Home / Polityka / Co i u kogo bardziej rośnie, czyli o unijnych naciskach i serbskim strachu

Co i u kogo bardziej rośnie, czyli o unijnych naciskach i serbskim strachu

Autorka: Anna Kasprzak

 

Z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że poziom temperatury w gabinetach serbskich polityków rządzącej koalicji jest odwrotnie proporcjonalny do tego na belgradzkich ulicach. I to bynajmniej nie za sprawą pracującej na najwyższych obrotach Energetyki Serbii. Jest 9 lutego. 27 bm. ministrowie spraw zagranicznych UE podczas Rady ds. Ogólnych zadecydują o przyznaniu (lub nieprzyznaniu) Serbii statusu kandydata. W grudniu ub. r. Rada Europejska wstrzymała się z tą decyzją i zaleciła władzom w Belgradzie kontynuację rozmów z Prisztiną celem wypracowania wspólnego stanowiska wobec regionalnej reprezentacji Kosowa i przejść granicznych. Innych warunków nie było.

Nietrudno się domyślić, że zmotywowane władze, o szczerych aspiracjach unijnych podjęłyby się efektywnego wypełniania postawionych zaleceń, optymalnie wykorzystując dany w tym celu czas. Jeśli ktoś w tym miejscu niniejszej publikacji oczekuje analizy powodów serbskiej temporyzacji, poczuje się zawiedziony. Byłoby to zbyt nudne i zbyt proste. Wiadomo bowiem, że wiele wody upłynie w Dunaju zanim Serbowie będą mogli rozmawiać z Kosowarami jak z równorzędnymi partnerami, a nie „terrorystami”. Na uwagę natomiast zasługuje sposób, w jaki serbskie władze już teraz próbują przygotować opinię publiczną na ewentualną negatywną decyzję ws. kandydatury Serbii. W ostatnich dniach coraz częściej bowiem można usłyszeć o rosnących naciskach UE na Belgrad. Według polityków i mediów (upolitycznionych?), mają one formę „coraz bardziej zdecydowanych, antyserbskich oświadczeń europejskich urzędników”. Dziennik „Politika” na przykład, sugeruje brak optymizmu w niemieckich kręgach dyplomatycznych wobec serbskich postępów. Z kolei szef serbskiego zespołu negocjacyjnego Borislav Stefanović, zamiast częściej zasiadać za stołem rozmów, chętniej powtarza jak mantrę: nie zrezygnujemy z interesów narodowych ze względu na kandydaturę. Ze swoimi wypowiedziami pozostaje jednak w tyle za ministrem spraw zagranicznych Vukiem Jeremiciem, który w głównym wydaniu serwisu informacyjnego państwowej telewizji trzy tygodnie temu oświadczył filozoficznie: kandydatura będzie w marcu. Jeśli nie będzie w marcu, to będzie w innym terminie.

Analizując nastroje w Brukseli i Belgradzie, łatwiej o stwierdzenie, że tendencję wzrostową wykazuje poziom serbskiego strachu przed rychłą decyzją UE, aniżeli unijne naciski. Warunki postawione przed Serbią ani się nie zmieniły, ani nie zwielokrotniły. Choć wielu, łącznie z komentującą, uważa je za ciężkie, to od początku były jawne i jasne. Teraz, niespełna trzy tygodnie przed posiedzeniem Rady ds. Ogólnych, serbscy politycy pytani „Czemu zostawiacie wszystko na ostatnią chwilę?”, wzdrygają się tak, jak po wyjściu na mróz ze swoich ciepłych gabinetów.

 

About Katarzyna Ingram

KOMENTARZE