Home / Bałkany / Macedonia / Macedonia po szczycie NATO w Chicago

Macedonia po szczycie NATO w Chicago

Autor: Łukasz Fleischerowicz

Na niewiele zdała się decyzja Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, który uznał, iż Grecja sprzeciwiając się przyjęciu Macedonii do NATO podczas szczytu w Bukareszcie w 2008 r., złamała porozumienie pomiędzy oboma państwami. Zakończony właśnie szczyt w Chicago potwierdził, że bez porozumienia z Atenami w sprawie nazwy państwa, Skopje nie ma co liczyć na akcesję. Sojusz dał jasno do zrozumienia, że lojalny partner, który wysyła swoich żołnierzy na różne tzw. misje pokojowe, jest dla niego mniej wartościowy, niż ten, który w nich nie uczestniczy, ale pozostaje jej pełnoprawnym członkiem

 

Macedonia została przyparta do muru i wydaje się, że nie pozostaje jej już nic innego, jak pogodzić się z faktem, że jeśli chce stać się pełnoprawnym członkiem rodziny euroatlantyckiej, czeka ją nieuchronna zmiana nazwy. To przykra wiadomość dla tych, którzy oczekują od światowych polityków sprawiedliwości. Życie po raz kolejny pokazuje, że europejska polityka na Bałkanach (i polityka w ogóle), podobnie jak ekonomia nie ma nic wspólnego z wartościami moralnymi, a liczą się w niej przede wszystkim wzajemne interesy oraz czysty bilans zysków i strat.

Z perspektywy obserwatora kluczowe wydaje się pytanie, czy obecny rząd w Skopju jest gotowy przyznać, że jego dotychczasowa polityka nie przyniosła pożądanych rezultatów i konieczna jest jej rewizja. Pierwszym do tego krokiem będzie zmiana spójnika łącznego na rozłączny w dotychczasowych priorytetach – członkostwa w NATO i UE oraz (na lub) utrzymania nazwy państwa. Drugim, wybór jednego z tych priorytetów. Oczywiście chciałoby się powiedzieć, że premier Gruevski powinien wybrać członkostwo, jednak nie jest to decyzja tak prosta, jakby mogło się na pozór wydawać, w grę wchodzi bowiem tożsamość narodowa jednego narodu.

Podstawowym czynnikiem hamującym taki wybór była dotychczas obawa części Macedończyków, że godząc się na zmianę nazwy państwa, Grecja zażąda dalszych zmian – nazwy języka i narodu, co uderzy jednoznacznie w suwerenność i prawo do samostanowienia tego narodu. W gruncie rzeczy chodzi przecież bowiem nie tylko o prawo do używania nazwy „Macedonia”, ale o toczącą się wojnę na symbole i mitologie, odgrywające znaczącą, emocjonalną rolę w budowaniu i utrwalaniu narodowej tożsamości.

Wbrew temu, co wielokrotnie próbowano wmówić społeczeństwom greckiemu i macedońskiemu, nie jest to spór o historię, bo gdyby był on właśnie taki, trzeba by otwarcie uznać, że do spuścizny państwa  Filipa II (którego notabene pomnik stawia się właśnie w macedońskiej stolicy), mają nie tylko Grecy, czy Macedończycy, ale i inne narody świata (pomnik Filipa II w bułgarskim Płowdiwie już nikogo nie burzy).

 

Słowa, słowa, słowa…

Podczas szczytu NATO w Chicago z ministrem spraw zagranicznych Macedonii – Nikolą Poposkim, a także ministrami Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry i Gruzji, spotkała się amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton. Stwierdziła ona, że tak, jak w przypadku wszystkich krajów, które chcą wstąpić do NATO, od Skopja, Sarajewa, Podgoricy i Tbilisi oczekuje się, że wykażą one chęć i możliwości spełnienia standardów członkostwa. Dodała też, że ma nadzieję, iż jest to ostatni szczyt Sojuszu, na którym nie dochodzi do przyjęcia nowych członków oraz zaapelowała do Skopja i Aten o rozwiązanie sporu o nazwę, który umożliwi Macedonii przyłączenie do sojuszu w najszybszym możliwym terminie.

Clinton zapomniała, a raczej nie chciała zauważyć, że Macedonia stawiane przed nią wymogi wypełniła już w 2008 r. i, że bez nacisków ze strony Waszyngtonu i Brukseli na Ateny, te ostatnie mogą po prostu nie chcieć poczynić żadnych ustępstw i hamować członkostwo Skopja w nieskończoność.

