Home / Polityka / Morze bardzo Czarne – tureckie morskie problemy polityczne, gospodarcze i ekologiczne

Morze bardzo Czarne – tureckie morskie problemy polityczne, gospodarcze i ekologiczne

Autorka: Julia Krajcarz

Odkąd we wrześniu 2011 roku weszły w życie nowe regulacje dotyczące połowu ryb w wodach morskich Turcji, ilość łowionych nielegalnie ryb wzrosła od tego czasu około 5-krotnie.

Zanieczyszczenie wód i nadmierne połowy doprowadzające do wyniszczenia gatunków trapią tureckie rybołówstwo od kilku dekad. Chcąc zapobiec całkowitemu wytępieniu ryb, kompanie rybne doprowadziły po wielu latach do przeforsowania ostrzejszej regulacji dotyczącej wielkości odławianych zwierząt. To doprowadziło do sytuacji, iż wielu niezrzeszonych w kompanie rybaków, dla których połów ryb jest jedynym źródłem utrzymania, decyduje się na grabieżczy połów, łamiąc narzucone regulacje. Dla nich wprowadzone zasady są skazaniem na bezrobocie i wegetację.

Nowa sytuacja wywołuje desperację prowadzącą do przemocy. W styczniu bieżącego roku Ahmet Aslan, prezes kompanii rybnej działającej w europejskiej części Stambułu, został zaatakowany przez nielegalnie łowiącego rybaka i w wyniku postrzału stracił oko. Aslan wielokrotnie wypowiadał się przeciwko nielegalnym rybakom, którzy swym krótkowzrocznym działaniem doprowadzą do sytuacji, gdy już nie będzie żadnych ryb, a rybołówstwo legalne i nielegalne zniknie jako działalność gospodarcza.

We wrześniu ubiegłego roku rząd wprowadził regulację dotyczącą połowu, np. tasergali (tur. lüfer), podnosząc rozmiar minimalny, przy którym ryba ta może być łowiona z 14 na 20 cm. To powoduje, iż, podczas gdy liczba rybaków pozostała ta sama, zmniejszyła się możliwa liczba ryb do odłowu. Dochodzi do sytuacji, gdy więcej jest rybaków niż ryb. Jednak te restrykcje nie zadowalają ekologów i naukowców, którzy zaznaczają, że nawet 24-centymetrowe tasergale to jeszcze bardzo młode ryby. Na liście morskich zwierząt, które zniknęły z wód Stambułu, znajdują się gatunki takie, jak turbot, sola, miecznik, a także langusty i homary. Tasergale dołączą prawdopodobnie do tej listy w niedługim czasie.

Pracownicy kompanii rybnych zaznaczają, że wieloletnie rabunkowe odłowy ryb zniszczyły specyficzną kulturę klientów, którzy dawniej nie kupiliby na targu małych, młodych i niewyrośniętych ryb. Dziś, mając do wyboru tańsze, małe (i nielegalnie złowione) ryby kupią je chętniej niż większe, ale droższe (złowione z zgodnie z wytycznymi).

Durali Koçak, dyrektor generalny departamentu rolnictwa i rybołówstwa w Ministerstwie Żywności, Rolnictwa i Hodowli, pod koniec 2011 roku zapewniał, że będą przeprowadzane dokładne kontrole w przedsiębiorstwach rybnych, dotyczące wielkości i transportu ryb. Pracownicy stambulskich kompanii rybnych przyklaskują tym planom, ale uważają je za niewystarczające dla rozwiązania problemu. Wyjściem z sytuacji według nich mogłoby być przede wszystkim zmniejszenie ilości łodzi mogących pływać po wodach np. Bosforu i Morza Marmara oraz wprowadzenie tam kilku zamkniętych obszarów ekologicznych.

Naukowcy alarmują, że drogą do uratowania stambulskich ryb jest wprowadzenie całkowitego zakazu połowu ryb na wodach stambulskich i ograniczenie ruchu turystycznego, szczególnie wokół stambulskich Wysp Książęcych. Prezes Tureckiej Fundacji Badań Marynistycznych (TÜDAV) i jednocześnie profesor nauk morskich na Uniwersytecie Stambulskim, Bayram Öztürk, złożył maju 2012 roku w rządzie propozycje w tej sprawie.

