Home / Baklava / Demis Roussos – legenda greckiej piosenki
Demis-Roussos-MAIN

Demis Roussos – legenda greckiej piosenki

W nocy z 24 na 25 stycznia 2015 roku z Aten nadeszła do nas bardzo smutna wiadomość. Oto w wieku 68 lat po długiej i ciężkiej chorobie nowotworowej zmarł Demis Roussos, jedna z największych i zdecydowanie najbarwniejszych europejskich gwiazd muzyki pop. Ze względu na trwające w Grecji wybory parlamentarne, rodzina poinformowała o tym fakcie dopiero w poniedziałek, 26 stycznia. Na zawsze w naszej pamięci pozostaną hity takie jak My Friend The Wind, Lovely Lady of Arcadia, a chyba przede wszystkim Goodbye My Love Goodbye oraz Forever and Ever będącymi jego największymi przebojami, nieodmiennie pierwszymi muzycznymi skojarzeniami z nim związanym. Przypomnijmy zatem jego sylwetkę i niezwykłą historię muzycznej kariery, przeplatanej osobistymi wzlotami i upadkami.

Demis, a właściwie Artemios Ventouris Roussos urodził się w Aleksandrii w Egipcie, 15 czerwca 1946 roku. Jego ojciec, Jorgos Roussos, był greckim inżynierem architektem. Wraz z żoną Olgą (mającą pochodzenie egipsko-włoskie) trafili do Afryki Północnej w poszukiwaniu lepszej pracy i lepszego życia. Rodzina Demisa związana była dosyć mocno z muzyką. Jego matka była śpiewaczką, zaś pasją ojca – gra na gitarze klasycznej. Także sam Demis od dziecka zainteresował się muzyką, zapisując się do chóru greckiego Kościoła bizantyjskiego, działającego również w Aleksandrii. Ponadto w szkole uczył się gry na gitarze, trąbce i pianinie, wspierał finansowo swoją rodzinę, grywając jako muzyk w kabaretach. Być może kariera Demisa potoczyłaby się zupełnie inaczej i zakończyła w kościelnych chórach i kabaretach, gdyby w 1956 roku nie nadszedł kryzys sueski. W jego wyniku rodzina Roussosów straciła cały swój dobytek i, chcąc nie chcąc, zmuszona była powrócić do Grecji. Tam już zaczynał się prawdziwy turystyczny boom. Demis korzystał na tym, okazyjnie śpiewając w barach i tawernach dla turystów.

Już w Grecji zaczęła się Demisa krótka, ale niezwykle istotna dla dalszego przebiegu jego kariery przygoda z rockiem progresywnym – gatunkiem zdecydowanie nie kojarzącym się z jego twórczością. Pierwszym zespołem, w jakim próbował sił, była grupa The Idols. Demis miał wówczas siedemnaście lat i dopiero poszukiwał swojej własnej muzycznej drogi. Występy w The Idols zaowocowały przede wszystkim współpracą z Evangelosem Papathanassiou, a także Loukasem Siderasem, z którymi założył w późniejszym czasie (w roku 1968) grupę Aphrodite’s Child, gdzie udzielał się jako wokalista oraz całkiem niezły basista. W międzyczasie próbował jeszcze sił w przede wszystkim coverowym zespole We Five, jednak największą popularność z tego okresu jego twórczości osiągnął zdecydowanie, grając w Aphrodite’s Child. Zespół nagrał przez cały okres swojej działalności, a więc do roku 1972, trzy długogrające płyty, z czego największy sukces (także poza Europą) odniósł album 666 (The Apocalypse of John), będący muzyczną interpretacją biblijnej Apokalipsy św. Jana. Cieszył się on popularnością w całej Europie, a zwłaszcza we Francji. Z płyty tej pochodzi m.in. utwór The Four Horsemen (w oczywisty sposób do Apokalipsy nawiązujący), który stał się inspiracją dla innych zespołów. Richard Ashcroft, lider popularnego w latach 90. zespołu The Verve twierdził, że Aphrodite’s Child w znaczący sposób wpłynęło na jego muzyczne zainteresowania. W ich utworze The Rolling People z albumu Urban Hymns pojawiają się odniesienia do The Four Horsemen. Podobnie na wydanym w 2008 roku albumie Beck’a – Modern Guilt – znajduje się utwór Chemtrails inspirowany The Four Horsemen.

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy wydany został 666, relacje pomiędzy muzykami zaczynały się psuć. Demis proponował kontynuację twórczości w stylu popowym, podczas gdy Papathanassiou (czyli nie kto inny, jak słynny Vangelis) chciał odejść nieco bardziej w stronę rocka psychodelicznego. Muzycy zgodnie podjęli decyzję o zakończeniu działalności zespołu i kontynuacji kariery solowej. Roussos zresztą miał już wówczas na koncie nagranie pierwszego singla pod własnym nazwiskiem – We Shall Dance. W tym samym roku powstał też jego pierwszy solowy album, nazwany przez niego On the Greek Side of my Mind. Nie oznacza to wcale, że Demis Roussos i Vangelis rozstali się w burzliwy sposób i nie współpracowali już nigdy więcej. Najlepszym dowodem tej współpracy niech będzie doskonale wszystkim znana ścieżka dźwiękowa z filmu Rydwany ognia, przy powstawaniu wokalnej wersji której Demis brał czynny udział (wystarczy wspomnieć chociażby o utworze Race to the End).

Publiczność w całej Europie pokochała Demisa Roussosa przede wszystkim za jego charakterystyczne vibrato i pełen emocji wokal. W swoich piosenkach łączył pop z elementami tradycyjnej muzyki z regionu śródziemnomorskiego. Sam mówił o swojej muzyce, że jest romantyczną śródziemnomorską muzyką skierowaną dla ludzi chcących jechać na wakacje. Jego pierwszym hitem na międzynarodową skalę był Forever and Ever, pochodzący z wydanej w 1973 roku płyty o tym samym tytule. W wielu krajach utwór ten trafił na szczyty list przebojów. Został on też wykorzystany w ekranizacji sztuki Mike’a Leigh pt. Abigail’s Party, gdzie Demis Roussos, choć nie gra, jest dosyć istotną postacią i przedmiotem sporu pomiędzy głównymi bohaterami. Można powiedzieć, że lata 70. w europejskiej muzyce pop należały do niego. Lansował wówczas kolejne hity, wystarczy wspomnieć choćby My Friend the Wind, My Reason, Someday, Happy to Be On an Island in the Sun, Goodbye My Love Goodbye, Velvet Mornings czy Lovely Lady of Arcadia. Wszystkie z nich zdobywały wysokie miejsca na wielu europejskich listach przebojów.

Jego płyty nadal sprzedawały się w tysiącach egzemplarzy, w kolejnych krajach zyskiwał status supergwiazdy, a koncerty w Europie i Ameryce Południowej przyciągały tłumy. W 1976 roku reżyser filmów dokumentalnych z BBC, John King, zainteresował się fenomenem Demisa Roussosa na kontynencie i nakręcił o nim film o tym samym tytule – The Roussos Phenomenon. Dopiero wówczas, po emisji filmu i towarzyszącej mu EPki z największymi przebojami, muzyk osiągnął ogromną popularność także na Wyspach Brytyjskich. Szacunkowe dane mówią o tym, że w ciągu całej kariery sprzedał na całym świecie ponad 60 milionów egzemplarzy swoich albumów – to zdecydowanie wynik, jakiego pozazdrościć może mu wiele gwiazd muzyki. Dzięki temu trafił nawet do Księgi Rekordów Guinessa. To, co podobało się fanom, padało ofiarą druzgocącej krytyki ze strony ekspertów. Połączenie bizantyjskich psalmów i nawołań muezina – tak podsumował wokalny talent Greka jeden z nich, cytowany przez The Telegraph.

