Home / Kultura / Pożegnanie Pink Floyd w tureckim stylu
26560143

Pożegnanie Pink Floyd w tureckim stylu

Pink Floyd, jeden z największych zespołów w historii muzyki, wydał nowy album, którego jeden z utworów ma tytuł po turecku. Ta bardzo dobra wiadomość stanowi jednocześnie ogromny smutek dla fanów grupy. Następnego albumu nie będzie, kurtyna opada…

Członkowie zespołu nadali kształt historii muzyki i wszczepili w ludzkość dobro. Ale ten czas się skończył. Pink Floyd swoim nowym albumem, „Endless River” kończy swą podróż.

Składanka, która ukazała się 20 lat po płycie „Division Bell”, skomponowana przez Davida Gilmoura, Nicka Masona i Richarda Ricka Wrighta, nadała sens ich działalności. Po śmierci Ricka Wrighta w 2008 r. Gilmour wraz z Masonem zaczęli myśleć o wydaniu nowego albumu, czego nikt się nie spodziewał. Powstała płyta pożegnalna, całkowicie instrumentalna (poza utworem „Louder Than Words”) i z pewnymi dodatkami.

Album został nagrany zarówno w stylu Ricka Wrighta, jak i Pink Floyd. Gilmour tak skomentował zamknięcie kariery zespołu w magazynie Rolling Stones:

- Wszystko, co włożymy w tę pracę powstałoby z nagrań z drugiej ręki. Trasa koncertowa Pink Floyd nie jest możliwa, ponieważ nie ma z nami Ricka. To smutne, ale wszystko ma swój koniec.

Tytuł utworu: „Anısına” („W hołdzie dla”)

Utwór ten dedykowany jest Rickowi Wrightowi. Zagra w nim izraelski klarnecista, Gilad Atzmon, nadając dziełu orientalny nastrój. Gilmour nadał taką nazwę dla utworu, jak sam przyznaje, po przestudiowaniu tureckich pieśni żałobnych.

Oczywiście, nie można zapomnieć o Watersie, który wszedł na miejsce założycieli zespołu i opuścił grupę w 1985 r. w nieprzyjemnych okolicznościach. Waters, aby dostać prawa do nazwy grupy, otworzył sprawę w sądzie, ale przegrał ją, i tak rozpoczął się okres zimnej wojny wraz z członkami innego zespołu. Następnie Gilmour wydał drugi album Pink Floyd. Obydwaj zorganizowali osobne trasy koncertowe.

W 2005 r. po 24 latach zagrali na wspólnej scenie w Afryce na koncercie Live8. Po tym wydarzeniu wszyscy myśleli, że zespół się zjednoczy. Zaproponowano nawet 150 milionów dolarów na trasę po Ameryce, lecz Gilmour się na to nie zgodził. Dzięki koncertowi album zdobył 8. miejsce w sprzedaży na liście albumów roku.

- Od teraz Pink Floyd nie potrzebuje przychodów – powiedział Gilmour, przestając zdobywać takie sukcesy, jak inni artyści.

Trzy lata później Walters i Gilmour znów zagrali razem, w tym wypadku z dedykacją dla dzieci z Palestyny. Propozycja wyszła od Gilmoura. Wystarczyła kreatywność „The Wall” i delikatny temat dramatu Strefy Gazy, żeby mogli zjednoczyć się z publicznością na koncercie. Rok później Walters zaprosił Gilmoura i Nicka Masona na wspólny występ w Londynie. Gilmour zagrał swoje najpiękniejsze solo gitarowe, „Comfortably Numb”, ale to wszystko.

Wieloletni żal

Decyzja Watersa o odejściu przesądziła o późniejszym murze w kontaktach z grupą. Gilmour tak wyraził się na kilku koncertach:

- Dawniej przeżyliśmy złe chwile, w czym był również mój udział.

Waters przyznał, że wynik procesu był zafałszowany, ale Gilmour nie zgodził się na jakiekolwiek wspólne nagranie kolejnego albumu.

Pomimo tego na ostatniej płycie padło stwierdzenie, że „tutaj jest również Waters”, co poruszyło opinię publiczną. Waters:

- 29 lat temu opuściłem Pink Floyd. Nie ma mnie na „Endless River”. Zrozumcie to w końcu.

Nawet na ostatnim albumie widać konflikt na linii Gilmour-Waters.

- Ja i Roger narobiliśmy takiego hałasu, że Rick nie mógł zrobić wielu wspaniałych rzeczy – przyznał Gilmour.

Współpraca dwóch szaleńców

Po odejściu Watersa Nick Mason był najweselszy.

- David rezygnując z członkostwa zostawia mi zespół, żebym objechał świat w trasie koncertowej z samą perkusją.

Mason, nie pamiętając o Sydzie Barett’cie nie mógł przyznać racji Watersowi:

- To prawda, że ci niestabilni emocjonalnie ludzie byli wielkimi muzykami. Gdyby nie było szalonego Syda i szalonego Rogera, prawdopodobnie komponowalibyśmy bzdurne piosenki.

Co się stało, to się nie odstanie, ale ta grupa kilku ludzi o duszy sufi nadal będzie wpływać na słuchaczy. „Endless River” będzie ostatnim jej, które znajdzie miejsce w sercach milionów. Tak jak w piosence: „Rzeka bez końca, zawsze i wciąż…”.

Źródła: hurriyet.com.tr

About Magdalena Malec

Studentka (już prawie absolwentka!) Studiów Filologiczno-Kulturoznawczych na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zgłębia tajemnice trzech języków obcych, co wiąże się z częstym płaczem i zgrzytaniem zębów. Jej miłością są j. obce, choć to trudny i burzliwy związek (patrz wyżej). Jej największą pasją jest język i kultura turecka, podróże, rzewna muzyka orientalna, poetyckie tureckie kino i taniec wschodni. Zafascynowana różnicami kulturowymi między krajami arabskimi, Iranem oraz Turcją, wzdycha po nocach o podbojach lingwistycznych na Bliskim Wschodzie.
KOMENTARZE