Home / Bałkany / Bułgaria / Niepokojące informacje z bałkańskich obozów dla uchodźców
Fot.: Voja Gleichgewicht
Fot.: Voja Gleichgewicht

Niepokojące informacje z bałkańskich obozów dla uchodźców

Szymon Gebert, pracujący z uchodźcami w obozie w Miratovcu (gmina Preševo, Serbia) jako niestowarzyszony wolontariusz, udostępnił wczoraj niezwykle smutną wiadomość. Nie mamy zewnętrznego potwierdzenia jego relacji, a Szymon sam podkreśla, że nie jest to przekaz pretendujący do bycia obiektywnym, ale raczej jego osobiste obserwacje. Bezpośrednich relacji z regionu jest jednak jak na lekarstwo, a ta jest na tyle niepokojąca, że zdecydowaliśmy się ją opublikować i pokazać, co dzieje się na Bałkanach podczas naszej Wigilii.

Część z informacji to oskarżenia ciężkiego kalibru, których nie potrafimy zweryfikować. Jeśli jednak choćby w części są prawdziwe, to jak najwięcej ludzi powinno się o nich dowiedzieć – chociażby po to by wymusić weryfikację faktycznej sytuacji i zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości.

Wpis Szymona Geberta dostępny również w wersji angielskojęzycznej, brzmi:

To będzie bardzo ważny wpis dla mnie. Spróbuję choć trochę oddać to, co tu się dzieje. Przepraszam za chaos tego wpisu, ale jestem zmęczony (pracujemy wszyscy po 20 godzin dziennie) i bardzo wściekły.
Dla przypomnienia: uchodźcy trafiają do Europy przez Turcję, Grecję i Macedonię. Większość z nich wybiera dalej drogę przez Serbię i Chorwację, po drodze przechodząc m.in. przez nasz punkt w Miratovcu (miesięcznie około 150 tysięcy ludzi). Teoretycznie granice są dla nich otwarte. Teoretycznie mają zorganizowany transport. Ale to wszystko fikcja. Uchodźcy są okłamywani, zatrzymywani, okradani, bici, zmuszani do spania na ziemi codziennie. Granica macedońska jest zamknięta; tory są zablokowane przez strajkujących taksówkarzy, autobusy nie kursują. Dla państw będących na drodze uchodźców to jest biznes.

Serbia na przykład za każdą osobę otrzymuje od UNHCR 170 euro. UNHCR płaci też za autobusy do granicy chorwackiej, które nominalnie jeżdżą od kilku dni 24 godziny na dobę. Taką informację przekazano uchodźcom. Autobusy jednak nie jeżdżą, bo są w komitywie z taksówkarzami i policją; stanowią jedną, zwartą grupę korupcyjną. Autobusy znikają o określonych porach, na ich miejsce pojawiają się taksówki. Taksówkarze często wywożą uchodźców w zupełnie inne, niż ustalone miejsca i zostawiają ich w szczerym polu. W obozach przejściowych, które są stworzone tylko do wydawania jedzenia, kocy i podstawowej pomocy medycznej, często koczują tysiące ludzi, którym zakazuje się dalszej drogi. Czemu? Bo każdego dnia taksówkarze, busiarze, policjanci wymyślają nowe sposoby na grabież ich majątków. Cały transport obsługuje jedna firma autobusowa, której prezesem jest brat prezydenta Serbii.

UNHCR, który teoretycznie 24/h obserwuje sytuację, zaprzestał pracy z obawy o bezpieczeństwo pracowników. My zostaliśmy bez lekarzy z tego samego powodu. Dochodzą do nas sygnały, że policja w każdej chwili może zrobić na nas nalot. Możliwe, że będziemy się musieli przenieść gdzieś indziej. Jeśli tego nie zrobimy, generalne poczucie jest takie, że sami zostaniemy pobici i aresztowani. Dlaczego chcą się nas pozbyć? Bo tutejsza korupcja jest widoczna gołym okiem (dosłownie; widziałem jak taksówkarze dzielą się pieniędzmi z policją), a my jesteśmy jedynymi świadkami – oprócz nas nie w całym rejonie żadnego punktu, który pracuje całodobowo. Dwa dni temu macedońska policja zrobiła nalot na pociąg do Serbii i spałowała wszystkie 700 osób w środku. Kobiety, starców, dzieci też. Wszyscy potem trafili do nas. Kilka tygodni temu bułgarska policja wyciągnęła ludzi z autokarów, ustawiła w rzędzie, wyciągnęła broń i mówiła, że zostaną rozstrzelani. Dla żartu.

Zacząłem okłamywać ludzi, że jestem lekarzem i udawać, że badam ich dzieci, żeby dać im fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Wszystkie informacje, które mamy, są nieaktualne; sami nie wiemy co mamy mówić uchodźcom, bo sytuacja zmienia się z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Póki co noce jeszcze nie są bardzo zimne (temperatura teraz nie spada poniżej ok. -6), ale kiedy zacznie się prawdziwa zima ludzie będą umierać dziesiątkami każdego dnia. Oni są zmuszani do pokonywania części trasy pieszo; tylko po to, żeby zmusić ich do korzystania z taksówek. Widziałem setki pokaleczonych nóg, odmrożenia ciała, objawy hipotermii u dzieci to norma. Część osób jest widocznie pobitych, okaleczonych. Całe południe Serbii nie ma komunikacji – nie jeżdżą autobusy, ani pociągi (dlatego też ja miałem takie kłopoty z dostaniem się tutaj); wszystko po to, żeby nie było innego wyboru niż taksówki. Taksówki, które okradają i oszukują tych ludzi.

Teoretycznie wszystkich można by pytać dokąd jadą już w Grecji, tam robić rejestrację i wysyłać ich pociągami po całej Europie. Ale wtedy nikt by nie zarobił.
Nie wiem nawet o co miałbym w takiej sytuacji apelować, do kogo, ani po co. Ale może dobrze by było, żeby ludzie wiedzieli, jak to wygląda. Podzielcie się proszę tym postem i módlcie za tych ludzi, bo wielu z nich nie przeżyje tej drogi. Wesołych świąt.

Dziś, około godziny 13:30 Gebert opublikował kolejną wiadomość:

Po kilku dniach chaosu pociągi znowu wyjeżdżają z Gevgeliji (obóz na granicy macedońsko-greckiej), a do tego rząd serbski najprawdopodobniej pozwoli naszym lekarzom na powrót do pracy (po 3 dniach przerwy i dziesiątkach, jeśli nie setkach osób, którym nie mogliśmy pomóc). (…) Serbowie zgodzili się, żeby lekarze wrócili do pracy, ale… nie w charakterze lekarzy. Mamy zakaz prowadzenia klinik i udzielania pomocy medycznej.

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE