Home / Społeczeństwo / Retrospekcje: „The Guardian” o Jugosławii w 1970 r.

Retrospekcje: „The Guardian” o Jugosławii w 1970 r.

W kolumnie „From the Guardian archive” wczorajszego wydania popularnego brytyjskiego dziennika przypomniano artykuł jego dziennikarzy z 21 lutego 1970 r. pt. „The contradiction of Yugoslavia”. Jest to interesująca lektura nie tylko dla tych, którzy pamiętają Jugosławię sprzed 42 lat, ale i dla tych, których interesuje jej ówczesny wizerunek na kapitalistycznym Zachodzie.

Jugosławia to kraj sprzeczności: z jednej strony komunizm, z drugiej wciąż wolne społeczeństwo.
Wyjaśnieniem takiego stanu jest fakt, że nie jest to już czysto komunistyczne państwo, choć wciąż funkcjonują w nim anomalia, które Zachód może uznać za poważne ograniczenia wolności. Jugosławia jest przede wszystkim mocno zdyscyplinowana.
Jej system samorządu robotniczego i decentralizacja wymagają dokładnej analizy. Ktoś mógłby ulec pokusie i stwierdzić, że w Jugosławii panują zachodnie standardy, jak na przykład te we Włoszech. Partia Komunistyczna wciąż jednak odgrywa wiodącą rolę w kraju i wciąż opłaca się do niej należeć.
Choć Jugosławia nie akceptuje kremlowskiego komunizmu, jest przeciwna modelowi społeczeństwa opartego na kapitale prywatnym. Nie podziwia ani brytyjskiej demokracji – wraz z jej legislatorami odpowiedzialnymi za dyscyplinę, jak i opozycją dążącą do obalenia rządu – ani amerykańskiego systemu z całym jego kombinatorstwem, z dala od zwykłych ludzi.
W teorii, panuje rozdział partii komunistycznej od państwa. W rzeczywistości jednak, wszyscy ministrowie federalni i krajowi oraz wiodący urzędnicy są jej członkami. Choć partia nie wydaje już dyrektyw, to ustanawia zasady, według których rząd powinien działać.
Członkostwo w partii jest niezbędne jeśli ktoś chce zostać ministrem. Niemal niezbędne jest w wyborach do zgromadzeń. Absolutnie niezbędne w wojsku i dyplomacji. Członkami są także dyrektorzy większości fabryk i instytucji.
Z drugiej strony, na poziomie codzienności, przynależność do partii jest kwestią wyboru. Łatwo także z niej odejść. Jeśli dyrektor fabryki jest aktywnym działaczem, to najprawdopodobniej jego główny inżynier już nie. Przedstawiciel macedońskiego Ministerstwa Informacji, który był moim cicerone także nim nie był. Tak jak i wielu profesorów.
W Jugosławii znaczący jest trend zmniejszania wpływu rządu na prawie każdy aspekt życia. Tendencja ta, jak i decentralizacja są tak zaawansowane, że wielu komunistów próbuje przywrócić choć drobny element wpływów centralnych.
Nie chcą jednak powrotu do sowieckiego komunizmu (chociaż istnieje pewna konformistyczna frakcja, która nie byłaby przeciwna centralnie kontrolowanym zasadom ideologicznym), ale raczej wprowadzenia pewnego rodzaju jugosłowiańskiej polityki narodowej, która zbliżyłaby do siebie niezależne trendy tworzone przez samorząd robotniczy.
Istnieje również naturalny związek między postępowcami a konserwatystami oraz między bogatymi a biednymi. Zamożna północ często pomaga bardzo biednemu południu. Idee lewicowe i prawicowe stają się niejasne i rozmywają się.
Marszałek Tito, który jest jednocześnie postępowy i konserwatywny, przewodniczy szarpaninie z monarchistycznym prestiżem.
Linia podziału między siłą partii a niezależnością obywatelską jest trudna do wytyczenia. Wielu Jugosłowian twierdzi, że cele rewolucji zostały osiągnięte, więc członkostwo w partii staje się coraz mniej ważne.
Jeden z młodszych ministrów powiedział mi: „Nie jesteśmy już tak uzależnieni od zasad. Są one dla nas teraz przeszkodą, bo my jesteśmy już dużo bardziej pragmatyczni”.
Stare złe czasy znajdują jednak usprawiedliwienie w następującym stwierdzeniu: „Staramy się harmonijnie zebrać w okres 25 lat to, co Oxford, Cambridge, Harvard i Yale osiągnęły w 250 lat. My także byliśmy państwem okupowanym, a wspomnienia z tamtych dni wciąż są żywe. To, co wydarzyło się po jugosłowiańskiej rewolucji było absolutnie konieczne. Teraz jest już inaczej”.

 

Tłum.: Anna Kasprzak

 

About Katarzyna Ingram

KOMENTARZE