Home / Bałkany / Grecja / Kapitalizm w Grecji pozostawia Albańczykom gorzki posmak

Kapitalizm w Grecji pozostawia Albańczykom gorzki posmak

Artur Metaj zarobił swoje pierwsze drachmy w 1991 roku sprzedając bermudy amerykańskim żołnierzom stacjonującym w Atenach. Grecja oferowała wtedy Albańczykom takim jak on, żyjącym przez czterdzieści lat pod rządami komunistów, pierwszy smak kapitalizmu.

Metaj otworzył salon fryzjerski, zatrudnił 14 osób i dołączył do grona około 500 tysięcy Albańczyków wysyłających zarobki do domu (co wspierało przez wiele lat ich rodzimą gospodarkę). Jednak po tym, jak w 2009 r. wybuchł kryzys w Grecji, hojne napiwki, jakie dostawał Metaj robiły się coraz to skromniejsze, znikały, a jego stali klienci zaczęli prosić o wykonanie usługi na kredyt.

Podczas gdy cały świat patrzy na Greków, którzy mierzą się z coraz to wyższym odsetkiem bezrobotnych, wzrostem podatków i obniżką pensji, cicha społeczność setek tysięcy Albańczyków (jest to 60% imigranckiej siły roboczej w Grecji), waży swoją przyszłość.

Wielu spośród nich ma do wyboru: wrócić do ubogiego kraju, który zostawili za sobą i zacząć nowe życie lub sprostać ryzyku kryzysu i groźbie, że będą zmuszenia pracować nielegalnie w kraju, który stał się ich własnym domem.

Kiedy złodziej rozbił szybę i włamał się do lokalu Metaja, ten zdecydował się wyjechać. Powrócił do Albanii w grudniu, z żoną i córką, i wystarczającą ilością pieniędzy, by otworzyć salon w Tiranie.

– Grecja wygląda, jakby wyparowały z niej wszystkie pieniądze, jakby nic już nie zostało – mówi.

Wiele tysięcy Albańczyków powróciło do domu szukając bezpieczeńśtwa wśród sieci rodzinnych, zabierając ze sobą dzieci, które urodziły się i wychowały w innym kraju, dla których Albania jest obcą ziemią.

Wraz z pogłębianiem się kryzysu w Grecji i we Włoszech (kolejnym kraju, do którego wyemigrowało wielu Albańczyków) pojawiają się pytania o słuszność strategii, wedle której gospodarka Albanii tak silnie opiera się na dochodach obywateli pracujących zagranicą. Nie wiadomo rówież, czy fala powracających do domu pracowników nie stanie się zbyt nagłym i silnym obciążeniem dla niej.

– Grecki kryzys uderzył najsilniej w te sektory gospodarki, które w dużym stopniu korzystały z pracy imigrantów – mówi Anna Triandafillidu z ateńskiego think-tanku ELIAMEP, badaczka wpływu kryzysu na środowiska imigranckie.

Sektor budowlany, w którym pracę zaczynało wielu Albańczyków ograniczył siłę roboczą niemal o połowę (w 2008 zatrudniał ok. 400 tys. osób, w 2011 – już tylko 240 tys.). Or momentu, w którym kryzys się rozpoczął, liczba wydawanych pozwoleń na pracę spadał o 20% rocznie.

Imigranci mogą ponadto stracić swój status prawny, jeśli są bezrobotni przez dłuższy okres czasu. Wielu z nic zgadza się więc na pracę za niższą stawkę lub bez ubezpieczenia.

– Wielu imigrantów zmaga się obecnie z procesem ich „delegalizacji”, co jest tragiczne – mówi Triandafillidu. – Ludzie, którzy są tu od ponad 10 lat zostają z niczym tylko dlatego, że ich pobyt w Grecji był w którymś momencie przerwany, albo nie zdołali uregulować w terminie pozwolenia na pobyt, wydawanego na 10 lat.

Na początku maja, na Krecie, 38-letni Albańczyk popełnił samobójstwo skacząc z dachu budynku. Oficjalnie przyczyn nie podano, ale pragnący zachować anonimowość policjant poinformował dziennikarzy, że samobójca, ojciec dwójki dzieci, który żył w Grecji od ponad 15 lat, stracił pracę na miejscu, i próbował znaleźć zastępczą, w Albanii, co mu się nie powiodło. Zabił się dzień po dramatycznym samobójstwie emeryta, który zostawił list pożegnalny, w którym napisał, że woli umrzeć z godnością zanim zacznie żebrać o jedzenie, po czym zastrzelił się przed Parlamentem w Atenach.