Prezes Öztürk kieruje turecką sekcją programu Unii Europejskiej, zainicjowanego w lutym 2012 roku z budżetem wartym 9 bilionów euro, który skupia się na ochronie różnorodności biologicznej gatunków i obszarów, głównie Morza Czarnego. Dodaje, iż do niszczenia gatunków zwierząt morskich w tureckich wodach przyczyniają się też zanieczyszczenia wpływające z wodami rzek wpadających do Morza Czarnego, a znajdujących się na obszarach innych państw, a także zwierzęta przyniesione w statkach przypływających z innych regionów świata. Często te obce gatunki wyjadają ryby czarnomorskie, a ich populacje zwiększają się ponieważ nie mają w tych wodach naturalnych wrogów.

Takim gatunkiem jest mnemiopsis, galaretowaty żebropław przywleczony w statkach z wód wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Mnemiopsis nie ma w Morzu Czarnym żadnych wrogów, toteż nic mu nie zagraża. Zjada natomiast wiele ryb i zooplankton czarnomorski. Gdy znika zooplankton, rozrasta się niezagrożony fitoplankton i dochodzi to tzw. zakwitu wód. Ten nadmiar materii organicznej powoduje, że do jej rozkładu przez bakterie morskie zaczyna brakować tlenu, rozpuszczonego w wodzie. Wówczas bakterie pobierają tlen od jonów siarczanowych rozpuszczonych w wodzie, w wyniku czego wytrąca się trujący gaz, siarkowodór. Tak dochodzi do zagłady różnorodności bilogicznej Morza Czarnego.

Gdy w latach 50-tych XX wieku, pod wpływem różnych czynników zaczęła się przebudowywać struktura społeczna Turcji, wiele osób emigrowało ze wsi do miast w poszukiwaniu pracy. Więcej niż do tej pory zajęło się rybołówstwem, z którego rząd turecki starał się uczynić czołową gałąź gospodarczą. Bank Światowy udzielił kredytów wielu osobom na rozpoczęcie działalności gospodarczej związanej z rybołówstwem, np. zakup kutrów czy budowa przedsiębiorstw przetwórstwa ryb. Problemy zaczęły sie w latach 80-tych, kiedy po raz pierwszy stwierdzono kilkakrotne zmniejszenie się populacji ryb na skutek zbyt intensywnego odłowu. Doszło do tzw. pułapki przeinwestowania. Zadłużeni rybacy nie mieli z czego spłacać kredytów. Rząd Turcji domagał się, aby teraz Bank Światowy sfinansował rozwiązanie problemu, do którego się przyczynił.

Turcja uważa jednak, że najwięcej szkód czynią pestycydy i inne chemiczne substancje związane z intensywnym nawożeniem i zwalczaniem szkodników upraw rolniczych, które spływają rzekami do Morza Czarnego.

Do tego morza wpada 5 dużych rzek: Dniestr, Dniepr, Don, Kubań i Dunaj i żadna z nich nie leży na terytorium Turcji. Najbardziej trucicielską rzeką jest Dunaj, którego wody zbierane są z obszarów 11 krajów. Co ważne dla Turcji, większość z nich to kraje Unii Europejskiej. Podczas gdy kraje unijne za katastrofalny stan fauny Morza Czarnego oskarżają Turcję za brak kontroli nad grabieżczym i krótkowzrocznym odłowem ryb, Turcja uważa, że największą winę ponoszą unijne i nieunijne kraje naddunajskie.

Paradoksalnie, uważa się, że lata kryzysów gospodarczych są dobre dla Morza Czarnego, bowiem przez jakiś czas, ze względu na brak finansowania, stosuje się mniej różnego typu środków chemicznych w uprawach i hodowli, które spływałyby z wodami rzek do morza.

Odpowiedzialność za czystość wód Morza Czarnego ponosi wielu krajów, lecz to Turcja ma najdłuższą granicę z tym morzem. Ze wszystkich 4 mórz, do których Turcja ma dostęp, Morze Czarne jest najmniej atrakcyjne turystycznie, nie tyle ze względu na chłodniejszy klimat, lecz zanieczyszczenie plaż śmieciami i ściekami. Dodatkowo turystyczna atrakcyjność tureckiego wybrzeża czarnomorskiego może spaść po zbudowaniu elektrowni atomowej w mieście Synopa (patrz artykuł Czy Turcja potrzebuje elektrowni nuklearnych?). Turcja musi poczynić zdecydowane kroki w rozwiązaniu kwestii nadmiernego odłowu ryb. W przeciwnym razie Morzu Czarnemu grozi klęska, co przyniesie problemy gospodarce, a także polityce tureckiej.

Źródła: eurasianet.com, enerjiport.com, kuzeyekspres.com.tr, habergazetesi.com.tr

About Julia Krajcarz

KOMENTARZE