Home / Bałkany / BiH / Gdzie ja jestem w tej historii? – recenzja autobiografii Emira Kusturicy
Mat. prasowe wydawcy
Mat. prasowe wydawcy

Gdzie ja jestem w tej historii? – recenzja autobiografii Emira Kusturicy

Poznałam kiedyś w Sarajewie ujmującego filozofa o bystrym umyśle, wyczuciu absurdu i barwnym poczuciu humoru. Przedstawiając go, koleżanka rzuciła mi ostrzegawcze: Tylko ty w nic mu nie wierz, to Hercegovac, co uznałam za parszywy, choć zabawny stereotyp, zazdrość podszytą nieistniejącym w tej relacji podtekstem, i zapomniałam. Jakiś czas później, wyjechałam na wakacje, a kolega filozof skorzystał z pozostawionego mu klucza i zamiast opiekować się moimi kwiatkami pozostawionymi w sarajewskim upale – zaopiekował się dwójką niemieckich dziennikarzy, którym przedstawił moje mieszkanie jako swoje. Odebrawszy Niemcom paszporty (!), pozwolił im nocować na opłaconym przeze mnie lebensraumie za jedyne 30 euro/noc od osoby, tłumacząc przy tym obecność zabawek mojego dziecka: bywa tu czasem znajoma, pozwalam jej się zatrzymać, matka z dzieckiem, kto by nie miał serca

Wrodzona podejrzliwość (najmniej ufam zawsze sobie, a skoro zostawiłam mu klucze, to tym bardziej sobie nie dowierzałam) sprawiła, że nie poinformowałam kolegi o dokładnej dacie powrotu… Spodziewałam się go nakryć z dziewczyną, spodziewałam się imprezy, spodziewałam się brudu, resztek pizzy i karaluchów, ale nie spodziewałam się niemieckich dziennikarzy… Kiedy nieszczęśnicy przenosili się do hostelu, a on (już wiedząc, „że ja wiem”) na facebookowym czacie mimo to wciskał mi kit, że opiekował się mieszkaniem tak jak się umawialiśmy i że kwiatki podlane, ja spoglądałam na smętne suchozwisy pielęgnowanych miesiącami ex-surfinii i zastanawiałam się, jak to możliwe, że ewidentnie oddałam klucze do mieszkania mentalnemu równolatkowi własnego dziecka.

Gdzie jest Kusturica w tej historii? Oprócz tego, że też Hercegovac, poniekąd wszędzie. Autobiografia Emira, którego nota bene uważam za jednego z genialniejszych twórców kina, to – jak przeczytają Państwo w niemal każdej innej recenzji – fantastycznie napisana, barwna książka, która ukazując to, co zapamiętane lub wykreowane przez Kusturicę, przypomina kolejny z jego filmów. Znajdziemy tu zatem wszystko, co miłośnicy reżysera miłują: poczucie humoru, błyskotliwe metafory, oryginalne porównania, mocne paralele. Kusturica pisze obrazami, zestawiając napięcia między śmiesznym, smutnym, poważnym i absurdalnym. Oczywiście, jak w każdej (auto)biografii, mamy to do czynienia z (auto)kreacją, ale doza rzeczywistości jest nieco większa niż zazwyczaj w beletrystyce.

Kusturica odsłania geografię Sarajewa swojego dzieciństwa (ta część opowieści jest szczególnie polecana miłośnikom miasta i sezonowym turystom), obnaża też nieszczęścia własnej rodziny, np. alkoholizm ojca, który – niekoniecznie celowo – został przedstawiony z perspektywy nieprzepracowanego współuzależnienia: ogrom wysiłków rodziny skupiał się na tym, żeby zrobić coś, żeby tata już jednak nie pił (czasami role się odwracały). Oczywiście, mówimy o Kusturicy, więc rzeczywistość, jakkolwiek byłaby straszna, przefiltrowana zostaje przez dużą dozę środków zaradczych: zaprzeczeń, ironii, ciepła, a lektura jest pasjonująca i przyjemna.

Książka przedstawia historie mniej lub bardziej podejrzanych typków z sarajewskich barów, ulicznych postaci spod ciemnej lub szczęśliwej gwiazdy i stawia je na równi z historiami postaci znaczących: Kusturica jest tu łącznikiem pomiędzy światem wielkich i maluczkich, którzy, jak widać, niespecjalnie się od siebie różnią. Nie zabraknie zatem opowieści o ludziach z pierwszych stron (różnorakich) gazet: literatów, reżyserów, aktorów (tu zwłaszcza Johnny Depp w Sarajewie i kulisy powstawania Arizona Dream)  oraz polityków (Izetbegović czy Milošević). Autobiografia utrzymana jest w poetyce paraleli: pójście do szkoły Kusturicy jest jak lot Gagarina w kosmos, romantyczna historia Kusturicy i jego żony, przynajmniej w pierwszej fazie, jest jak miłość Kusturicy do Amarcorda Felliniego: przerywana tym samym zrządzeniem losu, które je połączyło, ma zamiar stworzyć pewien kanon postrzegania autora. Gdzie ja jestem w tej historii? ma ponadto odmówić poddania się współczesnemu przyzwoleniu na niepamiętanie i uzdrowić stosunki z pamięcią i wyrównać rachunki z niepamięcią.  I to właśnie w tym miejscu pojawia się podstawowy problem książki Kusturicy.

O ile, jak wspomniano, każda (auto)biografia jest jednocześnie (auto)kreacją, to w tym przypadku, wprowadzenie pewnych narracji, a pominięcie innych (pod sztandarem uzdrawiania stosunków) jest albo daleko posuniętym cynizmem, albo sztuką, którą uprawiał wspomniany już wcześniej kolega filozof od śp. kwiatków. Chodzi o sztukę stworzenia narracji tak silnej, że człowiek zaczyna w nią wierzyć i nawet, gdy pokażesz mu uschnięte wiechcie oraz Niemców w pokoju, powie, że przecież podlewał, a Niemcy, to owszem, Polakom potrafią śnić się po nocach, w trzecim pokoleniu nawet, zaraz coś poradzimy, kochana.

Kusturica podąża podobną ścieżką i kreuje świat, w którym pewne sprawy nie istnieją, a jeśli już to „dzieją się”, zrządzeniem losu właśnie.  Brak tu  spostrzeżenia własnej roli w opowieści i historii, brak przyjęcia odpowiedzialności za własne działania. Dominuje tu często spotykana na Bałkanach (w Bośni, Chorwacji, Serbii, Macedonii, Grecji) dziecięco niedojrzała perspektywa, w której to nie nasza głupota doprowadza nas do katastrof, ale rozmaicie rozumiani „oni”: Obcy bliscy (tu: prawosławni-katolicy-muzułmanie w rozmaitej konfiguracji) i dalecy (spiskujący Zachód).

Dekontekstualizacja sprawia, że u Kusturicy Jugosławia „się” rozpada, Srebrenica „się” zdarza, NATO bombarduje Belgrad jedynie li tylko w ramach kapitalistycznego spisku, a sam Emir zdaje się w „tej historii” dryfować. Kiedy już podejmuje decyzję, zawsze może się z niej wykpić, stwierdzając, że jest po prostu, jak ojciec, politycznym idiotą, który nie umie się zamknąć broniąc niezłomnie zasad, walcząc z hipokryzją i propagandą z telewizora. Zapomina jednak wspomnieć, że jego narracja również odzwierciedla (tu: serbską) propagandę. I chociaż Emir przyznaje, że zdarzało mu się mylić, przyczyny rozczarowań dawnymi fascynacjami bywają niepokojące, jak wtedy, gdy na przykład zdawało mu się, że [Milošević] to człowiek z ideami, a ten okazał się po prostu zwykłym pedantem.

