Home / Baklava / Hordy Zła, Maniacy i inni. Bośniackie grupy kibicowskie
Źródło: avaz.ba
Źródło: avaz.ba

Hordy Zła, Maniacy i inni. Bośniackie grupy kibicowskie

Wiele w ostatnim czasie mogliśmy usłyszeć w polskich mediach na temat bośniackich kibiców piłkarskich. Wszystko to oczywiście za sprawą pojedynku drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów pomiędzy tegorocznym mistrzem polskiej Ekstraklasy, Lechem Poznań, a obecnymi mistrzami bośniackiej Premijer ligi – piłkarzami FK Sarajevo. Dwumecz zakończony wynikiem 3:0 dla Lecha (po wygranej 2:0 na wyjeździe oraz, tydzień później w rewanżu, 1:0) oraz czysto sportowe emocje z tym związane ustąpiły jednak w przekazach medialnych – zwłaszcza przed pierwszą konfrontacją w Sarajewie – często sprzecznym doniesieniom o walkach kibiców obu drużyn. Ten krótki tekst będzie poświęcony raczej sarajewskiej ekipie kibiców spod znaku Horde Zla (której to nazwy nie trzeba chyba polskim czytelnikom tłumaczyć) oraz jej umiejscowieniu na bośniackiej arenie grup kibicowskich niż jej walkom z kibicami Lecha, o których to przeczytać mogliśmy w ostatnim czasie na niejednym informacyjnym portalu.

Kibice piłkarscy z Bałkanów – zwłaszcza z ich eksjugosłowiańskiej części – znani są powszechnie w całej Europie ze swojego fanatycznego wręcz oddania klubom, którym kibicują. Najlepszym tego przykładem niech będą słynne na cały kontynent derby Belgradu, których swoisty fenomen próbowaliśmy już na łamach portalu zaprezentować . Warto jednak pamiętać, że kibicowska scena tej części Europy nie kończy się na belgradzkich Grobari i Delije. Zagłębiając się nieco w podziały pomiędzy klubami (a być może przede wszystkim – ich kibicami) w Bośni i Hercegowinie na co dzień występującymi w tamtejszej Premijer lidze, widać wyraźnie, że oddaje on w pewien sposób skomplikowany podział narodowy kraju. Napięcia pomiędzy poszczególnymi narodami zamieszkującymi dzisiejszą Bośnię w bardzo wyraźny sposób urzeczywistniają się na piłkarskich stadionach kraju. Widać to choćby na przykładzie funkcjonowania samej ligi od oficjalnego zakończenia wojny. Do 1999 roku istniały bowiem trzy ligi: boszniacka, chorwacka i serbska – za oficjalnego mistrza Bośni uchodził według UEFA jednak zawsze zwycięzca ligi boszniackiej. W kolejnym sezonie najlepszą drużynę wyłaniał finał pomiędzy najlepszymi drużynami z rozgrywek Boszniaków i Chorwatów. Dopiero w następnym roku obydwie ligi połączyły się. Kluby z Republiki Serbskiej dołączyły do ligi jeszcze później, w sezonie 2002/2003. W ostatnim zakończonym sezonie Premijer liga liczyła szesnaście drużyn – dziewięć boszniackich, pięć serbskich i dwie chorwackie. Należy jednak pamiętać, że podział ten w dzisiejszych czasach jest już oczywiście raczej umowny i dotyczy głównie tradycji (np. barw klubowych pokrywających się z poszczególnymi barwami narodowymi), bowiem niemal w każdej z drużyn występują aktualnie gracze wszystkich trzech narodowości.

