Home / Kultura / Festiwale / O Guczy słów kilka: relacja z festiwalu
Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska
Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska

O Guczy słów kilka: relacja z festiwalu

W sierpniu tego roku w Guczy odbył się po raz pięćdziesiąty piąty Sabor Trubacza (Zgromadzenie Trębaczy), który „festiwalem” został nazwany dopiero przez obcokrajowców. Serbowie do dziś wierni są tradycyjnej nazwie Sabor dobrze oddającej atmosferę corocznych spotkań w tym małym serbskim miasteczku.

W tym roku Sabor trwał cały tydzień. Podczas spotkania blaszane orkiestry dęte wykonywały muzykę powszechnie nazywaną „bałkańską”. Oprócz melodii tradycyjnych można było usłyszeć aranżacje współczesnych utworów popularnych przetransponowanych na zespół dęty. Regionalne orkiestry przyjeżdżające na festiwal były elastyczne w doborze repertuaru. Muzycy grali z pamięci, najczęściej nie byli wykształconymi instrumentalistami, nie potrafili czytać nut, co wcale nie odbierało im kunsztu. Grali melodie, które przekazali im dziadkowie i ojcowie, a także to, co wynieśli z prób zespołu. Na potrzeby konkursu muzycy przygotowali specjalny repertuar. Orkiestry przyjeżdżające do Guczy na co dzień grają głównie dla zarobku – na weselach, chrzcinach, pogrzebach etc. Muzyka jest dla nich jak powietrze, nie zastanawiają się nad tym, jak grają i co grają, po prostu cieszą się chwilą.

Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska
Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska

W konkursie o Złotą Trąbkę, Nagrodę Publiczności oraz tytuł Najlepszej Orkiestry oraz Najbardziej Autentycznego Zespołu mogli brać udział wyłącznie Serbowie. Zespoły z pozostałych krajów Europy nie były dopuszczone do konkursów. Być może wynikało to z wieloletniej tradycji Saborów. Dla orkiestr spoza Serbii przeznaczona była scena przy Centrum Kultury i Sportu w Guczy. Ostatniego dnia tegorocznego festiwalu, wyjątkowo na scenie głównej, zagrała szwedzka grupa Süperstar Orkestrar. Ponadto lider zespołu, Göran Christensen (tubista), został zaproszony przez zespół Sanja Ilić & Balkanika do wspólnego zagrania kilku utworów podczas finałowego koncertu.

Do miasteczka przybyło łącznie pięćdziesiąt sześć orkiestr składających się z blisko sześciuset trębaczy. Obecni byli muzycy z regionu Dragaczewa, całej Serbii, Bałkanów i pozostałych części Europy. W Guczy wiele osób mówi, że „muzykę bałkańską może grać każdy, bez względu na pochodzenie”. Dlatego też co roku przyjeżdżają tu orkiestry z całej Europy i amatorzy trąbki z całego świata- także z Polski.

Od kilku lat na festiwal przyjeżdża zespół z Łobza (polskiego miasta partnerskiego Guczy). Orkiestra powstała przed siedemdziesięciu laty. Od 2002 roku prowadzona jest przez Dariusza Lendziona. W tym roku zespół wykonał repertuar związany bardziej z jazzem nowoorleańskim, niż z tradycyjnymi aranżacjami orkiestr romskich czy serbskich, co było interesującą odmianą dla słuchaczy. Wpływ na to miał Piotr Zarecki, członek zespołu odpowiedzialny za stronę muzyczną. Jak przyznaje – nie zawsze trzeba ścigać się z muzykami bałkańskimi w tym, co tylko oni potrafią robić najlepiej. Jako wykształceni muzycy jazzowi, młodzi instrumentaliści z Łobza pozostali przy tym, co im najbliższe. Ich koncert był bardzo udany.

Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska
Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska

Wszyscy fani Guczy twierdzą, że podczas festiwalu miasteczko zamienia się w światową stolicę trąbki. Jest w tym wiele prawdy, ponieważ orkiestry nie przestają grać nawet na minutę. Niemal przez całą dobę można spotkać muzyków grających w restauracjach, na ulicy i w jednym z najważniejszych miejsc spotkań – pod Pomnikiem Trębacza. Wyjątkowo w tym roku na Guczy zapanował jeden dzień zupełnej ciszy. Czwartego sierpnia Serbowie obchodzili żałobę po ofiarach poległych w .Tego dnia na scenie przy Centrum Kultury i Sportu wyświetlano dwudziestominutowy film o ofiarach operacji. Orkiestry zamilkły na dwadzieścia cztery godziny. Także próby przesunięto na kolejny dzień. Wszelki hałas czy przejawy zabawy były krytykowane i szybko uciszane. Dla turystów nieznających historii Bałkanów sytuacja ta nie była jasna, ponieważ według wcześniej ustalonego programu koncerty miały odbywać się codziennie. Przyjezdni potrafili jednak uszanować ten dzień, czekając z zabawą do północy, kiedy to wszystkie orkiestry znów zaczęły grać.

