Home / Społeczeństwo / Egipscy rybacy żyją greckim snem

Egipscy rybacy żyją greckim snem

Jeśli poprowadzisz prostą linię stąd, to doprowadzi cię ona do portu na Rodos, mówi z nostalgią Makis. Dyskusja toczy się po drugiej stronie Morza Śródziemnego, ale mój egipski rozmówca posługuje się greką. W Ras el-Bar i Ezbet el-Burg w północnym Egipcie tysiące ludzi żyją i dorastają pośród marzeń o Grecji. Makis, który ma teraz 27 lat, w latach 90. Grecję znał jedynie z opowieści swojego ojca. Kiedy miał lat 16, zacumował u greckiego brzegu sam i z Ahmeda przemienił się w „kapitana Makisa”. W ciągu czterech lat opłynął całą Grecję – „To był najszczęśliwszy okres w moim życiu”, wspomina, a dzwonek jego telefonu rozbrzmiewa piosenką Mitropanosa [Dimitris Mitropanos jest jednym z najbardziej znanych i popularnych greckich piosenkarzy – przyp.red.]. Biegłą znajomość obcego języka zawdzięcza przyjaciołom z Grecji i własnej wytrwałości. „Teraz oglądam grecką telewizję i wchodzę na greckie strony internetowe”, mówi. Taryfa Od dziesięcioleci, stutysięczny konglomerat miasteczek rybackich zasila szeregi greckich pracowników. Egipscy rybacy są – zgodnie z krążącą tu opinią – idealni do tej pracy: od pacholęctwa zaznajomieni z metodami połowu, posłuszni i pracowici, a w dodatku – w wielkiej potrzebie finansowej. Aby postawić stopę na „Ziemi Obiecanej” muszą słono zapłacić pośrednikowi. Cena przeprawy waha się od 1000 do 1200 euro, bez kosztów samej wyprawy, które również ponosi kandydat. Same odprawy i powroty, tak jak i pożegnania, są tu na porządku dziennym. Raszida i Ahmeda poznaliśmy na pięć dni przed ich wyjazdem do Grecji. „Już od dziesięciu lat tak jeżdżę w obie strony” – mówi 32-letni Ahmed, który pracuje na Chios. Jak mówi, na łodzi jest czterech Egipcjan i dwóch Greków. Dodaje, że praca, którą wykonuje, jest bardzo ciężka, więc Grecy starają się jej unikać. Zimą łódź stale pływa, pracuje się po 30 dni w miesiącu, śpi się w środku, na morzu. Egipscy rybacy troszczą się o sieci, naprawiają statek, wychodzą na targ rybny. Latem zazwyczaj rytm połowów uspokaja się. Ahmed nie wydaje się być niezadowolony. „Mój szef mnie bardzo lubi, nawet pożycza mi samochód, kiedy tego potrzebuję” – mówi. Jednak nie zawsze jest tak różowo: – Kiedyś, w Kawali, dawali nam do jedzenia tylko chleb, oliwki i fetę. Pracy nie wstrzymywaliśmy nawet na uzupełnianie zapasów wody – wspomina 27-letni Makis. Dosiadają się do nas jeszcze cztery osoby: Mustafa, Garib, Ahmed Fuda i Fuda Taha. Ten ostatni pracował dziesięć lat w Grecji, od 1978 do 1988 roku. „Czułem się tam komfortowo, ludzie nie są rasistami” – mówi, i dodaje z dumą: „Wciąż mam kontakt z wieloma kapitanami”. „Od 1974 na chleb zarabiam w Grecji”, opowiada z kolei 60-letni Mustafa, który pracuje w trudzie by wydać za mąż córki. Niepokoi go jednak brak ubezpieczenia. „Jak długo byłem ubezpieczony w IKA [odpowiednik polskiego ZUS – przyp.red.], miałem spokój. Gdy w 2005 roku zapisałem się do OGA [odpowiednik KRUS – przyp.red.], pieniądze poszły na zmarnowanie”, narzeka, a rozmowa, w którą włączają się pozostali rybacy, schodzi na wady greckiego systemu ubezpieczeń społecznych: „w Grecji przepisy zmieniają się co dziesięć minut”. Problemy 32-letni Ahmed jest ojcem dwojga dzieci i nie ukrywa swego zaniepokojenia obecną sytuacją. „Kiedy wszystko się wali, nami nikt się nie zajmie”, stwierdza. Wielu już się obudziło z greckiego snu: „Ja swojego szefa z Kylleny porzuciłem już we wrześniu”, mówi z goryczą Tajsir wspominając, że przełożony kazał mu pracować dwukrotnie dłużej za połowę wypłaty. Teraz, dzięki oszczędnościom, Tajsir otworzył kawiarnię w Ezbet el-Burg i uważa, że tu mu lepiej. Wraz z gromadzeniem się kolejnych chmur nad greckimi kutrami, pozostałe kraje śródziemnomorza zyskują na atrakcyjności. Wydaje się, że Malta, Włochy i Turcja – silni gracze w dziedzinie rybołóstwa, potrzebują wykwalifikowanej siły roboczej, a Makis stwierdza: „W tym miejscu rodzą się rybacy dla całej Ziemi!” 5-6 tysięcy Egipcjan na greckich statkach Stwierdzenie, że „ciężka artyleria” greckiego rybołówstwa bazuje na pracownikach pochodzących z Egiptu nie będzie przesadą. Szacuje się, że na greckich łodziach rybackich zatrudnionych jest 5000-6000 obywateli tego kraju. Od 1984 roku obowiązuje umowa dwustronna pomiędzy dwoma państwami, która dotyczy m.in. kwestii pracy. Poza tym, prosperuje kasta „pośredników”, którzy przekazują rodzinom w Egipcie wypłaty rybaków, potrącając przy tym za swoje usługi 20% przekazanej kwoty. Około trzy lata temu, Organizacja Narodów Zjednoczonych we współpracy z Unią Europejską uruchomiły program dla egipskich rybaków w Grecji. W programie uczestniczyło ANCE (Sieć Specjalistów z siedzibą w Atenach, która miała wspierać najmniej uprzywilejowanych) oraz EAGA (związek Egipskich Przedsiębiorców Sektora Rolnego). Zadaniem programu było przeszkolenie zainteresowanych w dziedzinie rybołóstwa, ale i dostosowanie potrzeb egipskich firm do pracowników. ANCE prowadziła badanie i wywiady na próbie 500. Koordynator projektu, Panos Papandonopulos stwierdza jedynie, że rozmowy nasunęły organizacji kilka „ważnych wniosków dotyczących życia i pracy Egipcjan” i zaskoczyły go pozytywnie znajomością języka greckiego, jaką wykazali się Egipcjanie Tekst: kathimerini.gr

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE