Home / Bałkany / Grecja / Greckie roszczenia wobec Turcji

Greckie roszczenia wobec Turcji

Greckie roszczenia wobec Turcji

Obszar Morza Egejskiego przed i po żądaniami Grecji

Grecja odnowiła swoje roszczenia terytorialne związane ze spornymi wodami wschodniej części Morza Śródziemnego, gdzie zadłużony kraj ma nadzieję znaleźć złoża ropy naftowej i gazu. Niewątpliwie jest to plan, który grozi konfrontacją z Turcją. Oczywiste jest, że interesy obu krajów się rozmijają. Ateny budują poparcie w innych europejskich stolicach i intensyfikują kampanię dyplomatyczną w ONZ.

W zeszłym tygodniu na spotkaniu w Stambule premier Grecji Antonis Samaras poruszył problem ze swoim tureckim odpowiednikiem, Recepem Tayyipem Erdoğanem, wzywając Turcję do respektowania praw Grecji zgodnie z prawem międzynarodowym. Jak dotąd Ankara twierdzi, że zasoby należą do Turcji. Dodatkowo Ankara, która ostrzegała przez prawie 20 lat, że wyznaczanie nowych granic doprowadzi do wojny, wezwała do dalszego dialogu.

Erdoğan powiedział greckiej telewizji państwowej 11 marca: „Podchodzimy do problemu z nadzieją i bez uprzedzeń. Kontynuujemy omawiania problemu wód terytorialnych i kwestii związanej z Morzem Egejskim. Tak długo, jak strony podchodzić będą do tego zagadnienia z dobrą wolą, nie ma powodu, aby nie spodziewać się dobrych rezultatów.”

Dla Grecji stawka jest ogromna. Szacunkowa 100 mld € (130 $ mld) z podmorskich rezerw węglowodoru – jeśli dane te rzeczywiście się sprawdzą– mogłoby załagodzić zadłużenie paraliżujące kraj  i uczynić Grecję znaczącym dostawcą energii dla Europy, która chce zmniejszyć swoją zależność od Rosji. Dowody na istnienie złóż, wraz z ostatnimi posunięciami Cypru dochodzącym swoich roszczeń, podniosły o wiele bardziej stawkę.

Te rezerwy „oznaczają wyraźne bogactwo dla Grecji, bogactwo dla Europy, znaczną poprawę bezpieczeństwa energetycznego i istotne wzmocnienie roli geopolitycznej Grecji” – powiedział Samaras w niedawnym wystąpieniu na konferencji biznesowej.

Na razie Grecja postępuje ostrożnie, aby uniknąć konfrontacji i stosuje procedury wyznaczone przez ONZ, aby stopniowo opierać swoją sprawę na odpowiednich instrumentach prawnych. Ostateczny cel Aten jest jasny: Grecja ma nadzieję na uzyskanie międzynarodowego uznania do wyznaczenia długości do 200 mil, opierając swoje roszczenia na fakcie, że jest sygnatariuszem Konwencji Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza (UNCLOS), a Turcja nie.

Ateny są „chętne do dochodzenia swoich praw, ale nie chcemy robić niczego, co spowoduje turbulencje w regionie” – powiedział starszy grecki urzędnik państwowy. „Na razie postępujemy powoli, na drodze prawnej”.

Jeden taki krok przyszedł pod koniec stycznia, kiedy minister spraw zagranicznych Grecji złożył formalną skargę w ONZ po tym, jak Turcja powiedziała, że wyda koncesje na poszukiwania geologiczne dla/ w spornego obszaru na południe od greckiej wyspy Rodos.

Turcja powiedziała, że greckie roszczenia wzajemne „nie mają podstaw w prawie międzynarodowym” i podejmie działania w ONZ.

