Home / Bałkany / Albania / Czy mieszkańcy Bałkanów kochają Amerykę?
USA flaga

Czy mieszkańcy Bałkanów kochają Amerykę?

Czy mieszkańcy Bałkanów kochają Amerykę i wierzą w mit USA jako światowego policjanta stojącego na straży demokratycznych wartości?

Uczucia to rzecz tak subiektywna, że trudno przypisywać sympatię bądź antypatię do jakiegoś państwa całym narodom. Można jednak spróbować przyjrzeć się trendom panującym w poszczególnych krajach regionu. Tym bardziej, że ostatnio w polskich mediach temat stosunku do Amerykanów przypadkiem stał się bardzo popularny… A polityka i wizerunek USA – jako światowego mocarstwa – budzą nieustannie wiele skrajnych emocji.

Jeszcze do niedawna za największych „Amerykano-fili” na Bałkanach uważani byli bez wątpienia Albańczycy. Wynikało to głównie z uwarunkowań historycznych. W Albanii powszechnie panuje przekonanie, że to dzięki osobie amerykańskiego prezydenta Woodrowa Wilsona Albania nie została tuż po I wojnie światowej podzielona między swoich sąsiadów. A chrapkę na przyłączenie części terytorium dzisiejszej Albanii mieli wtedy zarówno Serbowie, jak i Włosi czy Grecy. Tymczasem na przeszkodzie tym aspiracjom stanęła wilsonowska doktryna samostanowienia narodów. Podobno z wdzięczności albańscy rodzice w tamtych czasach zwykli nadawać nowonarodzonym pociechom imię „Wilson”.

W czasie II wojny światowej USA wspierało komunistyczną partyzantkę w Albanii. Potem, w czasach reżimu Envera Hodży, oficjalnie nie było mowy o żywieniu żadnych ciepłych uczuć wobec „amerykańskich imperialistów”. Ale gdy skończyła się zimna wojna, w Albanii zaczął znów być żywy amerykański mit. Spoglądano za Ocean widząc wzorzec społeczeństwa cieszącego się dobrobytem i swobodami obywatelskimi. Kiedy sekretarz stanu James Baker składał w 1991 roku wizytę w Albanii, przyjęto go ponoć wręcz entuzjastycznie. Po latach „New York Times” w artykule „Dlaczego Albańczycy kochają Amerykę” wspominał, że rozemocjonowany tłum chciał nawet podnieść limuzynę, którą jechał polityk, by niczym w lektyce nieść go po Tiranie.

NYT podkreślał, że gdy 8 lat później do Albanii przybyła Madeleine Albright, wybuch pozytywnych emocji był jeszcze większy. „Traktowano ją tam, jak gwiazdę rocka” – twierdzi gazeta. Były to czasy apogeum konfliktu między albańskimi mieszkańcami Kosowa a Serbami, nie dziwota, że potężny sojusznik zza Oceanu był wspierany przez albańskie społeczeństwo w ten sposób.

Na podobne przyjęcie mógł liczyć nawet George W. Bush, który odwiedził Albanię w 2007 roku. Mimo, że na całym świecie polityka zagraniczna USA, której symbolem stała się interwencja w Iraku, zaczynała budzić kontrowersje i głosy sprzeciwu, w Albanii nadal przeważała akceptacja dla działań potężnego sojusznika. Zresztą, rząd zadecydował o wsparciu interwencji w Iraku, Albania wysłała tam swoich żołnierzy. Fatos Tarifa, ówczesny ambasador Albanii w USA zasłynął takim oto znaczącym komentarzem: “jeśli wierzy się w wolność, wierzy się również w walkę o nią. A jeśli wierzy się w walkę o nią, wierzy się w Stany Zjednoczone”.

W pewnym momencie Albańczycy przestali jednak patrzeć na Stany przez różowe okulary. W listopadzie zeszłego roku przez Tiranę przetoczyła się fala protestów przeciwko pomysłowi, by syryjską broń chemiczną zlikwidować czy też zneutralizować właśnie na terenie Albanii. „Nie jesteśmy koszem na śmieci” – pisali protestujący Albańczycy na transparentach. Dawali do zrozumienia, że bycie sojusznikiem USA nie oznacza, że sojusznicy zgadzają się na wszystko i są na każde Amerykanów skinienie. „Tak, jesteśmy w stanie powiedzieć NIE” – głosił inny transparent. I choć wielu protestujących zastrzegało, że są przeciwko tej idei, ale nie przeciwko samej Ameryce, to rysa na wizerunku USA w społeczeństwie albańskim pozostała.

