Home / Bałkany / Kosowo / Komentarz: Kosowo jest serbskie?!

Komentarz: Kosowo jest serbskie?!

Autor: Łukasz Fleischerowicz

 

Hasłem tym skwitował tekst Anny Wyrobek jeden z naszych czytelników, zamieszczając pod nim komentarz. I miał rację, jednak nie dlatego, że Kosowo było jest i będzie wyłącznie serbskie, jak chciałaby tego grupa serbskich nacjonalistów, rzucających chwytliwe w zubożałym i dotkniętym konfliktem społeczeństwie hasła lub Polaków poszukujących własnej tożsamości i nie umiejących jej zdefiniować inaczej niż w dwóch słowach lub obelgach

 

Wytłumaczeniem tego hasła jest ludzka pamięć i tradycja, które potrafią przetrwać wszelkie przeciwności losu, nawet wtedy, gdy przed domem stawiają Ci granicę, odcinając od dotychczasowego świata i każą płacić znienawidzonym euro – symbolem wolności jednych i zniewolenia innych.

Gdzie Europa popełnia błąd?

Nauczeni z mediów i lekcji zwycięzców oceniamy naród serbski jako monolit – winowajcę całego bałkańskiego piekła lat 90-ych. Kiedy słyszymy Serbia, od razu kojarzymy nazwiska: Mladić, Karadzić, Miloszević. W pierwszej chwili do głowy nam nie przyjdzie, by wspomnieć o serbskiej gościnności, bezpośredniości, ichniejszym burku*, czy piwie Jelen. Słysząc „Serb”, przed oczami pojawia się nam obraz bombardowanego Sarajewa, zbrodni popełnionej w Srebrenicy, czy Vukovarze.

Nieszczęść i gwałtów dokonanych przez członków serbskiego narodu można szukać w wielu miejscach byłej Jugosławii – w Bośni, Chorwacji, Kosowie, ba!, nawet w samej Serbii, w której przecież premier – Zoran Dzindzić walczący w imię sprawiedliwości, doczekał się kulki w głowie.

Nie można zapominać o tym, że ofiarą wojny w byłej Jugosławii również byli Serbowie. Nie chciałbym w tym miejscu prześcigać się w wyliczaniu serbskich tragedii versus tragedii innych narodów Jugosławii (jak choćby zbrodnia na Serbach dokonana w okolicach Srebrenicy przed tą powszechnie znaną na Muzułmanach – dzisiejszych Boszniakach, czy bombardowanie Belgradu przez wojska NATO), ale należałoby podejść racjonalnie do zagadnienia konfliktu i nie demonizować roli serbskiego narodu w tej wojnie, a co za tym idzie nie stawiać ich wciąż do kąta za to, że nazywają siebie Serbami.

Karciane szczęście

Nie chodzi tu o jakiekolwiek usprawiedliwianie czynów zbrodniczych, ani tłumaczenie dokonanych zbrodni jako następstwa innych działań, ale o podjęcie próby rozdzielenia stereotypu byłych przywódców jednego narodu z jego członkami.

Większość historyków powie w tej sytuacji, że owszem, nie wszyscy Serbowie byli – są „źli”, ale to oni wybrali Miloszevicia na swego przywódcę i dokonali tego w sposób demokratyczny. Czy jednak nie można stwierdzić, że radykalny wybór Serbów podyktowany był okolicznościami w całej ówczesnej Jugosławii? Pamiętajmy o tym, że w Chorwacji zawrotną karierę robił w tym czasie Tudźman, który później lekką ręką zrewanżował się na Serbach w Vukovarze i Kninie, w Bośni zaś Alija Izetbegović, który, czy to się komuś podoba, czy nie, nie był Mahatmą Ghandim, ani Ibrahimem Rugovą – Albańczykiem z Kosowa, który do końca wierzył, że i członkom jego narodu należy się niepodległość, zwłaszcza kiedy dopomina się o nią w sposób pokojowy (wystarczy wspomnieć, że Izetbegović przymykał oko na udział arabskich mudżahedinów w wojnie o świętą wiarę przeciwko chrześcijanom).

Pod rozwagę należy też wziąć inny fakt – dla większości Serbów ich ojczyzną nie była Republika Serbii wchodząca w skład Jugosławii, lecz cała ona, której wewnętrzne granice oddzielały historyczne podziały i waśnie, a które, jak wmawiał im Towarzysz Tito (pół Chorwat, pół Słoweniec) miały odejść na zawsze do lamusa.

Dawne żale i długi nie wymarły jednak wraz z pokoleniem uczestników II wojny światowej, a przeszły na ich dzieci – po każdej stronie barykady – serbskiej, chorwackiej i muzułmańskiej (boszniackiej), co skrzętnie wykorzystali żądni władzy politycy. Nie mając autorytetu zmarłego w 1980 roku przywódcy, grali w pokera, licząc karty przeciwnika. Podnosili stawkę, budując wokół stołu emocje, gorycz i nienawiść swoich kibiców. Przywódcy chorwaccy i muzułmańscy grali na niepodległość, serbscy na przymusową jedność, wszyscy na sukces za wszelką cenę – w kartach nie ma przecież remisu.