W wywiadzie dla tureckiej gazety, turecki minister energetyki Taner Yıldız powiedział, że kwestie energetyczne nie powinny być źródłem napięć w stosunkach dwustronnych i dodał, że Ankara nie miała planów do rychłego wydawania zezwoleń. „Nie wiemy, że każde takie odkrycie powoduje kontrowersję? Oczywiście, że wiemy” – powiedział gazecie Hürriyet.

Kolejnym krokiem Grecji będzie prawdopodobnie przedłożenie w ONZ formalnie wytyczonych greckich granic morskich. To będzie wstępem deklarowanej wyłącznej strefy ekonomicznej na mocy postanowień Konwencji.

Na warunkach określonych w dokumencie z 1994 Grecja jest uprawniona do rozszerzenia swoich praw terytorialnych aż do 12 mil morskich od brzegu – obecnie żąda podwojenia sześciomilowej linii przybrzeżnej – i wyłącznej strefy ekonomicznej aż do 200 mil morskich. Kiedy w 1995 roku Grecja ratyfikowała traktat, turecki parlament oświadczył, że każdy taki jednostronny ruch, świadczący jednoznacznie o dochodzeniu nowych roszczeń stanowiłby powód do wojny.

Kwestią sporną jest uwarunkowanie geograficzne na Morzu Egejskim, które oddziela Grecję od Turcji. Po rozpadzie Imperium Osmańskiego w następstwie I wojny światowej, Grecji przyznano większość wysp znajdujących się na Morzu Egejskim i tworzących archipelag między kontynentalną Grecją a Turcją.

Grecja rości sobie powiększenie terytorium o ponad 40%. Poszerzając granicę do 12 mil, wody terytorialne Grecji zajmą ponad 70% Morza Egejskiego. (Należy pamiętać, że terytorium rozciąga się również na dno morskie). 200-milowa wyłączna strefa ekonomiczna oznacza również rozciągnięcie greckich wód, aż do Morza Śródziemnego i Turcji, docierając aż do Cypru na południowym wschodzie.

Geolodzy uważają, że złoża ropy i gazu znajdują się w północnym Morzu Egejskim, gdzie po raz pierwszy odwierty rozpoczęto na małą skalę w 1980 roku. Zachęcona Grecja rozpoczęła polowanie na węglowodory pod koniec ubiegłego roku w mniej kontrowersyjnych obszarach zachodzie i południu kraju. Rząd, który walczy pod presją € 300 miliardów zadłużenia ma na celu aukcję koncesji poszukiwawczych na tych obszarach, pod koniec tego roku.

W lutym prezydent Francji François Hollande, w trakcie wizyty w Atenach, wydał się poprzeć Grecję, odwołując się do tego, że żądania są uzasadnione na mocy prawa wynikającego z Konwencji Prawa Morza. „Obecność złóż gazu, które mogą być wykorzystane, stanowi szansę dla Grecji i dla Europy, i wierzę, że prawo międzynarodowe oraz prawo morza będzie przeważać w tej kwestii” – powiedział.

Do tej pory, 165 państw, w tym Unii Europejska, ratyfikowały Konwencję. USA, które pomogły wynegocjować pakt w 1980 roku, nie ratyfikowały dokumentu, ale generalnie uznaje jej postanowienia. Latem zeszłego roku, administracja Obamy próbowała przeforsować Konwencję przez Senat, ale zabrakło jednego głosu do potrzebnej większości dwóch trzecich.

UNCLOS, czyli United Nations Convention on the Law of the Sea (Konwencja Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza) z 1982 roku, zwana również Konwencją jamajską lub Konwencją z Montego Bay, jest jednym z wielu dokumentów prawa międzynarodowego i podstawowym aktem prawnym międzynarodowego prawa morza.

Aby lepiej zrozumieć artykuł:

Morze terytorialne – art. 3 UNCLOS. Szerokość pasa morza terytorialnego nie może przekroczyć 12 mil morskich od linii podstawowej. (Jest nią linia wybrzeża w stanie najdalszego odpływu lub granica zewnętrzna morskich wód wewnętrznych. W państwach archipelagowych jest to zewnętrzna granica wód archipelagowych – dlatego też morskie terytorium Grecji w tym przypadku pokryłoby aż 70% Morza Egejskiego).

Wyłączna strefa ekonomiczna – obszar rozciągający się poza morzem terytorialnym do 200 mil morskich mierzonych od linii podstawowej, na którym to obszarze państwo nadbrzeżne posiada wyłączne prawa suwerenne do:

  • badania i eksploatacji, ochrony i gospodarowania zasobami naturalnymi, zarówno żywymi, jak i nieożywionymi dna morza, jego podziemia oraz pokrywających je wód;
  • wznoszenia i użytkowania sztucznych wysp, instalacji i konstrukcji;
  • badań naukowych morza;
  • ochrony i zachowania środowiska morskiego.

Grecji zależy na uzyskaniu suwerennych praw do badań i eksploatacji zasobów morskich.

 

To, że Turcja nie jest stroną Konwencji jeszcze nic nie oznacza. (Jak już było wspomniane, Stany Zjednoczone również nie są). Jeżeli Grecja rozciągając swoje terytorium i naruszy wody terytorialne Turcji, bycie państwem-stroną UNCLOS nie ma znaczenia, ponieważ mają tu zastosowanie ogólne zasady prawa międzynarodowego, m.in. prawo do integralności i nienaruszalności terytorium. Dodatkowo można obserwować rodzący się spór, który może, choć niekoniecznie, trafi do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Międzynarodowy Trybunał Prawa Morza mógłby orzekać w tej sprawie, jednak Turcja nie będąc stroną Konwencji, musiałaby wydać wyraźną zgodę. Dodatkowo, MTS ma większe „pole manewru” – MTPM orzekałby tylko w kwestii związanej stricte z granicami morskimi, tj. wytyczeniem granic oraz pozostałymi problemami prawnymi, ale tylko tymi, które zostały uregulowane w UNCLOS. MTS z kolei odwołałby się, jak przypuszczam, obok greckich roszczeń powiększenia terytorium, do ogólnych zasad prawa międzynarodowego oraz czy i w jaki sposób rozciągnięcie morskich granic Grecji naruszyłoby w jakikolwiek sposób tureckie terytorium i w ogóle prawo międzynarodowe. Świadczy o tym zwłaszcza art. 57 UNCLOS: „Delimitacja wyłącznej strefy ekonomicznej między państwami, których wybrzeża leżą naprzeciw siebie lub sąsiadują ze sobą, następuje w drodze umowy na podstawie prawa międzynarodowego w rozumieniu artykułu 38 Statutu Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, w celu osiągnięcia rozwiązania opartego na zasadzie słuszności”.

 

Jeżeli spojrzymy na mapę załączoną do artykułu, zauważymy, że roszczenia Grecji o ustalanie szerokości swojego morza terytorialnego do granicy 12 mil morskich spowoduje wspomniane wcześniej zajęcie większości powierzchni akwenu. Co istotne, zgodnie z art. 21 UNCLOS: „Okręty podwodne i inne podwodne środki transportu mają obowiązek przepływania przez morze terytorialne na powierzchni i z podniesioną banderą”. Warto zadać sobie pytanie czy inne państwa zgodzą się na coś takiego. Nie sądzę żeby którekolwiek było z tego zadowolone, bo w praktyce będzie to oznaczać zmuszenie okrętów wojennych do wynurzania się. Wyobraźmy sobie reakcję, np. Rosji. Oczywiście Konwencja dopuszcza wyznaczenie 12 milowej strefy morza terytorialnego, ale jaka będzie reakcja poszczególnych państw oraz czy sprawa trafi do Trybunału – czas pokaże.

 

 

Źródło: turkishnews.com, the wall street journal, United Nations Convention on the Law of the Sea.

About Agata Michalewicz

KOMENTARZE