Home / Baklava / Balkantroter / Nowy Rok i Kamila
Poganiacz z wielbłądem podczas obrzędów Kamili podczas zmagań

Nowy Rok i Kamila

Ostatni dzień odchodzącego właśnie roku obchodzi się w Grecji hucznie. Starsi spędzają sylwestra w tawernach lub na domowych przyjęciach wśród rodziny i przyjaciół. Młodzi wolą dyskoteki lub coroczne koncerty na Placu Arystotelesa z udziałem znanych wykonawców. Organizują je Urząd Miasta lub duże firmy, pragnące taką akcją rozreklamować swoje wyroby. Po koncercie zapełniają się wszystkie kawiarnie i kluby w okolicach Placu, na pobliskich wybrzeżu i porcie, a zabawa trwa do białego rana. Dane te dotyczą lat poprzednich, rzecz jasna. Obecny rok jest rokiem cięć budżetowych, sądzę więc, że na popularności zyskają domowe spotkania.

Poza "dla fotografa", fot. M.BaczyńskaPatronem 1 stycznia jest św. Wasilis. Pojawia się zawsze z prezentami, które mają zapewnić szczęście i powodzenie przez cały rok. Najbardziej cieszą się oczywiście najmłodsi. Starsze dzieci mają podwójną uciechę – zwyczaj chodzenia po kolędzie kultywowany jest nie tylko na Boże Narodzenie, ale i w Nowy Rok (gdzieniegdzie również w przeddzień). Tabuny rozradowanych młodych ludzi wędrują po wsi, kolędując w każdym domu, zbierając słodycze i drobne datki.

W całej Grecji ostatniego dnia roku piecze się jest tzw. wasilopitę (rodzaj słodkiego drożdżowego ciasta), w której zapieka się jedną monetę. W Nowy Rok dzieli się ją znakiem krzyża na cztery części, przeznaczając pierwszą dla Chrystusa, drugą dla św. Wasilisa, trzecią dla domu. Czwartą kroi się tak, by każdemu domownikowi przypadł jeden kawałek (wlicza się też nieobecnych). Powszechnie wierzy się, że znalezienie monety jest dobrą wróżbą na nadchodzący rok. Podczas oficjalnego dzielenia wasilopity w miejscu pracy szczęśliwy znalazca (oprócz świetlanych widoków na przyszłość) zwyczajowo dostaje prezent w postaci miesięcznej pensji.

Rozpoczynają się tańce... fot. M.BaczyńskaPowszechne jest też przekonanie, że ten, kto pierwszy przekroczy próg domu 1 stycznia, jest całoroczną przepowiednią dla jego mieszkańców. Jeżeli pierwszy u twych drzwi był biedak – biedę będziesz mieć przez cały rok, ktoś chudy i blady przyniesie choroby, pracownik elektrowni wieszczy usterki i podwyżki rachunków za prąd, wdowa lub wdowiec to sygnał, że należy od razu odpukać. Najlepszą wróżbą jest pierworodny syn lub małe dziecko. W niektórych regionach Grecji gospodarz domu sam troszczy się o podariko (tak nazywa się ten obyczaj). Wczesnym rankiem wychodzi z mieszkania i po chwili powraca, aby uczynić zadość obyczajowi, a przy okazji upewnić się, że los domowego ogniska nie ulegnie zagrożeniu ze strony niespodziewanego gościa, który mógłby okazać się pechowcem.

Króluje także wiara, iż owoce granatu są symbolem bogactwa, płodności i obfitości. W każdym greckim domu stanowią nieodzowny element dekoracyjny w okresie Świąt i Nowego Roku. Zaraz po zmianie daty lub wczesnym rankiem 1 stycznia, któryś z domowników rzuca o podłogę jeden owoc. Ważne jest, by rozbić go na cząstki, wrzucając zza progu do wnętrza domu, przekraczając próg prawą nogą i tym sposobem przynosząc wszelakie powodzenie w Nowym Roku mieszkańcom.

Istnieją także setki lokalnych obyczajów, których głównym celem jest zaczarowanie Nowego Roku. Oto kilka przykładów.

Pierwszego stycznia starzy młynarze na wyspie Skyros zostawiają rodzynki, figi, orzechy oraz wodę pitną po to, by św. Wasilis znalazł pożywienie i pobłogosławił ich prace i młyny. Na wielu wyspach rybacy zostawiają na swoich barkach słodycze, owoce granatu oraz drobne pieniądze, żeby pomnożyły się w Nowym Roku. Na Karpathos wczesnym rankiem wprowadza się do domu białego psa i karmi się go baklavą. Zapewnić ma to zdrowie i spokój w domu. Na Lemnos zdobi się stoły słodyczami, miodem, pitami oraz soczystymi owocami granatu, które mają spowodować, że przez cały rok stoły będą zastawione tak bogato, jak pełne są owoce granatu. Tak nakryte pozostają przez cały dzień.

Smażenie  kiełbasek na grillu, fot. M.BaczyńskaW wielu regionach Grecji celebrowane są nadal stare ludowe obrzędy. Część z nich jest lokalna, niektóre przeniesione z krajów, w których mieszkali Grecy przed zmianą granic (historia greckiej państwowości jest bardzo złożona i skomplikowana; powiem tylko, że repatriacje i wymiana obywateli mają tutaj bujną przeszłość). Tam, gdzie mieszkają greccy przesiedleńcy z terenów szeroko pojętej Tracji (tereny obecnej Bułgarii), zachował się zwyczaj o nazwie kamila (wielbłąd). Obrzęd rozpoczyna się wieczorem 31 grudnia. Wtedy to wielbłąd razem ze swoim poganiaczem wybiera sie na wędrówkę po całej wsi, odwiedzając wszystkie domy, zbierając datki, słodycze oraz napitki, którymi uprzejmi mieszkańcy częstują to urocze zwierzę. Za każdy podarunek sympatyczny stwór dziękuje, przyklękając i kłaniając się darczyńcy. Warto wiedzieć, że jego strój jest bardzo ciężki, ale i funkcjonalny. Wielbłąd ma sprytnie umieszczoną rurkę, która umożliwia pojenie – ku radości obserwujących i uwięzionego w niewygodnym stroju ochotnika. W corocznym obchodzie wsi uczestniczy młodsza część mieszkańców (bo nachodzić się trzeba), którzy tańczą i śpiewają oryginalne ludowe przyśpiewki związane z tym obrzędem. Cała impreza na wiejskim placyku trwa do wczesnego ranka dnia następnego. Zbiera się cała wieś, smaży się mięso do częstowania gości. Wielbłąd, popędzany i karcony bezlitośnie przez poganiacza, zabawia wszystkich. Towarzyszy temu ludowa muzyka – najczęściej zaproszony zespół, grający melodie, które porywają wszystkich do tańca. I to naprawdę wszystkich. Pierwsza do tańca rwie się zawsze p. Kalliopi, która pozostaje w rewelacyjnej formie pomimo dawno ukończonych 90 lat. Potem dołącza cała reszta. Wspólna zabawa trwa od rana do późnych godzin popołudniowych, kiedy to wszyscy wybierają się na obiad, a potem na tradycyjną sjestę.

About Małgorzata Baczyńska

KOMENTARZE