Home / Baklava / Cały wiek po Wielkiej Wojnie wciąż toczą się małe wojenki wokół osoby Gawriło Principa
gavrilo princip

Cały wiek po Wielkiej Wojnie wciąż toczą się małe wojenki wokół osoby Gawriło Principa

Interpretacja wydarzeń sprzed stu lat nadal dzieli społeczność Bośni. Dla jednych Gawriło Princip to bohater, a dla drugich – terrorysta, a nawet symbol niebezpiecznych wielkoserbskich ambicji. W dodatku, tak naprawdę nie do końca chodzi o zamach sprzed wieku, ale też o to, czy zawsze „wszystkiemu winni” są Serbowie.

Europejskie media sporo miejsca poświęciły w ostatnich tygodniach tematowi obchodów setnej rocznicy zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie, uznawanego za bezpośrednią przyczynę i impuls do wybuchu I wojny światowej. Okazało się bowiem, że uroczystości te ukazały wyraźne różnice w spojrzeniu na historię między Serbami i serbskimi obywatelami Bośni a bośniackimi Chorwatami, Boszniakami czy chociażby Austriakami. I wywołały sporo kontrowersji.

Emocje wokół osoby Gawriło Principa, zabójcy arcyksięcia potrafią być żywe nawet po upływie równo wieku od tamtych wydarzeń. 28 czerwca 1914 roku 19-letni Serb należący do grupy „Młoda Bośnia”, powiązanej z serbską organizacją „Czarna ręka” zastrzelił w Sarajewie następcę tronu cesarstwa Austro-Węgier i jego żonę Zofię. Po zamachu Austro-Węgry zażądały przeprowadzenia śledztwa na terenie Serbii, na co władze w Belgradzie się nie zgodziły i Wiedeń wypowiedział Serbii wojnę. Co było dalej – wszyscy wiemy. Łańcuszek aliansów pociągnął kolejne mocarstwa do Wielkiej Wojny, niczym kostki domina.

Hiszpańska gazeta „La Vanguardia” przewrotnie i prowokacyjnie zapytała ostatnio w tytule swojego tekstu: „Czy to Serbowie są winni rozpętania I wojny światowej?” Przypomina, że organizacji „Czarna Ręka” marzyła się Wielka Serbia, obejmująca również terytorium Bośni. Tej Bośni, którą kilkanaście lat przed zamachem przyłączono do austro-węgierskiego imperium. Gazeta wczuwa się w to, co mogło dziać się w umyśle młodego zamachowca, który poprzez zabicie następcy tronu Austro-Węgier chciał „otworzyć bramy Bałkanów wielkiej słowiańskiej nacji – Serbom”. I w pewnym sensie mu się to udało, bo po Wielkiej Wojnie powstało przecież Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców.

O ile wielu Serbów od początku wspominało Principa jako bohatera, o tyle dla wielu innych narodów stał się on bezpośrednim „winowajcą” tego całego tragicznego chaosu jaki na cztery lata ogarnął całą Europę. W dodatku jego osoba przypominała o wielkoserbskich ambicjach terytorialnych, które innym narodom bałkańskim kojarzą się jak najgorzej. O tym, jak różne mogą być spojrzenia na tę postać przypomina historia upamiętniającego go pomnika.

Enric Juliana, autor tekstu w „La Vanguardii” w latach 80. sam był w Sarajewie i zdążył zrobić zdjęcie wspomnianego monumentu. W czasach rządów Josipa Broz Tito upamiętniono osobę Principa i całe wydarzenie umieszczając specjalną tablicę w miejscu zamachu. Napis na tablicy wykonano cyrylicą, a poniżej odciśnięto ślady butów, symbolizujące miejsce, gdzie stał Princip w momencie oddawania strzału. Jak podkreśla Juliana, taka forma upamiętnienia zamachowca sugerowała pozytywny odbiór jego osoby. Zresztą, w całej Jugosławii upamiętniano postać Principa na wiele różnych sposobów, np. nazywając jego nazwiskiem ulice.

