Home / Baklava / Piłka wodna – prawdziwie bałkańska specjalność
588158724e33fcc392745805542148_orig

Piłka wodna – prawdziwie bałkańska specjalność

Gwiazdy waterpolo błyszczą w nowej kampanii” – w polskich mediach taki tytuł brzmiałby kuriozalnie. Bo przecież na naszej szerokości geograficznej czegoś takiego jak gwiazdy grające w waterpolo po prostu nie ma. Gwiazdy to mogą być siatkarskie, piłkarskie, koszykarskie… tymczasem na Bałkanach piłkarz wodny jest celebrytą!

I może wystąpić w rozbieranej sesji zdjęciowej, jak zawodnicy VK Jug z Dubrownika, którzy wzbudzili rozgłos fotkami robionymi pod prysznicem, wykonanymi przez Gorana Matijašeca, znanego fotografa mody. A wszystko to na potrzeby kampanii „Chorwacja kocha piłkę wodną”. Zdecydowanie, nie ma w tym przesady. Chorwaci kochają waterpolo, podobnie, jak Serbowie, czy Czarnogórcy. Można zaryzykować twierdzenie, że to chyba najbardziej typowa dla Bałkanów dyscyplina sportu. Na czym więc polega fenomen piłki wodnej w krajach bałkańskich?

Przede wszystkim, jest to bardzo „zasłużona” dyscyplina – od roku 1900 znajduje się w programie letnich Igrzysk Olimpijskich. To zespołowy sport, będący w pewnym sensie – i w dużym uproszczeniu – wodną wersją piłki ręcznej. W każdej z dwóch drużyn, biorących udział w meczu, gra po 7 zawodników. Wygrywa oczywiście ten, kto więcej razy pokona bramkarza przeciwników.

Niekwestionowanymi królami tej dyscypliny przez lata byli Węgrzy, którzy triumfowali na igrzyskach już w 1932 roku. Później powtórzyli ten wyczyn jeszcze 8 razy. Od czasu do czasu ich dominację przerywały jednak inne kraje, w tym aż 3 razy Jugosławia. Zwłaszcza w latach 80. jugosłowiańskie waterpolo święciło prawdziwe triumfy. Nie ma się więc co dziwić, że nawet po rozpadzie Jugosławii w wielu jej dawnych republikach kwitło zainteresowanie tą dyscypliną. Do dziś w historycznych galeriach sław na stronach takich klubów, jak np. Partizan Belgrad obok sławnych futbolistów wymienia się też wybitnych piłkarzy wodnych. „Waterpolo-mania” przetrwała więc rozpad Jugosławii.

Najważniejszym powodem, dla którego piłka wodna jest popularna przede wszystkim w basenie Morza Śródziemnego jest oczywiście dogodny klimat. Bo najwięcej frajdy ten sport daje uczestnikom i widzom, gdy zawody można rozgrywać pod gołym niebem. Gdy będziemy podążać np. dalmatyńskim wybrzeżem to w wielu nawet małych portach czy zatoczkach natkniemy się na infrastrukturę do gry w waterpolo – bramki, wydzielone baseny itd. Zresztą, nie potrzeba do tego nawet specjalnie morza ani jeziora. Kiedy np. w Zadarze dwa lata temu spadła rekordowa ilość deszczu i zalało plac przed kościołem, lokalni wielbiciele waterpolo nie omieszkali natychmiast rozstawić tam bramek i zorganizować sobie meczu w warunkach polowo-powodziowych.

Tacy Serbowie, po rozpadzie federacji z Czarnogórą, formalnie stracili w 2006 roku dostęp do morza, ale w niczym nie osłabiło to ich miłości do wodnego sportu. I to właśnie oni w tym roku zdobyli w Budapeszcie mistrzostwo Europy, bezlitośnie ogrywając gospodarzy w finale. Kiedy „złote delfiny” wróciły do Belgradu z trofeum, tysiące fanów zgromadziły się w centrum miasta, by ich powitać. Podobnie było w Dubrowniku, gdy dwa lata temu Chorwaci świętowali zdobycie pierwszego w historii ich reprezentacji olimpijskiego złota. Stradun wiwatował przez całą noc.

Nie zawsze jednak mecze waterpolo budziły na Bałkanach tylko pozytywne emocje. Kiedy w 2003 roku Serbowie pokonali na mistrzostwach Europy Chorwatów, doszło do wstydliwych wydarzeń, które ze zgorszeniem opisywali zagraniczni obserwatorzy i dziennikarze. Jak to określił kanadyjski magazyn „The Walrus”, chorwaccy kibice, nie mogąc znieść triumfu Serbów, wpadli „w amok”. Zaatakowali serbskich delegatów w strefie VIP, zniszczyli stadion i podpalili serbską flagę. A wszystko to pośród wykrzykiwanych gróźb i przekleństw pod adresem sąsiadów. Nawet chorwaccy zawodnicy próbowali powstrzymać własnych „kibiców”, ale na niewiele się to zdało.

Afera zrobiła się tak wielka, że sam ówczesny premier Chorwacji Ivica Račan musiał osobiście wyrazić ubolewanie po tych wydarzeniach. Zwrócił się wówczas do kadry piłkarzy wodnych: – Wy świetnie reprezentowaliście Chorwację, w przeciwieństwie do tych wandali, którzy okryli ją wstydem i zasłużyli na potępienie.

Przyczyny takiego wybuchu oczywiście upatrywano w konfliktach między oboma narodami sprzed niecałej dekady. Później dokładano już wszelkich starań, żeby emocje, jakie wywołują pojedynki piłki wodnej były czysto sportowe.

Tym bardziej, że serbskie i chorwackie kluby co roku mają okazję grać przeciwko sobie na najwyższym poziomie – w Lidze Mistrzów waterpolo, liczącej 12 drużyn, w poprzednim sezonie wystąpiły dwa zespoły z Serbii i dwa z Chorwacji. A do tego jeszcze po jednej ekipie z Grecji, Rumunii i Turcji. Widać jak na dłoni, że bałkańskie kluby trzęsą tą dyscypliną.

Choć trzeba przyznać, że ogólnie waterpolo nie przeżywa teraz czasów świetności. FINA, czyli Światowa Federacja Pływacka zorientowała się, że koniecznie trzeba zrobić coś, by dyscyplina ta była lepiej wypromowana na świecie. Zastanawiano się nawet, czy nie zmniejszyć pola gry w basenie lub liczby zawodników, by gra stała się szybsza i bardziej przykuwająca uwagę. Chodzi o to, by zatrzymać odpływ kibiców z tego sportu i przyciągnąć nowych za pomocą uatrakcyjnienia widowiska.

Tegoroczne mistrzostwa w waterpolo w Budapeszcie miały więc być wyjątkowe. Węgrzy zdecydowali się na chwyty sprawdzające się w innych dyscyplinach. Były efekty dźwiękowe, cheerliderki, a w telewizyjnej transmisji – ujęcia z kamerki pod wodą. Mimo wszystko, światek piłki wodnej dalej głowi się nad tym, jak przyciągnąć do tej dyscypliny więcej fanów, a co za tym idzie – sponsorów.

About Justyna Krupa

Doktorantka na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, mająca również doświadczenie w dziennikarstwie. Piszę głównie o Chorwacji i Serbii.
KOMENTARZE