Home / Bałkany / Grecja / Grecki styl życia

Grecki styl życia

Gdyby zdecydowano się wyemitować serię znaczków pocztowych przedstawiających przełom w historii najnowszej greckiego życia na kredyt, przedstawiałyby one prawdopodobnie guru mody i biznesmena Lakisa Gawalasa aresztowanego za rzekome niepłacenie podatków.

Gawalas, który urodził się 60 lat temu w Pireusie, w rodzinie robotniczej, dzięki autopromocji i szczęściu stał się symbolem stylu życia, do którego aspirowało całe pokolenie Greków. Słynął z wydawania głośnych przyjęć w swojej willi na Mykonos i zbudował imperium, które miało prawo reprezentować takie domy mody jak m.in. Burberry i Lanvin. Był również ekspertem w greckiej wersji amerykańskiego reality show „Queer Eye for the Straight Guy”.

Często pisano o nim w takich magazynach jak OK, In Style, Nitro czy Esquire – jedynie kilku z tytułów należących do Petrosa Kostopulosa, którego firma Imako media company ostatnio zbankrutowała.

Obydwa upadki zostały przyjęte ze smutkiem przez grecką prasę i media, przy czym wiele osób twierdziło, że oznaczają one upadek pewnego stylu życia, za którego wprowadzenie do kraju odpowiadał także Kostopulos.

Socjolog Jorgos Plejos, dziekan Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Ateńskiego nie zgadza się z tą tezą.

– Grecy może i utracili siłę nabywczą, ale nie pozbyli się manii konsumowania. Nadal chcą konsumować aby potwierdzić lub osiągnąć określony status społeczny – mówi.

Plejos wyjaśnia, że Grecja podążyła za pewnym światowym trendem, którego nie zmieni w najbliższym czasie.

Sam Kostopulos wydaje się sądzić, że faktycznie, pewna era się zakończyła. Odrzuca jednak „oskarżenia”, jakoby miał wspierać ekscesy rodaków w minionych trzydziestu latach.

– W pewien sposób podoba mi się, że żyjemy u schyłku epoki. Musimy się ochrzcić na nowo, z nowym nastawieniem, odbić się od dna. Wszystko, czego się nauczyliśmy od upadku pułkowników musi zostać pogrzebane. To wszystko chora polityka i chory styl życia – powiedział gazecie Proto Thema na kilka dni po upadku jego imperium.

Kostopulos, który wprowadził nawet trend męskiego gotowania proponując w swoich gazetach i magazynach modne przepisy na potrawy, jest niewzruszony:

– Grecja potrzebowała wyjść ze świata drobnych piosenkarzy w małych salkach, nikczemności polityków i tawern bez klimatyzacji – stwierdził Kostopulos w dalszej części wywiadu. – Chcieliśmy wieść piękniejsze i szczęśliwsze życie, i powoli, od 1995 roku, zaczęliśmy się przeobrażać w naród ekshibicjonistów. Ja sam brałem w tym udział. Chciałem mieć szybki samochód, Jeepa, piękny dom i życie – zapominając, skąd pochodzę, powiedział przypominając, że w przypadku Grecji, wszystko to zostało zakupione na kredyt.

Prawdopodobnie najłatwiej jest prześledzić dramatyczne zmiany w stylu życia obserwując ruch samochodowy. Wzrost cen benzyny i podatków sprawiły, że Jeepy Cheerokee i Porsche Cayenne, dwa pożeracze paliwa znajdują się obecnie na wymarciu, choć kiedyś można je było zobaczyć w całym kraju.

Zgodnie z danymi Stowarzyszenia Greckich Importerów Samochodowych (SEAA) w styczniu (miesiąc, w którym zazwyczaj jest bardzo dużo nowych rejestracji samochodów, ponieważ wyznacza on nowy rok podatkowy) – jedynie dwa Porsche Cayenne zostały zarejestrowane w Grecji. W 2006 r. było ich 39.

Chrysler, który wśród innych ekskluzywnych marek posiada Jeepa, odnotował jedynie siedem nowych rejestracji w styczniu 2012 r., a 6 lat temu było ich 330. Skromny włoski Fiat w 2006 roku znajdował się na 14. miejscu w rankingu popularności marek samochodowych, pozostając w tyle nawet za Mercedesem. Na początku tego roku Fiat sprzedał o połowę mniej samochodów, ale znalazł się za to w pierwszej piątce najczęściej kupowanych aut.

W międzyczasie ci, którzy w ubiegłym dziesięcioleciu kupowali drogie SUVy nie tylko mają problem z ich utrzymaniem, ale i ze sprzedażą.

– W 2004 r. wydałem około 50 tysięcy euro na mojego Cherokee. Kiedy poszedłem go sprzedać ponad rok temu, usłyszałem, że mogę dostać za niego mniej niż 10 tysięcy, a i tak to będzie cud, jeśli ktokolwiek go kupi. Tyle jest ich na rynku – powiedział dziennikarzom pragnący zachować anonimowość urzędnik wysokiego szczebla dodając – jednocześnie benzyna jest tak droga, że musiałem wydać ponad 1000 euro na założenie instalacji na gaz. Teraz w bagażniku samochodu nie ma miejsca na bagaże mojej rodziny, a to był jeden z głównych powodów, dla których pokochaliśmy ten samochód.

