Home / Gospodarka / Energetyka / Czy Turcja potrzebuje elektrowni nuklearnych?

Czy Turcja potrzebuje elektrowni nuklearnych?

W czasie wizyty premiera Turcji, Recepa Tayyipa Erdoğana i jego współpracowników w Chinach, wchodzący w skład delegacji minister energetyki i zasobów naturalnych, Taner Yıldız, zapowiedział, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy zostanie podjęta decyzja w sprawie budowy drugiej elektrowni jądrowej w Turcji

 

Autorka: Julia Krajcarz

 

W czasie konferencji prasowej minister Yıldız zapowiedział, że strona turecka rozważa kandydaturę przedstawicieli kilku krajów, jako ewentualnych realizatorów budowy, ale najbardziej prawdopodobny jest wybór Chin. Dyskusje w tej sprawie były prowadzone z chińskim ministrem energetyki.

Lokalizacja nowej elektrowni jądrowej planowana jest w mieście Synopa na wybrzeżu Morza Czarnego. Wybór Chin na realizatora tej inwestycji jest prawdopodobnie przesądzony, zważywszy na fakt, że nawet jeśli rząd turecki nie dałby gwarancji na współfinansowanie elektrowni, to koszty zgodziliby się ponieść chińscy przedsiębiorcy tej branży.

Po katastrofie elektrowni jądrowej w Fukushimie w Japonii, spowodowanej trzęsieniem ziemi i wywołanym skażeniu w marcu 2011 roku, dotychczasowy liderzy rynku nuklearnego, rządy Niemiec i Japonii, zapowiedzieli rezygnację z pozyskiwania energii z atomu i przestawienie gospodarki na uzyskiwanie energii w inny sposób. Jednocześnie wiele firm z całego świata zaangażowanych w przemysł nuklearny stanęło przed koniecznością znalezienia nowych miejsc realizacji swoich przedsięwzięć. Właśnie za jedno z takich miejsc uważa się Turcję. Dzieje się tak dlatego, iż Turcja od kilkudziesięciu lat zapowiada uruchomienie elektrowni jądrowej na swoim terenie, jednak zmiany układów politycznych w Europie, na świecie i w samej Turcji wielokrotnie doprowadzały do rezygnacji lub odłożenia na później już przygotowanych planów budowy. Jednocześnie budowa elektrowni jądrowej jest przedstawiana przez kolejne ekipy rządzące w Turcji za jeden z priorytetów rozwoju gospodarczego.

Podczas gdy inne potęgi gospodarcze oficjalnie zapowiadają rezygnację z inwestycji w elektrownie jądrowe, Chiny są zdecydowane stać się światowym liderem w tej dziedzinie. Obecnie Chiny są w trakcie budowy największego reaktora nuklearnego na świecie. Jednocześnie posiadają jeden reaktor poza swoim terytorium, w Pakistanie.

Do niedawna jednym z głównych kandydatów do zbudowania elektrowni jądrowej w Turcji był Korea Południowa. Przedstawiciele Korei oczekiwali jednak gwarancji rządu tureckiego na współfinansowanie inwestycji. Z powodu braku udzielania tych gwarancji, zrezygnowali z proponowanej przez siebie oferty. Natomiast Chiny w ogóle takich gwarancji od rządu tureckiego nie oczekują.

W czasie wizyty delegacji tureckiej w Chinach podpisano szereg obustronnych umów. Oprócz dokumentów dotyczących wzajemnych kontaktów kulturowych, na szczeblu międzyrządowym podpisano kilka umów gospodarczych. Jedną z nich jest porozumienie o współpracy w sprawie pokojowego użycia energii nuklearnej. Kolejnym dokumentem jest podpisane przez Chińską Państwową Agencje Energii oraz tureckie ministerstwo energetyki i zasobów naturalnych porozumienie o współpracy. Oba dokumenty uważa się za preludium do oficjalnego rozpoczęcia współpracy dotyczącej budowy elektrowni jądrowej w Turcji.

Warto dodać, że podczas gdy omawia się kwestię budowy drugiej elektrowni jądrowej w Turcji, nie powstała jeszcze pierwsza elektrownia, której plany utworzenia datują się jeszcze na koniec lat 50-tych XX wieku. Wedle podpisanych już umów inwestycja ma powstać, dzięki finansowaniu Rosji, w miejscowości Akkuyu w pobliżu miasta Mersin, na południu Turcji.

W obliczu wątpliwości w sprawie powstania w najbliższym czasie aż dwóch elektrowni jądrowych w Turcji, jakie rodzą się zwłaszcza po katastrofie w Fukushimie, Turecka Agencja Atomowa (TAEK) zapewnia, że planowane inwestycje to więcej zysków niż zagrożeń lub strat. Agencja informuje, że elektrownia nie zajmowałaby się tylko pozyskiwaniem energii w reaktorach, lecz także wytwarzałaby radioizotopy, wykorzystywane m.in. w medycynie, zwłaszcza w zwalczaniu raka.

TAEK, chcąc przedstawić w jak najlepszym świetle plany nuklearne Turcji, przedstawiła szereg danych statystycznych. Według nich stopień ryzyka w innych działach przemysłu odpowiedzialnych za pozyskiwaniu energii z różnych źródeł, jest równie wysoki. Agencja przedstawia statystyki z lat 1969-1996 z których wynika, że przykładowo w Szwecji w trakcie 4 tysięcy 290 wypadków w instytucjach, budowlach i urządzeniach związanych z pozyskiwaniem energii 8 wypadków śmiertelnych miało miejsce w szeroko pojętym przemyśle nuklearnym, 85 – gazu ziemnego, 342 – w węglowym, 418 – przetwórstwa ropy, 884 – energii wodnej i 3 tysiące 280 w wypadkach związanych z wybuchami LPG. Niestety Agencja nie przedstawiła statystyk z innych krajów, co dawałoby pełniejszy obraz istniejącego ryzyka.

Agencja zapewnia, iż budowa elektrowni nie zagrozi czystości środowiska, ani nie będzie stanowić zagrożenia dla ludności, przynajmniej nie większego niż urządzenia potrzebne do uzyskiwania energii z innych źródeł. Niestety nie wyjaśnia, gdzie będzie się składować oraz jak będzie się utylizować odpady promieniotwórcze.

Elektrownia budowana w Turcji w Synopie byłaby zaopatrzona w podtyp reaktora, zwanego VVER-1000 (tzw. Water-Water Energetic Reactor). Wersja ta, jak dotąd, nie był jeszcze testowana przez żaden kraj, co budzi tym większe wątpliwości oponentów energii atomowej w Turcji. Trwałość planowej elektrowni przewidziana jest na około 60 lat. Planowany czas powstania elektrowni, począwszy od budowy betonowych osłon do momentu uruchomienia reaktorów, to około 10-12 lat. TAEK zapewnia, że jest możliwa całkowita likwidacja elektrowni, np. po skończeniu czasu gwarancji, a także przywrócenie naturalnych warunków przyrodniczych na tym miejscu.

TAEK, jako instytucja rządowa, z oczywistych względów przedstawia same dobre strony planowanych inwestycji atomowych w Turcji. Głosy oponentów przypominają niedawną katastrofę atomową w japońskiej Fukushimie i wskazują na podobny problem Turcji: położenie w obszarze o wysokim ryzyku sejsmicznym.

Rząd, przedstawiając wysokie wyniki wzrostu gospodarczego kraju w ciągu ostatnich lat wyjaśnia, że aby utrzymać i zwiększać ten trend, Turcja musi mieć dodatkowe źródła energii, uniezależniające ją od dostaw ropy i gazu ziemnego od innych krajów. Jest to słuszna uwaga, lecz jednocześnie brak zapewnień ze strony rządu: czy w takim razie teraz Turcja nie będzie potrzebowała z zewnątrz dostaw uranu, czyli paliwa reaktorów jądrowych? Czy nie będzie to w dalszym ciągu uzależnienie energetyczne?

Nie brak głosów sugerujących większe wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, takich jak promieniowanie słoneczne, siła wiatru, energia geotermalna, energia wodna w postaci spadku rzek lub fal i pływów morskich oraz biomasa i biogaz. Wskazuje się, iż Turcja posiada zróżnicowanie środowiska naturalnego, umożliwiające pozyskiwanie energii odnawialnej w praktycznie w każdy znany obecnie sposób: posiada dostęp do 4 mórz, rzeki o dużym przepływie wody tj. Eufrat i Tygrys, długi dobowy i roczny czas nasłonecznienia zwłaszcza w południowej części kraju, znaczne różnice w wysokości powierzchni nad poziomem morza, zapewniające silny ruch powietrza i inne.

Powstaje także pytanie: czy Turcja potrzebuje aż tyle energii pochodzenia nuklearnego, że musi wznosić jednocześnie dwie elektrownie atomowe? Istnieje obawa, że wytworzona a niewykorzystana energia będzie odbierana przez Rosję i Chiny lub sprzedawana poza Turcję w ilości i cenie dyktowanej przez zagranicznego inwestora. A ryzyko ewentualnej katastrofy poniesie na własnym terenie Turcja, a nie inwestorzy z zewnątrz.

Obecnie na świecie pracuje 440 reaktorów jądrowych, wytwarzających energię o mocy ok. 373 tysięcy 673 gigawatów, co wynosi około 15 % całej wytwarzanej energii. W rejonie Bałkanów, jak dotąd, 3 kraje posiadają elektrownie jądrowe. Są to Bułgaria (Kozloduy), Rumunia (Cernavodă) i Słowenia (Krško).

Źródła: cnnturk.com, ntvmsnbc.com

About Julia Krajcarz

KOMENTARZE