Okazało się, że każdy z nich wyniósł z tej gry parę groszy – jeden dinary, drugi kuny, trzeci marki – bo te (choć niemieckie) były wtedy najcenniejsze. Tymczasem naród jugosłowiański (podzielony na wygnańców oraz naród serbski, chorwacki i boszniacki) odszedł od stołu jako wielki przegrany, niczym amator zasiadający do pokera, nieświadomy, że przy stole znajduje się „grająca na siebie ekipa”.

Trudny los Serba

Naród serbski nie jest demonem wojny w byłej Jugosławii, a Niemcy, którzy wyszli przegrani z II wojny światowej i z Planem Marshalla, nie powinni im dawać lekcji moralności, jak należy rozliczać się ze swych grzechów, nie mając grosza w kieszeni. Rzeczywistość potrafi być okrutna i dziś Serbowie podzieleni w trzech państwach – Serbii, Bośni i Kosowie, a także na emigracji, uczą się, jak żyć „razem, ale osobno”, i jak radzić sobie z przeciwnościami losu, gdy wszyscy wokół obarczają ich winą i zamykają przed nimi granice.

Trudno się dziwić tym Serbom, którzy w akcie desperacji krzyczą „Kosowo jest serbskie!”, bo często nie wiedzą już oni, jak przywołać świat do rozsądku i uzyskać szansę na normalne życie. Dziwić należy się Polakom, którzy powtarzają to samo hasło, nie mając pojęcia, czym jest Kosowo, jaką ma historię i jakie jest tam codzienne życie. Ci Polacy powinni bowiem przyznać, że Pomorze, Dolny Śląsk i Mazury były i są niemieckie, a wschodnia Galicja i Podole wciąż pozostają polskie.

Na zachód Polski przyjeżdża wielu Niemców, tak jak wielu Polaków podróżuje do Lwowa. Należy mieć nadzieję, że pewnego dnia Serbowie zaczną odwiedzać Kosowo (większość z nich nigdy nie postawiła tam nogi), jako skrawek ziemi, na którym zapisała się ich historia, bez goryczy i nienawiści w sercu i zbędnych formalności granicznych.

About Łukasz Fleischerowicz

KOMENTARZE

Dzięki autorowi za tekst. Jednak pisząc o tym, że Polacy nie rozumieją czym jest Kosovo popełnia duże uogólnienie. Nie wszyscy Polacy utożsamiają Serbów z krwiożerczymi wampirami wojen XX wieku, ani nie wszyscy słuchają tego co im popularne massmedia podadzą na tacy.
Z wyrazami szacunku.

Nie dopatrzyłem się u autora twierdzeń na temat historii Polski. Przez tekst przebrzmiewa raczej światopogląd w którym wartością jest człowiek, a nie fikcyjne pojęcie „naród”, który potrafi Cię skrzywdzić w imię tzw. „wyższych idei” nazywając zdrajcą (w Serbii np. Dzindzić, w PRL postępowanie polskich komunistów wobec żołnierzy AK). Dobrze by było dla wszystkich, gdyby relacje serbsko – albańskie wyglądały za 67 lat jak dziś polsko-niemieckie, no ale na trzeba ponad pół wieku spokoju i jasnych granic określających kto, gdzie ma swoje miejsce. W przeciwnym razie można zapomnieć o braku nienawiści i pokoju w regionie

myślę, że łatwiej jest być Serbem w Kosowie niż Albańczykiem w Serbii, ale może się mylę. Na południe od Morawy i tak już dawno nie ma Serbów, podobnie jak Albańczycy pouciekali z Serbii

To tak jakby dekadę temu odebrano nam lwowskie i dziwiono się dlaczego jesteśmy sfrustrowani i wraz z swoimi przyjaciółmi wykrzykujemy, że „Lwów zawsze Polski”. Polacy nie dlatego powszechnie nie żądali na głos rewindykacji na wschodzie, że nie chcieli, tylko dlatego, że nie było takiej możliwości. Wspaniale jest kreślić sobie fantastyczne wizje „bez goryczy i nienawiści w sercu i zbędnych formalności granicznych” zza ekranu komputera, podczas gdy mamy do czynienia z odczuciami prawdziwych ludzi, ambicjami i potrzebami prawdziwego narodu. Autor jest zdziwiony i zniesmaczony faktem, że polskie elity w „kongresówce” chciały przyłączenia do królestwa tzw. „ziem zabranych”? No cóż za chorzy, ksenofobiczni rewizjoniści! Przecież tam Polacy stanowili mniejszość! A na dalekich kresach prawie w ogóle ich nie było! Pokój w europie zburzyć chcieli, konsensus i powszechną szczęśliwość zniweczyć :(

Po pierwsze to jest Pani Albanką mieszkającą w Serbii albo Serbką mieszkającą w Kosovie? Serbów już nie prawie nie ma – to fakt, ale dlaczego to już tylko inteligentny człowiek z włączonym własnym myśleniem potrafi wywnioskować.