Home / Bałkany / BiH / Bośnia w przeddzień wyborów – komentarz polityczny Reufa Bajrovicia
inserbia.info-bih

Bośnia w przeddzień wyborów – komentarz polityczny Reufa Bajrovicia

Reuf Bajrović, piastujący obecnie stanowisko prezesa Instytutu ds. Nowej Demokracji w Waszyngtonie analityk polityczny z Bośni i Hercegowiny, w wywiadzie dla dziennika „Oslobođenje” wypowiedział się na temat zbliżających się w BiH wyborów, a także ogólnej sytuacji politycznej w kraju.

Historia nigdy się nie powtarza, ale często rymuje

Analityk zaczął swoją wypowiedź od stwierdzenia, iż obecnie kształtuje się nowy porządek polityczny świata, co jest równoznaczne z dezaktualizacją sytuacji politycznej nastałej po zburzeniu Muru Berlińskiego. Bajrović przypomniał również, że w minionym stuleciu trzy razy dochodziło do zupełnej redefinicji porządku politycznego (mowa tu o dwóch Wojnach Światowych oraz o upadku komunizmów w Europie) i za każdym razem Bośniacy, jako uczestnicy krwawych wojen, ponosili straszne konsekwencje zachodzących na kontynencie zmian.

W odróżnieniu od Pierwszej i Drugiej Wojny Światowej, wojna domowa po rozpadzie Jugosławii była wynikiem wewnętrznych napięć wśród państw tworzących Jugosławię. Mimo tego według Bajrovicia tak gwałtowna eskalacja konfliktu, rozwijającego się w Federacji Jugosławii od śmierci Tity, możliwa była tylko dzięki wcześniejszemu upadkowi Muru Berlińskiego. Tym razem państwa zachodniej części Bałkanów mają jednak szansę utrzymać na swoim terenie pokój.

Jak żyć?

Uniknięcie groźnego konfliktu nie jest oczywiste. Według analityka ryzyko wojny na obszarze należącym obecnie do Bośni i Hercegowiny nie może pozostać lekceważone, przede wszystkim z powodu serbskich przywódców, którzy zwykle skłaniają się nie ku pragmatycznym rozwiązaniom sporów, a ku eskalacji istniejących konfliktów, co w ciągu ostatnich dwustu lat niejednokrotnie przyniosło Bośni kłopoty.

Przyczyną niepokoju jest zwłaszcza polityka Republiki Serbskiej, której lider, Milorad Dodik, zdaje się być gotów na ponowne popełnienie błędu Serbów z lat 90., czyli zaangażowanie się w konflikt, w którym zwycięstwo możliwe byłoby jedynie przy pomocy z zewnątrz – w tym przypadku, pomocy Rosjan. Tymczasem Władimir Putin nie uchodzi ostatnio za godnego zaufania sprzymierzeńca – choć bez wątpienia wspiera wszelkie działania, które mogą prowadzić do chaosu na Bałkanach. Z takiej perspektywy Dodik wygląda jak polityczny kamikadze, gdyż partner polityczny, na którego liczy najbardziej, nie jest w stanie znacząco wpływać na sytuację w krajach oddalonych od Morza Czarnego. Zresztą nawet gdyby prezydentowi RS udało się ze wsparciem Rosji stworzyć chwilowe warunki do uzyskania większej autonomii dla Republiki, ostatecznie skończyłby jako wasal Putina, a nie równy mu sojusznik. Taka sytuacja spowodowałaby długotrwałe problemy na obszarze Bałkanów, który nigdy nie był dla Rosjan strategicznie istotny.

Premier Serbii, Aleksandar Vučić, w dalszym ciągu pozostaje zagadką. Póki co jest skupiony na stabilizacji sytuacji wewnątrz swojego państwa. Kiedy uda mu się pokonać przeciwników we własnym aparacie państwowym, przekonamy się, co zamierza osiągnąć w polityce zagranicznej.

