Home / Polityka / Powyborczy obraz Serbii

Powyborczy obraz Serbii

Autorka: Anna Kasprzak

 

Na horyzoncie wyborczego maratonu w Serbii, rozpoczętego 6 maja wyborami prezydenckimi, parlamentarnymi i samorządowymi, coraz bardziej widoczny jest jego finisz. Nie oznacza to jednak, że ostatnie etapy biegu po władzę można zaliczyć do tych najprostszych. Wprost przeciwnie – Serbia wkroczyła właśnie na drogę koalicyjnych rozmów, negocjacji i układów, których odpowiednio wysoką temperaturę, przynajmniej co do zasady, utrzymywać będzie druga tura wyborów prezydenckich, zaplanowana na 20 maja.

Zgodnie z ostatecznymi wynikami wyborów, ogłoszonymi przez Państwową Komisję Wyborczą 10 maja, w 250-osobowym, unikameralnym parlamencie Serbii najliczniej reprezentowana będzie lista „Poruszmy Serbię – Tomislav Nikolić”. Partiom ją tworzącym, czyli Serbskiej Partii Postępowej (SNS), Nowej Serbii (NS) i Ruchowi „Siła Serbii” (PSS) przypadną 73 mandaty. O sześć mniej zdobył komitet „Dla lepszego życia – Boris Tadić”, tworzony przez Partię Demokratyczną (DS), Ligę Socjaldemokratów Wojwodiny (LSV) i Socjaldemokratyczną Partię Serbii (SDPS). W Skupsztinie zasiądzie także 44 reprezentantów listy „Ivica Dačić”, czyli wyborczej koalicji Socjalistycznej Partii Serbii (SPS), Partii Zjednoczonych Emerytów Serbii (PUPS) i Niepodzielnej Serbii (JS). Startującej w wyborach samodzielnie Demokratycznej Partii Serbii (DSS) przypadło 21 mandatów. Dziewiętnastu posłów reprezentować będzie koalicję Partii Liberalno-Demokratycznej (LDP) i Serbskiego Ruchu Odnowy (SPO), a o trzech mniej Zjednoczone Regiony Serbii (URS). Zgodnie z artykułem 100. serbskiej konstytucji, prawo do delegowania swoich przedstawicieli do Zgromadzenia Narodowego mają także mniejszości narodowe zamieszkujące Serbię. I tak, w ławach parlamentarnych nadchodzącej kadencji zasiądą reprezentanci: Związku Węgrów Wojwodziańskich (SVM) – 5 mandatów, Partii Akcji Demokratycznej Sandżaka (SDA; muzułmanie) – 2 mandaty, listy „Wszyscy razem i Słowacka Partia – Emir Elfić” – 1 mandat oraz listy „Żadna z zaproponowanych odpowiedzi” – także 1 mandat (Albańczyk). Sprzeciw wobec zatwierdzonych rezultatów zgłosiły m.in. Serbska Partia Radykalna (startująca samodzielnie, nie przekroczyła pięcioprocentowego progu wyborczego, uzyskując 4,63% – wynik ten świadczy o słabnącym poparciu Serbów dla najbardziej radykalnych opcji i haseł), Serbska Partia Postępowa, czy Demokratyczna Partia Serbii, twierdząc, że w niektórych miejscach wybory przebiegały nieprawidłowo.

Powyższe wyniki wskazują, że wśród serbskich wyborców brak jest zdecydowanej, większościowej wizji lidera ich kraju. Z jednej strony, niemal zbieżny wynik rządzących do tej pory demokratów (w wyborach w 2008 r. ich lista uzyskała poparcie 38,42%) i postępowców wskazuje na zmęczenie Serbów dotychczasowym, oficjalnie proeuropejskim stylem polityki DS oraz na oczekiwanie na przejęcie władzy przez SNS, która – choć także opowiada się za integracją z Unią Europejską – reprezentuje bardziej zdecydowaną retorykę, nie stroniącą od prorosyjskich sympatii i bezkompromisowej walki o nieuznawanie niepodległości Kosowa. Z drugiej jednak strony, rezultat demokratów wskazuje, że wciąż są oni uważani w kraju za „mniejsze zło”. Na ich korzyść przemawia również fakt, że przez inne ugrupowania uważani są za dużo bardziej stabilnych i przewidywalnych potencjalnych koalicjantów, aniżeli postępowcy, ochrzczeni przez zachodnie media – dyskusyjnie – mianem populistów, którzy są de facto partią młodą, bo powstałą po odłączeniu się od radykałów po wyborach w 2008 r. (wtedy lista SRS uzyskała 29,46%).