Ponieważ według oficjalnych danych bezrobocie w Albanii wynosi około 13,4%, jej rynek pracy nie zdoła wchłonąć bezrobotnych obywateli wracających zza południowej granicy. W 2007 suma pieniędzy wysyłanych do domu przez pracujących – głównie w Grecji i Włoszech – rodaków opiewała na 951 mln euro i stanowiłą 10% PKB kraju. Trudno uzyskać dostęp do wiarygodnych i niezależnych danych, ale strona albańska podaje,żeokoło 15% legalnie pracujących zagranicą Albańczyków znajduje się w Grecji, zaś do kraju wróciło 250 tysięcy nielegalnych imigrantów. Pomiędzy styczniem 2011 a lutym 2012, suma depozytów bankowych złożonych na kontach w Albanii wzrosła o 717 mln euro. Jej lwia część pochodzi prawdopodobnie z oszczędności przenoszonych przez imigrantów pracujących za granicami krajów.

– Postąpili mądrze – najpierw przenieśli depozyty bankowe, później inny dobytek, a teraz wracają sami, by zacząć nowe życie, mówi były albański Minister Finansów, Florian Mima.

Przyszłość w kraju może być jednak niepewna.

– Tu zarabiam 800 leka dziennie (około 5 euro), czyli tyle, ile w Grecji w ciągu godziny – mówi Florenca Sulollari, która zatrudniła się w Korczy, z której pochodzi przy produkcji tekstyliów. Wcześniej straciła pracę w podobnej fabryce w Grecji. Problemy Grecji dopadły ją jednak i tutaj. Przemysł tekstylny w Albanii rozwinął się dzięki zamówieniom południowego sąsiada, które teraz ustały. Greckie firmy stanowią ponad 40% inwestorów zagranicznych w Albanii. Wraz z zanikiem zamówień z Aten, Greit Sh.p.k company, w której pracuje Sulollari zredukowała liczbę pracowników z 350, których zatrudniała w 2006, do 67.

Grecki właściciel firmy, Panajotis Kagladzis, zapytany, jak sobie radzi, odpowiada:

– Ciężko. Żyję w ciągłym stresie – walczę o przetrwanie firmy, ale nie wiem, czy uzyskam pieniądze.

Artan Zaimi, celnik pracujący na jednym z przejść granicznych pomiędzy Grecją a Albanią poinformował, że od stycznia granicę przekroczyło 57 rodzin powracających do domu, a w 2011 – 170 rodzin.

– Od lipca 2011 ich liczba się podwoiła – informuje dodając, że niektóre z rodzin kupiły piece i sprzęt do wypieku chleba lub pizzy, traktory i narzędzia potrzebne do założenia własnego interesu – Większość sprzętu podarowali im dotychczasowi, greccy pracodawcy. Niektórzy najpierw zakładają biznes, a dopiero później przywożą rodzinę – mówi Zaimi.

33-letni Bledjan Lime, cały dobytek rodzinny zamknął w białym miniwanie, którym po 20 latach wraca do Albanii. Jest zmęczony, spocony i mówi, że nie wie, jak i gdzie zdoła znaleźć pracę. Powrót jego rodziny może być jednak łatwiejszy niż dla wielu jego rodaków – on i jego żona wychowali 4-letnią córkę w albańskim języku i kulturze.

Elda Uzhuri, która wróciła do Albanii, kiedy jej mąż nie mógł już znaleźć pracy jako budowlaniec, a Grecy zaczęli oszczędzać na wydatkach na opiekunki do dzieci i osób starszych, mówi:

– Dzieci [11- i 13-letni syn – przyp.red.] też odczuwały stres i rasistowskie nastawienie. Tam są Albańczykami, tu postrzega się ich jako Greków. Do momentu, w którym się nie ustatkują, będą obcymi w obydwu miejscach.

Politycy w Albanii starają się umniejszyć rolę, jaką odegra w gospodarce powrót pracowników zza granicy.

– Jestem całkowicie pewny, że Albania zdoła wchłonąć wszystkich imigrantów,którzy tylko zdecydują się wrócić – mówi były Minister Finansów, Florian Mima, i dodaje – wrócą do kraju z kontem pełnym oszczędności i głową pełną pomysłów. Tu czeka na nich ziemia, rolnictwo przyjmie te ręce do pracy.

Z kolei dziekan Wydziału Ekonomicznego w Tiranie badający kwestię imigrantów, Fatmir Memaj, twierdzi, że ludzi odstraszą niskie płace i wysokie ceny, zaś spadek wpływów z tytułu dochodów obywateli pracujących za granicą zmusi kraj do restrukturyzacji całej gospodarki i uniezależnienia się od diaspory.

Metaj, który w nowym salonie fryzjerskim w Tiranie (Arthuros Styling) kończy obsługiwać klienta ma realistyczne spojrzenie na na przyszłość:

-Tu nie zarobisz tyle co tam, ale i koszty życia są niższe. I tu, i tam nie ceni się ciężkiej pracy. Wszyscy mówią ci, żebyś „się wyluzował”

 

Tekst: ethnos.gr, ekathimerini.gr

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE