Home / Polska i Bałkany / Budzę się rano i rozpoczynam stwarzanie świata – wywiad z Danem Lungu
Dan Lungu

Budzę się rano i rozpoczynam stwarzanie świata – wywiad z Danem Lungu

Z Danem Lungu miałam okazję porozmawiać podczas wrocławskiego 8. Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania, którego rumuński pisarz był gościem. Lektura fragmentu jego powieści Kurzy raj (Raiul găinilor) w przekładzie Szymona Wcisły została przyjęta z entuzjazmem przez festiwalową publiczność, wzbudzając żywe emocje. Z Danem spotkaliśmy się w kawiarni Literatka, gdzie przy porannej kawie odbyliśmy inspirującą rozmowę na temat literatury, Rumunii i kondycji pisarza.

Paul Cernat scharakteryzował kiedyś Twoją prozę za pomocą trzech nazwisk: „Autor czuje jak Czechow, widzi jak Gogol, zaś atmosfera jego twórczości trąci Kafką”. Czy uważasz, że wyżej wspomniani pisarze w jakiś sposób wpłynęli na Twoją twórczość? Pisząc, poszukujesz świadomie inspiracji w tradycji literackiej?

Gdy zaczynamy mówić o wpływach, spojrzenie autora na samego siebie staje się dość ograniczone. Ci trzej autorzy – Czechow, Gogol i Kafka – są mi bardzo bliscy, ale nie są jedynymi, których uwielbiam. Do moich ulubieńców zaliczają się również Cervantes, Flaubert, Ionesco, Bernhard, Pynchon czy polski pisarz, Gombrowicz. Jeśli chodzi o inspirację to myślę, że pochodzi ona zarówno z tradycji literackiej, jak i prosto z obserwowanego najbliższego otoczenia oraz z bezpośredniej nierealności, że posłużę się syntagmą Maksa Blechera.

Podane w rozsądnych dawkach snobizm i prowincjonalny bowaryzm mogą być doskonałym bodźcem intelektualnym. Sekret i trudność polegają na tym, by w odpowiednim momencie się z nich wyzwolić?, powiedziałeś w pewnym wywiadzie. Uważasz, że kultura rumuńska jest swego rodzaju aktem bowaryzmu, jak zwykł ją określać już na początku XX wieku Benjamin Fundoianu?

Moje spostrzeżenie odnosi się do stosunku między prowincją i stolicą, który jest dużo bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać w pierwszej chwili oraz do stwierdzenia, iż niekiedy bowaryzm może wzorowo wręcz mobilizować zasoby intelektualne. Możliwe, że tę obserwację można też rozszerzyć na opozycję Wschód-Zachód czy też narodowe-europejskie. Rumunia, jako kraj mocno scentralizowany, i to nie tylko w czasie dyktatury, była predysponowana do bowaryzmu oraz do naśladowania aktualnej mody, zaś kultura nie zdołała umknąć temu zjawisku. Dowodzą tego wciąż powracające dyskusje na temat „synchronizmu”. Tak więc, bowaryzm stanowi ważny wymiar kultury rumuńskiej, jednakże nie popełnię tego błędu i nie powiem, że jedyny.  Poza tym kultura to dużo więcej niż „kultura wysoka”, a kiedy badamy tę poszerzoną definicję, zjawisko bowaryzmu się relatywizuje.

Twoje książki przedstawiają socjologiczny obraz społeczeństwa rumuńskiego, mogłabym Cię nawet nazwać współczesnym Caragialem. Twoje doświadczenie socjologa pomaga Ci w jakiś sposób? Korzystasz z niego świadomie podczas pisania?

To prawda, współczesne społeczeństwo rumuńskie jest obecne w moich książkach, jednakże, oprócz tego obrazu, moje powieści proponują wszelkiego rodzaju układy narracyjne czy też estetyczne prowokacje. Doświadczenie socjologiczne z jednej strony może być niezmiernie pomocne, z drugiej – może krępować. Może być stosowane jedynie świadomie, w przeciwnym razie cel estetyczny pogrąży się w natłoku informacji społecznych. Czasem gram na granicy literatury i dyskretnego studium socjologicznego, jednakże dokonuję tego w duchu postmodernistycznym, staram się sproblematyzować granicę między nauką i literaturą, zrelatywizować wartości i zdekonstruować poznanie.

