Home / Baklava / Harem, feministki i polityka zagraniczna. Luźne rozważania na temat „Wspaniałego Stulecia”
muhtesem-yuzyil

Harem, feministki i polityka zagraniczna. Luźne rozważania na temat „Wspaniałego Stulecia”

Trudno zacząć felieton o serialu, o którym napisano już wszystko. Zamieszanie wokół „Wspaniałego Stulecia” w polskich mediach i na blogach nie cichnie, chociaż pierwsza fala zachwytów już dawno opadła, a serial oglądają już tylko najwytrwalsi. Liczba tych najwytrwalszych to średnio 2 miliony osób.  A „Wspaniałe Stulecie” – według statystyk oglądalności – stało się najpopularniejszym zagranicznym serialem w polskiej telewizji. I wydaje się, że nie odda łatwo tej pozycji – chyba, że serial zdetronizuje inna turecka produkcja. A jest nią „Tysiąc i jedna noc”, w którym główną rolę gra Halit Ergenç – znany z roli Sulejmana właśnie we „Wspaniałym Stuleciu”. Czy tureckie telenowele staną się nową wersją brazylijskich oper mydlanych? 

Przemysł serialowy w Turcji już dawno nie miał się aż tak dobrze. Każdego roku na eksporcie seriali tureccy producenci zarabiają około 350 milionów dolarów. Jeszcze na początku lat 90. w tureckiej telewizji królowały latynoskie produkcje. Dziś tureckie seriale eksportowane są do ponad 130 krajów. I choć największą popularnością cieszą się na Bałkanach i w krajach arabskich, podbijają także dalekowschodnie rynki, na przykład Wietnam i Chiny, gdzie szczególnie popularny był serial Aşk-ı Memnu.

Socjolodzy już wcześniej zajmowali się fenomenem tureckich seriali w krajach arabskich, gdzie produkcje miały być motorem społecznych zmian, szczególnie wśród kobiet. Pokazują nowoczesne muzułmańskie społeczeństwo, gdzie kobieta cieszy się dużą niezależnością. W niektórych pojawiają się nawet wątki przedmałżeńskiego seksu (czy raczej jego sugestii), zdrad, nieślubnych dzieci. Ale Bliski Wschód i kraje bałkańskie są o wiele bliższe kulturowo Turcji niż Polska. Nie dziwi więc fenomen takich seriali, jak Fatmagül’ün Suçu Ne? (Jaka jest wina Fatmagül?), Aşk-ı Memnu (Zakazana miłość) czy właśnie Mühteşem yüzyıl (Wspaniałe Stulecie). 

El Gran Sultan - niegdyś to Turcja importowała latynoskie produkcje. Dziś "Wspaniałe Stulecie" emitowane jest m.in. w Chile.
El Gran Sultan – niegdyś to Turcja importowała latynoskie produkcje. Dziś „Wspaniałe Stulecie” emitowane jest m.in. w Chile.

Padyszach rządzi zbiorową wyobraźnią

Dzięki „Wspaniałemu Stuleciu” bohaterowie historii zagościli w popkulturze. Nie są już tylko zbiorem dat i sztywnym portretem w podręczniku – to piękne, żywe kobiety i przystojni mężczyźni, z którymi z łatwością możemy się identyfikować (lub wzdychać do ich serialowego wcielenia).

W Turcji już wcześniej postaci padyszachów rządziły zbiorową wyobraźnią. Jeśli spytać Turków, który z sułtanów był ich ulubionym – większość z nich nie tylko wskaże „ulubionego” władcę, ale też poda konkretną argumentację. A to Fatih Sułtan Mehmed, bo zdobył Konstantynopol i przemianował go na Stambuł; a to Mehmet VI, bo tak naprawdę wspierał Atatürka i przekazał do skarbu państwa sułtańskie klejnoty. Wielu wskaże oczywiście na Sulejmana.

Ma to związek nie tylko ze specyficznym nauczaniem historii, gdzie do czasów Imperium Osmańskiego przywiązuje się szczególną wagę. Tęsknota za wielkością Turcji wyraża się w coraz silniej sygnalizowanej polityce (zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej) byłego premiera, a dzisiejszego prezydenta Turcji, Recepa Tayyipa Erdoğana. Islamska Turcja, której poddany jest cały świat muzułmański, władana niepodzielnie przez sułtana? Marzenie wielu zwolenników obecnego prezydenta.

