie nie mogła oprzeć się wnuczka cara, której także dosięgła klątwa. Koniec panowania Habsburgów wyznacza zabójstwo księcia Ferdynanda w Sarajewie w roku 1914, co oznacza, że Lokrum ponownie staje się chorwacką wyspą. Choć jest to koniec legendarnego benedyktyńskiego przekleństwa, wyspę po dziś dzień otacza aura tajemniczości podsycana licznymi legendami. Współcześnie od mieszkańców Dubrownika można usłyszeć między innymi historię o tym, że klątwa zakonników dosięga każdego, kto zechce przenocować na wyspie.

Kosowe Pole, Kosowo

W Kosowie, w okolicach Prisztiny, znajduje się mała miejscowość Kosovo Polje. To właśnie w tamtych okolicach odbyła się historyczna bitwa pomiędzy Serbami i Turkami, która znana jest pod nazwą Bitwa na Kosowym Polu. Oprócz znaczenia historycznego, bitwa jest częstym motywem występującym w kulturze i literaturze narodów bałkańskich, a w Serbii urosła wręcz do rangi mitu narodowego. Choć zgodnie ze źródłami historycznymi Serbowie przegrali bitwę, po dziś dzień jest ona najszlachetniejszym symbolem męstwa i walki w imię Boga i narodu. Bohaterami narodowymi związanymi z tymi wydarzeniami są: Łazarz, Milosz Obilić oraz królewicz Marko.

Zgodnie z treścią mitu, Łazarzowi objawił się anioł, pozwalający mu zdecydować o losach narodu serbskiego. Mężczyzna miał dokonać wyboru pomiędzy zwycięstwem nad Turkami i przegraną, zwieńczoną śmiercią przynoszącą mu wieczną chwałę. Co ciekawe, Łazarz zadecydował, że polegnie na Kosowym Polu – choć dla Serbii oznaczało to zwierzchnictwo tureckie, sam zainteresowany stał się bohaterem narodowym, okrytym niebiańską chwałą.

Milosz Obilić jest synonimem odwagi i męstwa, ze względu na jego plan względem Turków. Zgodnie ze słowami mitu, Obilić miał zakraść się do obozu tureckiego i tam podawać za kolaboranta, który postanowił się nawrócić i służyć przy boku władcy osmańskiego, Murata. Gdy zaprowadzony do sułtana ugodził go nożem, sam zginął od ataku jednego z Turków.

Królewicz Marko natomiast jawi się jako opiekun i patron Serbów. Legenda głosi, że nigdy nie umarł, ale jedynie zapadł sen, z którego powstanie, gdy Serbowie będą go potrzebowali.

Szkodra, Albania

Ze Szkodrą wiąże się wiele legend. Jedna z nich, zawarta nawet w tradycyjnej bałkańskiej poezji ludowej, dotyczy budowania miasta nad rzeką Bojaną („Budowa Skadru na Bojanie”). Zgodnie ze słowami legendy, każdego dnia trzej bracia wznosili fundamenty budowli, które nocą burzyło mityczne stworzenie zwane wiłą. Jednego razu wiła dała instrukcję braciom: „Nie męczże się, królu Wukaszynie, / nie męczże się i nie marnuj grosza! / Nie podołasz sklecić podwaliny, / cóż dopiero grodu pobudować, / nim nie znajdziesz dwóch podobnych imion, / nie odnajdziesz Stoi i Stojana, / coby byli bratem oraz siostrą — / w podwalinę razem nie wmurujesz. / Wtedy tylko stanie podwalina, / i w ten sposób cały gród zbudujesz”. Jednak nikt z posłańców nie odnalazł rodzeństwa noszącego takie imiona. Zrozpaczeni bracia, chcąc znaleźć sposób na wzniesienie miasta, posłuchali kolejnych podpowiedzi wiły – mieli podstępem zamurować jedną ze swoich żon, gdy nazajutrz przyjdzie z jedzeniem dla mężczyzn. Gdy bracia udali się do swoich domów, wszyscy bili się z myślami, jak ustrzec swoje żony przed niechybną śmiercią; dwaj z nich ostrzegli swoje wybranki, trzeci jednak postanowił być wierny danemu słowu, że nie uprzedzi żony o pułapce. Gdy nazajutrz jedna z kobiet miała zanieść obiad mężczyznom, wymówiła się od swojego zajęcia i poprosiła trzecią – nieświadomą niczego – żonę, aby ją zastąpiła. Ta posłusznie zaniosła posiłek mężowi i jego braciom, a wówczas zaczęto ją żywcem zamurowywać. Z początku myślała, że to żarty; gdy jednak zorientowała się w sytuacji, wybłagała szwagra, aby pozostawił w murze dwa otwory – jeden na piersi, aby mogła wykarmić swoje maleńkie dzieci oraz drugi na oczy, aby mogła na nie patrzeć.

