Home / Bałkany / Albania / Fotorelacja z wyprawy SZARPANINA 2012 – Kosowo Macedonia Albania 14-28 lipca 2012, cz. IV

Fotorelacja z wyprawy SZARPANINA 2012 – Kosowo Macedonia Albania 14-28 lipca 2012, cz. IV

Na pożegnanie z Macedonią zapuściliśmy się w okolice wsi Galicnik i Lazaropolje, w rejonie Mavrova, aby zakosztować jazdy malowniczymi połoninami, pośród pastwisk i bacówek. Po dwóch godzinach spokojnego toczenia się przez nieźle utrzymane i oznaczone szlaki turystyczne, asfalt pod kołami prowadzący do przejścia granicznego w Debar okazał się niemiłym zgrzytem estetycznym. Na pocieszenie powiedzieliśmy sobie, że Albania i jej „asfaltowe bezdroża” są już bardzo blisko.

Po wjeździe do Albanii szybko skończył się asfalt, a trasa prowadząca tuż przy zboczu, w pierwszych chwilach, mimo pięknych widoków,  kazała się nam mocno skupić na odpowiednim torze jazdy. Film na youtube.com

Ostatnim punktem, w którym na dłużej rozbiliśmy obóz, była przełęcz Qafe Murres (czyt. Ciaf Mur). Jest to ponoć dogodny punkt wypadowy do Parku Narodowego Jezior Lura – kilkunastu polodowcowych ok i oczek wodnych, leżących blisko 2000m npm., ponadto – jak wieść gminna niesie – pilnie strzeżonych przez rysie i niedźwiedzie.

Po przekroczeniu granicy oraz po krótkim i niespecjalnie męczącym przejeździe przez Peshkopi, rozbiliśmy obóz w niewielkim sadzie, opodal równie niewielkiego strumyczka. Niestety, zaplanowany na kolejny dzień 45-kilometrowy podjazd pod zjawiskowe jeziora Lura przerósł umiejętności i możliwości Poszarpańców, zarówno ze względu na fatalną orientację w tamtejszej plątaninie dróg i ścieżek, jak i na ciężki teren, w którym ryzyko ciężkiego uszkodzenia maszyn lub ich kierowników okazało się zbyt znaczne. Miłym przerywnikiem tej nomen omen ,,szarpaniny” była kawa zaserwowana przez gościnnych baców w dolinie, której uroda przewyższa nawet te z plenerów Władcy Pierścieni. Innych przerywników było wiele – to prostowanie gmoli, czy handbarów, to na złapanie oddechu, to spoglądając w kilka map jednocześnie na naradę z serii „którędy teraz?”. Tego dnia powracaliśmy bez tarczy, po pokonaniu jedynie 18-u kilometrów, co więcej z dolegliwościami żołądkowymi, które – ot ironia! – wywołały jedyne zakupione w Albanii konserwy produkcji polskiej…

Dzień później, ponownie zostawiając namioty w obozie na Qafe Murres i jadąc „na lekko” odwiedziliśmy miasteczko Burrel, w którym uzupełnili zapasy żywności i paliwa. Ponadto trójce z nas (reszta zaległa w krzakach zmożona polskimi konserwami) udało się wjechać na pobliską przełęcz Qafe Shtame, skąd roztaczać miał się piękny widok na Tiranę – stolicę Albanii. Zamiast widoku na miasto, naszym oczom ukazał się… las, a za nim przecudny widok na chłodny i pełen opadów front atmosferyczny, który rychło całą ekipę dogonił i porządnie zmoczył, nie odpuszczając aż do samego obozu.

Tego samego wieczoru gospodarz naszego niewielkiego sadu – pan Bajran – delikatnie dał nam do zrozumienia, że wyjeżdża nazajutrz do rodziny, więc i my powinniśmy… Do tego spod namiotu zginęła nam jedna menażka, niby nic poważnego, ale jednak w Albanii to dość niecodzienne, więc wszyscy jeźdźcy uznali, iż „już do odwrotu głos trąbki wzywa”, bo nadużyta gościnność Albańczyków może się rychło obrócić w coś zgoła przeciwnego…

cdn.

———————————————————————————————————————————————————

About Katarzyna Ingram

KOMENTARZE