Home / Bałkany / Grecja / Grecja: Wioska duchów
fot. thetoc.gr
fot. thetoc.gr

Grecja: Wioska duchów

- Wszystko zaczęło się wczesnym rankiem 12 kwietnia 2012 roku. Wtedy nastąpił ten kataklizm, który wisiał w powietrzu od dawna – opowiada Jorgos Rubies, sprawujący przez lata pieczę nad wioską. – Tak, nie można powiedzieć, że było to niespodziewane. Ziemia po raz pierwszy zaczęła pękać w tej okolicy już w latach sześćdziesiątych minionego wieku. Geolodzy przyznawali, że będzie coraz gorzej i katastrofa jest wyłącznie kwestią czasu. Próbowaliśmy nagłośnić sprawę, poprawić kanalizację, apelowaliśmy do samorządu, polityków. Na próżno… Mało tego, w latach osiemdziesiątych, kto tylko zechciał, zaraz dostawał tu pozwolenie na budowę. Hotel nawet postawili!

Jeszcze kilka lat temu nikt nie słyszał o niewielkim Ropoto, położonym w Tesalii, na północny zachód od miasta Trikala. Chociaż niepokojące sygnały pojawiały się od dawna, podobnie jak w setkach innych greckich wiosek, życie toczyło się tutaj swoim własnym, dość powolnym rytmem. Na centralnym placu odbywały się okolicznościowe tańce i zabawy, mężczyźni w miejscowym kafenionie grali wieczorami w tawli, czyli tryktraka, a wielu mieszkańców żyło z uprawy jabłek.

Wszystko zmieniło się w kwietniu 2012 roku. Ściany domów w Ropoto zaczęły pękać, a budynki powoli, ale systematycznie osuwać ze zbocza wzgórza, na którym leżała wioska. Najprawdopodobniej zawiniły obfite opady deszczu, zbyt strome ukształtowanie terenu oraz słabe fundamenty budynków. Do tego wadliwy system kanalizacji sprawił, że woda nie była odprowadzana, jak należy. W całej wiosce ziemia zapadła się o dziesięć, piętnaście centymetrów. Zrujnowane zostało wszystko. Żywioł nie oszczędził także hotelu, miejscowej tawerny, szkoły, do której chodziły dzieci z całej okolicy, a nawet cerkwi. Ponad trzysta rodzin niemal z dnia na dzień zostało zmuszonych do zabrania całego dobytku i opuszczenia miejsca, w którym spędziło życie. Wielu do ostatniej chwili chciało pozostać na miejscu, musiała interweniować straż pożarna oraz policja.

Na tym jednak nie kończą się problemy mieszkańców Ropoto. Nikt nawet nie przyjechał na miejsce ocenić skali zniszczeń. Poszkodowani skarżą się, że – mimo dużego zainteresowania mediów – ze strony greckiego rządu nie mogą liczyć na żadne wsparcie. Co więcej, niektórzy wciąż są zobowiązani płacić podatek od zniszczonych nieruchomości.

- Jestem już zmęczony opowiadaniem o całej sprawie – przyznaje Rubies. – Od samego początku pies z kulawą nogą się nami nie zainteresował. Co będzie z tymi ludźmi? Dokąd pójdą? Gdzie zamieszkają? Nikogo to nie obchodziło i nadal nie obchodzi. I tak Bogu dzięki, że nikt nie ucierpiał, że nikomu nic się nie stało! Czy jeszcze liczę na jakąkolwiek pomoc? Biorąc pod uwagę obecną sytuację Grecji – mówiąc szczerze, nie sądzę. Ale, oczywiście, nadzieja umiera ostatnia…

Jak podaje portal thetoc.gr, większość mieszkańców albo przeniosła się do rodzin lub znajomych, albo od czterech lat mieszka w prowizorycznych barakach bez prądu. W zrujnowanym Ropoto można już spotkać jedynie przejeżdżających na polowanie do pobliskiego lasu myśliwych.

źródła: greekreporter.com; thetoc.gr; dailymail.co.uk

About Krzysztof Usakiewicz

Doktorant na Wydziale "Artes Liberales" UW. Uwielbia całe Bałkany, ale szczególnym sentymentem darzy Grecję i Bułgarię. Wolne chwilę poświęca wyprawom rowerowym (oczywiście, najchętniej po Bałkanach) oraz grze w scrabble.
KOMENTARZE