Tak niewielka różnica między oboma partiami (precyzja skłaniałaby do sformułowania „między oboma wyborczymi koalicjami partii”, ale nie brak wątpliwości, że skrót ten jest dużo bliższy realiów politycznych) zmusza je do intensywnych rozmów koalicyjnych. Do bezpiecznego rządzenia nowej koalicji potrzebnych będzie co najmniej 126 miejsc w parlamencie. Już teraz nie ma wątpliwości, że dużo większą zdolność koalicyjną wykazują demokraci. Pierwsze deklaracje wsparcia pojawiły się ze strony socjalistów, którzy w wyborach zajęli bardzo dobre, trzecie miejsce, niemal podwajając wynik z 2008 r. Należy sądzić, że wsparcie demokratów 44 „socjalistycznymi” mandatami będzie miało wysoką cenę, a znając ambicje Ivicy Dačicia, może ona oscylować wokół fotela premiera dla niego lub dużo większych niż do tej pory liczby tek ministerialnych dla jego polityków. Bez wątpienia DS wesprze także Partia Liberalno-Demokratyczna i Serbski Ruch Odnowy, co tak sformowanej koalicji dałoby 130 miejsc w parlamencie. Nie należy przy tym zapominać o przedstawicielach mniejszości narodowych, choć jest ich łącznie dziewięciu. Dla nich wybór demokratów jest oczywisty nie ze względu na ich wyjątkowe wartości „międzyetniczne”, lecz ze względu na brak zgody na zdecydowaną retorykę postępowców. Szacunki te skazują Serbską Partię Postępową na rolę opozycjonisty, choć bardzo silnego. Może ona być doskonałą pozycją w przypadku potencjalnych konfliktów i sporów wewnątrzkoalicyjnych, a także inspirować do radykalnych scenariuszy parlamentarnych.

Nadzieję na pewien zakres władzy w kraju postępowcy wiążą wciąż z drugą turą wyborów prezydenckich, choć ostatnie sondaże pozwalają na większy optymizm w obozie kontrkandydata. I tak, w pierwszej turze wyborów prezydenckich w Serbii najwięcej głosów zdobył Boris Tadić z Partii Demokratycznej – 25,31%. Tuż za nim, w barwach Serbskiej Partii Postępowej, uplasował się Tomislav Nikolić – 25,05%. Kolejne miejsca (powyżej 5%) zajęli: socjalista Ivica Dačić – 14,23%, lider Demokratycznej Partii Serbii Vojislav Koštunica – 7,44%, reprezentujący Zjednoczone Regiony Serbii Zoran Stanković – 6,58% oraz liberał Čedomir Jovanović – 5,03%.

Ostatni sondaż agencji Ipsos Strategic Marketing wskazuje, że w drugiej turze za Tadiciem zagłosuje 58% uprawnionych do głosowania. Jeśli te preferencje potwierdzą się 20 maja, to faworyt sondaży zasiądzie w fotelu prezydenta po raz trzeci (dzięki rozpadowi federacji Serbii i Czarnogóry i uchwaleniu w jego wyniku nowej konstytucji), potwierdzając, że ośmioletnia praca nad wizerunkiem męża zaufania i ojca europejskiej przyszłości Serbii nie poszła na marne. Poza tym Tadić znany jest z tego, że „raz zdobytej władzy, nie oddaje szybko”, choć niemal do perfekcji opanował zdolność tuszowania swoich zapędów autokratycznych (wykształcenie psychologiczne, urok osobisty – brzmi naiwnie, lecz przy kreowaniu wizerunku politycznego potrafi mieć duże znaczenie), kokietując to krajowe, to zagraniczne podwórko. Należy przy tym zauważyć, że Tadić był jedynym prezydentem europejskim, który pełniąc obowiązki głowy państwa, nie zrezygnował z szefowania swojej partii.

Dość ciekawie przedstawiają się wyniki wyborów samorządowych w Serbii, a to ze względu na ich duże zróżnicowanie. I tak, w Belgradzie wygrali demokraci – 35,18%, w Kragujevacu lokalna lista „Razem dla Kragujevaca” – 37,28%, w Kraljevie i Niszu postępowcy – odpowiednio 20,6% i 21,9%, natomiast w Nowym Sadzie demokraci – 18,61%. Wybory lokalne były jedynymi, których nie zorganizowano w Kosowie, ze względu na wyraźną, choć nie sformułowaną wprost presję Unii Europejskiej. Oczekiwano, że taka decyzja może wywołać incydenty lub zamieszki na tym terenie, jednak tam, jak i w całej Serbii – na co wskazują zagraniczni obserwatorzy – wybory przebiegły bezproblemowo.

Choć na czołach uczestników wyborczego maratonu pot leje się strumieniami, a z ich ust daje się słyszeć zapewnienia o intensywnych rozmowach koalicyjnych, których naczelną ideą jest dobro kraju i obywateli, to wiedzą oni, że mimo trudów ostatnich etapów biegu po władzę, dla części z nich jest ona już bliżej niż dalej. Analiza wyników głosowań, sondaży przed drugą turą wyborów prezydenckich, nastrojów i komentarzy pozwala na stwierdzenie, że oblicze powyborczej Serbii nie będzie drastycznie odmienne od obecnego. Należy zatem oczekiwać utrzymania dotychczasowej polityki krajowej i zagranicznej, pamiętając jednak o jej kruchych podstawach i wciąż wpływowych w tym kraju środowiskach, w interesie których leży polityczna destabilizacja.

 

About Katarzyna Ingram

KOMENTARZE