Home / Baklava / Chorwacja vukovarska i nievukovarska – spór o cyrylicę
U VUKOVARU SKINUTE TABLE NA CIRILICI

Chorwacja vukovarska i nievukovarska – spór o cyrylicę

Konflikt wokół dwujęzycznych napisów w Vukovarze negatywnie wpływa na wizerunek Chorwacji w Europie. Od kilku miesięcy prasa światowa rozpisuje się o niszczeniu w regionie dwujęzycznych tablic z napisami w cyrylicy i protestach przeciwko nim. „Batalia o cyrylicę koroduje Chorwację” – ostrzegają zachodnie media. I pytają, kto i kiedy wreszcie zjednoczy Chorwację „vukovarską i nievukovarską”?

O sporze pisano na balkanistyka.org wielokrotnie. Konflikt rozpoczął się po tym, jak rząd ogłosił, że w regionach, gdzie Serbowie stanowią ponad jedną trzecią populacji pojawią się w miejscach publicznych napisy dwujęzyczne, alfabetem łacińskim i cyrylicą. W Vukovarze obudziło to wyjątkowo silny sprzeciw, dwujęzyczne tablice były zrywane i dewastowane. Przeciwnicy dwujęzycznych napisów zaczęli zbierać podpisy pod wnioskiem o referendum w tej sprawie. Chcą, by podobne przywileje przysługiwały mniejszości tylko wówczas, gdy w danym regionie będzie stanowiła ponad połowę ludności.

Opór przeciwko egzekwowaniu praw serbskiej mniejszości budzi coraz większy niepokój organizacji międzynarodowych. W swoim tegorocznym raporcie Human Rights Watch wskazuje wyraźnie, że w przypadku Chorwacji martwią problemy z reintegracją serbskiej mniejszości, która – zdaniem organizacji – wciąż jest dyskryminowana. Jako jeden z przejawów tej dyskryminacji wskazano właśnie problem ze wprowadzeniem dwujęzycznych tablic w Vukovarze.

Również Grupa na rzecz Praw Mniejszości (MRG) wyraziła zaniepokojenie ostatnią decyzją chorwackiego parlamentu, który nie zdecydował się odesłać wniosku o referendum do Trybunału Konstytucyjnego. Zamiast sprawdzić konstytucyjność całego referendalnego projektu, postanowiono zweryfikować autentyczność 630 000 złożonych pod wnioskiem podpisów. Zdaniem przedstawicieli organizacji, skutek będzie taki, że w międzyczasie nadal będą narastać napięcia między ludnością chorwacką i serbską w regionie. Przedstawiciele MRG podkreślają, że decyzja parlamentarnej komisji w tej sprawie nieszczęśliwie zbiegła się w czasie z publikacją jednej z chorwackich gazet, która nawoływała do bojkotu serbskich sklepów w regionie Vukovaru.

- Parlamentarna komisja powinna była zawnioskować o ocenę konstytucjonalności referendalnego projektu, który sprzeciwia się konstytucyjnym wartościom Chorwacji. Jakiekolwiek inne działania tylko zaciemniają sedno sprawy – ocenił Ljubomir Mikić z Centrum na rzecz Pokoju w Vukovarze. Przedstawiciele organizacji podkreślają, że gdyby zmiany postulowane przez zwolenników referendum zostały wprowadzone, złamane zostałyby postanowienia Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych, którą Chorwacja ratyfikowała w latach 90.

Z najnowszego raportu okresowego przygotowanego dla Sekretarza Generalnego Rady Europy można dowiedzieć się, jak wiele Chorwacja zrobiła w ostatnich latach na rzecz poprawy sytuacji mniejszości narodowych w tym kraju. Dziesiątki sympozjów, paneli, wysiłki na rzecz rozwoju wielokulturowości. A mimo to, z powodu głośnego konfliktu o cyrylicę, w światowych mediach Chorwacja jawi się teraz jako kraj, który nie radzi sobie z powojennymi resentymentami i ulega nacjonalistycznym pokusom.

Trzeba pamiętać, że w przypadku vukovarskiego konfliktu o cyrylicę ważne jest to, jakie skojarzenia budzą w tym regionie apele o prawa mniejszości. Pod koniec lat 80. i na początku lat 90. upominanie się serbskiej mniejszości o swoje prawa w regionie Slawonii było wstępem do zbrojnej ich „obrony”. Prof. Petra Roter w swojej analizie dla Centrum Studiów Południowo-Wschodniej Europy zwraca uwagę, że niełatwo podejmować w takiej sytuacji wysiłki na rzecz praw mniejszości. „Świeże wspomnienia tamtych czasów i osobiste doświadczenia wojenne mieszkańców tego regionu czynią ten proces wyjątkowo trudnym” – pisze.