Z drugiej strony coraz silniejsza jest w BiH pozycja Turcji. Próbuje ona zwiększać swoje wpływy wśród muzułmańskiej części mieszkańców Bośni, Albanii i Kosowa. Jednak największe nadzieje biznesowe tureckie władze pokładają w interesach z prawosławną Serbią. Nie jest to niespodzianka: sytuacja ekonomiczna BiH jest bardzo zła, a silny wpływ państwa na rynek i powszechna korupcja sprawiają, że inwestycje zagranicznych państw zwykle nie są opłacalne.

Wojna i pokój

Według analityka narody żyjące na Bałkanach często nie zdają sobie sprawy z faktu, że silniejsze państwa, przedstawiające się jako ich sojusznicy, mają na uwadze przede wszystkim swoje interesy, nie zawsze tożsame zarówno z oficjalnie wygłaszanymi opiniami, jak i dobrem mniej potężnych partnerów.
Na przykład nie ulega wątpliwości, że dzisiejsza Turcja nie byłaby skłonna do udzielenia Bośni i Hercegowinie dużej pomocy w przypadku ewentualnego odnowienia konfliktu na terenie dawnej Jugosławii. Co prawda żyje tam wiele pochodzących z BiH czy Albanii osób, dla których – podobnie jak w wojnach w latach 90. – oczywiste byłoby udzielenie jak największego wsparcia rodakom, jednak dzisiejsza Turcja, podobnie jak Rosja, nie miałaby realnego wpływu na przebieg ewentualnej wojny na obszarze BiH, Serbii czy Chorwacji.

Ogólnie rzecz biorąc, w przypadku hipotetycznych nowych konfliktów istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo jakiejkolwiek interwencji zewnętrznych armii. Ani Stany Zjednoczone, ani państwa członkowskie Unii Europejskiej nie są rozpatrywane jako realny sojusznik BiH – ich wsparcie objawia się według bośniackiego analityka przede wszystkim w sferze werbalnej.

W państwie

Nie ma dziś realnej możliwości wprowadzenia w Bośni i Hercegowinie zmian bez ogromnych strat i poświęceń. Dużym problemem jest panujące wśród części mieszkańców RS przekonanie, że istnieje szansa na zaprowadzenie, za pomocą chaosu instytucjonalnego, tymczasowych zmian w strukturze państwa, które później zostaną uznane za rozwiązanie na stałe. Mowa oczywiście o większej autonomii, być może nawet o odłączeniu Republiki od BiH, a pomóc w osiągnięciu tego celu mieliby zewnętrzni sojusznicy – jak Serbia czy Rosja.

Sprawujące władzę w Bośni elity polityczne wywodzące się z SDA (Partia Akcji Demokratycznej) i SDP (Socjaldemokratyczna Partia BiH) są dla Bośniaków rozczarowaniem. Obie partie zawarły zresztą obecnie sojusz, który może im obu – wbrew pozorom – mocno zaszkodzić. Jak bowiem wyjaśnić wyborcom, którzy głosowali na partię narodową Bakira Izetbegovicia, że w przypadku wygranej zamierza ona rządzić razem z socjaldemokratami kierowanymi przez Zlatka Lagumdžiję? Większość obywateli zdaje sobie jednak sprawę, że mimo dużej korupcji i braku kompetencji obecni rządzący nie mają poważnych konkurentów wśród pozostałych ugrupowań. Uchodzą również za „mniejsze zło”, zwłaszcza w konfrontacji z Dodikiem, co dodatkowo wzmacnia ich pozycję i negatywnie wpływa na kulturę polityczną w BiH.

Po wyborach

Najważniejsza dla nadchodzących wyborów będzie frekwencja. Obywatele muszą zdać sobie sprawę z faktu, że oddanie głosu jest jedynym sposobem wpłynięcia na sytuację w kraju.

