Home / Polityka / Rumunia: Bojkot referendum i groźby pod adresem prezydenta

Rumunia: Bojkot referendum i groźby pod adresem prezydenta

Centroprawicowa Partia Demokratyczno-Liberalna (PDL), popierająca zawieszonego prezydenta Traiana Băsescu, wezwała we wtorek do bojkotu referendum, które odbędzie się 29 lipca, nazywając je „maskaradą”. Głosowanie, w którym obywatele mają potwierdzić odwołanie przez parlament prezydenta, będzie ważne tylko pod warunkiem, że do lokali wyborczych pójdzie więcej niż połowa uprawnionych. Tymczasem według ostatnich sondaży głosować chciało 55-60% Rumunów, w tym 60-70% za odwołaniem prezydenta. Jeżeli zwolennicy Băsescu posłuchają wezwania „pedelistów”  i zostaną w domach istnieje możliwość że wymóg nie zostanie spełniony i zawieszony prezydent utrzyma władzę.  Sytuacja ta wydaje się prawdopodobna z powodu szczytu sezonu urlopowego, pomimo usilnych starań przeciwników prezydenta – Unii Społeczno-Liberalnej (USL) premiera Victora Ponty – o podniesienie poziomu frekwencji, jak wydłużenie godzin głosowania i zwiększenie liczby punktów wyborczych.

Kwestia wysokości frekwencji niezbędnej do uznania ważności referendum i odwołania prezydenta była w ostatnim czasie przedmiotem konstytucyjnych manipulacji i otarła się o Komisję Europejską. USL zmieniła prawo wyborcze tak, aby ominąć wymóg minimum 50% frekwencji w referendum, atakując jednocześnie sędziów Sądu Konstytucyjnego i ograniczając jego uprawnienia. Trybunał konstytucyjny w Bukareszcie uznał jednak że uchylenie progu frekwencyjnego  za niezgodne z rumuńską ustawą zasadniczą. Komisja Europejska wyraziła wówczas głębokie zaniepokojenie podważaniem w Rumunii fundamentów państwa prawa i wartości europejskich.

Wezwanie do bojkotu referendum oburzyło centrolewicę. Premier Ponta poinformował, że wyśle list do Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i  frakcji w PE z informacją o decyzji PDL: – Traian Băsescu i PDL oszukali europejskich partnerów żądając poszanowania orzeczeń Sądu Konstytucyjnego, który domagał się frekwencji 50% do uznania ważności referendum. (…) PDL narusza konstytucję i popełnia przestępstwo. Takie postępowanie, kiedy obywatelom utrudnia się wyrażenie swojej wolnej opinii poprzez referendum, zagrożone jest karą więzienia od 6 miesięcy do 5 lat – groził szef rządu.

Centrolewica prowadzi przed referendum kampanię opartą na najwyższych emocjach, twierdząc, że prezydent jest odpowiedzialny za afery korupcyjne i doprowadził do wyniszczenia gospodarki.

Ponieważ zapewne przytłaczająca większość i tak zagłosuje za odwołaniem niepopularnego prezydenta przez kolejne dwa lata pozostałe do końca kadencji Băsescu Rumunii grozi  wyniszczająca „wojna na górze” i przepychanki pomiędzy osłabioną politycznie głową państwa a socjaldemokratycznym premierem Victorem Pontą. Ponta już stwiedził, że nie wyobraża sobie dalszej współpracy z prezydentem Băsescu.

Scenariusz, w którym prezydent Băsescu traci jednak władzę również nie jest optymistyczny dla Rumunii. Centrolewica będzie mogła w dalszym ciągu, teraz już bez hamulców, zawłaszczać kolejne obszary państwa. O tym, że jej apetyty są wielkie, mogliśmy przekonać się w ostatnich tygodniach, kiedy  to USL przejęła m.in. Rumuński Instytut Kultury, Archiwa Narodowe, Instytut Statystyki, czy publiczne media.  Pod znakiem zapytania staje również sama współpraca w ramach rumuńskiej „grupy trzymającej władzę”. Niektórzy obserwatorzy uważają, że pełniący  obowiązki prezydenta Crin Antonescu (z Partii Narodowo-Liberalnej, uczestnika koalicyjnej USL) pomimo wcześniejszych uzgodnień wcale nie musi być wspólnym kandydatem na prezydenta. Pomazańcem socjaldemokratów mógłby być popularny burmistrz Bukaresztu Sorin Oprescu, a wówczas możliwa jest druga tura, w której rywalizowałby z byłym premierem Mihaiem Răzvanem Ungureanu, popieranym przez Băsescu.

Krzysztof Górski

Źródła: revista22.ro, adevarul.ro

About Krzysztof Górski

Gdańszczanin z urodzenia i z wyboru, nie wyobraża sobie życia bez większej wody, najchętniej słonej. Rumunofil. Pisze pracę doktorską na Uniwersytecie Gdańskim, która dotyczy Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Po jej ukończeniu marzy mu się praca na uczelniach w Dar es Salaam, Mombasie albo Luandzie.
KOMENTARZE