Home / Baklava / Echa wizyty rosyjskiego prezydenta w Belgradzie
beograd-vladimir-putin-1346196640-202930

Echa wizyty rosyjskiego prezydenta w Belgradzie

Obserwatorzy są zgodni. Parada wojskowa z okazji 70. rocznicy wyzwolenia miasta, która odbyła się w połowie października w Belgradzie nie była tylko formą upamiętnienia z dużą pompą historycznych wydarzeń. Fakt, że do stolicy Serbii na tę uroczystość zawitał prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin sprawił, że celebracja historycznego momentu sprzed 70 lat sama w sobie stała się  wydarzeniem historycznym. Jakie było więc szersze znaczenie tej wizyty?

Przede wszystkim, polityczne i symboliczne, co podkreślają zagraniczne portale. Mniej było podczas tej wizyty konkretnych deklaracji, a więcej – politycznego teatru o dużej sile oddziaływania. Władimir Putin odbierał najwyższe odznaczenie państwowe, Order Republiki Serbii, podczas gdy tysiące ludzi w Belgradzie cieszyło oczy wojskową paradą i tzw. air show z udziałem rosyjskich maszyn MiG.

Widok serbskich żołnierzy salutujących Putinowi niespecjalnie ucieszył przedstawicieli UE i NATO. Tak przynajmniej dał do zrozumienia David McAllister, Sprawozdawca Europejskiego Parlamentu w Serbii w swoim wywiadzie dla „Deutsche Welle”. Wyraził jednocześnie nadzieję, że Serbia utrzyma swoją proeuropejską orientację i nie zejdzie ze drogi prowadzącej ku UE.

Już samo to, że takie słowa ze strony europejskiego urzędnika padły, oznacza, że w umysłach obserwatorów zrodziły się pewne wątpliwości co do kierunków współczesnej polityki zagranicznej Serbii. Pojawiły się „dyplomatyczne poruszenie i kontrowersje wokół Serbii” – jak to określił World Politics Review. Są też tacy publicyści, którzy otwarcie piszą o tym, że zaproszenie Putina do Belgradu było „symbolem zwrotu, jaki Serbia wykonała w kierunku swojego historycznego sojusznika, czyli Rosji”. To zdanie publicysty portalu Oriental Review. Czy rzeczywiście Serbia skręca w kierunku Rosji? Pojawiają się w tej sprawie również bardziej wyważone głosy. Część komentatorów zauważa, że to nic nowego, tylko kolejna odsłona odwiecznego serbskiego balansowania na linie między wschodem a zachodem Europy.

Czy to się obserwatorom amerykańskim i tym z krajów „starej Unii” podoba, czy nie, Serbię i Rosję łączą historyczne i kulturowe powiązania, których nikt nie ma zamiaru przecinać. A także wspólne dla serbskiego i rosyjskiego społeczeństwa przywiązanie do tradycji, konserwatywnych wartości, a nawet idei panslawizmu.

Prezydent Tomislav Nikolić przypomniał o tym wszystkim w swoim wystąpieniu wygłoszonym podczas tej uroczystości. – Serbia i Rosja są związane poprzez pochodzenie, język, zwyczaje, religię, historię, miłość do wolności i bohaterską dumę (…) oraz bezimienne groby – wyliczał. Nie dodał, że łączy je jeszcze jedno: pewna polityczna zależność Serbii od potężniejszego sojusznika. Rosja wspiera Serbię chociażby w kwestii Kosowa, ale może też wywierać na ten kraj wpływ poprzez gospodarcze powiązania i politykę energetyczną.

Przejawem tego ostatniego miało być nakłonienie Serbów do dalszych postępów prac w realizacji projektu gazociągu South Stream. Ta sprawa akurat nadal pozostaje w zawieszeniu. Podkreślał to amerykański senator Chris Murphy, który stwierdził, że Putin opuszczał Belgrad „rozczarowany”. Czym? Właśnie brakiem wiążących deklaracji dotyczących budowy gazociągu. W wywiadzie dla „Voice of America” senator podkreślił, że ewentualne kontynuowanie przez Serbów wdrażania projektu South Stream, wbrew zaleceniom Komisji Europejskiej, miałoby wpływ na relacje Serbii z Waszyngtonem. W domyśle – oczywiście negatywny. Zastrzegł jednak, że sam fakt odwiedzenia Belgradu przez rosyjskiego prezydenta tym relacjom nie zaszkodził.

Z drugiej strony, serbski premier Aleksandar Vučić publicznie podkreślił, że Serbia nigdy nie przyłączy się do unijnych sankcji wobec Rosji ogłoszonych po wydarzeniach na Ukrainie. Putin prowadził z serbskimi politykami również konkretne rozmowy dotyczące zwiększenia serbskiego eksportu na rynek rosyjski, korzystając z tego, że po wprowadzeniu unijnych sankcji pojawiła się tu spora luka.

Autor analizy dla Geopolitical Information Service  zaryzykował nawet tezę, że w krótkiej perspektywie Rosja może Serbii zaoferować więcej namacalnych korzyści, niż Unia Europejska. Dlatego niektórzy eksperci ostrzegają, by Unia nie wywierała zbyt dużej presji i nacisku na Serbię i nie stawiała tego kraju przed wyborem „UE albo Rosja”. Bo niekoniecznie wtedy Serbowie musieliby wybrać Brukselę.

About Justyna Krupa

Doktorantka na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, mająca również doświadczenie w dziennikarstwie. Piszę głównie o Chorwacji i Serbii.
KOMENTARZE