Wiszegrad, Bośnia i Hercegowina

Podobną legendę przypisał Ivo Andrić mostowi na Drinie w Wiszegradzie w Bośni i Hercegowinie. W tym wariancie historii odnaleziono przeznaczone do zamurowania bliźnięta (tym razem niemowlęta), jednak ich matka poświęciła się za nie i sama dała się zamurować. Jej także pozostawiono otwór, aby mogła patrzeć na swoje dzieci i jej karmić. Zgodnie z historią opisaną w powieści „Most na Drinie”, po dziś dzień na murach mostu znajdują się białe strużki, które rzekomo są mlekiem uwięzionej matki; mają symbolizować matczyną miłość i poświęcenie. Tytułowy most, który niewątpliwie jest perełką architektoniczną, posłużył Andriciowi jako pretekst do opisania losów mieszkańców tego miasteczka, a także zależności społecznych, które symbolizowały dwie kultury oddzielone od siebie tymże mostem.

Medziugorje, Bośnia i Hercegowina

Choć Madziugorje nie słynie z legend i mitów, zasłynęło na całym świecie z widzeń, których doświadczyło aż sześcioro mieszkańców. Do lat 80. XX wieku była to mała miejscowość, jednak wraz z napływem wiernych, związanych właśnie z tymi widzeniami, miejsce zmieniło swój charakter.

Zgodnie z ustaleniami Kościoła katolickiego, pierwsze objawienie miało miejsce w czerwcu 1981 roku na wzgórzu Crnica, jednak już po paru dniach objawienia dokonywały się w kościele w Medziugorje. Wśród „widzących”, bo takim mianem określa się osoby doznające objawień, była szóstka dzieci. Osoby te twierdzą, że po dziś dzień ukazuje się im Maryja – codziennie trzem osobom, raz w miesiącu jednej osobie i raz na rok pozostałym dwóm osobom. Widzenia dotyczą między innymi takich kwestii jak: nawrócenie, modlitwa, pokuta i wartość rodziny. Sprawa cały czas jest badana przez Kościół katolicki, na dzień dzisiejszy zwierzchnictwo Kościoła objawień nie uznaje, ale także ich nie odrzuca.

Kisiljevo, Serbia

Już w osiemnastym wieku świat obiegła legenda na temat wampiryzmu, za którego kolebkę uznaje się Bałkany. W mediach pierwsza wzmianka na ten temat pojawiła się w 1725 roku w gazecie „Vossiche Zeitung”, gdzie opublikowano artykuł o Kisiljewie, małej serbskiej wsi (wówczas będącej pod panowaniem Austrii). Zgodnie z treścią notki, doszło tam do śmierci Petara Blagojevicia. W ciągu kolejnych 24 godzin zanotowano kolejnych dziesięć zgonów, więc postanowiono zbadać sprawę. Posłani na miejsce lekarze odkryli Petara leżącego w trumnie, ze śladami krwi na ustach, ale ciągle żywego. Jego ciało wyglądało na świeżo pochowane, co nie zgadzało się z czasem, jaki dzielił zgon od wyprawy badawczej. Ciało Blagojevicia przebito kołkiem i spalono, rytuałowi towarzyszyły modły. Według legendy, podczas przebijania ciała, z oczodołów, ust i uszu tryskała świeża krew. Po spaleniu domniemanego wampira ataki w wiosce ustały.

Dziavolja Varosz, Serbia

W paśmie górskim Radan, znajdującym się na południu Serbii, znajdują się charakterystyczne formy skalne, to jest głazy andezytowe, na które składają się aż 202 stożkowate kolumny, zwieńczone osobliwymi „czapkami”. Ich niezwykły wygląd jest źródłem wielu legend. Jedna z nich głosi, że tereny te zamieszkiwało kiedyś plemię dobrych, spokojnych ludzi. Ich postawa przeszkadzała jednak diabłu, który kręcił się w górach; aby zepsuć życie ludzi, dał im do picia diabelską wodę. Jej wypicie skutkowało skłonnościami kazirodczymi. I tak zaczęto łączyć się w pary oraz zawierać małżeństwa wewnątrz rodziny. Na szczęście plan diabła został pokrzyżowany przez dobrą wiłę, która zaczęła modlić się do Boga o pomoc. Bóg wysłuchał jej próśb i, spoiwszy niebo z ziemią, zaczął dmuchać silnym, zimnym wiatrem, który przemienił w kamień wszystkie grzeszne kobiety i mężczyzn. Zgodnie z legendą głazy, które możemy dziś zobaczyć, to właśnie pary nieszczęsnych kochanków; wiła, która przyczyniła się do zatrzymania kazirodztwa, po dziś dzień czuwa nad południowymi terenami górskimi.