Zdaniem Bajrovicia, jeśli frekwencja przekroczy 50%, przypieczętowany zostanie los SDP jako liczącej się siły politycznej. Trudno natomiast przewidzieć, jak wypadnie SDA – partia, która dotychczas nie określiła jasno, czy reprezentuje wspólnotę islamską, czy jedynie interesy coraz silniej ją kontrolującego Bakira Izetbegovicia.
Obecnie najpopularniejszym politykiem w kraju jest prawdopodobnie Željko Komšić, co stwarza szansę na sukces jego Frontowi Demokratycznemu – partii założonej zaledwie rok temu, po odłączeniu się Komšicia od SDP. Badania opinii publicznej wskazują, że Emir Suljagić, popierany przez Komšicia kandydat na członka Prezydium BiH, również cieszy się dużym poparciem. Możliwe zatem, że ci dwaj nie skompromitowani jeszcze politycy będą mieć po tegorocznych wyborach realny wpływ na życie polityczne BiH.

Jeśli chodzi o prognozowane wyniki wyborów w Republice, ostatnie badania wskazują, że SNSD (Związek Niezależnych Socjaldemokratów) i SDS (Serbska Partia Demokratyczna) cieszą się podobnym poparciem. Warto jednak dodać, że SDS i SDA (Partia Akcji Demokratycznej) to jedyne partie, które w badaniach opinii publicznej w BiH wypadają słabiej, niż w czasie wyborów. Jeśli chodzi o członkostwo w Prezydium, analityk jest przekonany, że Mladen Ivanić wygra z Željką Cvijanović w rywalizacji o fotel prezydenta. Liderem politycznym Republiki Serbskiej pozostanie jednak Milorad Dodik.

Zbędne sojusze

Koalicja SDA i SDP to współpraca ściśle pragmatyczna. Partia Zlatka Lagumdžiji kurczowo trzyma się tego sojuszu w nadziei, że dzięki niemu pozostanie przy władzy po październikowych wyborach. Zupełnie odwrotnie wygląda sprawa z perspektywy SDA: układ z SDP ostatecznie unieważnia koalicję, która uformowała się wokół SDA przed lokalnymi wyborami w 2012 roku właśnie po to, aby nie dopuścić do przejęcia władzy przez Lagumdžiję. Widać zatem, że przekonanie wyborców do swojego nowego sojuszu może być dla SDA bardzo trudnym zadaniem.

Dobrą stroną tej zaskakującej koalicji jest jednak możliwość wyeliminowania duetu Lagumdžija-Izetbegović z wyścigu o władzę. Sojusz ten bowiem może ostatecznie zniechęcić wyborców do obu polityków, a także odebrać im resztkę wiarygodności politycznej. Bośnia i Hercegowina zasługuje na rząd, w którym po raz pierwszy od uzyskania niepodległości nie byłoby ani Izetbegovicia, ani Lagumdžiji.

Jedynym sposobem na zmianę układu sił zdefiniowanego przez traktat w Dayton jest uzyskanie przez którąś z kandydujących partii większości miejsc w Parlamencie BiH. To, czego udało się dokonać „Pierwszemu marcowi” pod wodzą Emira Suljagicia, było dużym krokiem w tym kierunku. Ponadto przed wyborami w 2018 należałoby według Bajrovicia zarejestrować jeszcze więcej wyborców z Republiki, aby zaistniała możliwość wyłonienia pięciu posłów z RS – oni zapewne głosowaliby za zmianami obecnego porządku. Po tegorocznych wyborach będzie to dwóch, może trzech posłów.

Jakiekolwiek scenariusze o zewnętrznej interwencji są nierealne. Nawet gdyby doszło do próby podjęcia takiego działania, zakończy się ona fiaskiem, gdyż nie istnieje scenariusz, w którym wszyscy wygrywają lub przegrywają tyle samo. Aby mentalność polityczna mogła ulec zmianie na obszarze Bośni i Hercegowiny, uczestnicy wewnętrznego życia politycznego muszą przygotować się zarówno na zwycięstwo, jak i na porażkę.

Źródło: oslobodjenje.ba

About Patrycja Pokora

Absolwentka warszawskiej polonistyki, doktorantka w Instytucie Slawistyki UW. Interesuje ją literatura dla dzieci, kultura popularna i meteorologia.
KOMENTARZE