Home / Kultura / Muzyka / Oniryczny synth-pop do uprawiania miłości

Oniryczny synth-pop do uprawiania miłości

Bałkany kojarzą się wszystkim z brass-bandami, orkiestrami i Bregoviciem. Do puli można dorzucić jeszcze muzykę grecką (o rembetiko pisaliśmy ostatnio), ale tylko wtedy, gdy ktoś spojrzy na Bałkany nie tylko przez pryzmat krajów byłej Jugosławii. Nie wszyscy wiedzą jednak, że tworzy się tu także muzykę elektroniczną, popową, a nawet? retropopową! I właśnie do nurtu retropopowego wpisałbym zespół Loveback z Nowego Sadu.

LovebackDuet tworzą Ana Perišić, finalistka talent-show Prvi glas Srbije, oraz człowiek orkiestra, Vladimir Vojnović. 15 października na świat przyszło ich pierwsze dziecko – płyta Live Again. Album, mimo że przepełniony nowoczesną elektroniką, wpisuje się w nurt najnowszych dokonań retropopowych. Loveback świetnie łączą syntezatorowe dźwięki  z żywymi instrumentami.

Live Again jest albumem w żaden sposób niepasującym do stereotypowego rozumienia balkan music. Daleko mu też do world music czy szeroko pojętego folku.
I z tego właśnie twórcy są najbardziej dumni. Taka płyta równie dobrze mogłaby powstać  w Wielkiej Brytanii, Polsce czy na Słowacji. Nie jest to album z nośnymi radiowymi hitami. Wypełnia go raczej niszowy materiał idealny do słuchania wieczorami z lampką winą w dłoni i z zamiarem kontemplowania istoty Wszechświata. Płytę idealnie odzwierciedla określenie music to make love. I tu na szczególną uwagę zasługują piosenki Lovers no more oraz singlowe Ne mogu da zaspim. Całość jest nieco oniryczna, a nienachalny wokal Any delikatnie porusza się po dźwiękach skomponowanych przez Vladimira. Połączenie tych dwóch elementów sprawia, że słuchacz przenosi się na inną planetę zmysłów.

Na longplaya składa się niestety tylko 8 utworów, w tym kawałek Long time ago – nieco dynamiczniejszy, w klimacie synth-popowym, choć w jakiś sposób również rozmazany, niewyraźny, zaspany. Nie mniej jednak, łamie konwencję elektronicznej ballady, w której utrzymana jest cała płyta. W pierwszym momencie utwór zdaje się całkowicie nie pasować do reszty, jednak po kolejnym odtworzeniu zdaje się być nie tylko konieczny  i ważny, ale wręcz niezastąpiony. Nie wyciąga brutalnie z błogiego letargu, ale delikatnie wybudza, by ostatecznie umożliwić późniejszą medytację nad istotą miłości, rozstania i snu. W refleksyjny nastrój wprowadzą słuchacza Fools paradise (fenomenalnie łamiące spokój piosenki sample) i tytułowe Live again – chyba najpiękniejsze na płycie. Album jest niestety w większości anglojęzyczny, tylko dwa utwory nagrano po serbsku – porażające Ne mogu da zaspim oraz nieco słabsze, Dete vedrog neba.

Duet nie odkrywa Ameryki tym  krążkiem. Nie ma tu nic, czego nie poznalibyśmy przy okazji innych, niebałkańskich źródeł. Wszystko jednak podano nienagannie i w najlepszym guście, przyprawiono przepysznymi synthpopowymi sosami, dodano szczyptę samplerki,  a retropopowa baza i wyraziste smaki żywych gitar sprawiają, że album smakuje naprawdę dobrze. Może nie jest to uczta, ale palce lizać wydaje się być dobrym określeniem.

About Piotr Kondrak

Piotr Kondrak – Fascynat, wariat, spamer. Studiował słoweński i macedoński na Uniwersytecie Śląskim. Uzależniony od portali społecznościowych i muzyki.
KOMENTARZE