Home / Społeczeństwo / Nikab. Kobiety-zjawy
nikab

Nikab. Kobiety-zjawy

 „Nie podoba mi się kobieta całkowicie zakryta. Nie patrzę na nią jak na kobietę, lecz jak na dziwne zjawisko społeczne, które nie ma ani ciała, ani duszy. Jak coś nieistniejącego naprawdę. Widmo.”

Taki komentarz pojawił się na facebookowej stronie Muslim Woman News. Wypowiedź mężczyzny o włosko brzmiącym nazwisku odnosiła się do tekstu The veil as an accentuation of beauty, w którym brytyjski fotograf wyjaśniał swoją fascynację „tajemnicą otaczającą nikab”. Podkreślał, że dla większości muzułmanek noszenie chusty zasłaniającej twarz jest wyrazem wolnej woli i wyboru tożsamości. Lirio Bollafio postrzega kobiety w nikabie jako nieprawdziwe, bo jego seksistowski obiektyw nie może ich roznegliżować. Na stronie „zjaw”, które nie chcą pokazać swojego ciała (maskulinistyczny przejaw kultury nazywanej przez Luce Irigay kulturą kontroli i zawłaszczania), komentator stwierdza, iż nie mogą być istotami społecznymi, aktywnymi członkiniami społeczeństwa i obywatelkami. Znajdują się bowiem w kategorii „wynaturzeń i dziwów”, a National Geographic zakwalifikowałby je zapewne do działu tabu. Krótko mówiąc, opinia Bollafia jest tak tendencyjna i szablonowa, że jedynym powodem, dla którego ją wykorzystałam, jest tekstowa wirtuozeria, z jaką w kilku słowach można podsumować zachodnioeuropejską mitotwórczość.

Jeśli już mówimy o zjawiskach społecznych, czy nie powinniśmy do kategorii dziwne/wynaturzone zaliczyć także sztuki tatuażu, piercingu, body paintingu, osób LGTB oraz kilkunastu innych rodzajów „zaburzeń”, które wciąż przyciągają i odpychają nas jednocześnie? Oczywiście porównania tego użyłam celowo. Chciałam pokazać, że grupa tych, którzy mogą nie pasować do określenia „obywatel/obywatelka na medal”, jest dużo większa.

Nikab i feminizm

Wszystko, co do tej pory napisałam mogłoby rozjaśnić moje stanowisko dotyczące nikabu, a właściwie nikabu i feminizmu, gdyż wyrażam swoje zdanie z perspektywy muzułmańskich kobiet i feministek. Wiem, że kwestia ta od dawna jest przedmiotem światowej i europejskiej dyskusji, więc można się spodziewać, że problem niedługo pojawi się również w Bośni(?). Holenderskie, francuskie i kanadyjskie debaty związane z zakazem noszenia nikabu stały się przedmiotem krytyki ze strony wybitnych intelektualistek i intelektualistów. W kilku wybranych przeze mnie artykułach zaznaczono potrzebę dialogu, która ginie gdzieś między ultraprawicowymi zakazami a liberalno-demokratycznymi wątpliwościami, dotyczącymi kwestii równości i wolności wyboru.

Na portalu libela.org czytamy, że równość nie powinna być celem polityki, lecz celem społeczeństwa, które politykę realizuje. Stanowisko Slavenki Drakulić jest najbliższe mojej osobistej opinii i uczuciom wobec burki i nikabu: Wyobraźcie sobie, że spacerujecie po mieście ubrani w lekką letnią sukienkę na ramiączkach. Zatrzymuje was policjant i wlepia mandat w wysokości 150 euro za nieodpowiedni strój, który jest sprzeczny z wartościami Republiki”. Nie ma wątpliwości, że nazwalibyście taką Republikę patriarchalną i niedemokratyczną, a prawo o zachowaniu wartości – talibskim. I mielibyście rację. Prawa i wolności osobiste, do których należy też wolność ubioru, są kwestiami, których obywatele europejskich demokracji się nie wyrzekną. Dlatego też nie aresztuje się młodych z przekłutymi wargami i nosami, wytatuowanych łysych mężczyzn, kobiet w minispódniczkach albo nastolatków przebranych za wampiry.

Różnica między tatuażem a burką

Burka i nikab, tak jak tatuaże czy styl gotycki, mają podłoże ideologiczne, które odzwierciedla pewien symboliczny system nadający im znaczenie i wagę. Nikab, z czym nie możemy polemizować, noszą kobiety, które świadomie go wybrały; islam go nie nakazuje. Myślę, że o hidżabie wiemy wystarczająco dużo. Nie jest on (jeszcze) problematyczny. Odkrywa twarz kobiety i może podkreślać jej piękno (ironizuję, oczywiście). Wiele muzułmańskich intelektualistek, feministek, reżyserek nosi hidżab.
Z nikabem jest jednak inaczej. Nie ma feministek, które by go nosiły. Brak jest również tekstów feministycznych, broniących nikabu. Nie odbywa się też właściwie żadna feministycznej dyskusji na ten temat. Tym samym brakuje dialogu. Oczywiście, muzułmańskie feministki mają poważniejsze problemy niż nikab. Zajmują się przede wszystkim dążeniem do zrównania praw kobiet i mężczyzn w swoich państwach oraz walką o prawo do głosowania, a także kwestią parytetów. Szufladkowanie i stereotypy, związane  z tożsamością i wizerunkiem pozostają na marginesie ich zainteresowań.

Poznałam kilka kobiet noszących nikab. Oczywiście, nie próbuję przedstawić ostatecznego sądu na ten temat, chcę jedynie podkreślić różnorodność. Istnieją kobiety bardzo liberalne w niektórych kwestiach, które nie są, jak to określa Drakulić, „więźniami idei”; istnieją też takie, które nie widzą niczego poza salafizmem i posłannictwem islamskim; są intelektualistki, poetki, gospodynie domowe i kobiety wykształcone. Przeważnie przebywają w swoich domach albo organizują prywatne spotkania i logują się na forach. Ten kameralny charakter kontaktów jest podyktowany przede wszystkim troską o komfort psychiczny – w miejscach publicznych nie czują swobodnie, bo każdy im się przygląda, często nieprzychylnie. Muszę przyznać, że do tej pory nie napotkałam żadnej z nich, która zajmowałaby się problemem islamskiego feminizmu. Ba, jakiegokolwiek feminizmu. Niestety.

Społeczeństwo, które pragnie prawdziwej otwartości musi wziąć pod uwagę prawa  i potrzeby tych kobiet. Z drugiej strony, kobiety w nikabach powinny zrozumieć, że kontakt wzrokowy jest jednym z podstawowych narzędzi identyfikacji. Wydaje się wam to sprzeczne? Nasze bośniackie społeczeństwo będzie musiało przedstawić projekty regulujące prawa i obowiązki kobiet w nikabach, o ile nie chcemy stworzyć obszaru przypominającego getto.

Autorka: Erna Murić

Tłumaczenie: Zuzanna Głowacka

About Zuzanna Głowacka

Absolwentka gdańskiej slawistyki, wciąż próbuje się zmusić do zakończenia magisterskiej przygody z europeistyką. Zajmuje się tłumaczeniami i współczesną literaturą bośniacką. Aktualnie mieszka i studiuje w Sarajewie.
KOMENTARZE