Znamienne przemilczenia faktów dotyczących wojny lat 90. przesuwają akcenty przedstawianych zjawisk. Kusturica wspomina o wyrzucaniu Serbów z ich mieszkań w Sarajewie podczas wojny, jak gdyby jedynie na tym 4 lata oblężenia miasta polegały. Wyrywa każdy taki incydent z tła, które owszem, nie usprawiedliwia czynu, ale umieszcza go w szerszym kontekście. Co więcej, jeżeli jest jakiś winny wojny, to zdaniem Kusturicy są to właśnie Muzułmanie, których przedstawia z dużą dozą pogardy i niechęci. Przywołuje też postać Murata Šabanovicia, który faktycznie, jeszcze przed wojną, bo w lipcu 1991 zniszczył pomnik Andricia w Wyszegradzie. Opozycja wobec tego barbarzyńskiego aktu oraz pojęcie geniuszu literackiego Andricia jest z kolei dla Kusturicy przyczynkiem do budowy Andrićgradu na Drinie, o którym reżyser wspomina.

Choć przed niewątpliwym geniuszem Andricia należy chylić czoła, trudno jednak pojąć niezrozumienie Kusturicy dla muzułmańskich skojarzeń z pisarzem, jako tym, który przedstawiał muzułmanów w raczej niepochlebnym świetle (nie chodzi tu więc o samego Andricia, ale o znaczenie, jakie niesie). Tę symbolikę reżyser w książce pomija i ma do tego prawo, ale pomija również więcej, jak np. symbolikę, jaką aktywnie tworzy jego decyzja by w miejscu, w którym w 1992 roku miały miejsce czystki etniczne na bośniackich muzułmanach (tortury, morderstwa w mieście i na drińskim moście, a także masowe, wielokrotne gwałty w Vilina Vlas), wybudować miasteczko skonstruowane niczym gigantyczna scenografia do filmu, poświęcone nie tylko wielkiemu nobliście, ale również symbolice Kosowa i Starej Serbii. Pomysł urodzonego wszak w rodzinie bośniackich Muzułmanów, a zatem znającego lokalne konteksty Kusturicy może być owszem, odczytywany jako polityczny idiotyzm, do którego się przyznaje albo jako współtworzenie narracji pomijającej wielość kontekstów (jest to tylko jeden z wielu powodów, dla których słynny reżyser budzi kontrowersje).

Jak Kusturica pisze w autobiografii, ostatni raz widział swoje rodzinne miasto Sarajewo przed wojną. Być może chęć zatrzymania za wszelką cenę tego obrazu sprawia, że czaruje on rzeczywistość –  nie tylko widzów, ale i własną. Brnąc coraz głębiej, stara się być może uwierzyć, że śmierć to tylko niepotwierdzona pogłoska i tak długo, jak będzie wił swe opowieści na kartach książek, taśmie filmowej, czy też na wyspie pośrodku rzeki Driny, tak długo będzie mógł ją oszukać i tworzyć światy, które zaistnieją, jeśli wystarczająco mocno się w nie uwierzy.

***

Kolegę od zabiedzonych kwiatków niezmiennie i niezmiernie darzę sympatią (nieco mniej obficie – kluczami). Kusturica jak był, tak jest jednym z moich ulubionych reżyserów. Czas Cyganów jest w moim odczuciu filmem genialnym, Ojciec w podróży służbowej zaś lżejszym i mniej patetycznym pierwowzorem Spalonych Słońcem, Underground  z kolei dziełem naprawdę niezwykłym, i tak można by wymieniać. Autobiografia Kusturicy jest za to lekturą obowiązkową dla każdego miłośnika Bałkanów. Tylko w nic mu nie wierzcie – to Hercegovac…

 ***

Recenzja: Gdzie ja jestem w tej historii? – Emir Kusturica
Przełożyli Gabriela Hałat , Michał Goreń, Wydawnictwo Claroscuro, 2014, 388 stron. Książkę można kupić w sklepie internetowym Wydawnictwa.

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE