Home / Bałkany / Grecja / Grecja: 10 mitów na temat państwa i kryzysu

Grecja: 10 mitów na temat państwa i kryzysu


 

 

 

 

Autor: Nikos Makludzis

 

Przez długi czas kryzys, z jakim zmaga się Europa, a o którym sama mówi od niedawna, że jest on systemowy, był ukazywany jako symptom porażki jednego państwa: Grecji. Zamiast leczyć owo najsłabsze ogniwo łańcucha, strefa euro wolała brać je za źródło kłopotów.

W ostatnich kilku latach królował ograniczony punkt widzenia, zbudowany na kilku mitach, których nie tylko nie podważono, ale na szkodę Grecji i strefy euro, wprowadzono do dyskursu publicznego. Obecny moment jest w naszym odczuciu stosowną chwilą na wymienienie kilku z nich:

 

1. Grecja nigdy nie powinna była wejść do strefy euro – posługiwała się fałszywą statystyką.

Ludzie często popełniają błąd i scalają te dwa zagadnienia w jedno. Tak, to prawda, że Grecja – tak samo jak kilka innych państw – nie powinna była wstępować do strefy euro, a przynajmniej nie w danym momencie. W naszym przypadku, Grecja pozornie wypełniła warunki konwergencji, jeśli idzie o dane dotyczące długu i deficytu publicznego, jednak nie należało jej dopuścić do strefy euro ze względu na panujące w kraju warunki ekonomiczne. Problemy Grecji, o których żadna ze stron nie mówiła, takie jak niewydolna administracja publiczna czy słaba baza produkcyjna oznaczały, że od początku Grecja była na straconej pozycji. Należało raczej przeprowadzić głęboką transformację systemu, której „nieśmiali” politycy nie chcieli nawet spróbować. W efekcie, w ubiegłym dziesięcioleciu grecka gospodarka na każde jedno wyprodukowane euro – importowała trzy. Ten aspekt nie ma jednak nic wspólnego z kwestią fałszowania statystyk, tymczasem komentatorzy i dziennikarze lubują się od jakiegoś czasu w opisywaniu historii o tym, jak Grecja przekłamała swą drogę do euro.

Nieporozumienie wynika z faktu, że rząd Nowej Demokracji, który objął władzę w marcu 2004 r., zdecydował o przeprowadzeniu audytu finansów publicznych. W wyniku tegoż okazało się, że deficyt budżetowy kraju przekracza trzyprocentowy limit PKB, co stanowi naruszenie jednego z warunków, jakie muszą spełnić członkowie euro. Różnica wynikała jednak ze wprowadzonej przez konserwatywny rząd zmiany sposobu księgowania wydatków zbrojeniowych: wcześniej wydatki księgowano według momentu dostawy towaru, po zmianie – według daty zamówienia. Obnażyło to słabość systemu opartego na statystykach, których używa strefa euro: zamiast stworzyć uniwersalny system analiz, Europa pozwoliła by statystyki były podatne na manipulacje polityczne (dotyczy to wielu krajów, nie tylko Grecji). Unia przestrzega obecnie zasady dostawy, zgodnie z którą, kiedy 1999 r. Grecja wstępowała do Unii Monetarnej, spełniała kryteria konwergencji. Z kolei zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, kilka innych krajów, w tym Francja i Hiszpania miały deficyt przeraczający 3%. Można uznać, że nie ma to w tej chwili większego znaczenia, jednak opieranie się na omawianym micie wzmagało wśród komentatorów i przeciętnych Europejczyków wrażenie, że Grecja powinna odpowiadać za grzech, którego nie popełniła. Stwierdzenie prawdy powinno być pierwszym krokiem na drodze do odbudowy zaufania.