Nieodłącznym elementem jego scenicznego wizerunku były słynne obszerne wzorzyste, przez niektórych uważane za kiczowate, tuniki. Z tego powodu przylgnął do niego przydomek The Kaftan King, oraz, nieco bardziej złośliwy, The Singing Tent – „śpiewający namiot”, nawiązujący także w niewybredny sposób do tuszy piosenkarza. Tego rodzaju przydomków zyskał zresztą więcej – zachodnia prasa w owym czasie nazywała go m.in. The Big Squeak – „wielki pisk” czy Love Walrus – „miłosny wieloryb”. Owe tuniki stały się jego znakiem rozpoznawczym, występował w nich niemal podczas każdego koncertu czy publicznego występu. W 2002 roku z entuzjazmem mówił o nich w wywiadzie dla Daily MirrorProjektanci z całego świata tworzyli je dla mnie! Okazuje się, że nosił je z bardzo prozaicznego powodu – po prostu podobały mu się i czuł się w nich dobrze. Były, jak sam przyznawał, także całkiem zabawne, i Demis lubił ze sceny obserwować, kiedy publiczność na koncertach starała się do niego upodobnić, przywdziewając podobne stroje. Stojące w pierwszych rzędach na jego występach kobiety podobno niejednokrotnie próbowały go za nie ciągnąć, aby przekonać się, czy ma pod nimi bieliznę. Jego kolekcja scenicznych kostiumów była tak wielka, że kiedy w latach 90. zdecydował się przekazać ją na cele charytatywne, musiano w tym celu zorganizować aż trzy aukcje – po jednej w Wielkiej Brytanii, Francji i Stanach Zjednoczonych.

Demis Roussos kilkukrotnie występował w Polsce. Po raz pierwszy pojawił się w naszym kraju na Festiwalu Piosenki w Sopocie w 1979 roku. Były to już czasy apogeum jego europejskiej popularności, a publiczność bawiła się znakomicie, mimo że Demis… śpiewał wtedy z playbacku (za co zresztą musiał zapłacić karę i wyjechać z Polski przed planowanym czasem). Ponownie w Sopocie wystąpił w 2006 roku, jeszcze raz przyjęty entuzjastycznie głównie przez nostalgicznie nastawioną do jego przebojów publiczność. W międzyczasie pojawił się m.in. z gościnnym występem w 2000 roku w Zgorzelcu, na III Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Greckiej.

Mimo że jego muzyczna kariera w latach 80. rozwijała się nadal, był to okres już dla wokalisty znacznie cięższy, przede wszystkim zmagał się wtedy z ciężkimi chorobami. Otyłość, jaką wypominali mu krytycy jego kaftanów, doskwierała mu coraz bardziej. Wyjazd do Kalifornii, gdzie miał szansę pozostać anonimowy, oraz współpraca z lekarzami i dietetykami zaowocowały zrzuceniem ponad pięćdziesięciu kilogramów (napisał nawet wówczas książkę z dietetycznymi przepisami, A Question of Weight, która sprzedać się miała w milionie egzemplarzy). Jednak już wtedy musiał rozpocząć walkę z kolejną chorobą – depresją. W 1985 roku stała się rzecz, wydawałoby się, niewiarygodna. Demis Roussos wraz ze swoją ówczesną (trzecią z kolei) żoną, był pasażerem lotu 847 Trans World Airlines lecącego z Aten do Rzymu. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że samolot ten został wówczas porwany, a pasażerowie stali się zakładnikami dwóch uzbrojonych członków libańskiego Hezbollahu. W zamian porywacze żądali uwolnienia siedemnastu członków Hezbollahu i irackiej partii islamskiej. Samolot został zawracany do Bejrutu, a następnie do Algieru. Cała akcja negocjacji z porywaczami trwała dwa tygodnie, jednak Demis i jego żona (podobnie jak pozostali obywatele Grecji) spędzili na pokładzie pięć dni. W jeden z tych dni wypadały jego trzydzieste dziewiąte urodziny. Dali mi urodzinowy tort i gitarę, żebym śpiewał – wspominał na konferencji prasowej po tych wydarzeniach. Nie ukrywał, że jego ówczesna popularność miała pomóc mu w tak szybkiej ewakuacji. Mówił, że porywacze byli dla zakładników bardzo mili i grzeczni w stosunku do nich. Mimo tego, porwanie samolotu odcisnęło na zawsze piętno na jego życiu. Od tamtej pory starał się poprzez muzykę propagować pokój na świecie oraz sprzeciwiać się terroryzmowi i konfliktom.

