Home / Baklava / Kłopotliwe i zabawne pułapki językowe, czyli jak spokojnie przeżyć wakacje w Chorwacji
flaga chorwacja

Kłopotliwe i zabawne pułapki językowe, czyli jak spokojnie przeżyć wakacje w Chorwacji

Wyjeżdżając do Chorwacji, nie sposób uniknąć konieczności komunikowania się z miejscowymi. Choć języki słowiańskie mają wiele ze sobą wspólnego, a Chorwaci bardzo chętnie wdają się w rozmowy z przyjezdnymi i starają się być komunikatywni, warto pamiętać o kilku językowych pułapkach, które mogą zafundować nam masę nieporozumień.

Jedziemy na wakacje, czyli baza wyrazów, które należy wyrzucić ze słownika

Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że dla Chorwatów nie jesteśmy na wakacjach, tylko na raspuście. Nie obrażajmy się zatem, że zarzuca się nam rozpustę; nie warto też obawiać się, że mamy wypisane na twarzy, skąd jesteśmy, ponieważ wszechobecne okrzyki: polako, polako! to nie wybuch entuzjazmu z powodu naszej obecności, a bardzo często używane przez Chorwatów „powoli, spokojnie”.

Kiedy chcemy się pochwalić, że jesteśmy na urlopie i przyjechaliśmy się bawić, lepiej użyć czasownika zabavljati se, gdyż użycie sformułowania bavimo se będzie oznaczało, że chcemy opowiedzieć, czym się zajmujemy. Pewnie wiele osób będzie zdziwionych tymi niuansami słownymi – w tym przypadku jednak nie obawiajmy się podzielić z Chorwatami naszymi odczuciami, bo diviti se oznacza „zachwycać się” – będą wprost wniebowzięci z powodu naszego entuzjazmu!

Zacznijmy jednak od początku. Jeśli mamy problemy z samochodem, nie zdawajmy się na intuicję językową i pozorne podobieństwa lingwistyczne. Kłopot z silnikiem musimy zasygnalizować przez użycie rzeczownika motor – użycie słowa „silnik” może nam w żaden sposób nie pomóc, za to jest szansa, że Chorwatowi skojarzy się ono ze słowem nasilnik, czyli z „tyranem”. Nie prośmy też o naprawę – chyba, że chcemy pożyczyć jakiś przyrząd lub urządzenie. Jeśli jednak zależy nam na usłudze, lepiej będzie powiedzieć: popravak. Nie warto także wspominać o pustym baku, chyba że jesteśmy entuzjastami fauny przywodzącej na myśl Hiszpanię.

Jeśli pytamy o kierunek, w którym powinniśmy się udać, skupmy się na rozmowie, bo bardzo łatwo o pomyłkę – chorwackie pravo w rzeczywistości oznacza „prosto”, natomiast chcąc powiedzieć „w prawo” użyjemy słowa desno. Nie zapomnijmy też, że nazwy stron świata różnią się od naszych i tym samym pytając o zahod, dotrzemy co najwyżej do toalety.

Mam jednak nadzieję, że droga na wakacje przebiegnie bez zarzutów i będziemy mogli się nimi cieszyć (uživati = ang. enjoy). Gospodarze zapewne zapytają nas po przybyciu o put, czyli właśnie o drogę – miejmy to na uwadze i raczej nie odpowiadajmy nic, co ma drogę (narkotyk) w treści. Dojahati, kojarzące się z naszym „dojechać”, też raczej zamieńmy – na przykład na doći lub doputovati, ponieważ użycie czasownika dojahati sugerowałoby, że przebyliśmy całą trasę… konno.

Kiedy zręcznie przebrniemy przez te niewdzięczne językowe zawiłości, pora obejrzeć naszą kwaterę – nie dziwny się od progu, że gospodarz prowadzi nas przez hodnik (korytarz) i pamiętajmy, że nie wystarczy, żeby nasz pokój miał tylko okno (szybę) – wypadałoby mieć jeszcze prozor (okno). W naszym mieszkaniu (stan) zapewne znajdzie się stolica (krzesło) oraz duški (materace), na których śpimy, a w zasadzie spavamo. Nie liczmy natomiast na dah (dech), na obraz (policzek) ani na rečnik (słownik) – natomiast w zamian na pewno będzie krov, slika oraz peškir; polecam też nie przejmować się złowrogo dla nas brzmiącym wyrazem kat, bo dla Chorwatów to po prostu „piętro”.

Krok dalej, czyli ruszamy w miasto!

A w zasadzie zaczynamy od plaży, bo chyba tam nogi same niosą na pierwszy spacer. W tym przypadku warto zapamiętać dwie rzeczy: po pierwsze – żaden Chorwat nie będzie chciał z nami popłynąć do boi, ponieważ nas nie zrozumie (boja = pol. kolor); wątpliwa jest także właściwa reakcja na wzywanie ratunku – ratovati będzie odebrane jako zapowiedź wojowania z kimś.