 

2. Grecja przez lata marnowała europejskie fundusze

Prawdą jest, że Grecja nie wykorzystała Funduszu Spójności i innej pomocy unijnej w najlepszy sposób, w jaki mogła. Pieniądze te powinny były ożywić grecką gospodarkę, uczynić ją bardziej konkurencyjną i wygenerować miejsca pracy. Zamiast tego, zbyt wiele funduszy zostało zmarnotrawionych, np. na subsydia rolnicze, choć Grecja nie jest jedynym krajem, który to robił. Nie można jednak mówić, że pieniądze – generalnie – zmarnowała. Trzeba też pamiętać, że nie były one też aż tak duże, jak wielu ludzi sądzi. W ciągu trzydziestu lat członkostwa w struturach europejskich Grecja otrzymała 78 miliardów euro z Unii. Oprócz tego otrzymała taże wsparcie z Europejskiego Banku Inwestycyjnego na finansowanie kluczowych projektów, takich jak budowa międzynarodowego portu lotniczego w Atenach, czy stołecznego metra. Jest to tylko przykład przedsięwzięć, które wykorzystując unijne pieniądze, od lat 80. modernizowały grecką infrastrukturę. Należy pamiętać, że ze względu na swoje ukształtowanie i położenie geograficzne, Grecja musi inwestować w niezwykle rozbudowaną – jak na mały kraj – infrastrukturę, np. w porty i lotniska na wyspach.

Należy też podkreślić, że przed wprowadzeniem euro fundusze strukturalne dostarczały do Grecji obcą walutę, za którą kupowano dobra z importu – głównie z Europy, a wiele firm zaangażowanych w rozbudowę infrastruktury było firmami europejskimi. W skrócie – duża pula pieniędzy przekazanych Grecji wróciła do europejskich kieszeni.

 

3. Grecy wydawali pieniądze w sposób nieodpowiedzialny i tak zaciągneli ogromne długi

Poruszając się we mgle kryzysu ludzie często mylą dług prywatny i państwowy. W przypadku Grecji, oskarżanie jej obywateli o nieodpowiedzialne gospodarowanie pieniędzmi jest być może najbardziej niesprawiedliwym argumentem, jaki można wysunąć. Prawdą jest, że w ostatnim dziesięcioleciu w Grecji królowały tanie kredyty napędzające boom konsumpcyjny, ale to zaszkodziło raczej greckiej, a nie europejskiej gospodarce. Wzrost popytu na dobra importowane zagroził producji krajowej i sprawił, że zbyt wiele waluty wypływało z Grecji. Nie sprawił on jednak, że Grecy – jako jednostki – zaczęli posiadać nieproporcjonalnie dużo w proporcji do przedstawicieli innych narodów.

Co więcej, Grecja ma jeden z najniższych w Unii współczynników zadłużenia gospodarstw domowych w stosunku do ich dochodów. W 2009 r. greckie gospodarstwo było zadłużone na 40% – brytyjskie na 122%, hiszpańskie – na 130%, a holenderskie na 240%. Widać wyraźnie, że teza o rozrzutności Greków jest przesadzona.

 

4. Grecy nie pracują wystarczająco ciężko

W ostatnich dwóch latach pojawiło się mnóstwo komentarzy na temat systemu i etyki pracy Greków, które opierały się głónie na stereotypach kulturowych czy pochodzenia. Podkreślano, że Grecy pracują za mało, stale wymykają się na sjestę i biorą długie urlopy. Zazwyczaj podaje się przy tym nieśmiertelny przykład wyspiarza-właściciela tawerny, czy urzędników wymykających się na papierosa.

Jest to równie sprawiedliwe, jak wyciąganie wniosków na temat kultury Brytyjczyków i Holendrów na podstawie zachowania nastolatków spędzających wakacje w greckich kurortach. Nie trzeba wyciągać wniosków opartych na takiej „obserwacji uczestniczącej” – dysponujemy odpowiednimi danymi. Eurostat wyraźnie wykazuje, że spośród mieszkańców strefy euro to Grecy pracują najdłużej. Ostatnie dane informują, że w 2010 r. tygodniowo Grek spędził w pracy średnio 40,9 godziny – średnia dla strefy euro wynosi 36,6 godziny. Nawet uprzywilejowani zazwyczaj urzędnicy państwowi pracują po 40 godzin po wydłużeniu ich czasu pracy o 30 minut. Dane OECD wykazują również, że w minionej dekadzie także i produktywność w Grecji nie różniła się od średniej europejskiej, a w niektórych przypadkach była wyższa niż w innych krajach eurolandu, w tym w Niemczech.

Statystyki nie pokazują z kolei, jaką przeszkodą dla swoich rodaków są ci Grecy, którzy nie pracują efektywnie. Na przykład, nie informują one, ile czasu musi poświęcić biznesmen lub pracownik firmy na robotę papierkową. A wszystko dzięki niebywale rozbudowanej, w porównaniu z innymi krajami strefy euro, administracji publicznej. Problemem kraju nie są zatem leniwi mieszkańcy, ale brak rozwiązania problemu nadmiernej i nieefektywnej biurokracji.