Zupełnie na drugim biegunie, jeśli chodzi o uczucia w stosunku do USA są oczywiście Serbowie. Tu też historia odegrała swoją rolę. Najpierw okazało się, że Amerykanie – w dużym uproszczeniu – „wzięli stronę” Chorwatów w czasie działań wojennych w latach 1992-95. Potem USA stały się inicjatorem interwencji NATO w roku 1999, gdy doszło do nalotów i bombardowań Belgradu. Zwłaszcza te ostatnie działania Amerykanów bardzo negatywnie wpłynęły na wizerunek tego państwa w oczach dużej części Serbów. Dla wielu wspomniane naloty były nie tyle „NATO-wskie” co właśnie „amerykańskie” i poczucie krzywdy, jakie pozostało po nich w serbskim społeczeństwie też miało adresata za Oceanem.

Paradoks polega na tym, że Serbowie do tego stopnia odnoszą się do Amerykanów z rezerwą, że często nie są świadomi nawet tego, jaką pomoc od USA otrzymują. Ciekawie pokazują to statystyki Serbskiego Biura ds. Integracji Europejskiej z 2012 roku. Zapytano Serbów, jakie państwa – ich zdaniem – w poprzedniej dekadzie udzieliły Serbii największej pomocy rozwojowej. Najwięcej ankietowanych wskazało na Rosję, na drugim miejscu umiejscowili kraje Unii Europejskiej. W dalszej kolejności wskazywali Japonię, później Chiny. Dopiero na piątym miejscu umiejscowili Stany Zjednoczone, niemal na równi z Norwegią. Tymczasem w rzeczywistości USA w tym zestawieniu „dobroczyńców” zajmowały drugie miejsce. Serbowie najwyraźniej nie bardzo to docenili.

Te same badania pokazały też, że Serbowie nie uważają bynajmniej Stanów Zjednoczonych za przykład do naśladowania. Na pytanie, który model rozwoju uważają za godny wzorowania się na nań, wskazywali na przykład Szwajcarii. Wielu badanych chciałoby też naśladować Niemcy, duża część – kopiować model rosyjski. Model rozwoju znany z USA znalazł się w tym zestawieniu dopiero na szóstym miejscu. A przecież, gdyby podobne badania robiono w Polsce, pewnie wyniki byłyby zgoła odmienne.

Wreszcie, bardzo ciekawie wygląda perspektywa bośniacka. Spojrzenie mieszkańców Bośni na USA z definicji musi być niejednoznaczne, bo przecież ten kraj nie od dziś jest politycznie i społecznie niespójny i podzielony. Zostawmy jednak na boku stosunek do USA bośniackich Serbów i Chorwatów, skoncentrujmy się na Boszniakach. Bo ich podejście do zachodniego mocarstwa w ostatnich latach mocno ewoluowało.

Można zaryzykować twierdzenie, że w latach 90. polityka USA była kojarzona przez dużą część Boszniaków z hasłem obrony demokratycznych wartości i praw człowieka. Wizerunek Stanów Zjednoczonych jako „światowego policjanta” miał więcej konotacji pozytywnych, niż negatywnych.

Polityka zagraniczna prowadzona przez byłego prezydenta George’a W. Busha mocno nadszarpnęła jednak ten wizerunek. Interwencja w Iraku, a przede wszystkim metody działania Amerykanów podczas tamtej interwencji spotkały się z oburzeniem społeczności muzułmańskiej z Bośni. „Los Angeles Times” analizował przyczyny tej zmiany społecznego nastawienia w artykule „Dla Boszniaków amerykański ideał jest w ruinie”. Największy szok wzbudziły wówczas obrazy i doniesienia z więzienia Abu Ghraib, gdzie amerykańscy wojskowi dopuścili się znieważania i torturowania irackich więźniów. Zwłaszcza dla muzułmańskich obywateli Bośni był to ponoć silny wstrząs. Podobnie, jak późniejsze doniesienia o nadużyciach i torturach w bazie Guantanamo. LAT słusznie zauważał, że odzyskanie wiarygodności i odbudowanie wizerunku w oczach wielu obywateli Bośni nie będzie dla USA łatwe.

Podsumowując, kraje Bałkanów nie są wyjątkowe w swoim podejściu do zachodniego mocarstwa. Polityka USA z czasów prezydentury Busha pozbawiła Stany zwolenników nie tylko w tym regionie świata.

Na pewno jednak temperatura uczuć wobec amerykańskiego giganta nie jest na całych Bałkanach jednakowa i zmienia się znacząco w zależności od tego, bliżej której ze stolic postawimy termometr.

About Justyna Krupa

Doktorantka na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, mająca również doświadczenie w dziennikarstwie. Piszę głównie o Chorwacji i Serbii.
KOMENTARZE