Na początku warto jednak przytoczyć kilka informacji na temat samego aktualnego mistrza Bośni i Hercegowiny, klubu FK Sarajevo oraz jego kibiców. Został on założony 24 października 1946 roku w rezultacie fuzji dwóch istniejących już wówczas klubów – Udarnika i Slobody. Obecną nazwę otrzymał on dopiero w 1949 roku – wcześniej klub tytułowany był jako SD Torpedo oraz SDM Sarajevo. Swój pierwszy tytuł mistrza Jugosławii piłkarze FK Sarajevo zdobyli w sezonie 1966/1967, stając się zarazem pierwszym bośniackim klubem, który dostąpił tego zaszczytu. Z wcześniejszej historii klubu warto odnotować fakt rozegrania dwumeczu pomiędzy klubem z Sarajewa a Manchesterem United w kolejnym sezonie, w ramach drugiej rundy Pucharu Europy. Pierwszy mecz, rozegrany na stadionie Koševo, zakończył się bezbramkowym remisem, a późniejsi triumfatorzy całych rozgrywek i ówczesne gwiazdy futbolu, takie jak George Best czy Bobby Charlton miały okazję zabłysnąć dopiero w rewanżu, kiedy to na stadionie Old Trafford Manchester wygrał 2:1. Gracze FK Sarajevo to dwukrotni mistrzowie Jugosławii. Od sezonu 1994/1995, kiedy to wystartowała liga bośniacka, zespół zdobył także trzykrotnie mistrzostwo Bośni. Obecnie w skład drużyny wchodzą niemal wyłącznie zawodnicy bośniaccy, nielicznie reprezentowani są Serbowie, ponadto skład klubu uzupełniają Chorwat, Macedończyk, Syryjczyk oraz Nigeryjczyk. Za kibiców FK Sarajevo uważali – bądź wciąż uważają się – m.in. Alija Izetbegović, Jovan Divljak, Dino Merlin czy Danis Tanović.

Najsłynniejszą, w ostatnich tygodniach wielokrotnie w Polsce prezentowaną, grupą kibiców FK Sarajevo są – jak sami siebie tytułują – Horde Zla (nazwa została przez nich zaczerpnięta z komiksowej serii Zagor). Kiedyś nazywani byli Pitari (nazwa pochodzić miała od pity, kibice FK mieli więc być jej zjadaczami), a przydomek ten nadali im lokalni przeciwnicy – kibice Želježnicara – o konflikcie między kibicami tych dwóch klubów będzie mowa w dalszej części tekstu. Zdaje się, że odczuwają bardzo silną więź z miastem – ich oficjalny slogan brzmi Do zadnjeg dana život mog samo Sarajevo – Do ostatniego dnia mojego życia tylko Sarajewo. Do końca lat 80. stanowili jedną z najsilniej rozwijających się organizacji w Sarajewie. W tamtym okresie, dokładnie w kwietniu 1986 roku, wsławili się podrzuceniem na sektor gości własnego stadionu, węża pomalowanego na kolor kasztanowy – będący oficjalną barwą klubową. Konsekwencją tego zdarzenia stało się oddzielenie najbardziej fanatycznej grupy kibiców i otwarcie dla nich północnego sektora stadionu. Wkrótce ich wybryki poznali kibice innych jugosłowiańskich klubów. W tamtym czasie zdecydowanie największą złą sławą okryła się ich wizyta w Mostarze. W 1988 roku podczas zamieszek z kibicami miejscowego Veležu, kolejnego z głównych bośniackich rywali, zasztyletowany został jeden z mostarskich kibiców. Kolejny podobny, aczkolwiek jeszcze bardziej tragiczny w skutkach, wyczyn sarajewian zdarzył się dwa lata później w Belgradzie. Podczas starć z kibicami Partizana zasztyletowanych zostało tym razem dwóch Serbów.

Choć być może ciężko to sobie wyobrazić, był to dopiero przedsmak tego, co wydarzyć miało się z udziałem Hord Zła już po wojnie (w której część z nich przyłączyła się do tworzonej właśnie armii Republiki Bośni i Hercegowiny). Pierwsze wydarzenie, o którym należy tutaj wspomnieć miało miejsce w 1998 roku. FK i Želježnicar jak co runda spotkały się w derbach Sarajewa. Historia wzajemnych ich pojedynków w statystykach prezentuje się bardzo wyrównanie. Na 104 mecze ligowe rozegrane jak do tej pory pomiędzy sarajewskimi drużynami, FK Sarajevo zwyciężał 31 razy, Želježnicar 30, a 44 razy na tablicy wyników widniał remis. Tym samym można wyciągnąć wniosek, że obydwie drużyny na przestrzeni lat prezentują zbliżony poziom sportowy, co jeszcze może dodatkowo podkręcać atmosferę wśród kibiców. Tym jednak, co od początku odróżniało kibiców FK od Želježnicara było pochodzenie, przynależność klasowo-społeczna. Do fanów FK przynależeli głównie członkowie sarajewskiej, co ważne – muzułmańskiej/boszniackiej klasy wyższej (poza samą stolicą i miejscami, gdzie żyją Boszniacy poparcie dla klubu nie jest zresztą zbyt wielkie), natomiast Želježnicar jest klubem znacznie starszym (1921 rok) i, jak sama nazwa wskazuje, został założony przez pracowników kolei, należących zazwyczaj do niższych warstw społecznych – przez takie też był popierany. Postrzegany jest też jako bardziej liberalny, dlatego zyskuje sympatyków także wśród innych narodowości. Dziś różnice te oczywiście zatarły się już w znacznym stopniu, często kibice FK czy Željo są na co dzień przyjaciółmi czy należą do tej samej rodziny, a spory pomiędzy nimi pojawiają się jedynie w czasie derbowego meczu. Wróćmy jednak do 3 maja 1998 roku. Manijaci, grupa najaktywniejszych kibiców Želježnicara, zaatakowała stojącego najbliżej nich bramkarza FK, Mirsada Dedicia. Hordy Zła zaś odpowiedziały atakiem na Maniaków, co skończyło się niemal regularną bitwą na bieżni stadionu – ponad trzydzieści osób zostało wówczas ciężko rannych.