 

5. Grecy idą na emeryturę już po pięćdziesiątce

Do ubiegłego roku obowiązywało prawo stanowiące, że Grek, który przepracował pełne 35 lat mógł udać się na pełnopłatną emeryturę, (chyba, że chciał to zrobić przed ukończeniem 60. r.ż. – wtedy musiał przepracować lat 37). Od tej zasady obowiązywały pewne wyjątki w sektorze publicznym i w wojsku. Podobne zasady funkcjonują i w innych krajach europejskich. Średni wiek przechodzenia na emeryturę wynosił w Grecji (kiedy prawo jeszcze obowiązywało) 61,4. Dla porównania – w Niemczech były to 62 lata. Prawo to jednak zniesiono i od 2012 roku Grecy będą musieli pracować do ukończenia 65 roku życia, a wysokość emerytury będzie uzależniona nie od wysokości ostatniej płacy, ale od średniej wysokości wypłat. Są to zasady ostrzejsze niż chociażby w Wielkiej Brytanii.

 

6. Unikanie podatków jest w Grecji szeroko rozpowszechnione

Grecja ma poważny problem z pobieraniem podatków, jest jednak przesadą twierdzenie, jakoby znaczący odsetek populacji płacenia unikał. Według ostatnich danych Ministerstwa Finansów, około 900 tysięcy Greków zalega z płatnościami na rzecz państwa. Suma opiewa na 41,1 miliarda euro, z czego 85% jest „zasługą” pięciu procent oszustów: 14 700 jednostek, organizacji i firm jest winnych skarbowi państwa 37 miliardów euro, każde z nich po ponad 150 tysięcy. Poważne unikanie płatności jest problemem stosunkowo małej liczby osób i firm, które korzystały przez lata z opieszałości państwa. Nie oznacza to, że unikanie podatków na mniejszą skalę nie istnieje – IKA (odpowiednik polskiego ZUS-u – przyp.red.) szacuje, że 10% firm nie odprowadza obowiązkowej sładki ubezpieczeniowej. Z drugiej jednak strony, około połowa pracowników jest zatrudniona na zasadach, które wymagają opodatkowania dochodów u źródła. Nie mogą oni więc uniknąć płacenia, a wrzucanie ich do jednego worka z oszustami jest niesprawiedliwe.

Jednym z ostatnich czynników, które należy wziąć pod uwagę w dyskusji o unikaniu podatków, jest struktura zatrudnienia w kraju: w odróżnieniu od większości krajów eurolandu, ponad połowa Greków pracuje w niewielkich firmach (poniżej 9 osób) lub jest samozatrudniona. W Niemczech tacy obywatele stanowią mniej niż 20%. Jest to informacja o tyle istotna, że wszędzie na świecie istnieje bezpośrednia korelacja pomiędzy tym typem zatrudnienia, a szarą strefą, ponieważ władzom trudniej jest to kontrolować. W ostatnich kilku miesiącach wprowadzono w Grecji nowe rozwiązania, które mają ograniczyć skalę problemu – m.in. system elektroniczny automatycznie nadzorujący wszystkie dane o podatnikach.

 

7. Grecja za dużo wydaje na sektor publiczny

Kluczowe jest tu sformułowanie: „za dużo” – nikt nie wie, ile to jest. W latach 90. Greccy naukowcy dokonali na zlecenie rządu analizy zapotrzebowania kraju na urzędniów państwowych. Wyników nigdy nie opublikowano, ani nie wyciągnięto z nich wniosków. Pozostało jednak wrażenie, że państwo zatrudnia zbyt wiele osób i wydaje na nie za dużo.