Polska feministka a harem

Kiedy na blogu pisałam o setnym odcinku serialu, spodziewałam się, że wielu czytelników nie przyzna się do oglądania tureckiej telenoweli. Komentarze pod postem i wiadomości prywatne szybko wyprowadziły mnie z błędu. „Jestem biznesmenem i pędzę z pracy do domu, żeby zdążyć na serial”; „Dziękuję babuni, dzięki której wciągnęłam się w serial!” – czytam co kilka dni. A słowa zachwytu nie płyną wcale tylko od pań domu, które spędzają całe dnie na oglądaniu telenowel. Serial wciąga zafascynowanych historią mężczyzn. Młode kobiety wzdychają do Bali Beja i często również do Ibrahima. Serial nie przeszkadza nawet feministkom. Bo chociaż harem to niemal symbol władzy mężczyzn nad kobietami – niewolnicami, czekającymi na rozkaz sułtana - historia Hürrem pokazuje też, że nawet w tak niesprzyjających kobiecie okolicznościach można postawić na swoim.Jestem feministką i kibicuję Rokosolanie” – to wcale nie tak rzadkie stwierdzenie dotyczące serialu. I nawet prawicowi konserwatyści (!) którzy krzyczą, że zaleje nas fala islamskich uchodźców, stanowią niemały procent widowni. Jak pogodzić zwycięstwa polskiej prawicy i fakt, że serial o potędze muzułmańskiej Turcji zbiera przed telewizorami nawet 3 miliony widzów? Być może przeważa fakt, że islam w serialu jest podany w niegroźnym, popkulturowym sosie. Kulturowa obcość podana jest w dobrze nam znanej, sugerującej fikcję formie telenoweli. A przy okazji pokazuje, że tak naprawdę potęga państwa opiera się na konserwatywnych podporach, gdzie miejsce kobiety jest bardzo wyraźnie określone. Oczywiście podnoszą się i głosy, że to Polska powinna zrobić film o naszym „złotym wieku”, a nie karmić naród obcym kulturowo i religijnie tworem. Kto wie, może i polscy filmowcy skuszą się na zajrzenie do alkowy Zygmunta Starego i Bony Sforzy? Historykom znany jest fakt, że Bona prowadziła korespondencję z Rokosolaną. I jak można się domyślać, listy dwóch tak wpływowych kobiet, zasiadających u boku władców potężnych mocarstw, nie dotyczyły najnowszych mód w haftowaniu.

Na dworze Bony i Zygmunta miał panować surowy obyczaj. Nie było mowy o zmysłowych tańcach i niewolnicach, będących w stanie zaspokoić każdą fantazję władcy.  W rzeczywistości haremowe orgie są raczej wymysłem podsycanej tajemnicą wyobraźni Europejczyków, a większość sułtanów prowadziło niemal monogamiczne życie u boku ulubionej żony lub konkubiny. Ale właśnie spojrzenie na tę zakazaną część pałacu Topkapı tak przyciąga widzów.

Czy Słowianka Hürrem pokona wrogów?

Chociaż w tle serialu są wojny, podboje, listy do papieża – „Wspaniałe Stulecie” telenowelizuje historię. Na głównym planie mamy nie polityczne zawirowania, a miłość, romanse i haremowe intrygi. Czy Hürrem pokona wrogów? Czy Bali Bej poślubi ukochaną?

Hürrem, rudowłosa piękność, która miała być porwana z polskich ziem (prawdopodobnie była Rusinką lub Ukrainką) i rozkochała w sobie Sulejmana, to orientalna wersja Kopciuszka: niewolnica dorobiła się tytułu Haseki (ulubiona, najdroższa) sultan. Nie uzyskała jednak najwyższego tytułu przysługującego kobiecie w Imperium Osmańskim – Valide, umierając, zanim jej syn Selim II wstąpił na tron. Żadna Turczynka nie była w stanie zawrócić w głowie Sulejmanowi tak, jak nasza swojska Aleksandra – Rokosolana. Ta historia zuchwałej Słowianki mile łechce więc nasz etnocentryzm.

Czas tureckich oper mydlanych

Po „Wspaniałym Stuleciu” polska telewizja kupuje kolejne tureckie seriale – „Sezon na miłość”, „Kontrakt na miłość”, „Tysiąc i jedna noc”, „To moje życie”. Być może doczekamy się nawet dziewczynek nazywanych Rokosolana lub Hurrem. I wygląda na to, że tureckie seriale mogą zająć miejsce latynoskich telenowel.  Ich schemat jest zwykle bardzo podobny – trudna miłość milionera i biednej ślicznotki, niezgoda rodzin, przeszkody i ślub. Bo przecież ślubna utopia może być ubrana w różne kody kulturowe, ale zawsze kończy się słowami: „I żyli długo i szczęśliwie„.

 

Źródła: wirtualnemedia.pl (statystyki), [1] [2], Daily Sabah

About Małgorzata Rabenda

Doktorantka na wydziale nauk o komunikacji Uniwersytetu w Kocaeli. Pisze o Turcji na portalu Bałkanistyka (społeczeństwo, polityka), a życie w kraju minaretów przybliża czytelnikom bloga Rodzynki Sułtańskie. Podyskutuj na Twitterze: @rodzynki
KOMENTARZE