A czym jest dla Ciebie „akt twórczy”?

To budzenie się rano i rozpoczynanie stwarzania świata. To picie kawy i spędzanie całych nocy na rozśrubowywaniu przyjętych idei-gotowców, recept, sztamp i stereotypów, na dekonstruowaniu mentalności i na podważaniu autorytetów.

Jesteś autorem książki: „Tworzenie tożsamości w społeczeństwie totalitarnym. Badania socjologiczne nad pisarzami”. Czy w Rumunii Ceauşescu istniał „opór przez  kulturę”?

Boże, ileż dyskusji wywołał już ten temat! Wiesz, o co chodzi? Wszystko zależy od tego, w jaki sposób zdefiniujemy sobie pojęcia. Jeśli kultura (czy też literatura, żebyśmy nie zbaczali z tematu) to dla ciebie te wszystkie estetyzujące i uciekające od rzeczywistości twory, długotrwale wydrążane w kości słoniowej, to oporu przez kulturę mamy pod dostatkiem. Jednakże, jeśli odniesiemy się do tych tworów, które nie odmawiają sobie wartości estetycznych, ale jednocześnie posiadają również postawę obywatelską, skłonność do spojrzenia krytycznego oraz wartość subwersywno-kontestującą, to wtedy uprawiający opozycję za pośrednictwem kultury mieszczą się przy pięcio- bądź sześcioosobowym stole.

Jakie reakcje w Rumunii wzbudza Twój międzynarodowy sukces?

Różnorakie, że się tak elegancko wyrażę.

W swojej najnowszej powieści, W piekle wszystkie żarówki są spalone (In iad toate becurile sunt arse), w brawurowy sposób bawisz się slangiem młodzieży rumuńskiej lat 90. Co myślisz o poetyckim potencjale języka rumuńskiego?

Język rumuński jest niezwykle „mięsisty” i daje  ogromną wolność w odstępstwie od reguł oraz w stosowaniu gier językowych. Poza tym nie należy zapominać, że zarówno literatura, jak i język znajdowały się przez długie lata pod rządami dyktatury. Były pilnowane dość restrykcyjnie przez cenzurę, co sprawiło, że wiele stref ekspresji pozostało w cieniu. Słownictwo, tematy, postawy, uczucia były kontrolowane, gdyż władza komunistyczna była nie tylko wyczulona na wrogość wobec systemu, ale także pruderyjna. Zwykle cenzura polityczna posiadała podwójną moralność. W powieści, o której mówisz, spróbowałem wykorzystać ekspresyjność slangu. W pewien sposób główną postacią w książce jest język poddany ostracyzmowi. Ucieka on z przestrzeni publicznej i znajduje schronienie w paczce licealistów. Podczas pisania zdarza się, że czujesz dyskretną, ale żywą obecność języka gdzieś poza wyrazami. Nigdy nie słyszałem go tak wyraźnie, jak podczas pracy nad W piekle wszystkie żarówki są spalone. Był szeleszczący, zachowywał się jak jakaś żywa istota. To dlatego, że jest to właśnie książka o języku. Slang nastolatków w czasach komunizmu nie jest tylko ich sposobem na porozumiewanie się między sobą, jest też alergiczną reakcją na ówczesną nowomowę, na drewniany język komunizmu. Jest ćwiczeniem na ocalenie języka, schronieniem w kryjówce, schowaniem się w mysiej dziurze. Im bardziej język oficjalny jest normalizowany etycznie i politycznie, tym bardziej język nastolatków jest wyzwolony – żywy język wycofuje się do różnych zakamarków. „Brzydki” język mówiony w totalitaryzmie jest formą oporu poprzez uprawianie różnorodności i spontaniczności, zaś dla mnie, pisarza, jest źródłem ekspresyjności. Różnica między dyskursem propagandzisty reżimu a dyskursem nastolatka, który mówi „brzydko”, jest dokładnie taka sama, jak między piosenką „patriotyczną” a kawałkiem rockowym.

Czy istnieje jakaś charakterystyczna, specyficzna cecha literatury rumuńskiej, która  może przyciągać potencjalnego wydawcę zagranicznego?

Trudno jest mówić o literaturze rumuńskiej, generalizując. Jest ona za bardzo złożonym zjawiskiem, by móc odnaleźć jej jedną silną stronę. Dlatego też odniósłbym się tu raczej do nowej literatury, tej powstałej po upadku dyktatury, do literatury nowego pokolenia. Młodzi wykształcili czarny, brudny, brutalny, zblazowany mikrorealizm, który później nazwaliśmy posttraumatycznym, co wpisuje się dobrze w logikę dekonstrukcji estetyki ewazjonizmu ostatnich lat komunizmu. Spokrewniony duchem z realizmem nowej fali kina rumuńskiego –  skądinąd całkiem dobrego – był nazywany, nierzadko pejoratywnie, „mizerabilizmem” [„mizerabil” – rum. nędzny, nikczemny, nieszczęsny, przyp. OB].  Ja uważam, że jeśli „mizerabilizm”, jak go nazwaliśmy, byłby dobrze opracowany teoretycznie oraz odpowiednio wypromowany, mógłby odnieść duży sukces za granicą, bowiem to w nim odzwierciedlona jest postawa dominująca wśród młodego pokolenia po upadku komunizmu. Niestety, ograniczenie i brak doświadczenia przedstawicieli marketingu kultury w rumuńskim świecie literackim sprawiły, że ten właściwy moment już minął. I mimo tego, że nie będzie ona już miała tak mocnej siły uderzeniowej, to jestem pewien, że antologia mizerabilizmu rumuńskiego ze wstępem, który dobrze opracuje i dokona kontekstualizacji tego zjawiska, cieszyłaby się ogromnym zainteresowaniem na rynku zachodnim ? bo o rumuńskim boję się już cokolwiek powiedzieć. To, jak rozumie świat i jak się definiuje literatura nowej fali, jakie są dominujące w niej kategorie estetyczne i postawy młodego, porewolucyjnego pokolenia, stanowi prowokującą perspektywę dla każdego wydawcy.

Czego oczekujesz od powstającego właśnie filmu w reżyserii Stere Gulei, będącego adaptacją Twojej książki Jestem komunistyczną babą! ?

Myślę, że każda książka ukrywa w sobie całą chmarę potencjalnych filmów, tak jak w bloku z marmuru skrywają się niezliczone rzeźby. Pragnąłbym, by Stere Gulea ukazał światu ten najlepszy z ukrytych w mojej książce filmów. Film, po którego pierwszej projekcji wykrzyknę: ale ekstra!

W jednym z Twoich wywiadów przeczytałam, że powiedziałeś o sobie, Teodoroviciu i Lăzărescu, że jesteście pierwszym powojennym pokoleniem pisarzy jasskich, których nie pociąga Bukareszt. Jak dzisiaj stolica Rumunii widziana jest oczami intelektualisty z  Jass?

Bukareszt jest miastem zaczynającym się na literę B, które w wyniku różnych okoliczności historycznych stało się stolicą Rumunii. Tam często zmieniam samolot, by dotrzeć do Paryża, Turynu czy Madrytu. Czasem, w tym mieście zaczynającym się na literę B, mają miejsce wspaniałe wydarzenia kulturalne, dla których warto trochę ruszyć tyłek.

A o Polsce co myślisz?

Przypadek sprawił, że po raz pierwszy przyjechałem do Polski po udziale w jednym z festiwali literackich w Rosji. Kiedy wyszedłem w Warszawie z samolotu z Moskwy, rozejrzałem się wokół i pomyślałem sobie: jestem w domu!!!


Dan Lungu (ur. 1969, Botoszany) jest jednym z najwybitniejszych współczesnych pisarzy rumuńskich. Ukończył studia filozoficzne, ma również doktorat z socjologii, którą wykłada obecnie na Uniwersytecie w Jassach (Rumunia). Publikował zbiory opowiadań, wierszy, jest autorem prac socjologicznych, sztuk teatralnych i, przede wszystkim, powieści. Tłumaczony na wiele języków, po polsku ukazała się w 2009 roku jego książka Jestem komunistyczną babą!  (Sunt o babă comunistă!) w przekładzie Joanny Kornaś-Warwas, nakładem Wydawnictwa Czarne. Za tę powieść Lungu otrzymał w 2008 roku podwójną nominację do europejskiej nagrody im. Jeana Monneta.

About Olga Bartosiewicz

Doktorantka na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmuje się XX-wieczną literaturą rumuńską i francuską.
KOMENTARZE