Góra Rtanj, Serbia

Rtanj to kolejna serbska góra, nad którą unosi się mgiełka tajemnicy. Być może tę aurę zawdzięcza pisarzowi science fiction, Arthurowi Clarkowi, który to stwierdził, że góra układa się w idealną piramidę, być może wzniesioną przez cywilizację obcych. Dziwne pogłoski dotyczące tego miejsca sprawiły, że w 2012 roku, na kiedy to przepowiadano koniec świata, ludzie z całego globu przyjechali do Serbii, aby właśnie na górze Rtanj spędzić czas domniemanej apokalipsy. Pomysł ten wykrystalizował się z twierdzenia, że wewnątrz wzgórza kryje się statek kosmiczny, który w dniu sądu wystartuje i przeniesie ludzi w odległe, ale bezpieczne miejsce.

Ulcinj, Czarnogóra

Ulcinj to miasto na południu czarnogórskiego wybrzeża. Słynie przede wszystkim z prężnie działających usług turystycznych, ale także z legendy, która w opinii niektórych wiąże ze sobą miasto z gęślarzami i… autorem „Don Kichota”, Cervantesem. Opowieść dotyczy dawnych czasów, kiedy to przewożono ludzi i towary galerami i żaglówkami. Wówczas port Ulcinj słynął z gęślarzy, którzy budzili postrach w żeglarzach, pływających po Adriatyku i Morzu Śródziemnym. Pewnego razu grupa tychże gęślarzy napadła na hiszpański statek, z którego porwała jedną osobę z załogi – taką, za którą mieli nadzieję dostać najlepszą zapłatę na targu niewolników. Tak więc ów mężczyzna, Servet, miał być sprzedany, jednak nikt nie chciał go kupić – dlatego też został zamknięty w miejskiej twierdzy. Servet był niewolnikiem innym, niż pozostali – nocami niewiele spał, spędzając długie godziny nad swoimi zapiskami, a za dnia śpiewał. Podobno jego śpiew był tak piękny, że ulcinjskie dziewczęta otwierały okna, aby lepiej słyszeć. Ów śpiew spodobał się także młodej dziewczynie, która towarzyszyła Servetowi za każdym razem, gdy wypuszczano go z twierdzy, aby mógł pospacerować po mieście; między młodymi zrodziła się miłość i Hiszpan obiecał sobie, że wyjadą razem do Hiszpanii, jak tylko ktoś wykupi go z niewoli. Oczywiście nie wiadomo o żadnym związku pomiędzy Servatem a Cervantesem, natomiast Dulcyneę, bohaterkę „Don Kichota”, chętnie nazywa się uwiecznieniem młodej ulcinjanki, która podbiła serce pisarza przebywającego daleko od domu, w czarnogórskiej twierdzy.

Pula, Chorwacja

Pula, położona na półwyspie Istria, w odległych czasach znajdowała się pod panowaniem rzymskim. Oczywiście przepiękny amfiteatr, który jest główną atrakcją turystyczną Puli, jest pamiątką po panowaniu sąsiadów z zachodu; mimo to Chorwaci bardzo chętnie wiążą jego wznoszenie z mitologią i folklorem. Legenda dotycząca budowy tego amfiteatru głosi, że niegdyś Pulę zamieszkiwały dobre wiły, które same zaczęły budować zabytek – wówczas mający być ich miastem. Nocą nosiły kamienie z pobliskiej góry Uczki i układały je jeden po drugim obok siebie, tworząc Divić-grad („divić” w języku staro-cerkiewno-słowiańskim to cud, dziw; „grad” w języku chorwackim oznacza miasto). Pracować mogły tylko pod osłoną nocy, a gdy zapiał pierwszy kogut, musiały natychmiast przerwać pracę, upuszczając kamienie tam, gdzie akurat stały. Ponieważ wiły nie dokończyły swojej pracy przed wschodem słońca, amfiteatr pozostał budowlą bez dachu.

foto: voiceofserbia.org

About Ewa Król

Studentka filologii słowiańskiej na Uniwersytecie Śląskim. Fascynuje ją Chorwacja, muzyka z lat 80. i dobra literatura. Cały rok potrafi marzyć o wakacyjnym wyjeździe nad Adriatyk.
KOMENTARZE