Goście festiwalowi najliczniej gromadzili się między czwartym a szóstym dniem festiwalu. Ostatniego dnia, w niedzielę, podczas finałowych koncertów, gdzie na scenie ogłasza się m.in. zdobywcę Złotej Trąbki, publika była już nieliczna w porównaniu z poprzednimi dniami festiwalu. W tym roku nagrodę Złotej Trąbki otrzymał Sasza Krstić, Nagroda Publiczności trafiła do Bojana Krsticia, natomiast Najlepszą Orkiestrą została Dęta Orkiestra Nenada Mladenovicia. Przyznany został także tytuł Najbardziej Autentycznego Zespołu, którym to nazwano Orkiestrę z Barki.

Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska
Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska

Turyści odwiedzający festiwal w Guczy mogli nie tylko wysłuchać wielu zróżnicowanych aranżacji tych samych utworów, jak np. spopularyzowanego przez Gorana Bregovici „Ederlezi”. Mogli też zobaczyć instrumenty typowe dla orkiestr dętych, m.in. skrzydłówki zwane flugelhornami, kornety czy helikony. Dużą popularnością cieszyła się tradycyjna kuchnia serbska. Turyści mogli zasmakować lokalnych potraw, między innymi pleskavicy, wesalicy czy kupusu. Ulice Guczy ponadto spływały regionalnymi trunkami, głównie rakiją, a na każdym kroku można było nabyć piwo browaru Jelen – jednego z głównych sponsorów festiwalu. Można było także nauczyć się serbskiego tańca kolo, który zazwyczaj zaczynali tańczyć Serbowie, a zagraniczni turyści z wielką chęcią się dołączali i uczyli kroków.

Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska
Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska

Jedną z największych atrakcji Guczy zawsze były orkiestry zbierające tak zwany bakszysz, czyli w tym kontekście zapłatę za wykonywane utwory na żywo. Bakszysz należy do bałkańskiej tradycji i stanowi istotne źródło dochodów tamtejszych zespołów dętych. Dla turysty z innej części Europy możliwość wysłuchania kilkuosobowej grupy trębaczy grających tylko dla niego, tuż przy jego głowie, z pewnością jest niezapomnianym doświadczeniem. Z roku na rok jest coraz mniej orkiestr przyjeżdżających na festiwal dla bakszyszu, co zauważają stali goście oraz reporterzy. Na jednej z tegorocznych konferencji prasowych w Guczy poruszony został temat muzyki grającej z głośników, zagłuszającej zespoły na ulicach miasteczka. W niektórych miejscach Guczy tegoroczni goście festiwalowi niestety szybciej usłyszeli nagrania, między innymi popularny w Serbii „turbo-folk”, niż muzykę na żywo.

Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska
Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska

Wśród stałych bywalców festiwalu, można było zetknąć się z opinią, że „tradycyjnych Saborów już nie ma, teraz jest po prostu festiwal”. Rzeczywiście, kształt spotkań w Guczy bardzo się zmienił i zmienia dalej. Z jednej strony można odnieść wrażenie, że organizatorzy traktują Sabor jako typową „imprezę”, na której istotny jest alkohol, a w klubach gra głośna muzyka (nie pasująca do całokształtu idei Zgromadzenia Trębaczy), jednak z drugiej strony na festiwalu w dalszym ciągu jest dużo przejawów tradycji – inscenizacja dragaczewskiego ślubu, wystawa prac lokalnych artystów oraz występy folklorystycznych grup tanecznych oraz śpiewaków.

Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska
Guca. Fot. K.Koszlaga, A. Wasniewska

***

Gucza przez ostatnie kilkanaście lat stała się światowym fenomenem. Choć raz w życiu trzeba odwiedzić tę niepisaną stolicę trąbki i poczuć prawdziwy smak Bałkanów; zobaczyć wyjątkową autentyczność muzyków grających na bardzo wysokim poziomie i posmakować atmosfery szaleństwa miasteczka raz do roku rozbrzmiewającego dźwiękiem trąb.

Autorki: Agnieszka Waśniewska, Kamila Koszlaga

KOMENTARZE