Wraz ze zmianą kierunku spaceru na targowisko lub do sklepu, rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia nieporozumień. Już w samej kwestii jedzenia lepiej zdać się na znajomość wyglądu produktów niż na ich nazwy. Dla przykładu – kupując jagodę, posmakujemy truskawki, skosztowawszy dinji poczujemy smak melona, a pytając w piekarni o bulkę, w odpowiedzi usłyszymy szczere rozbawienie, gdyż bulka to roślina z rodziny makowatych. Nic to jednak – najpilniej zważać na słowa należy w sklepach spożywczych, zwłaszcza jeśli poszukujemy konserw. Użycie słowa puška może wywołać u miejscowych lekki niepokój (ewentualnie dostaniemy dokładną instrukcję, jak dotrzeć do najbliższego sklepu militarnego w celu zakupu strzelby!).

W kwestii kosztowania potraw także powinniśmy zachować pewną powściągliwość. Choć Chorwaci nie odmawiają sobie zjedzenia smoka (przysmaku) lub burka (ciasto filo nadziewane farszem, który najczęściej wykonany jest z mięsa lub sera), lepiej nie wystawiać ich na próbę, chwaląc smak (zagładę; smak sveta = koniec świata) zaserwowanej nam potrawy.

Chociaż czasami pomyłki są niewielkie (na przykład widząc napis maslo powinniśmy spodziewać się raczej wyrobu smalcopodobnego), często bywają znaczące (prosząc o griba, otrzymamy sieć rybacką, natomiast pytając o drob, tak naprawdę będziemy mówili o wnętrznościach) – nie tylko w kwestii samego jedzenia, ale także naczyń do przechowywania. W ten sposób szukając misy dotrzemy na mszę, a sloj, do złudzenia przypominający polskie słowo „słój”, okaże się być warstwą czegoś. Najważniejsze jednak to nie obawiać się ciupy (dzban), ani faktu, że nowo poznani ludzie zapraszają nas do pivnicy (pijalnia piwa). Wychodząc z tematów gastronomicznych wspomnę jeszcze tylko, że szukając budki (chor. butka) – z jedzeniem czy też z pamiątkami – prawdopodobnie zostaniemy zaprowadzeni na degustację pieczonych udek!

Czas na ubrania i części ciała. Jeśli zapragniemy wybrać się na ciuchowe zakupy warto wiedzieć, że współcześnie słowo maneken oznacza przede wszystkim modela jako istotę żywą, a także, że Chorwaci kapę zakładają na głowę, a nie na łóżko. I wreszcie dobra wiadomość dla panów – koniec z nurtującym problemem, co jest spódnicą, a co sukienką! Otóż suknja w języku chorwackim oznacza spódnicę, zatem niewiedzę można łatwo usprawiedliwić znajomością języków obcych.

Jeżeli zapragniemy wybrać się do fryzjera, niech nie przeraża nas częstotliwość użycia słowa kosa. Zapewniam, że miejscowi używają standardowych metod obcinania i układania fryzur, a kosa to właśnie włosy (ale uwaga! Dla liczby pojedynczej słowo to zamienia się na wyraz dlaka – „włos”). Z kolei panie zapytane o šiškę stawiane są przed możliwością obcięcia grzywki.

Z całą pewnością urlop przebiegnie bez szwanku, mimo to w przypadku konieczności udania się do lekarza warto pamiętać o kilku drobiazgach językowych. Jeśli mamy problemy z udem, użyjmy słowa but, natomiast kojarzące się z naszym „udem” ud zostawmy w przypadku zakomunikowania kłopotów z kończynami. Pozostając w tematyce medycznej warto zapamiętać, że wyraz prepona bynajmniej nie jest odpowiednikiem dla polskiej „przepony”, ale oznacza pachwinę, a łydka to po chorwacku list. Z kolei jeśli rozboli nas palac, mamy na myśli tylko i wyłącznie kciuka, a opušak nie jest jego zakończeniem po wewnętrznej stronie, ale niedopałkiem papierosa.

 Nawiązujemy znajomości!

Kiedy już potrafimy sobie poradzić w podstawowych życiowych sytuacjach, pora na nawiązywanie znajomości. Zacznijmy od określeń czasu, które są absolutnie niezbędne w komunikacji międzyludzkiej, a mogą stanowić sporą przeszkodę dla pomyślności naszych planów. Najmniejszą problematyczną jednostką czasu jest godzina, którą po chorwacku nazywamy sat lub čas (natomiast časovnik to zegar!) – nie dajmy się zmylić brzmiącej niemalże polsko godinie, która w rzeczywistości oznacza „rok”. Następnie pojawia się doba, która wcale nie jest synonimem dla 24 godzin, ale „porą” (godišnje doba = pol. pora roku). Mamy też mesec, czyli miesiąc, który może oznaczać także „księżyc”. Niestety w kwestii pierwszego znaczenia także pojawia się kilka komplikacji: brzmiące znajomo lipanj i srpanj to nie są odpowiednio: lipiec i sierpień, ale: czerwiec i lipiec. Także listopad nie jest wyrazem wspólnym językom polskiemu i chorwackiemu, ponieważ w listopadzie na Bałkanach panuje nasz październik. Dochodzimy w ten sposób do roku, który wcale nie oznacza 365 (ewentualnie 366) dni, ale „termin”; z kolei wspomniana już wcześniej godina oznacza to samo co polski wyraz „rok”.