Na innych rynkach również widać zastój, zwłaszcza na rynku nieruchomości. Ceny domów i mieszkań spadły o około 30-35%, a na bardzo drogich przedmieściach Aten (Kifisia, Ekali),w niektórych przypadkach aż o 80%.

Butiki z odzieżą i obuwiem bankrutują. Latem 2006 r. znajdujący się na Kolonaki sklep Danos – obecnie zamknięty – był drugim największym na świecie sprzedawcą butów Marca Jacobsa, które zazwyczaj kosztują ponad 250 euro za parę.

Najbardziej widocznym elementem związanej z kryzysem zmiany zachowań konsumenckich jest porzucenie droższych produktów na rzecz produktów własnych oferowanych przez supermarkety [produkty w stylu TiP, DiT czy Carrefour dostępne w Polsce w sieciach Real, Tesco i Carrefour – przyp.red.].

Zgodnie z danymi grupy badającej rynek ICAP, produkty tego typu to około 20% sprzedaży marketów, podczas gdy w połowie lat 90. sprzedawano ich około 3%. Sprzedaż zaczęła rosnąć w 2007 r., o 12% rocznie.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w supermarkecie i kupiłam coś innego niż wyprodukowany przez niego makaron – mówi Wiki Wasilopulu, urzędniczka ministerialna, której pensję okrojono w ciągu ostatnich kilku lat o ponad połowę. Pamiętam jednak – dodaje – że w latach 90. i w następnej dekadzie, kiedy studiowałam w Grecji i zagranicą, zapoznaliśmy się z włoską marką Barilla, która była naszym ulubionym produktem. Kupowaliśmy również bardziej wyrafinowane produkty, takie jak ręcznie robiony makaron z delikatesów na specjalne okazje, a o jedzeniu często się rozmawiało z przyjaciółmi. Teraz nie kupuję nawet Misko, czy Stelli, dwóch greckich marek, na których zostałam wychowana. Jeśli się poprawi, prawdopodobnie zwrócę się ku włoskim makaronom, ale póki co, kupuję co najtańsze.

Trend wydaje się dotyczyć całego kraju. Apostolos Aleksakis, szef sieci greckich supermarketów ELOMAS i przewodniczący Stowarzyszenia Supermarketów SESME powiedział, że ludzie w Grecji generalnie skłaniają się ku produktom własnym sklepów i produktom rodzimym. Są one o około 50% tańsze nie ze względu na niższą jakość, ale na fakt, że ich cena to tylko koszt produkcji i zysk – bez kosztu marketingu.

Jednocześnie czarne czasy nastały dla producentów i sprzedawców żywności organicznej. W 2010 r. rynek tego typu produktów zaczął nieznacznie rosnąć, ale dochody w 19 firmach, które przebadało ICAP, były o połowę niższe niż w 2009 r.

21 maja 2010 roku, kiedy pierwsze oznaki kryzysu dotknęły rozrzutny styl życia Greków, miało miejsce smutne zdarzenie. Przed ekskluzywną restauracją rybną 7 Seas na Kolonaki nie stał ani jeden klient, pomimo, że tego dnia w Grecji świętuje się imieniny Konstantyna i Heleny, a tradycja sprawia, że setki tysięcy imienników kupują jedzenie i napoje dla rodziny, przyjaciół i kolegów. W środku jedynie przy kilku stolikach siedzieli goście.

W dwa lata później, dziesiątki znanych ateńskich przybytków dobrej zabawy, jak bistro Cellier, restauracje takie jak Dyros, splajtowały, Grecy bowiem oszczędzają.

– Z wychodzenia z domu niemal codziennie do restauracji, kawiarni lub klubu, przeszliśmy na sytuację, w której niemal nigdy nie wychodzimy – mówi Charalambos, architekt i deweloper, który od ponad roku nie zobaczył ani jednego klienta. Ledwo wiążę koniec z końcem – dodaje – i po raz pierwszy od ponad trzydziestu lat musiałem specjalnie się umawiać by zapłacić podatki. Wydawanie na jedzenie i picie w knajpie nie wchodzi po prostu w rachubę.

Jeszcze kilka lat temu Charalambos mieszkający w ekskluzywnej willi na północnych przedmieściach miasta, posiadający dom na Mykonos, drogie samochody, spędzający wakacje za granicą i edukujący swoje dzieci w najlepszych prywatnych szkołach, żył w stylu promowanym przez tzw. prasę „lajfstajlową”. Portierzy i bramkarze w najsłynniejszych i najmodniejszych lokalach znali go po imieniu, a właściciele nowo otwartych barów i restauracji mieli nadzieję, że wprowadzi ich w szeroki krąg swoich bogatych znajomych jako klienteli.

Zmiany w jego życiu pokryły się ze zmianami w całym kraju. Zgodnie z danymi opublikowanymi w lutym przez ICAP, spożycie alkoholu w 2010 roku spadło w Grecji dramatycznie. Grecy kupili wtedy o 8% mniej napojów wyskokowych niż w poprzednim, a w 2011 r. trend ten się pogłębił. Mieszkańcy Hellady rzadziej również jeżdżą na wakacje i biorą wolne. Greckie Stowarzyszenie Przedsiębiorców Turystyki SETE zanotowało spadek o 20%. Badanie Eurobarometru z marca wykazało, że coraz więcej Greków w ogóle nie zamierza iść na urlop, a ponad połowa spośród tych, którzy planowali, została zmuszona do zmiany planów.

 

Źródło: athensnews.gr

 

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE