Home / Baklava / K-67 – pewnego razu w Jugosławii…
5008453921_d75e02d9b4_z

K-67 – pewnego razu w Jugosławii…

Przez jednych wyszydzane i krytykowane za kiczowatość oraz brak jakiegokolwiek powiązania z estetyką, inni z kolei nie wyobrażają sobie bez nich przestrzeni publicznej w miastach. Różnokolorowe, kształtem przypominające pudełka, pozostawione na środkach ulic stały się nieodłącznym elementem krajobrazu we wszystkich krajach byłego wschodniego bloku – od Ukrainy i Białorusi, przez NRD, Polskę, Czechy, Węgry i Słowację, po Rumunię, Albanię i, przede wszystkim, byłą Jugosławię, gdzie narodził się ich projekt i gdzie do dziś znajduje się ich najwięcej. Swoją sławą wykroczyły także poza Europę, niektórzy podróżnicy widzieli je podobno nawet w Bangkoku. Przybliżmy krótką historię kiosku K-67, jugosłowiańskiego produktu eksportowego, który – podobno – sprzedawał się za granicą o wiele lepiej niż samochody Zastava czy płyty Bijelo Dugme1.

Ojcem projektu jest Saša Janez Mächtig, postać bardzo ważna dla jugosłowiańskiej – a dziś słoweńskiej – szkoły projektowania. Urodził się w 1941 roku, w latach 60. na lublańskim uniwersytecie ukończył studia w zakresie architektury i projektowania przemysłowego, studiował także historię sztuki, jednak tego kierunku nie ukończył. W 1984 roku stał się jednym z założycieli Wydziału Projektowania Uniwersytetu w Lublanie. Od 1991 roku aż do dziś jest profesorem na Akademii Sztuk Pięknych i Projektowania tej samej uczelni. Swój projekt zaprezentował w 1966 roku, niedługo potem zrobił on zawrotną karierę, jakiej chyba sam Mächtig się nie spodziewał. Sukces tkwił prawdopodobnie w formie kiosku, która była niezwykle prosta. Podstawą dla niej były przenośne, pojedyncze, wykonane z poliestrów i poliuretanów moduły, które w zależności od potrzeb można było w łatwy sposób ze sobą łączyć. W ten sposób powstawały większe i bardziej skomplikowane konstrukcje, które równie łatwo można było rozłączać, wracając do podstawowej jednostki, przypominającej prostopadłościenną, jednoosobową kabinę. Wpisywało się to w widoczny w ówczesnej architekturze trend projektowania budynków z użyciem mobilnych modułów (warto tu wspomnieć chociażby o chyba najsłynniejszym tego typu przykładzie – Futuro House autorstwa Mattiego Suuronena z 1968 roku). Co ciekawe, istnieją także projekty, które zmieniają funkcje łączonych w rozmaity sposób kioskowych jednostek z typowo użytkowych do mieszkalnych. Póki co nie zostały one jednak jeszcze zrealizowane.

Projekt opatentowano już rok później, a w roku 1968 K-67 (nazwa oznacza po prostu: K, czyli kiosk; cyfra 67 to właśnie rok opatentowania) trafił do masowej produkcji w fabryce IMGRAD w miejscowości Ljutomer w Słowenii. W tym samym roku zorganizowano tam pierwszą wystawę prototypów K-67. Projekt ten był na tyle funkcjonalny, że kioski mogły stawać dosłownie w każdym miejscu. Tak też się stało już niedługo później. Wyroby fabryki w Ljutomerze zalały już wkrótce ulice miast przede wszystkim w Europie Środkowo-Wschodniej, niewielka ich część trafiła na Zachód. Kolejny przełom nastąpił już niebawem. Był kwiecień roku 1970, kiedy to pod wrażeniem kiosku i jego projektanta stał się prestiżowy brytyjski magazyn o tematyce designu, gdzie ukazał się artykuł zatytułowany Low life from the streets. Po jego publikacji kioskami zainteresowało się z kolei nowojorskie Muzeum Sztuki Współczesnej, włączając je do swoich zbiorów prezentujących dwudziestowieczny design. Nie trzeba było zatem długo czekać, aż ich eksport rozszerzył się także do USA, Japonii i… Nowej Zelandii. Produkcja w IMGRADzie trwała do początku lat 90., kiedy to fabryka doszczętnie spłonęła. Dodatkowo polityczno-ekonomiczne zawirowania zmusiły właścicieli fabryki do zaprzestania produkcji, wobec czego nie było sensu choćby przenosić produkcji w inno miejsce. Do tego czasu jednak świat obdarowany został przez Słoweńców tysiącami kolorowych, wielofunkcyjnych ulicznych budek.

