Home / Patronat / Koncert Čači Vorba w Poznaniu

Koncert Čači Vorba w Poznaniu

„Tajno Biav” czyli „ślub przez porwanie”, „tajny ślub” to tytuł najnowszej płyty zespołu Čači Vorba. W minioną sobotę powiedziałam „TAK” i bez stawiania oporu dałam się porwać przyszłemu małżonkowi

Relacja: Sylwia Dimtchev

Byłam w Rumunii, Bułgarii, Albanii, a moja podróż rozpoczęła się i zakończyła w Poznaniu, w klubie muzycznym Fabrika. Trwała ona około półtorej godziny, choć oczarowana pięknem krajobrazów, straciłam poczucie czasu.
Kiedy zabrzmiały dźwięki otwierające koncert, wyczekujący wzrok publiki skierował się na wokalistkę, Marysię Natanson. Zgromadzonych rozbawiła już pierwszymi słowami  – Ojej… Zapomniałam skrzypiec! – przyznała się bez cienia zmieszania i wybiegła ze sceny za kulisy po instrument.
Mandola, bouzouki, darabuka, dombek, daf – ze wstydem laika przyznaję, że niektóre z nich widziałam pierwszy raz w życiu, jednak w żadnym stopniu brak wiedzy nie przyczynił się do odbioru muzycznych treści. Zręczna żonglerka instrumentami jest niewątpliwie olbrzymim atutem zespołu. Wszyscy muzycy są profesjonalistami w każdym calu, nie dystansuje ich to jednak od publiczności: grają dla niej, dzięki niej i z nią. W sobotni wieczór udało im się przenieść zgromadzoną w klubie publiczność w inną rzeczywistość – bałkańskich, romskich i karpackich opowieści.
Rozpoczynający wiele pieśni śpiew a capella wokalistki skalą dźwięków i szczerością emocji miażdży serce i wbija w ziemię. W bezruchu nie da się wytrwać długo – dźwięki instrumentów perkusyjnych  Lubomyra Iszczuka rzucają zaklęcia na biodra, nogi i ręce, popychając je do dzikich pląsów. I jeszcze kontrabas (Robert Brzozowski), akordeon (Paweł Sójka), gitara, mandola, bouzouki (Piotr Majczyna) i cała Fabrika w rytmicznym transie podróżuje po muzycznym świecie.
Čači Vorba zachwycają również bogactwem repertuaru. Ich muzyka to najprawdziwsza, szczera mowa – żywy dowód na to, że nie trzeba znać języka, w którym napisane są teksty utworów. System znaków pozawerbalnych zdecydowanie odgrywa ważniejszą rolę. Dotyka emocji, również tych głęboko skrywanych. To dlatego, gdy Marysia śpiewała modlitwę swojego autorstwa, napisaną w języku romskim, publiczność zamarła.
Stojąc prawie pod samą sceną, mogłam obserwować reakcje ludzi. W ciągu paru minut zaczęli oni ocierać łzy wzruszenia, choć przed chwilą pełne były radości. Przekaz, choć nie prosty, wydawał się zrozumiały dla wszystkich.
Muzycy, choć zmęczeni, nie zawiedli fanów skandujących „Čači Vorba! Čači Vorba!”. Owacje rozlegały się jeszcze długo po zakończeniu występu. Nie mogło więc odbyć się bez bisów.
Z koncertu wyszłam wypełniona pozytywną energią, ze zdartymi flekami obcasów. Miałam ochotę tańczyć i skakać, idąc przez poznański Stary Rynek, co jednak nie byłoby zbyt rozsądne, biorąc pod uwagą późną porę i rozochoconych alkoholem przechodniów. Uzewnętrznienie doskonałego nastroju ograniczyłam więc do szerokiego uśmiechu i planowania kolejnej wycieczki po Bałkanach. Tęsknota za podróżowaniem i poznawaniem jest, obok szczerej radości, drugą najsilniejszą emocją wywoływaną przez muzykę Čači Vorba.

About Łukasz Fleischerowicz

KOMENTARZE