Jeśli idzie o personel pańśtwowy, proces redukcji etatów już rozpoczęto. Sektor publiczny opuściło 150 tysięcy pracowników kontraktowych i emerytów, a w ciągu następnych kilku miesięcy ponad 30 tysięcy urzędnikow zostanie przekierowanych do rezerwy. Bez wątpienia pracę straci jeszcze więcej osób, ponieważ państwa po prostu nie stać na ich utrzymanie. Gdyby jednak porównać wydatki kraju na sektor publiczny z wydatkami innych państw członkowskich, jest to mniej niż w Wielkiej Brytanii, Danii, Austrii i Francji (sięga on tam nawet 52,8% PKB. W Grecji, wg danych Heritage Foundation oraz Wall Street Journal, w 2011 r. było to 46,8% PKB). Statystyki nie pokazują jednak, co podatnicy otrzymują w zamian za pieniądze wpompowane w sektor publiczny, a to jest prawdziwym problemem Grecji. Zbyt wiele funduszy się bowiem marnontrawi na spełnianie politycznych obietnic i zachcianek (tu m.in.: lukratywne posady i kontrakty państwowe), a zbyt mało na edukację, infrastrukturę, inwestycje w biznes, który mógłby przynieść krajowi wzrost gospodarczy, prace i podstawę rozwoju w przyszłości. Marnotrawstwo oznacza, że Grecy nie są beneficjentami systemu zabezpieczeń społecznych, jaki normalnie kojarzony jest z przeznaczaniem wysokich sum na sektor publiczny. Wydatki na cele socjalne są w Grecji niższe o kilka punktów procentowych niż w Niemczech i Włoszech, a Grecy tracący pracę nie mogą liczyć na sensowne wsparcie państwa: w większości przypadków przez rok będą otrzymywać po 500 euro miesięcznie i na tym cała pomoc się skończy.

 

8. Grecja nie wcieliła w życie warunków umowy pożyczkowej (memorandum) UE-MFW

Kiedy w maju 2010 podpisywano umowę pożyczkową, obwarowana ona była szeregiem warunków, z których część nie została wypełniona z winy opóźnień rządu, systemu sądownictwa i administracji publicznej. Chodzi tu głównie o liberalizację dostępu do pewnych zawodów oraz o zmniejszenie liczby zatrudnionych w sektorze publicznym.

Stan administracji publiczne powinien być jasny dla wszystkich – jeśli urzędnicy są niewyszkoleni, nie podlegają nadzorowi, kluczowym departamentom brakuje know-how, ministrowie skaczą sobie do gardeł ze względów przynależności partyjnej, a nie poglądów na daną sprawę, to jaką możemy mieć nadzieję na poprawę sytuacji? Takie same wnioski płyną z ostatniego raportu OECD. Należy zatem położyć nacisk na pomoc krajowi w wykorzenieniu tej patologii, a nie na naprawie finansów publicznych.

Co gorsza, plany na wyjście z kryzysu podejmowano w oparciu o prognozy sytuacji ekonomicznej w najbliższych miesiącach. Prognozy te, tak jak i przewidywania Troiki co do rozwoju sytuacji kryzysowej, były błędne. Na przykład, zakładano że Grecja przekroczy planowany deficyt budżetowy o 1% PKB, ale pod warunkiem, że gospodarka przyspieszy o 3,8%. Tymczasem, skurczy się ona w tym roku o ok. 5,5%. Wskazuje to na kolejny fakt, że program drastycznych cięć – jakich nie było widać nigdzie w Europie od kilkudziesięciu lat – nie przynosi oczekiwanych efektów, ale raczej pogarsza recesję.

Grecja i jej rząd podpisały umowę, więc muszą przyjąć na siebie więszość winy za nieefektywność programu. Nie znosi to jednak współodpowiedzialności Unii Europejskiej i – zwłaszcza! – MFW, który ma doświadczenie we wprowadzaniu podobnych rozwiązań w innych krajach. Program przeznaczony dla Grecji nie był dostosowany do celu. Przez ostatnie dwa lata wmawiano Grecji, że jest ona przypadkiem wyjątkowym, a mimo to UE i MFW zdawały się wprowadzać mix rozwiązań przeznaczonych dla innych państw. Rozwiązania te nie przystawały do greckich problemów. Bo przecież – jeśli przypadek ten był tak wyjątowy, to wymagał i wyjątkowych rozwiązań.

 

9. Pieniądze europejskich podatników są marnowane na pomoc dla Grecji

Język, jakiego używa się w odniesieniu do umowy opiewającej na 110 miliardów euro („pomoc”, „wsparcie finansowe”) sprawia wrażenie, że do Aten wysłano z innych państw eurolandu pudła ze znakiem czerwonego krzyża na wierzchu. W rzeczywistości, partnerzy ze strefy euro nie dają Grecji pieniędzy – oni je pożyczają.