Hiszpański dziennikarz wrócił do Sarajewa w 1995 roku, jeszcze w trakcie trwania działań wojennych na terenie Bośni. Zobaczył, że tablicę zerwano a ślady butów – zniszczono. Był to wyraz sprzeciwu wobec Serbów ze strony bośniackich muzułmanów. Po wojnie nowe władze Sarajewa zainstalowały w tym miejscu nową tablicę. Tym razem napis na niej wykonano w alfabecie łacińskim, po bośniacku. Ślady butów zniknęły. Tak, jak i wiele innych pomników i nazw ulic imienia Principa na terenie byłej Jugosławii. Ci, dla których bynajmniej nie był bohaterem nie chcą jakiejkolwiek formy jego upamiętniania czy gloryfikacji.

Podobnie było przy okazji tegorocznej rocznicy. Znów stał się widoczny rozdźwięk między sposobem widzenia świata przez bośniackich Serbów, a bośniackich muzułmanów i Chorwatów. Przedstawiciele Serbii nie wzięli udziału w oficjalnych, międzynarodowych obchodach setnej rocznicy zamachu w Sarajewie.

Główne obchody rocznicowe miały miejsce właśnie w stolicy BiH, gdzie międzynarodowe grono polityków wzięło udział m. in. w uroczystym koncercie odbywającym się w odbudowanym niedawno zabytkowym budynku Biblioteki. Środki finansowe na celebrację rocznicy uzyskano m. in. od Unii Europejskiej.

Tymczasem – jak relacjonuje hiszpański portal rtve.es – Nebojsa Radmanović, serbski członek Prezydium Republiki Bośni i Hercegowiny odmówił uczestnictwa w tych uroczystościach, twierdząc, że lokalne władze nadały tym obchodom specyficzną wymowę, osadzając je w kontekście wojny w Bośni z lat 90. Pojawiły się głosy ze strony serbskiej społeczności w Bośni, że Boszniacy i Chorwaci chcą za pomocą rocznicowych obchodów „demonizować” Serbów. Politycy serbscy, odmawiając udziału w uroczystościach, chcieli więc zaprotestować przeciwko robieniu z Serbów jedynych winnych najróżniejszych konfliktów ubiegłego wieku, począwszy od Wielkiej Wojny, a skończywszy na wydarzeniach z lat 90.

Prezydent Serbii Tomislav Nikolić również nie chciał wziąć udziału w sarajewskich obchodach. Ponoć nie w smak było mu pojawienie się we wspomnianej Bibliotece, gdzie widnieje napis przypominający o „serbskich agresorach” z czasów działań zbrojnych w latach 90.

W związku z tym Serbowie zorganizowali alternatywne obchody. – Nigdy nie powinno się zapominać, że ten strzał Gawriło Principa otworzył drogę wolności i oswobodzeniu narodów z niewolnictwa – oświadczył w serbskim radiu Emir Kusturica, jeden z organizatorów alternatywnych obchodów rocznicowych, które odbyły się w Andrićgradzie. Jest to miejsce stworzone dla potrzeb artystów i filmowców w Viszegradzie w serbskiej części Bośni. Nazwa pochodzi od nazwiska jugosłowiańskiego laureata literackiej Nagrody Nobla Ivo Andricia.

Czy jest możliwość pogodzenia tych – jakże różnych – spojrzeń na historię? We wspomnianym na początku tekście z „La Vanguardii” autor ostatecznie wraca do swojego pytania, czy rzeczywiście Serbowie są winni rozpętania Wielkiej Wojny z początku wieku, tak, jak i bałkańskiej wojny domowej z końca ubiegłego stulecia. Enric Juliana przyznaje, że “można przypisywać serbskiemu nacjonalizmowi wiele wybryków, nieszczęść i błędów historycznych”, ale Serbowie nie są jedynymi winnymi wszystkich jugosłowiańskich dramatów ubiegłego wieku. „Zawsze takie sprawy są bardziej złożone, ale w epoce przyspieszenia informacyjnego potrzebujemy uproszczeń” – pisze Hiszpan. A na koniec serwuje czytelnikom fragment „Undergroundu” Kusturicy…

About Justyna Krupa

Doktorantka na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, mająca również doświadczenie w dziennikarstwie. Piszę głównie o Chorwacji i Serbii.
KOMENTARZE