Mówiąc o funkcjach, jedno jest pewne – nie sposób wymienić ich wszystkich. Kioski oferować mogły najróżniejsze usługi: sprzedaż prasy, biletów i losów, punkty ksero, budki parkingowe, przystanki autobusowe, sklepiki z pamiątkami, usługi rzemieślnicze, warzywniaki, lodziarnie, piekarnie, mała gastronomia – jeśli chcieć wspomnieć o tych najpopularniejszych, spotykanych nawet do dziś w wielu miastach tej części Europy. Powstała tu swoista kultura kiosków, której najwyraźniejszym ucieleśnieniem zdawały się być właśnie K-67. Stały się pierwszymi fast-foodami na Wschodzie Europy, istniały jeszcze przed czasami wszechobecnych dziś McDonaldów. Kupowanie w ulicznych kioskach hot-dogów, zapiekanek i innych ciepłych przekąsek należy do jednych ze wspomnień pokoleń pamiętających jeszcze ich czynną działalność. Jedzenie hot-dogów z nich było prawdziwą ucztą – wspomina Dušan, trzydziestokilkuletni mieszkaniec Belgradu w rozmowie z Ashley’em Morrisonem. – Nie było takich kiosków w Sremskiej Mitrovicy, skąd pochodzę, i za każdym razem kiedy wysiadałem z autobusu po przyjeździe do Belgradu, to był mój pierwszy przystanek w mieście. Chleb był tam co prawda często czerstwy, ale wtedy nam to nie przeszkadzało. To była najpyszniejsza uczta2!

K-67 wpisywały się idealnie także w polityczno-ekonomiczny system ówczesnej Europy Wschodniej jako obiekty maksymalnie zunifikowane (różniły się zasadniczo jedynie kolorem), mogące być wykorzystywane na wiele sposobów, w różnorodnych warunkach, do różnych celów. W przeciwieństwie do gospodarki opartej na kapitalizmie i różnorodności dostępnych obiektów, system panujący na Wschodzie wymagał raczej promowania rozwiązań w miarę jednolitych tak dla całego kraju, jak i sojuszników. W dodatku w pewnym sensie napędzał on krajową gospodarkę, umożliwiając wielu ludziom aktywność w postaci prowadzenia własnych niewielkich biznesów. Po przemianach ustrojowych w wielu krajach jugosłowiańskie kioski zaczęły stopniowo znikać z przestrzeni publicznej. Niektórzy odczytują to jako chęć zerwania z wszelkimi, nawet tak niewinnymi, aspektami komunizmu. Wiele z nich zostało zastąpionych również przez zachodnie odpowiedniki, które teraz nie były już aż tak trudno dostępne.

Na polskim gruncie odwrotnie, K-67 stał się raczej symbolem nie komunizmu, ale dopiero ustrojowej transformacji. We wszystkich największych miastach przebiegało to dosyć podobnie. Na początku lat 90. wielu ludzi zachęconych możliwością stworzenia małej działalności gospodarczych, jakie dawał kapitalizm, korzystało z nich i rozpoczynało prowadzenie własnego biznesu w jugosłowiańskim kiosku. Od tamtej pory przez kilka pierwszych lat miejski krajobraz Polski pełen był kolorowych budek – były one wszak uznawane przez władze miast za bardziej estetyczne od zwykłych bazarowych straganów. Po kilku latach jednak do urzędników i coraz częściej skarżących się na brzydotę kiosków mieszkańców przyszła refleksja, że nie tak chyba powinny wyglądać miasta w kraju aspirującym do członkostwa w Unii Europejskiej. Nie do końca zgadzało się to z poglądami kupców, którzy jednak przyjęli tę decyzję bez specjalnego buntu. Im, być może, bardziej niż na estetyce przestrzeni publicznej, zależało na utrzymaniu pracy. No cóż, wchodzimy do Unii, to zobowiązuje, trzeba pogodzić się, że dotychczasowe kioski odejdą do lamusa, choć według mnie nie są jakoś szpetne3 ­– powiedział Gazecie Wyborczej jeden z wrocławskich właścicieli kiosków w 1998 roku. Mniej więcej od tego czasu jugosłowiańskie K-67 zastępowane są nowocześniejszymi modelami kiosków lub całkowicie usuwane z przestrzeni publicznej. Gdzieniegdzie można jeszcze oczywiście natrafić na nadal działający kiosk, częstszym jednak widokiem jest zamknięty, porzucony K-67. Także na internetowych portalach z ogłoszeniami natrafić można na wiele ofert sprzedaży tychże kiosków, co również świadczyć może o chęci czy też konieczności pozbycia się ich przez dotychczasowych właścicieli.

Z drugiej jednak strony, sytuacja nie jest aż tak beznadziejna. Kioski od zawsze budziły zainteresowanie artystów, projektantów i architektów. Wykorzystywane są w rozmaitych instalacjach, a także internetowych projektach, o których słów kilka poniżej. Jeśli chodzi o współczesne artystyczne wykorzystanie kiosków, warto wspomnieć o kilku nazwiskach. Marjetica Potić, słoweńska artystka, w 2003 roku zaprezentowała w Muzeum Sztuki Współczesnej w Lublanie pracę Next Stop, Kiosk, w której K-67 połączyła z elementami konstrukcyjnymi charakterystycznymi dla południowoamerykańskich zabudowań palafita. Z kolei szwedzki artysta Magnus Bärtås w 2000 roku stworzył serię fotografii o nazwie Satellites. Na każdej z nich, na czarnym tle, widnieje inny kiosk, który autor fotografował, podróżując po Europie Środkowo-Wschodniej. Wystawa ze zdjęciami dotarła m.in. do Zagrzebia i Pančeva w Serbii.

Kioski K-67 od zapomnienia i wyginięcia chroni także internet. Istnieje mnóstwo internetowych galerii, które poświęcone są szeroko pojętej, dość charakterystycznej, estetyce (w tym architekturze i urbanistyce) krajów postkomunistycznych. Jak się okazuje, jedną z najczęściej powtarzających się motywów tychże galerii są właśnie kioski K-67, występujące jako jeden z nieodłącznych elementów przestrzeni publicznej w tej części Europy. Szczególnym przykładem tego typu działalności jest projekt poświęcony typowo K-67 – The K-67 Shots Project (http://www.publicplan-architects.com/k67/). Zajmuje się on generalnie tworzeniem europejskiej mapy kiosków poprzez zbieranie i udostępnianie fotografii zrobionych w różnych miastach Europy. Ma on na celu pokazanie, jak bardzo przestrzeń publiczna europejskich krajów postkomunistycznych zdeterminowana jest przez obecność tego konkretnego modelu kiosku. Autorzy projektu, architekci ze studia Publicplan Architects z Amsterdamu, zaniepokojeni są tym, że K-67 coraz częściej znikają z niej oraz są niszczone i dewastowane. Uważają kioski projektu Sašy Mächtiga za jeden z elementów kulturowego dziedzictwa i historii tego obszaru, a co za tym idzie, także zjednoczonej Europy, której te kraje w większości są już częścią, bądź są z nią zintegrowane.

A czy w Waszych miastach natrafić można jeszcze na jugosłowiańskie kioski?

1 http://blogowsky.blogspot.com/2012/10/jugonostalgia.html (dostęp: 20.09.2014)

2 http://creativepool.com/magazine/inspiration/the-iconic-k67-hotdog-stands-of-belgrade.2084 (dostęp: 20.09.2014)

3 http://www.archiwum.wyborcza.pl/Archiwum/1,0,607927,19981128WR-DLO,Kiosk_Jak_Przystanek,.html (dostęp: 20.09.2014)

About Joanna Lewińska

Kilka lat temu rzuciła wszystko, by zostać etnologiem. Dziś jest absolwentką tego kierunku na Uniwersytecie Wrocławskim. Ma niebezpieczną obsesję na punkcie wszystkiego, co bałkańskie - od kuchni, przez film i muzykę, aż po podróże. Szczególnie mocno uzależniona od kultury serbskiej.
KOMENTARZE