Umowa z 2011 r. stwierdza, że pożyczka będzie rozsądnie oprocentowana (3,5%), a okres spłaty przedłużony zostanie o 10 lat. W jej wyniku, lekko licząc, Francja i Niemcy zarobiły po 300 milionów euro za pierwsze 12 miesięcy. Dla budżetów obydwu tych krajów suma ta może nie być znacząca. Dla Grecji jest istotna: pierwszy rok kredytu kosztuje Grecję 1,3 miliarda euro.

Co więcej, szacuje się, że jedynie 1/5 przekazanych pieniędzy zostaje przeznaczone na pokrycie wydatków publicznych (świadczeń i wypłat). Niektórzy analitycy wykazują, że do 60% pomocy finansowej opuści Grecję – jako spłata zobowiązań. Innymi słowy, podmioty finansujące zarobią na tej inwestycji, a większość pieniędzy wróci do europejskich banków.

 

10. Powrót do drachmy byłby najlepszym rozwiązaniem

Wielu ekonomistów i komentatorów sugerowało, że wyjście Grecji ze strefy euro byłoby najbardziej skutecznym sposobem na walkę z kryzysem. Niektórzy wysunęli nawet przekonujący argument, że kraj odzyskałby wówczas konkurencyjność. Faktem jest, że w momencie wstępowania do strefy euro drachma była przewartościowana, i zaszkodziło to konkurencyjności gospodarki. W równym stopniu Grecji zaszodził jednak brak reformy administracyjnej, czy reform dynamizujących gospodarkę – jeszcze na wiele lat przed włączeniem kraju do strefy.

Większość zagranicznych analityków nie zauważa, że powrót do drachmy unicestwiłby impuls, jeśli nie przymus polityczny do przeprowadzenia reform. Politycy mogliby raczej spokojnie powrócić do sterów i dalej prowadzić politykę prywaty. Ponadto, istnieje wiele ekonomicznych konsekwencji opuszczenia strefy euro, takich jak potencjalny upadek systemu bankowego i rynku nieruchomości, deprecjacja nowej drachmy i problemy z importem podstawowych produktów. Te aspekty są zazwyczaj pomijane przez zewnętrznych analityków, ponieważ nie muszą oni brać pod uwagę wpływu decyzji na codzienne życie obywateli kraju. Grecy nie powinni mieć jednak wątpliwości, że – odkładając teorie ekonomiczne na bok – powrót do drachmy byłby katastrofalny dla ich portfeli.

 

Opowieść ku przestrodze

Nie jest moim zamiarem stwierdzenie, że w Grecji nie ma problemów. Jest ich mnóstwo. Były niegdyś niewielkie, ale lata opieszałości społecznej i „nieśmiałości” polityków sprawiły, że zakorzeniły się one na dobre. Nawet teraz istnieją pewne elementy systemu polityczno-ekonomicznego, które za wszelką cenę chcą zachować status quo i uniknąć zmian umożliwiających krajowi rozwój i budowę gospodarki, która nie opierałaby się na tanim kredycie zagranicznym, imporcie i wydatkach na konsumpcję.

Dlaczego piszę o tym teraz? Ponieważ przez większą część minionych dwóch lat mity greckie pochłonęły zbyt wielu decydentów eurolandu: politycy, biurokraci, ekonomiści, bankierzy, a nawet zwykli obywatele znaleźli sobie kurtynę, za którą mogli się schować. Łatwa odpowiedź na pytania o kryzys obejmowała obarczenie winą Grecji.

Przez dwa lata, mimo że euro zmierzało ku przepaści, skupiano się na oszczędnościach, stabilizacji cen i rynków, a nie poświęcano uwagi wewnętrznej słabości strukturalnej euro: dużym deficytom rachunków bieżących peryferyjnych krajów, czy brakowi instytucji nadzorujących wspólną walutę. Dopiero kiedy kryzys zapukał do drzwi pozostałych państw, decydenci zaczynają się skupiać na prawdziwych przyczynach sytuacji i jej potencjalnych konsekwencjach.

Przypadek Grecji powinien być potraktowany jako opowieść ku przestrodze. Było wiele wyjaśnień tego, w jaki sposób kryzys uderzył, i dlaczego najpierw w Grecję. Przywódcy strefy euro woleli je ignorować. Woleli wierzyć w mity.

 

Tekst: ekathimerini.com, tłum. i red. O.D.

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE