Home / Polityka / Rumuni spekulują kto zastąpi prezydenta Băsescu

Rumuni spekulują kto zastąpi prezydenta Băsescu

Ubiegłotygodniowa decyzja sądu konstytucyjnego stwierdzająca nieważność referendum nad odwołaniem prezydenta na nowo otworzyła problem sukcesji po prezydencie Traianie Băsescu. Gdyby prezydent został odwołany, a wybory odbyły się w najbliższym czasie, prawie na pewno następcą  Băsescu zostałby tymczasowy prezydent (na czas zawieszenia odwoływanej głowy państwa), kandydat centrolewicowej Unii Społeczno-Liberalnej Crin Antonescu. Tymczasem w ciągu najbliższych dwóch lat (następne wybory prezydenckie odbędą się pod koniec 2014 roku) w Rumunii może wydarzyć się bardzo wiele, szczególnie gdy myślimy o kondycji gospodarki uzależnionej od krajów strefu euro, i polityczna busola coraz bardziej może wskazywać w kierunku centroprawicowej Partii Demokratyczno-Liberalnej (z którą związany jest Băsescu) niż zmagającej się z problemami ekonomicznymi kraju USL.

Przeprowadzony dzień po orzeczeniu sądu konstytucyjnego (21 sierpnia) sondaż ośrodka IRES wskazuje, że największe szanse na zastąpienie obecnej głowy państwa mają Crin Antonescu i były premier (bezpartyjny, ale związany z PDL) Mihai Răzvan Ungureanu. Pośród respondentów zapytanych na kogo oddaliby swoje głosy, gdyby wybory odbyły się w najbliższym czasie, na tego pierwszego wskazało 38%, na drugiego 11%. Ponieważ drugie miejsce wśród preferowanych kandydatów zajął aktualny prezydent Traian Băsescu (23% ankietowanych), który nie może kandydować na trzecią kadencję i poprze Ungureanu, zaś trzecią pozycję uzyskał premier Victor Ponta (11%), który poprze Antonescu jako kandydata USL, polityczna walka rozegra się pomiędzy Antonescu a Ungureanu.

Oprócz gospodarki problemem Antonescu może być jego wiarygodność. Przed referendum p.o. prezydenta zapowiedział, że w razie powrotu Băsescu na stanowisko prezydenta odejdzie z życia politycznego. Słowa nie dotrzymał, w sondażu IRES za jego zniknięciem z polityki opowiada się 48% ankietowanych, tylko jeden punkt procentowy mniej wyraża odmienną opinię. – Nie poddam się w obliczu gróźb, szantażu, a zawłaszcza wobec faktu, że 7,4 miliona obywateli głosowało za ustąpieniem prezydenta Băsescu – tłumaczy swoją niechęć do przejścia na polityczną emeryturę tymczasowy prezydent i lider Partii Narodowo-Liberalnej.

Kontrowersje wzbudziła niedawna wypowiedź Antonescu, w której zauważał pozytywne strony reżimów autorytarnych, ale nie tylko z tego powodu polityk wzbudza mieszane uczucia u elit intelektualnych Rumunii. We wpisie na swoim blogu jeden z najbardziej znanych rumuńskich politologów (tłumaczony także na język polski) Vladimir Tismaneanu nazwał Crina Antonescu „najbardziej śmiesznym politykiem Rumunii po 1989 roku”.

Ungureanu, jego potencjalny rywal do prezydentury, to były premier, cieszący się opinią fachowca i polityka niezależnego. Zanim został premierem (był nim przez kilka miesięcy tego roku) kierował rumuńską dyplomacją, a także wywiadem zagranicznym Rumunii. Bezpartyjny, po odejściu z pracy w rządzie zajął się budowaniem nowej politycznej marki opartej na Partii Demokratyczno-Liberalnej i środowiskach centroprawicowych, ale nie obarczonej balastem skandali z czasów sprawowania rządów przez PDL.

Omawiając różne warianty obsadzenia stanowiska prezydenta Rumunii warto przypomnieć, że kraj ten przechodzi teraz okres gwałtownej politycznej destabilizacji, więc możliwe są wszystkie warianty rozwoju sytuacji, w tej chwili uważane nawet za najbardziej nieprawdopodobne. USL pokazała już, że aby utrzymać władzę zdolna jest dokonywać w ostatniej chwili znaczących zmian w prawie, zatem nie można nawet wykluczyć tego, że jeśli za dwa lata Crin Antonescu nie będzie rokował dobrze w sondażach koalicja po prostu zmieni konstytucję, a prezydenta wybierze parlament.

Nie wiadomo również, czy wybory prezydenckie nie odbędą się wcześniej. Komentatorzy spekulują, że USL i Ponta mogą za rok powtórzyć scenariusz zawieszenia i odwoływania prezydenta, czemu sprzyja powtarzanie przez centrolewicowych polityków opinii, że prezydent stracił moralne prawo do sprawowania władzy, ponieważ jego odwołanie poparło w referendum 87% głosujących. O uznaniu nieważności głosowania zadecydowała frekwencja poniżej 50%, pro-prezydencka PDL nawoływała do bojkotu referendum.

Krzysztof Górski

Źródła: adevarul.ro

About Krzysztof Górski

Gdańszczanin z urodzenia i z wyboru, nie wyobraża sobie życia bez większej wody, najchętniej słonej. Rumunofil. Pisze pracę doktorską na Uniwersytecie Gdańskim, która dotyczy Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Po jej ukończeniu marzy mu się praca na uczelniach w Dar es Salaam, Mombasie albo Luandzie.
KOMENTARZE