Na niewiele ponad dziesięć lat Hordom Zła udało się uniknąć podobnie tragicznych w skutkach wydarzeń. Jednak nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że w 2009 roku zdarzyła się jedna ze straszniejszych futbolowych bitew na Bałkanach. 4 października 2009 roku odbył się kolejny mecz w ramach Premijer ligi pomiędzy FK Sarajevo a zespołem NK Široki Brijeg – w tym wypadku problem polega na tym, że jest to klub chorwacki. Hordom Zła i ich odpowiednikom po stronie rywali – Škripari – zdarzały się już wcześniej mniejsze lub większe incydenty. Doniesienia są sprzeczne co do informacji o tym, która z grup rozpoczęła zamieszki. Atmosfera jeszcze przed spotkaniem była niezwykle gorąca – Chorwaci oskarżali gości z Sarajewa o stałe prowokowanie zamieszek wśród chorwackich kibiców, w Bośni zaś kibiców z Široki Brijeg łączono z ustaszami. Zniszczone radiowozy i spalone sklepy to nie wszystko. W walkach zostało rannych łącznie 31 osób, w tym 6 ciężko. Zginęła jedna osoba – 24-letni Vedran Puljić, sarajewski Chorwat, członek Hord Zła, niejednokrotnie wcześniej aresztowany za stadionowe zamieszki został postrzelony w głowę. O jego zastrzelenie z kałasznikowa (w tym aspekcie sprawa jest niejasna, śmiertelna rana Puljicia według niektórych źródeł miała być oddana z pistoletu) oskarżony został Oliver Knezović, którego widziano wówczas, gdy strzelał do grupy kibiców z Sarajewa. Jednak po kilku godzinach od zatrzymania Knezović uciekł z aresztu. Jego trop prowadzi do Zagrzebia – Chorwaci konsekwentnie odmawiali jego ekstradycji i przeprowadzenia śledztwa w sprawie zabójstwa Puljicia. Sprawa jego śmierci do dzisiaj jest rozpamiętywana w kręgach Hord Zła, nawet na oficjalnym facebook’owym fanpage’u grupy co jakiś czas pojawiają się zdjęcia kibiców trzymających transparenty z hasłami upamiętniającymi go. Sprawa Verdana Puljicia od tamtej pory jeszcze bardziej zaogniła stosunki pomiędzy kibicami obydwu klubów. Na kolejne spięcia nie trzeba było długo czekać – już w 2010 roku doszło do kolejnych starć – tym razem na szczęście obyło się bez ofiar, a jedynie do zamieszek na płycie boiska z udziałem policji i ochrony.