Mimo zrozumienia dla arcytrudnego historycznego kontekstu vukovarskich wydarzeń, komentatorzy w zachodniej prasie podkreślają negatywne skutki tego „konfliktu o cyrylicę” dla społeczeństwa chorwackiego. W hiszpańskim dzienniku „El Pais” w zeszłym miesiącu ukazał się obszerny reportaż z Vukovaru. Autorka przypomina, że Vukovar to „najświeższa wojenna rana na ciele europejskiej wspólnoty”. Podkreśla, że w kraju od kilku lat zmagającym się z recesją i problemem bezrobocia, zaczynają się budzić „stare demony”.

Awantura o dwujęzyczne napisy jest konsekwencją głębokich podziałów, jakie istnieją w regionie Vukovaru miedzy społecznością chorwacką i serbską. Hiszpański reportaż umiejętnie pokazuje, że taki podział na dłuższą metę szkodzi obu stronom. Danijela Stanković, nauczycielka pełniąca funkcję wiceburmistrza Vukovaru opisuje, jak bardzo ten podział jest obecny nawet w życiu dzieci. Nie uczęszczają one nawet do wspólnych klas w podstawówce, funkcjonują w etnicznie odrębnych grupach. „Jakby przedzielone jakąś niewidzialną ścianą” – kwituje Stanković.

El Pais” cytuje też Ivanę Milas, z pozarządowej organizacjiNansen Dialogue Center. Organizacja ta od 10 lat pracuje nad stworzeniem szkoły, w której serbscy i chorwaccy uczniowie uczyliby się razem. Mimo wsparcia pani wiceburmistrz, nadal tego celu nie osiągnęli. „To kwestia polityczna. Większość ludzi tutaj chce już odwrócić tę kartę i iść dalej” – twierdzi Milas.

Z drugiej strony, mieszkańcy Vukovaru podkreślają, że dopóki sprawcy zbrodni sprzed lat wciąż pozostają bezkarni, trudno jest zamknąć ten rozdział historii. Z kolei Serbowie z Vukovaru żalą się, że dopóki Chorwacja nie weszła do Unii Europejskiej, rząd robił więcej, by im pomóc. Twierdzą, że wtedy presja ze strony Brukseli przynosiła większe efekty, a po wejściu tego kraju do Unii metoda „brukselskiego kija” przestała działać. Bo najważniejsze było, by spełnić unijne kryteria akcesji.

Jakiś czas temu Dennis Abbott, rzecznik Komisji Europejskiej ds. Edukacji i Kultury poproszony o komentarz do sprawy vukovarskich protestów oświadczył, że Unia „nie ma zamiaru wtrącać się” w wewnętrzne sprawy chorwackiego państwa. „Poszanowanie dla języków i kulturalnej różnorodności jest jednym kamieni węgielnych Unii Europejskiej. Jednak polityka językowa leży w kompetencjach państw członkowskich” – stwierdził.

W komentarzach dotyczących sytuacji wokół vukovarskiego sporu wyraźnie podkreśla się, że nagła radykalizacja nastrojów ma związek z ogólną sytuacją gospodarczą w regionie. Bezrobocie sięga tu ok. 25 proc., ludzie młodzi uciekają do lepiej prosperujących części kraju. Nietrudno w takiej sytuacji o fascynację radykalnymi ideologiami – zwracają uwagę komentatorzy. Z drugiej strony, ostrzegają, że część chorwackiego społeczeństwa niebezpiecznie flirtuje z nacjonalizmem i szowinizmem.

Wydaje się, że eskalacja sporu będzie prowadzić do pogłębienia podziałów nie tylko między Chorwatami i Serbami mieszkającymi w regionie, ale też w ogóle podziałów w społeczeństwie chorwackim. Dobrze podsumowuje to dziennikarka portalu euinside.eu Adelina Marini: „Podział kraju na Chorwację vukovarską i nievukovarską jest dodatkowym zaognianiem tej historycznej rany, a nie lekarstwem na nią” – podkreśla.

Justyna Krupa

About Justyna Krupa

Doktorantka na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, mająca również doświadczenie w dziennikarstwie. Piszę głównie o Chorwacji i Serbii.
KOMENTARZE