W latach 90. z kolei nastąpił mały przestój w jego karierze Demisa Roussosa. Przez całą dekadę wydał jedynie dwa albumy, obydwa w 1993 roku. Pewnego dnia zdecydowałem jednak, że jestem muzykiem – stwierdził w wywiadzie dla stacji TVN. Dzień ów zaowocował, jak się okazało, ostatnią płytą w karierze Greka. W 2009 roku światło dzienne ujrzał album zatytułowany po prostu Demis. Różnił się on tym od poprzednich jego poprzednich solowych dokonań, że Roussos powrócił nim niejako do swoich muzycznych korzeni. Płyta jest zdecydowanie mieszanką soulu, rocka i bluesa, chociaż sam wokalista określał jej styl jako vintage. Po jego wydaniu wrócił także do koncertowania, jednak podróżował już wówczas głównie po Europie Wschodniej, Rosji, Bliskim Wschodzie i Azji Centralnej. Jeden z krytyków określił z kolei jego nową muzykę jako new-age’ową, etniczną, silnie inspirowaną brzmieniami Afryki i Bałkanów. Podczas jednego ze swoich ostatnich występów przed publicznością, w Atenach w 2013 roku, Demis Roussos odebrał Order Legii Honorowej – najwyższe odznaczenie francuskie, które uzyskał za dorobek swojego życia.

Śmierć Demisa Roussosa wywołała wielkie poruszenie wśród jego fanów na całym świecie. Pożegnał go m.in. prezydent Białorusi, Aleksander Łukaszenko, który powiedział: Ten artysta zostawił trwały ślad w światowej muzyce i przeszedł do historii jako jeden z największych wokalistów, którego niezwykle emocjonalny sposób śpiewania chwytał za serca słuchaczy na całym świecie. Vangelis, dowiedziawszy się o śmierci swojego przyjaciela, wydał emocjonalne oświadczenie skierowane bezpośrednio do niego: Demis, mój przyjacielu! Właśnie przyjechałem do Londynu i dowiedziałem się o tym, że zdecydowałeś wybrać się w długą podróż. Jestem w szoku, nie mogę uwierzyć, że stało się to tak szybko. Natura dała Ci ten wspaniały głos, który czynił miliony ludzi na całym świecie szczęśliwymi. Jeśli o mnie chodzi, trzymam w pamięci te wszystkie wspaniałe wspomnienia, które razem dzieliliśmy w tych dawnych czasach i życzę Ci, żebyś był szczęśliwy, gdziekolwiek teraz jesteś. Goodbye, my friend, goodbye. 

Źródła: bbc.com, theguardian.com, telegraph.co.uk

About Joanna Lewińska

Kilka lat temu rzuciła wszystko, by zostać etnologiem. Dziś jest absolwentką tego kierunku na Uniwersytecie Wrocławskim. Ma niebezpieczną obsesję na punkcie wszystkiego, co bałkańskie - od kuchni, przez film i muzykę, aż po podróże. Szczególnie mocno uzależniona od kultury serbskiej.
KOMENTARZE