Na postawę NATO zareagował premier Nikola Gruevski, który w wywiadzie dla Macedońskiej Agencji Informacyjnej (MIA) stwierdził, że Sojusz stosuje wobec Macedonii podwójne standardy i sam zaprzecza wartościom, którym hołduje. Jego wypowiedź w oczach niektórych komentatorów była niepotrzebna, gdyż jeszcze przed szczytem było wiadomo, że do rozszerzenia nie dojdzie, a mogła się okazać szkodliwa wobec dotychczasowych sojuszników. Inni twierdzą, że słowa te zostały wypowiedziane jedynie na potrzeby wewnętrznej polityki macedońskiej. Od rzeczywistej postawy premiera i rządu będzie jednak teraz wiele zależeć m. in. to, czy rozczarowani po raz kolejny Macedończycy okażą się gotowi do kompromisu i do rzeczowej debaty w kraju, na temat jego przyszłości.

Niektórzy politycy już dali wyraz swojej postawie. Wśród nich znaleźli się były premier Ljupczo Georgievski oraz lider opozycyjnej SDSM Branko Crvenkovski. Ten ostatni, w wywiadzie dla Utrinski Vesnik stwierdził, że, aby Macedonia osiągnęła porozumienie z Grecją musi sama wypracować nowy kompromis wewnątrz kraju. Z kolei Georgievski okazał się bardziej dosadny, stwierdzając, że ostatnio zaproponowana przez Matthewa Nimetza nazwa Republika Północnej Macedonii jest sensownym rozwiązaniem, wobec obecnie funkcjonującego skrótu FYROM i powinna być poważnie wzięta pod uwagę.

 

Ta brutalna realpolitik

Świadomi realiów polityki międzynarodowej analitycy, którzy podkreślają, że chodzi w niej raczej o interesy niż sprawiedliwość, proponują dość agresywną strategię – uzgodnienie możliwie szybko nowego wewnętrznego konsensusu w sprawie rozwiązania sporu, a następnie przedłożenie go na stole negocjacyjnym. W ten sposób wypracowany ogólnospołeczny wysiłek, okaże decydentom w NATO i UE, że mieszkańcy Macedonii potrafią budować swoją tożsamość nie tylko w oparciu o pomniki i narodową mitologię, ale i wartości, jakimi są wspólnota i otwartość na dialog.

Można by rzec, że elity polityczne w kraju nie mają tak naprawdę wyboru. Poparcie dla członkostwa w NATO i UE od lat przekracza 80%, a pozostanie Macedonii poza strukturami euroatlantyckimi, przy obecnej sytuacji ekonomicznej (odznaczającej się wysokim stopniem ubóstwa i bezrobocia) oraz społecznej (głębokie podziały etniczne i wyznaniowe), może doprowadzić kraj do izolacji, a nawet rozpadu. Z drugiej jednak strony, według badań społecznych, macedońskie społeczeństwo nie ma wypracowanej opinii co do tego, czy ważniejszym dla kraju jest członkostwo w UE i NATO, czy utrzymanie nazwy państwa (39,6% wobec 40,6%). Dylemat ten, rzecz jasna, znacznie częściej odczuwany jest wśród Macedończyków, niż przez Albańczyków i inne mniejszości narodowe w kraju.

Macedonię, jeśli podejmie trud wyjścia z martwego punktu czeka trudna i bolesna droga, zwłaszcza że w Grecji nastał czas, w którym nie ma co liczyć na jakąkolwiek rzeczową debatę polityczną. Jeśli jednak 17 czerwca  br. wygra, jak przewidują niektóre sondaże, lewicowa SYRIZA (inne pokazują, że znów zwycięży Nowa Demokracja) i utworzy ona koalicję po swojej stronie sceny politycznej, istnieje szansa na porozumienie w relatywnie krótkim terminie (rok). Idealnie byłoby, gdyby w tym czasie debata w Macedonii przyniosła konstruktywne wnioski, a rząd w Skopju podjął zdecydowaną strategię działania.

Premier Gruevski zrobił już pierwszy krok, odrzucając jakiekolwiek spekulacje, które pojawiły się po szczycie w Chicago, na temat ewentualnego poszukiwania sojuszników poza NATO i Unią Europejską.  Instytucje te, jakby nie patrzeć są gwarantem stabilizacji w całym regionie Bałkanów Zachodnich. Dowodem macedońskiej lojalności będzie utrzymanie swoich sił w ramach tzw. misji pokojowych. Czy jednak premier, rząd, a zanim i kraj pójdzie krok dalej? Pokażą to najbliższe miesiące.

Źródła: makdenes.org, dw.de, balkans.aljazeera.net, setimes.com, utrinski.com.mk, dnevnik.com.mk

About Łukasz Fleischerowicz

KOMENTARZE