Były już wzmianki o rywalach FK Sarajevo i Hord Zła z własnego podwórka, były o klubie i kibicach chorwackich – uważny i zorientowany w sytuacji politycznej czytelnik być może zastanawia się właśnie, czy istnieje na tym polu konflikt bośniacko-serbski. Odpowiedź na te wątpliwości jest, jak można się było domyślać, twierdząca. Borac Banja Luka to według klubowego rankingu UEFA najlepsza drużyna zlokalizowana na terenie Republiki Serbskiej (z klubów ligi bośniackiej wyżej od niej notowane są obydwa zespoły z Sarajewa, Široki Brijeg oraz kolejny chorwacki klub – HŠK Zrinjski Mostar) . Jego dorobek w lidze jest jednak dosyć przeciętny. Od sezonu 2002/2003, w którym – jak już wspomniałam – kluby serbskie przyłączyły się do ligi, zdobył jedno mistrzostwo, które przypadło na sezon 2010/2011. Grupą najzagorzalszych kibiców Boraca są Lešinari – najstarsza, założona w 1987 roku, grupa kibicowska w Republice Serbskiej. Za każdym razem mecze, w których drużyny z Sarajewa spotykają się z Boracem, obciążone są wysokim ryzykiem zamieszek i starć pomiędzy kibicami. Niejednokrotnie mecze przerywano z powodu wtargnięcia kibiców jednej czy drugiej drużyny na murawę (tak było chociażby we wrześniu 2013 roku, kiedy to sędzia zmuszony był na kilka minut przerwać mecz pomiędzy Boracem a FK Sarajevo). Kibice FK Sarajevo dali się poznać także jak do tej pory poza granicami własnego kraju. W ostatnich latach słynne były chociażby incydenty podczas meczu eliminacji Ligi Europy z klubem Levski Sofia (2012 r. – chodzi o wywieszenie na stadionie wulgarnego transparentu) oraz – rok później – starli się ponownie w ramach Ligi Europy z FK Kukësi z Albanii.

Bośniaccy kibice w polskich mediach pojawiają się głównie właśnie przy okazji stadionowych i pozastadionowych walk. Bywają także zbiorowym obiektem żartów – natrafiłam na dwie takie sytuacje. Pierwsza z nich dotyczy wiadomości, według której w 2011 roku po zakończeniu meczu Omladinac – Čaplinja (mecz zakończył się wynikiem 1:1) kibice z siekierami i nożami biegli za sędzią, który uciekał przed nimi do lasu. Miało się to, według relacji sędziego, stać, ponieważ nie pomógł gospodarzom w wygraniu spotkania – jak życzył sobie tego właściciel miejscowego klubu. Cały artykuł został zatytułowany: „My mamy krewkich kiboli? Bośniaccy kibice z siekierami i nożami pogonili sędziego do lasu” . Kolejna sytuacja opisana w innym artykule odnosi się do meczu decydującego o awansie reprezentacji Bośni i Hercegowiny do Mistrzostw Świata w 2014 roku. Spotkanie odbywało się na Litwie, jednak część kibiców dowiedziała się o tym fakcie tuż przed meczem, gdy… była już na Łotwie. Tłumaczyli wówczas, że żaden z nich nie zauważył tej pomyłki nawet w trakcie podróży . Zwłaszcza ta druga sytuacja spotykała się z żartobliwymi, nierzadko także prześmiewczymi, komentarzami ze strony polskich internautów.

W kontekście zakończonej niedawno dwumeczowej walki piłkarzy i kibiców FK Sarajevo i Lecha Poznań oraz zupełnie sprzecznych informacji medialnych, jakie do nas (zwłaszcza z Sarajewa) docierały uważam, że warto zapoznać się bliżej z bośniacką sceną piłkarsko-kibicowską, do czego niniejszym artykułem chciałabym zachęcić. Jeśli chodzi o kibiców z Bałkanów, dużo słyszymy zwłaszcza o konflikcie grup popierających kluby belgradzkie, które obrosły już niemal pewną legendą. Niemniej jednak znane są też ich nierzadko fantastyczne i spektakularne oprawy meczowe, przyciągające do Belgradu kibiców z całej Europy. Natomiast Bośniacy – niezależnie od popieranej drużyny – aż do konfrontacji z Lechem znani byli przede wszystkim z sytuacji takich jak te opisane w poprzednim akapicie. To, co rzuca się w oczy w pierwszej kolejności, czytając o rywalizacji klubów z Bośni to w dalszym ciągu, niestety, kolejne wcielenia uśpionych konfliktów narodowościowych w tym kraju.

Źródło grafiki: ultra-style.weebly.com

About Joanna Lewińska

Kilka lat temu rzuciła wszystko, by zostać etnologiem. Dziś jest absolwentką tego kierunku na Uniwersytecie Wrocławskim. Ma niebezpieczną obsesję na punkcie wszystkiego, co bałkańskie - od kuchni, przez film i muzykę, aż po podróże. Szczególnie mocno uzależniona od kultury serbskiej.
KOMENTARZE