Określenia pory dnia także nie są naszymi przyjaciółmi – umawiając się z kimś na jutro, w rzeczywistości ustalamy po prostu spotkanie na rano, z kolei mówiąc rano mamy na myśli „wcześnie”. Określając koniec czegoś posługujemy się rzeczownikiem kraj, który nie ma nic wspólnego z tym, co nam sugeruje słownik języka polskiego.

Jeśli jednak bez żadnych przeszkód uda nam się umówić i spotkać o właściwej porze (miejsce też jest istotne, ponieważ breg oznacza wzgórze, czyli w praktyce drugi koniec kurortu), musimy pamiętać o kilku słowach, które mogą całkowicie zniszczyć nasze wzajemne zrozumienie. Przychodząc do gospody, nie spotykamy się w karczmie, ale jesteśmy gośćmi państwa (gospodarza oraz gospodyni), którzy zapewne są małżeństwem (brak). Jak to na Bałkanach bywa, zapewne okażą się bardzo dočekljivi, czyli gościnni. Uwaga! Jeśli chcemy być mili i skomplementować panią domu, nie skupiajmy się na bižuteriji, ponieważ w rzeczywistości ją obrazimy – bižuterija oznacza tanie, tandetne ozdoby; jeśli natomiast chcemy podkreślić rzeczywiste piękno i bogactwo biżuterii, użyjmy raczej słowa nakit.

Uważajmy także na stan cywilny i nazewnictwo uczuć. Mężczyzna deklarujący nam, że jest kavalirem, nie okaże się kłamcą, przedstawiając nam swoją małżonkę. Ważne, żeby naprawdę był dżentelmenem, bo właśnie to oznacza słowo kavalir. Z kolei panowie powinni uważać z przechwałkami dotyczącymi swojej męskości, ponieważ samac zostanie zrozumiane jako „kawaler”. Panie się śmieją? Niepotrzebnie, ponieważ samica oznacza starą pannę (lub, jeśli panie wolą, wydzielone pomieszczenie, separatkę).

Wróćmy jednak do panów. Lepiej nie komplementować Chorwatki przymiotnikiem slična, chyba że chcemy, żeby pomyślała, że jest podobna do innej kobiety. Uważajmy też na czasowniki brzmiące podobnie do polskich – jeśli chcemy zasygnalizować, że kogoś lubimy, użyjmy czasownika voleti (ale raczej ostrożnie, bo oznacza on też „kochać”), gdyż niemalże bliźniacze ljubiti oznacza „całować”; z kolei milost, czyli słowo kojarzące się nam z miłością, w rzeczywistości oznacza łaskę lub miłosierdzie. Najważniejsze jednak jest, żeby nigdzie nie zapraszać naszej nowej znajomej – chyba, że poprzez użycie czasownika pozivati. Dlaczego? Chorwackie zaprositi, sugerujące nam zapraszanie, oznacza proszenie kogoś o coś, w domyśle stosowane jako oświadczanie się. Zatem uważajmy w kontaktach męsko-damskich i pamiętajmy, że określenie zavodnik pod naszych adresem oznacza coś innego niż po polsku – a mianowicie „uwodziciela”.

Komplementujące panie także powinny mieć się na baczności – mówiąc mężczyźnie, że jest pristojan, nie wyrazimy naszego zachwytu jego wyglądem zewnętrznym, a jedynie zapewnimy go, że jest przyzwoity. Jeśli jednak chcemy mu powiedzieć, że naprawdę jest przystojny, użyjmy raczej słowa zgodan. Jednocześnie unikajmy używania przymiotnika trudna w czyimś kontekście, ponieważ określa on kobietę będącą w ciąży, a także nie obrażajmy się, że jesteśmy posądzane o bycie vredną – bo w rzeczywistości okazujemy się „pracowite” – lub divną (cudowną). I, koniec końców, nie spodziewajmy się zwierzeń na tle prywatnym, jeśli usłyszymy od mężczyzny, że jest razvodnikiem, ponieważ wówczas chwali się swoim zawodem, jakim jest bileter.

Choć przykłady można by mnożyć, ważniejsze od poznania wszystkich zabawnych różnic między językami słowiańskimi jest uświadomienie sobie, że komunikacja międzyjęzykowa mimo wszystko nie jest taka trudna. Nie bójcie się zatem przełamywania lingwistycznych barier i… uživajte!

About Ewa Król

Studentka filologii słowiańskiej na Uniwersytecie Śląskim. Fascynuje ją Chorwacja, muzyka z lat 80. i dobra literatura. Cały rok potrafi marzyć o wakacyjnym wyjeździe nad Adriatyk.
KOMENTARZE